Fantastyka · 21 min czytania
Szczęśliwy koniec?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dzień miał już swój czas, na koniec nie trzebabyło długo czekać. Pośród dzikiego lasu jechała konno trójka przyjaciół. - Wiesz co Grim ? - mruknął wysoki mężczyzna. - Hm!? - krasnolud nie myśląc nad doborem słów po prostu udawał zdziwionego. - Ja bym na twoim miejscu bardziej zajął się tym toporkiem ... no wiesz, obejrzał go i wogóle ... Wysoki mężczyzna był rosłym barbarzyńcą z "Dzikich Stepów" - mimo że wyglądał prymitywnie w skórzanych spodniach, podkutych butach i przewieszonym przez gołe plecy, oburęcznym mieczem - to jednak potrafił czasem powiedzięć coś więcej niż "Ty tu, a ja iść bić tam" - No i co mam niby zobaczyć w tym mieczu!? - oburzył się brodacz. - Na bogów przecież potwory zawsze chowają jakieś skarby ... eee ... a my zabiliśmy jednego. - To był trol drogi Carusie i nie "my zabiliśmy" - tylko Ty udusiłeś go. - Grim podniósł głowę do góry i zaczął mamrotać przekleństwa w strone mężczyzny. - No bo ten chłopek chciał, żebyśmy mu pomogli. A ten gnom ... - ... trol ... - przerwał mu Grim. - ... no trol, no - zawsze mi przerywasz i poprawiasz. Obejrzyj lepiej ten toporek i nie mądruj się, nie gadam z tobą. – Carus odwrócił pomarszczone czoło i dalej jechał konno nadąsany. - Ech – westchnął Grim – i z kim ja się zadaje? - Z kimś kogo byś nie zamienił na nic innego – uśmiechnął się szeroko elf, jadący z tyłu. - Ty się kłapouchy zamknij ... ale masz rację z drugiej strony – Grim spojrzał na Carusa w tym samym momencie co ten na krasnoluda. - Ja zawsze mam rację ... krasnalku – powiedział przez zaciśnięte zęby – i nie nazywaj mnie kłapouchym, bo wiesz że tego nie lubię – odgarnął długie blond włosy w tył i jechał dalej wyprosotwany. - Taa ... a mogłem być górnikiem jak mój stary – rozmażył się brodaty jegomość. - A twój stary był górnikiem ? – zapytał Carus ze zdziwieniem na twarzy. - Pewnie że był i to jakim – mówiąc to krasnolud prawie, że wrzeszczał – był sławny w całym mieście, kobiety do niego lgnęły jak gobliny do mięsa ... - Dobre porównanie – wtrącił elf. - A żeby ci strzałę w dupę wbili za to mądrowanie się – odrzekł Grim - Eee ... to gdzie on się tak nauczył podrywać ? – dodał Carus od siebie. - No gdzię? ... przecież nie w kopalni ty głąbie, o bogowie dajcie mu troszkę rozumu więcej – krasnolud prawie wychodził z siebie. - Ciszej drogi przyjacielu bo właśnie wjeżdżamy w „Las Cieni” – powiedział delikatnie i spokojnie elf I rzeczywiście, z daleko było widać że las ten jest znacznie bardziej zaćmiony niż ten przez który obecnie przejeżdżali. Do tego lasu zjeżdżało się lekko z górki, słońce tam jakby nie docierało. Wszędzie było szaro i ponuro. Drzewa były krótkie, wyschnięte, połamane i bez liści a krzewy były swoimi szkieletami. Nad Lasem Cieni rozpościerała się szara plątanina gałęzi – szczelnie go przykrywając. Nad tą plątaniną rozciągały się całe pola zielonych liści, który wyrastały z masywnych gałęzi – ogromnych drzew, rosnących nad granicy Lasu Cieni a normalnej puszczy. - I powiedz mi Lianie czym mam się przejmować – mruknął krasnolud po chwili milczenia – ten tu – wskazał na mężczyznę – dusi trola gołymi łapami a ja mam sie goblinów bać? - Mają przewagę liczebną, ale zapomniałem, że jesteś tak mały i nic nie widzisz ponad swój hełm – odburknął spokojnie elf – a pozatym znają ten teren, jak nas wywąchają to będzie problem. - Gdybym cię nie znał to bym ci rozsmarował twarz swoim młotkiem – Krasnolud poklepał przypięty do pasa młot – a pozatym mając Carusa powinniśmy się bać o gobliny a nie o siebie. - Zgniotę ich jak psy – uderzył pięścią w dłoń podniecony barbarzyńca. - Jesteście prymitywni – mądrował się Lian - Weźcie mi tego uszatego bo zaraz wyjdę z siebie ... - cii ... – uciszył Carus Cała trójka zatrzymała wierzchowce i zaczęli nasłuchiwać. - ktoś szepcze – powiedział cichutko krasnolud. - to cienie tego lasu, może wyciągnijmy powoli broń – ponaglił elf Krasnolud odpiął młot od pasa i zdjął z pleców okrągłą tarczą – przyozdobioną malowanym na środku, zdobionym młotem. Elf nałożył na głowe kaptur i wyciągnął zza pasa dwa sztylety. Mężczyzna stanął na przodzie pewnie chwytając za miecz oburęczny. Stali chwilę w wyczekiwaniu, nasłuchiwali czegoś więcej niż tylko szeptów. - ruszacie przodem, ja będe gdzieś z boku, poobserwuje troszkę – uśmiechnął się elf i zniknął w cieniu drzew. Gdy tylko ucichły jego kroki – przed dwójką wojowników rozrzażyły się czerwone ślepia, usłyszeli tylko potężne sapnięcie a z ciemności – którą wykreowały drzewa – wyszedł poteżny minotaur, z wielkim toporem trzymając go oburacz. Na głowie miał dwa czarne zakręcone rogi – masywne i ostre. Łeb jego jak byka – tyle że większy. Barki potężne i szerokie – większe niż Carusa. Minotaur stał na wielkich, czarnych kopytach – gdy się przypatrzeć widać na nich było czerwoną zaschniętą krew. Na klatce piersiowej spoczywały naciągnięte na łańcuch czaszki paru stworzeń – dało się rozpoznać orka, człowieka i dwie goblinie. Konie spłoszone odbiegły kawałek w tył, nie tracąc z oczu właścicieli. - cel naszej podróży – szepnął zadziwiony rozmiarami wroga krasnolud – Carusie daj z siebie wszystko. Minotaur ruszył w stronę krasnoluda stojącęgo bardziej na lewo. Barbarzyńca wysunął się do przodu biorąc nad głową zamach potężnym mieczem, obrócił się dookoła wyprowadzając cięcie z prawej strony. Minotaur sparował cios i spróbował wytrącić broń z ręki mężczyzny. Ten trzymał ją jednak tak mocno, że stracił równowagę i przewrócił się na plecy, Krasnolud obchodząc przeciwnika od boku, wyskoczył w powietrze i uderzył z młotem z całej siły w biodro minotaura. Ten aż wygiał się w bok i zawył przeraźiliwie głośno. W tym momencie elf wskoczył mu na plecy i wbił jeden ze sztyletów w masywny kark przeciwnika. Minotaur powtórnie zawył, chwycił zeskakującego z niego elfa za pelerynę i cisnął nim w bok. Elf przeleciał kawałek w powietrzu i zatrzymał się na potężnym drzewie. Jego ciało osunęło się bezwładnie na ziemie i stracił przytomność. Krasnolud który był za plecami olbrzyma – wziął rozpęd i wyskoczył w powietrze zamachując się młotem. Byczogłowy niezręcznie a zarazem bardzo szybko odwrócił się w tył uderzając lecącego na niego krasnoluda. Grim wyleciał w powietrze wypuszczając z rąk młot. Upadł z chukiem spory kawałek dalej, młot poleciał jeszcze prosto w jakieś zarośla. Carus stał już na równych nogach i brał zamach zza pleców – swoim wielkim ostrzem. Krzyknął głośno i błyskawicznie opuścił miecz prosto na plecy minotaura. Z głębokiej rany trysła ciemno czerwona posoka. Potwór ryczał nieprzerwanie głośno, próbując chwycić się za plecy. Męczyzna zatoczył bronią koło w powietrzu, obrócił się dookoła, zgiął nogi w kolanach i ciął po nogach bestii. Ta upadła ciężko na ziemię i machała kopytami i rękoma w amoku. Carus z gracją godną płatnego zabójcy obszedł masywne cielsko dokoła, stanął na wysokości głowy, uniósł miecz jedną ręką w powietrze i wyprowadził cięcię, trzymając już miecz oburącz. Cielsko przestało się ruszać, nogi i ręce opadły a głowa poturlała się w bok. Barbarzyńca spojrzał po kompanach – elf dalej leżał nieprzytomny pod drzewem a krasnolud właśnie zbierał się z ziemi. - Jasny gwint! – ryknął krasnolud – moje żebra ... jak bolą. Nagle pod drzewem poruszył się elf, podniósł lekko głowę - powieki miał nadal opuszczone – poczym wybełkotał trochę niezrozumiale - Przyjaciele ... – mówił z trudem i łapał co chwilę oddech - ... mój czas nadchodzi ... widziałem śmierć ... - Przestań gadać głupoty – zaniepokoił się krasnolud i podszedł do elfa z małą buteleczką wypełnioną jasno-niebieskim płynem – wypij to, jutro będziesz jak nowy. - Ona tam jest – wskazał palcem elf prosto w odległą ciemność między drzewami – śmierć ... ona czeka na mnie. Barbarzyńca stał na elfem i krasnoludem, nie odzywał sie bo nie wiedział co ma powiedzieć, rozejrzał się tylko dookoła. - Lian wypij to i przestań te swoje bajki opowiadać – nalegał Grim. - ... uciekajcie stąd ... śmierć ma tragarzy ... – elf chwycił mocno za płaszcz Grima i zbliżył jego twarz do swojej – ona ma dwóch tragarzy krasnoludzie, oni nie odchodzą z pustymi rękoma ... – Lian się zakrztusił i splunął krwią na piasek. Krasnolud spojrzał z niepokojem na Carusa. Ten spoglądał na krew którą splunał elf. Nagle w krzakach ze plecami elfa usłyszeli jakiś głośny szelest. Krasnolud zerwał się na nogi ... - gdzie mój młot! – Grim rozglądał się w panice. - widziałem, że leciał gdzies w krzaki za tobą, gdy oberwałeś – próbował przypomnieć sobie barbarzyńca. - cholera! ... elf trzymaj się zaraz stąd spadamy – krasnolud gwizdnął głośno w stronę koni stojących spory kawałek od trójki przyjaciół. Te zerwały się do biegu w stronę właścicieli a Grim ruszył w zarośla szukać młota. Carus posadził na wpółprzytomnego elfa na siodle. Przywiązał jego konia do swojego i zaczął przygotowywać kuca Grima. - Ha ha! – zaśmiał się głośno krasnolud – mam mój młot – wyskoczył z zarośli z szerokim uśmiechem na twarzy. - Dobrze więc, nie ma czasu, wsiadaj i ruszamy stąd. – Ponaglał Carus. - Weź głowę minotaura, bo inaczej na próżno będzie nasza podróż tutaj – przypomniał sobie krasnolud. Mężczyzna przywiązał ciężki łeb do siodła konia i rozejrzał się po pobojowisku. - Sztylety ... gdzie są sztylety Liana? - Muszą leżeć pod drzewem, o tam! – wskazał Grim na pobliskie drzewo. - Dobra wszystko mamy ... nic tu po nas. Jechali cicho ale w miarę szybko. Na tyle szybko na ile pozwalał im na to elf, który ledwo trzymał się w siodle. Droga powrotna była znacznie dłuższa, ponieważ to Lian znał mniej więcej ten las, a teraz nie był nawet w stanie iść o własnych siłach. W końcu w oddali dojrzeli między drzewami snopy światła. - Widzisz, tam światło! – ryknął barbarzyńca. - Uff nareszcie, tak blisko ... normalności – zachichotał ucieszony Grim. - Przecież lubisz kopalnie i tunele? - Tak, ale nie w labiryncie drzew i krzaków. A po drugie mam wrażenie jakby nas coś obserwowało. - ... cienie ... zostały dwa ... – zaczął majaczyć Lian. - Zamknij się bo rozpraszasz mój dobry humor – syknął krasnolud. Po dłuższym czasie jazdy, wyjechali w końcu z ciemnego i mrocznego lasu, wjeżdżajac w pełne zieleni knieje. Krasnoludowi od razu rozpogodziła się na dobre twarz. Barbarzyńca w końcu rozluźnił napięte zmysły i mięśnie. A Lian nadal ze spuszczoną głowa jechał za Carusem. - Jesteśmy wielcy – udało nam się, teraz dojedziemy do Evendale i czeka nas ... rzeka piwa – rozmarzył się krasnolud. - I paleniska zawalone mięsem – mężczyzna. - Tee elf a ty co byś chciał? – spojrzał podejrzliwie krasnolud. - Spokoju ...…