Akcja · 3 min czytania
Szerszeń.Zimna jak Sopel.Prolog.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
PROLOG Była juz 2 w nocy , ale John Tert, mimo że jego rodzice już dawno przewracali sie na dugi bok, nie mógł zasnąć.Patrzył beznamiętnym wzrokiem w sufit. " Boże, gdybym wtedy nie zgodził się na propozycję Boba on i cała reszta moze jeszcze by żyli.Boże, co ja narobiłem!!"-myślał.Wstał.Ostatni raz tej nocy włączył telefon i jeszcze raz przeczytał smsa: "Powiedz swoim kumplom żeby lepiej wyjechali z kraju bo ich znajdę i zabiję, ale tak żeby poczuli ból, taki sam jak ja czułam, kiedy się do mnie dobierali.TAMMY" Próbował dzwonić do Tamary żeby przeprosic za wszystko, wytłumaczyć ...ale telefon milczał. Wiedział, że w najlepszym wypadku , jeśli Tammy okaże mu litość, to on i pozostali będa kalekami do końca życia.. Pisał mnóstwo maili do dziewczynki, ale dostał w odpowiedzi tylko jednego : " Przeprosiny przyjęte.Myślałam, że jestes inny ale się pomyliłam.ICE miał rację.Jestes taki jak oni. Nie szukaj mnie.Nie dzwoń do mnie.Jeśli kiedys przypadkowo cię spotkam, to zastrzelę jak psa.Nie widziałeś moich łez.Nie łykałeś ich.Nawet nie wiesz jak były gorzkie.Nie słyszałes mojego płaczu...Miałam to zostawic fachowcom, ale załatwię ich sama.Tak jak mnie nauczył ICE.Każdego z osobna.Ty zginiesz ostatni.I nie pisz że mnie kochasz.To ja Pokochałam ciebie.Kiedyś.Nie będzie więcej związków.TAMMY" Nawet próbował innych sposobów.Dzwonił do Oliwii żeby przekonała Tammy, ze to nie wyjście, zeby próbowała z nia porozmawiac, ale...nic z tego.Tamara wzieła swoje zabawki