Historia · 6 min czytania
Szczęscie mnie uleczyło
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wiem, że człowiek, który darzy nas wielką miłością potrafi dać siłe na dalsze życie ... Wszystko zaczęło się od wypadku samochodowego. Zstałam sparaliżowana nie mogłam chodzic to było straszne!Obudziłam się i nie mogłam wstać, uciec,pobiegnąć. Zaczęłam płakać, ale musiałam ratować moich rodziców. Obudziłam ich, bo jak ja wcześniej byli nie przytomni.Mama na szczęscie była tylko lekko pokaleczona, tata zaś nie uległ zadnym urazom. Obydwoje wynieśli mnie z prawie płonącego samochochodu. Zaraz po wypadku znależlismy sie w szpitalu.Wiedziałam co mnie czeka:wózek inwalidzki to końca życia.Moje przeczucia potwierdził lekarz, przedstawiając diagnozę badań.Byłam w szoku nie wyobrażałąm sobie zycia bez poruszania się o własnych nogach. Przez pewnien okres czasu zamknęłam się w pokoju,płakałam i użalałam się nad sobą.Nie mogłam znieść muśli,że moje koleżanki chodzą do szkoły,ćwiczą na wuefie, spacerują po szkolnych korytarzach,wieczorami biagaja po parku aby dbać o linię...Patrzałam na te pokaleczone, martwe nogi i pytałam samą siebie"dlaczego ja ?? Dlaczego właśnie mnie spotkał taki los ... za co ??". Czasem w nocy się budziłam zapominając, że nie moge chodzic zrywałam się z łóżka chcąc się iść do łazienki, upadałam na podłogę i znów zaczynałam płakać...Odizolowałam się od świata, nie uczęsczałam do szkoły, nie wychodziłam na dwór,nie oglądałam telewizji nie grałam na komuterze, nie spotykałam się z przyjaciółmi...Zazwyczaj skulona pod kołdrą leżałam na łóżku sama jak palec.Żaluzje zasłaniały światło dzienne w pokoju było ciemno i cicho. Cały czas faszerowałam się tabletkami na uspokojenie i na ból głowy.Kilka tygodni pózniej moj tata przyniósł wozek abym mogła wyjść na dwór.Ngdy podczas moich piętnastu lat życia nie myślałąm,że kiedy kolwiek usiądę na wózku inwalidzkim, na dodatek z powodu barku czucia w nogach.Od czasu gdy go miałam postanowiłam, że będę wyjeżdzac czasem na spacery, ale sama nie chciałam niczyjej pomocy.Następnego dnia sama zeszłam na dół ze schodów, wózek stał pod drzwiami, podczołgałam sie do niego, usiadłam i ruszyłam.Jechałam prosto wzdłuz chodnika, poniewaz dopiero się uczyałam, więc nie chciałam zbyt daleko się oddalać od mojego domu, w pewnej chwili ujżałam dziewczyne, która również jeżdziła na wózku, ale w przeciwieństwie do mnie była uśmiechnięta i nie była sama, jej wózek pchał najprawdopodobniej jej chłopak. Zrobiło mi się strasznie smutno, bo ja byłam zupełnie sama moj najlepszy przyjaciel Łukasz po wypadku nawet nie zadzwonił poprostu mnie zostawił...Zapłakana wróciłam do…