Romans · 11 min czytania
Szczęście zakończone nieszczęściem Część V
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przez cały czas od kiedy on tu trafił zastanawiam się kim on jest. Często zachowuje się dziwnie i tak samo dziwnie mówi. Właśnie mi wyjaśnił że ma imię. Bogdan. Od kiedy nie usłyszałam jego imienia nie wiedziałam że takie imię istnieje. Jest przecież dużo dziwnych rzeczy na tym świecie. Jednak kiedy zawsze pytam o jego historie nie chce mi nic powiedzieć mówi tylko ,,moja historia życia nie jest tu potrzebna do twojej”. Czasem się cieszę że on tu jest. Nie czuję już takiej pustki, smutku, żalu i bólu jak wcześniej. Bo od Bogdana zawsze płynie taka pozytywna energia. Kiedy się załamuje i znowu czuję ten okropny nie do zniesienia i nie do opisania ból on zawsze potrafi mnie pocieszyć tymi swoimi dziwnymi wyznaniami i do tego mam te połówki serca. Długo zastanawiałam się nad słowami mojego ukochanego ,,Nie używaj tego tak często bo zblaknę” i doszłam do wniosku że po raz kolejny złącze te połówki w czarnej godzinie. Dzięki Bogdanowi zaczęłam mieć nadzieje na to że kiedyś stąd wyjdę. Wymusił na mnie przysięgę że TU nie popełnię samobójstwa. Tak żałuje tej przysięgi bo przecież nie mogę żyć tylko wizjami. Chcę w końcu na prawdę spotkać się z Krisem i spędzić z nim całą wieczność. Jestem i tak pewna że niedługo do niego dołączę. Oni przecież mówili ,,najlepsze mamy dla ciebie” czyli że umrę. -Wiesz co Bogdan boję się- powiedziałam ze strachem na myśl że nie długo a może i długo będę musiała odejść. -Czego się słońce boisz- obudził się z ,,drzemki” i spojrzał na mnie pytająco. -Kiedyś myślałam że najbardziej boje się bólu który rozłączy moje ciało i skieruje na drogę śmierci. Lecz teraz boje się chwili kiedy odłączę się od życia. Boje się że być może po życiu nie spotkam Krisa. Że znowu będę musiała cierpieć- chcą czy nie chcąc wyobraziłam siebie jak przez całą wieczność szukam mojego ukochanego i cierpię jednocześnie. Na tą myśl poczułam coś piekącego pod powiekami. Jakiś potwór po raz kolejny zaatakował mnie i skazał na chwile cierpienia. Spięłam się i mocno zacisnęłam powieki. Czekałam kiedy ból minie i kiedy w końcu zdarzę dokończyć tą rozmowę. -Zupełnie nie potrzebnie się boisz, kochanie. Jeżeli przestałaś się bać bólu fizycznego to już nie masz więcej powodów do strachu. Jak umrzesz nie z własnej ręki to masz moje słowo że spotkasz swojego ukochanego Romea w raju przy Panu Bogu- łagodnie uśmiechnął się. Odszukał mojego wzroku. Spojrzał na mnie tak łagodnie i tak że widać było jak na dłoni że mówi prawdę. Potem znowu odszedł w swój częsty ,,trans”. Czy to w ogóle ma jakiś sens. Jeżeli jakimś cudem przeżyje i znowu będę wolna to ta wolność nie będzie dla mnie ,,wolnością” której ja szukam. Bardziej pragnę śmierci niż życia poza tym miejscem bo te ,,poza miejsce”jest prawie takie same jak tu gdzie teraz i od roku jestem. TU odczuwam pustkę i brak mojego księcia. Tak samo i tam tak będzie. Więc wolałabym żeby nie było żadnych cudów. -Myślę że ty masz jakiś dar- ni stąd ni zowąd powoli otwierając oczy powiedział Bogdan. Spojrzał się na mnie tak jak na coś nieziemsko cennego. Zaskoczył mnie tym stwierdzeniem. Że ja? Jakiś dar mam? -Niby skąd te przepuszczenia? Zaskoczona zapytałam. -Masz wyjątkowo delikatną aureole- Silnie wypowiedział te słowo. Próbowałam dopatrzeć się w jego twarzy jakiś znaków że sobie ze mnie żartuje. Ale wyraz twarzy miał poważny i nic nie wskazywało że robi sobie żarty. -Ha. Skąd to niby wiesz? Zapytałam z sarkazmem. -To bardzo proste siostro. Zastanów się czy normalna osoba po złączeniu dwóch metali może zobaczyć ducha zmarłego? Spojrzał mi głęboko w oczy. Gdyby nie ten zacięty wyraz twarzy byłabym pewna że żartuje. Na słowa ,,ducha zmarłego” znowu poczułam olbrzymi skurcz w sobie. Zamknęłam powieki i zaczęłam głośna oddychać. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym. Inaczej. Nigdy nie patrzyłam na moje wizje z innej strony. W wizjach nie nazwałabym mojego ukochanego Krisa ,,duchem zmarłym”. -Ciekawe czy potrafisz zobaczyć oprócz swojego straconego księcia inne duchy zmarłych? Ciągnął te dziwne przypuszczenia dalej. -Nie nie nie. Kris nie jest żadnym duchem! Męczyły mnie te jego dziwne wymysły. -Tak... To kim on niby jest? Przecież nie może być człowiekiem- lekko się uśmiechnął. Na te słowa lekko zadrżałam. Ta wymiana zdań zaczęła mnie irytować. -Kris jest Krisem. I koniec- Rzekłam tonem nie znoszącym sprzeciwu. Potem namyśliłam się. Jeżeli Bogdan mówi prawdę? -W każdym razie jest człowiekiem. Na przecież pokazuje mi się jako człowiek- dodałam cichym głosem,mniej pewnie. -Nie zdziwię się jak odwiedzi cię kiedyś inny zmarły- Podsumował naszą rozmowę, a potem zamknął oczy i znowu był ,,gdzie indziej”. Nie było sensu przekonywać go do swoich słów. On i tak będzie swoje twierdził. Że on zawsze musi być taki wszystkiego pewny... Trochę mnie to w nim denerwuje.
ZGRZYT
Ten dźwięk wybudził mnie z tak chwilowej drzemki. Nareszcie . Tak w końcu oni przybyli. Chcąc czy nie chcąc moje tętno przyspieszyło. Teraz może dołączę do niego. Niczego się nie boje. Chyba że ... Nie nie mogę teraz o tym myśleć. Niczego się nie boje. Niczego? To skakało mi po głowie. Czy teraz naprawdę jestem gotowa opuścić raz na zawsze te nieskromne progi? Tak oczywiście przecież przygotowywałam się na to i niczego bardziej nie pragnęłam. Ba, nawet sama próbowałam stąd odejść. Ale to było wcześniej. Wtedy nie miałam tych wizji, wtedy naprawdę nie wiedziałam sensu życia. Jednym słowem teraz miałam potworny mętlik w głowie.…