edukacja · 34 min czytania
Szczęśliwe zakończenie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Historia ta zdarzyła się w małym miasteczku Kalinowo. Na końcu miasteczka stał dom kryty strzechą. Nieco dalej od domu stała kuźnia, w której pracował Lesław. Kowalstwo przejął po swoim ojcu. Mając dwadzieścia dwa lata ożenił się z Zofką, z dziewczyną z odległej wioski, która po roku czasu powiła mu syna. Nadano mu imię Milan. Rodzina żyła szczęśliwie i dostatnio. Milan rósł ku uciesz swoich rodziców. Miał cztery lata kiedy Zofka zachorowała na suchoty. Zmarła po roku czasu. Lesław został sam z synem. Trudno mu było dzielić czas na pracę i na pieczę nad synkiem. Rodzice Lesława dawno już odeszli z tego świata. Matka Zofki nie chciała zamieszkać z zięciem. Nie mając wsparcia w nikim radził sam z pracą i opieką nad synem. Kiedy szedł do pracy zbierał Milana do kuźni. Nie było to miejsce dla dziecka, ale i ostawić go samego w domu nie mógł. Codziennie ciut świt wychodzili z domu do kuźni i wracali do domu późnym wieczorem. Z kuźni Lesław niósł Milana na rękach. Zanosił go do jego izby, rozbierał i kładł do łóżka. Na koniec całował go w czoło i wychodził. - Nie synku. Tak nie może być. Meczę ciebie i siebie. Pojedziemy do babci. Może coś zaradzi. – powiedział Lesław cicho. - Kiedy tato? – zapytał Milan. -Śpij synku. Jutro porozmawiamy o tym. - Ktoś stuka ojcze do drzwi – powiedział Milan. Dobranoc ojcze. Lesław wyszedł z izby i poszedł otworzyć drzwi. - A witaj Cesławo. A cóż was do nas sprowadza droga sąsiadko i to o tak późnej porze? - Byłam Lesławie wcześniej, ale was nie było. Lesławie nie pociągniesz tak długo. Dziecku trzeba opiekunki, tobie gospodyni. - A na cóż mi gospodyni, kiedy sam sobie radzę. - Chyba nie najlepiej? - Ale radzę. - Drogi Lesławie przyszłam do ciebie, bo mam kobietę, wdowę po Mościsławie. Z trudem ona wiąże koniec z końcem. Ma córkę w wieku Milana. Szuka zajęcia. Ona mogłaby poprowadzić ci dom i zaopiekować się Milanem. Odciążyłaby ciebie od spraw domowych, a ty zająłbyś się kuźnią. Zastanów się. Długo tak nie pociągniesz, a ona poprawi swój byt. - Dobrze Cesławo zastanowię się. Jutro dam ci odpowiedź. - Dobrze. Kalina po śmierci męża została sama z córką Jadwinią. Nie było jej lekko. Najmowała się do różnych prac, aby utrzymać córkę i siebie. Dzięki pracy u kowala miałaby zapewniony byt dla siebie i dla córki. Kowal zgodził się. Cesława była zadowolona. Czym prędzej pobiegła do Kaliny i przekazała jej odpowiedź. Ta zaczęła pakować się. - Spokojnie Kalino. Nie śpiesz się. Kowal powiedział, że przyjedzie po was w niedzielę. Musi wyszykować izby dla was. - Dobrze Cesławo. Może to koniec moich kłopotów. Dobra z ciebie kobieta. Mam ser i jajka. Zapakuję ci. - Dziękuję Kalino. Chętnie podjem twojego sera. Jest taki dobry, a i jajka przydadzą się. Do widzenia Kalino. - Do widzenia Cesławo. Niech Boh da ci dużo zdrowia. Kowal dotrzymał słowa i w niedzielę przyjechał po matkę i córkę. Kalina była dobrą i gospodarną kobietą. Potrafiła uwarzyć każdą strawę, tak, że kowal przytył na jej garnuszku. W domu było zawsze czysto. Milan zaprzyjaźnił się z Jadwinią. Latem biegali po łąkach, bawili się w sadzie, puszczali statki na rzece. Zimą chodzili po zaspach, siadali przy piecu i przekomarzali się. Przyrzekli sobie, że nigdy nie rozstaną się, a gdy jedno zagubi się, to drugie będzie szukać i czekać. Tak minęły dwa lata. W niedzielę Kalina położyła dzieci wcześniej niż zwykle. Sama zaś siadła w kuchni na przypiecku i czekała na Lesława. Była już bardzo późno kiedy Lesław wszedł do kuchni. - Jeszcze nie śpicie? – zapytał. - Nie Lesławie, czekam na ciebie. Pewnie jesteś zmęczony, siądź sobie, a ja tym czasem zagrzeję ci polewki. - A mojemu Milanowi, niczego nie brakło dzisiaj? - Wy tylko Milan i Milan. A i inni też wyglądają ciebie, kiedy wrócisz z pracy. - A Milan gdzie? – zapytał kowal udając, że nie słyszał odpowiedzi. - Mości Lesławie jest już późno, więc śpi. Pracowaliście długo i mocno strudzony jesteś. Podjedźcie sobie. Odpocznijcie. - Później. Teraz idę obaczyć Milana. Kalina zagrzewała polewkę. - Poszedł. On nawet mnie nie widzi. Uśmiecham się, a on tylko myśli o nim. - Tak słodko śpi mój aniołek – powiedział, kiedy wrócił z sypialni syna. - Tak. Zjedzcie polewki, bo stygnie, - Wy też idźcie spać. Czas na was. Jutro kiedy świt zaczynam pracę. Wy ostaniecie z Milanem. Nie czekajcie na mnie jutro, bo też późno wrócę. - Skoro świt idę do kuźni i w nocy z niej wrócę. Nie ma potrzeby, żebyś i ty nie spała. - Dlaczego tak ciężko pracujecie? Wszak nie braknie wam grosza. - W pracy zapominam o Zofce. - Jeszcze ją wspominacie? - Nie mogę zapomnieć. Miłuję ją, choć odeszła do zaświatów. Idźcie spać. Trochę jeszcze posiedzę. Jutro skończę robotę dla władyki, to pojutrze odpocznę. W kuźni zostawię Kojka, a sam pobędę z Milanem. Co prawda to terminator, ale już zna się na rzeczy i wie co ma robić.. Dobrej nocy Kalino. - Dobranoc Lesławie. Odchodziła powoli, jakby w nadziei, że jeszcze ją zawoła, że zatrzyma, ale Lesław zapalił fajkę i pogrążył się we wspomnieniach. Od chwili śmierci jego umiłowanej żony upłynęło prawie trzy lata, ale dla niego to jakby było wczoraj. Czas złagodził ból, ale go nie wyeliminował. Przed cierpieniem uciekł w pracę. Zapewnił Milanowi opiekę, ale zastanawiał się, czy dobrze zrobił. - Może uciekałem i od syna, który przypomina tak bardzo mi Zofkę. Może nie powinienem tyle czasu poświęcać dla pracy, dziecko też mnie potrzebuje. Jest przecież jeszcze mały. Kalina to dobra kobieta, ale jednak nie matka. Za bardzo skoncentrowałem się na sobie, a za mało na Milanie. Było mi wygodnie całą opieką obarczyć Kalinę, ale on potrzebuje ojca. W rozpaczy nie pomyślałem o nim. Gdyby żyła Zofka, inaczej wszystko byłoby, a tak nie ogarniam tego wszystkiego sam. - Tato! Tato! - Milan mnie woła. Biegnę synku. - Tato! Tato! - Co się stało? - Śnił mi się potwór. On szedł, aby mnie połknąć. - To tylko sen synku. Śpij, moje dziecko. - Połóż się przy mnie. Lesław przytulił swojego synka i pocałował w policzek. Kocham cię Milanie. Teraz już nie będę długo siedział w kuźni i będę więcej czasu spędzał z tobą. Pojadę po babcię. Może zamieszka z nami, a Kalinę odprawię. - Chcę jechać z tobą. -Dobrze. Pojedziemy w niedzielę. Śpij synku. Kalina podsłuchała rozmowę kowala z synem. Przestraszyła się. Wiedziała, że kowal bardzo rzadko wyjeżdżał z Milanem z domu, a jeszcze rzadziej jeździł do swojej teściowej. Teraz chce ją przywieźć do domu, aby zaopiekowała się Milanem. To by znaczył, że ona zostanie odprawiona. Inne miała ona plany. Zaczekała aż kowal zaśnie, ubrała się i wyszła z domu. Dotarła do chaty Rzepichy i zapukała - Wejdź. Z czym do mnie przychodzisz kobieto? - Służę kowalowi już prawie dwa lata. Dobry z niego człowiek, ale nawet nie spojrzy na mnie. Teraz chce jechać po swoją teściową, aby zajęła się domem i jego synem, a mnie odprawić. - Co chcesz osiągnąć? - Żeby spojrzał na mnie inaczej niż jak na gosposię. - Miłujesz go? - Tak. - Wiesz, że czary mogą obrócić się przeciwko tobie? - Nie. Chcę go poślubić. - A on? - Po śmierci żony zamknął się.. Mnie nie widzi. Martwi się tylko o syna. - Zaczekaj. Ostrzegam ciebie po raz drugi, że czary mogą źle skończyć się dla ciebie. Czy chcesz dalej czarami zdobyć jego miłość? - Chce być kowalową. - Zrobię miksturę na miłość. Dolej mu do napoju, tylko bacz, żeby to było o zachodzie słońca, bo inaczej będzie działać odwrotnie. Co dzień dolewaj mu po trzy krople do herbaty przez sześć dni, a obiecuję, że wzroku od ciebie nie oderwie. - Dziękuję, ale jak go zatrzymać w domu, żeby nie jechał do teściowej. Kiedy ją przywiezie, to będę musiała odejść. - I na to zaradzę, ale to niebezpieczna sprawa i trochę kosztuje. - Ile babo? - Masz córkę. Oddaj mi ją na początek na rok. Będzie pod moją pieczą. Smutno mi samej, a i nie mam komu przekazać swego rzemiosła. - Nie. - To nic ci nic nie dam. - Przez rok wszystko może się wydarzyć. Uwolnię się od wiedźmy. A toć mi nie powie, a muszę zatrzymać kowala – pomyślała Kalina. - To jak? zgadzasz się? - Tak. - Masz tu konopie. W konopie spleć włos kowala i spal nad świecą. Tedy i nie pojedzie do teściowej, a ostanie w domu. Córkę przyprowadź po swoim ślubie, a bacz, żeby nie później, bo zemszczę się. - Dobrze. Dziękuję. Dobranoc - Dobranoc. Dni minęły szybko i w końcu przyszła niedziela. Wczesnym rankiem kowal zbudził Milana. - Milanie już czas. Droga daleka wstawaj synku. Jedziemy do babci. Kalina już przygotowała śniadanie. - Jeszcze ciemno tatko. - Droga daleka, to i wcześniej trzeba jechać. Nie ociągaj się. Czekam na ciebie w kuchni. - Siadajcie kowalu. Przed drogą trzeba się posilić – powiedziała słodko. - A wy nie zjecie z nami? - Nie. Przygotuję wam coś na drogę. - Dziękuję Kalino. Dobra z ciebie kobieta. - Staram się. Po śniadaniu kowal wyszedł zaprzęgać bryczkę. Milan został w domu. Cieszył się z wyjazdu, gdyż dawno nie widział swojej babci. Kręcił się i wiercił aż w końcu zrzucił kubek z herbatą, przygotowany dla jego ojca. I tym rozzłościł Kalinę. - Nie widzisz gamoniu że na stole stoi herbata. Kto teraz posprząta. Twój ojciec nie wypił herbaty, a może jak przyjdzie będzie miał ochotę i ci wtedy – wrzasnęła Kalina. - Kalino co się stało? - Twój kubek z herbatą upadł za sprawą Milana na podłogę i potłukł. się. - Kalino nie ma cię martwić. W zasadzie nie mam ochoty na herbatę. Milanie gotów? - Tak tatko. - No to w drogę. Przyjedziemy jutro. Kojko ostanie w kuźni, a wy przypilnujcie domostwa. Do jutra Kalino. Wsiedli do bryczki i odjechali. Ledwo parę mil przejechali, gdy nagle trach i bryczka stanęła. Niebezpiecznie przechyliła się na prawa stronę. Kowal wysiadł z bryczki - Ośka. Pękła? Wysiadaj Milanie. Jakże się to stało? Wczoraj sprawdzałem i wszystko było w porządku. Nie rozumiem. Milanie musimy odłożyć wyjazd. Naprawienie zajmie trochę czasu. Dobrze, że niedaleko od domu, a to wrócimy piechotą. - Dobrze tato – odpowiedział zasmucony Milan. Wrócili do domu ku uciesze Kaliny. - Wiedźma dała dobrą radę – pomyślała Kalina. Przykro, doprawdy przykro mi, że nie pojedziecie, a toć mały tak się cieszył, że zobaczy babcię – dodała głośno. - Widać nie sądzone nam dzisiaj jechać, a może to i znak Pieruna, abyśmy w domu ostali. Milanie ostań z Kaliną i Jadwinią, a ja tym czasem bryczkę z Bolkiem przyciągniemy do kuźni i naprawimy. Wieczór był kiedy Lesław wrócił do domu. Poszedł do syna i obiecał mu, że do babci wybiorą się w następną niedzielę. Dni mijają szybko i znowu nastała niedziela. Lesław wczesnym rankiem sprawdził bryczkę i stwierdził, że tym razem nic złego nie może się im przydarzyć. Wsiedli do bryczki i odjechali. Może ujechali ze 20 mil kiedy rozpętała się straszna burza. Wiatr wywrócił ich bryczkę tak, że ledwo uszli z życiem. Z trudem wrócili do domu. Kalina widząc ich z daleka uśmiechnęła się - Czary wiedzmy działają – rzekła szeptem, a głośno ubolewała nad tym, że ich plany znowu Perun zniweczył. Milan siedział pod piecem i chlipał. - Milanie nie płacz. Nie dzisiaj, to następnym razem pojedziemy. Mówię ci, że dojedziemy tam wcześniej, czy później. - Tak tatko. - Idź moje dziecko pobaw się z Jadwinią w ogródku, a ja tymczasem posiedzę sobie przy kominku i odpocznę. Do kuźni dzisiaj nie pójdę. Jak odpocznę pójdę do Lecha i pogadam z nim, a nóż on znajdzie radę, na te moje nieszczęścia. - Może chcecie herbaty? – zapytała Kalina. - A może i bym wypił Kalino. Kiedy Kalina przyniosła herbatę Lesław już drzemał w fotelu. Postawiła kubek na stoliku i odeszła. - Już tyle czasu wrzucam miksturę na miłość, co mi ją wiedźma sporządziła, a ten dalej nic. Muszę iść do wiedźmy i zapytać, co jest nie tak – pomyślała. W tym momencie usłyszała Lesława. - Kalino dziękuję za herbatę. Była smaczna. Pójdę do ogrodu i posiedzę na ławeczce, a to dzieciaki same biegają. Jeśli chcesz, to choć ze mną. - Z przyjemnością. I tak to się zaczęło. Kowal coraz częściej zerkał w kierunku Kaliny i coraz bardziej ją kochał. Zapomniał już obietnicy danej dla syna. O swojej teściowej już nie myślał. Milan smutniał coraz bardziej. Coraz częściej zapominał o synu, rzadziej z nim rozmawiał, a częściej przesiadywał z Kaliną. Nie podobało się to Milanowi, ale nie śmiał tego powiedzieć ojcu. We wsi coraz częściej mówiono o romansie Lesława i Kaliny. Dzieci śmiały się z niego, że będzie miał nową mamusię. W końcu odważył się i zapytał ojca: - Tato, czy ty z Kalną ożenisz się? - Taki mam zamiar synku. Będzie ci matką, a ja ojcem dla Jadwini. - Nie chcę. Nie chcę. Nie chcę – zaczął krzyczeć Milan. Ojciec próbował go uspokoić, ale na próżno. W końcu zniecierpliwiony sytuacją wymierzył mu klapsa i kazał iść do swojego pokoju. - Zanim pójdę, to powiem ci, że w nocy śniła mi się mama. Przyszła do mnie w czarnej sukni powiedziała, żebym ostrzegł ciebie przed Kaliną. Powiedziała, że to zła kobieta, a kiedy się z nią ożenisz stracisz wszystko. - Sen mara, Bóg wiara. Ślub będzie na święto jare. - Będziesz żałować, tak powiedziała mama – krzyknął Milan i pobiegł do swojego pokoju. - Co w niego wstąpiło. Nie rozumiem. Kalina przecież traktuje go ja swojego syna, a on grymasi. Pójdę i porozmawiam z nim. W pokoju syna zastał skąpanego we łzach. Próbował go uspokoić, ale na próżno. - Chcę do babci – krzyczał Milan. Nie chcę, aby ona była moją matką. Dobrze nam było samym. Zapomniałeś już o mamie. Chcę do babci – krzyczał. - Jeśli się uspokoisz, to pojedziemy do babci, a choćby i zaraz. Jest niedziela, dojedziemy na wieczór i przenocujemy. Tylko powiem dla Kojki, że w poniedziałek będzie w kuźni sam. Milan nieśmiało podniósł głowę. Patrzył na ojca z niedowierzaniem. Otarł łzy. - Naprawdę? - Tak. No to jedziemy. Chcesz? - Tak. - Pójdę tylko na chwilę do Kojka. Nie minęło parę chwil, a Milan był gotowy. Ukroił pajdę chleba dla siebie i dla ojca na drogę. Wziął pęto kiełbasy. Wszystko zawinął w płócienną ściereczkę. Kiedy wrócił kowal od Kojka zdziwił się, że ma tak rezolutnego syna. - Weźmiemy jeszcze bukłak wody synku na drogę. No i przyda nam się dla ciebie jeszcze jedno odzienie na wypadek, gdybyś to zabrudził. Konie zaprzęgłem. Milan rzucił się ojcu na szyję i całował go. - No już dobrze synku. Jedziemy. Długa była przed nimi droga, ale w końcu szczęśliwie dojechali. Jarmiła bardzo zdziwiła się wizytą swojego zięcia i dość chłodno przywitała się z nim. Milana zaś przytuliła i wycałowała. Mieszkała w chatce swojej sama. Miała tylko jedną córkę – matkę Milana i syna Mścisława, który zginął na wojnie. Mąż umarł już dawno. I tak została sama, ale nie narzekała. Była pogodnego usposobienia. Przyzwyczaiła się już do swojego samotnego życia. - Nie gniewajcie się, ale powiedźcie, czemu zawdzięczam tę wizytę. Miło was gościć, ale tyle czasu minęło. - Milan chciał was zobaczyć, a i ja porozmawiać. Zbieraliśmy się już dawno, aby do was przyjechać, ale jakoś nam nie wychodziło. To ośka pękła w wozie, to musieliśmy zawracać, bo burza się rozpętała, to zlecenie na robotę dostałem duże i trzeba było szybko je wykonać. - Rozumiem, ale jest już późno i dla Milana czas na sen i wy strudzeni drogą. Przygotowałam dla was dwie izby a to i zaprowadzę was. - Dobrze teściowo. Milan niech idzie spać ,a jeśli taka i wasza wola, to i porozmawiać z wami chcę. Część nocy minęło Lesławowi na rozmowie z teściową. Dopiero gdy kur zapiał pierwszy raz rozeszli się do pokoi. Lesław był niezadowolony z rozmowy. Ludmiła ganiła go i odwodziła od ożenku z Kaliną. Jednak, gdy zaproponował, aby w czasie, gdy będzie w kuźni zajęła się wnukiem zbyła to milczeniem. Nie rozumiał dlaczego, więc pomyślał, że nie chce. Ma już swoje lata i sporo przeszła wżyciu, więc może zwyczajnie być zmęczona. Kiedy nastał ranek Lesław wstał i zaczął po gospodarsku patrzeć, co tu trzeba naprawić. Na początki wziął się do wzmocnienia drzwi wejściowych. - Już wstaliście? - Ano teściowo. Dopóki jestem to ci pomogę w męskich obowiązkach. Milan jest rad, że jest u was, a to trochę zabawimy. Chyba, że ci nie w smak nasz pobyt u ciebie? - Nie wiesz co mówisz. Goście ile chcecie. Ja wam rada. Przynajmniej mi nie smutno. A Kalina wie, że tutaj jesteś? - Wie. W kuźni Kojka pozostawiłem. Co prawda to czeladnik, ale dopatrzy jak trzeba. Kalina ma mieć wzgląd na dom. - Nie za bardzo jej ufasz? - Nie. Jest dobra dla mnie i dba o Milana, a Milan nie jest sam. Ona ma córkę Jadwinię. Przemiłe dziecko. - Już mi to w nocy mówiłeś, ale ja tam wiem swoje, tylko ty w to nie chcesz uwierzyć. Minęło dwa dni. Kowal nie wspominał Kaliny. Nie chciał toczyć sporu z teściową, która nalegała, aby zaczekał jeszcze ze ślubem. Lesław był nieugięty. Ona też. Milan zaś ku uciesze ojca odzyskał swój dawny wigor i dokazywał. Nadszedł czas, aby wrócić do domu. - Czas na nas teściowo. Naprawiłem ci co się da, a teraz muszę…