Przyjaźń · 8 min czytania
Szkatułka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
„Ból fizyczny to głupstwo dla mężczyzny”, zabrzmiały mi w głowie słowa Hemingway’a, gdy powiedziałaś:
- Ten ból pozwala mi zapomnieć o tamtym, ból fizyczny to głupstwo… Bałam się, że poczujesz niesmak, gdy się dowiesz.
Nie czuję niesmaku. Ale dzielę już z tobą to, co się wydarzyło.
- Jeśli pozwolisz, chcę przez chwilę z tobą pobyć – nie patrzę na ciebie, w wypowiedzenie tego zdania wkładam całą moją odwagę.
{i}Mówią, że nieźle malujesz, że tworzysz jakieś instalacje przestrzenne, że nosisz zjawiskową biżuterię, którą sama dla siebie robisz. Bałam się ciebie zawsze, onieśmielałaś mnie tą swoją doskonałością: świetna figura, super ciuchy w tym twoim wyrafinowanym marynarkowym stylu, nieskazitelny makijaż i twarz – niby zwyczajna, a przecież nie do zapomnienia, jeśli raz miało się ją przed oczami. I te twoje szpilki! Jak ty w nich możesz chodzić? Ja od samego patrzenia dostaję zawrotu głowy!{/i}
- Bardzo się cieszę, że przyszłaś! – twoje słowa zatrzymują mnie w połowie drogi do drzwi wyjściowych. – Tak bardzo nie chciałam być teraz sama…
Rozglądam się, wciąż niepewna, po twoim pokoju. Nie da się przeoczyć kilkunastu wielkich arkuszy. Na każdym namalowana czerwoną farbą postać dziewczyny… Na każdym kolejnym więcej szczegółów. Na każdym dziewczyna nie ma głowy… Wszystkie pozostałe części ciała dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, na kolejnych szkicach wyeksponowana, zaakcentowana jedna. Głowy nie ma na żadnym.
- Niby słowa nie robią ciału nic, ale w środku tak się właśnie od nich wygląda... Zaciągnął mnie do ciemnej zimnej piwnicy… - słyszę, jak głos ci się rwie, gdy wypowiadasz te słowa. - Czułam jego wielką brudną łapę na ustach. Nawet gdyby jej nie zaciskał, nie byłabym w stanie wydobyć z siebie głosu… Powinnam krzyczeć! Wtedy nikt nie miałby wątpliwości, nikt nie ośmieliłby się powiedzieć, że go sprowokowałam… Nie mogłam krzyczeć…
Część 22 / 2
Czuję, jak cała krew odpływa mi z mózgu, że ręce i nogi robią się zimne i bezwładne. Zaczynam cała dygotać, brakuje mi powietrza.
- Ale sędzia mi uwierzył - twój głos dociera do mnie jak zza ściany. – Dostał trzy lata…
Krew wraca do głowy, ręce i nogi odzyskują stopniowo władzę… Przecież przyszłam ci pomóc, nie tylko założyć opatrunek na pocięte ramię, ale sprawić, byś nie czuła się samotna, żebyś przestała czuć się winna.
{i}Mówili, że to jej wina. Że taka wystrojona chodzi, że maluje się prowokacyjnie, że tylko na pozór niedostępna, a w rzeczywistości zwykła puszczalska… Mówili, że sama sobie na to zapracowała. Że mogła się zachowywać, jak inne, nie zadzierać nosa.{/i}
- To będzie instalacja - mówisz, patrząc na kartony. – To tylko projekt czegoś przestrzennego. Jeśli chcesz, pokażę ci, gdy będzie gotowe. - Chcę! Jasne, że chcę - odpowiadam w miarę przytomnie. - Zapowiada się… niesamowicie.
Twój wnikliwy wzrok sprawia, że odwracam oczy od arkuszy, patrzę w podłogę i czuję obezwładniające onieśmielenie.
- Ty mnie też onieśmielasz – mówisz słowa, którymi właśnie myślę o tobie.- Mnie też trzeba długo oswajać. Też mam problem z wchodzeniem w czyjeś życie bez zaproszenia. - Zwykle boję się tego – mówię, patrząc ci w oczy. – Ale czasem ulegam instynktowi. Dzisiaj przyszłam do ciebie, bo coś mi mówiło, że powinnam. - Uratowałaś mi życie, wiesz? – mówisz w taki sposób, że nie mam wątpliwości, że to prawda. Znowu krew we mnie zmienia kierunek, siadam szybko na podłodze, żeby nie upaść. – To cięcie było zaledwie próbą… Teraz wiem, że wcale nie chcę umierać, godzinę temu też nie chciałam, ale… nie chciałam też żyć. Jestem taka zmęczona. Nie mam siły tłumaczyć wszystkim, że się mylą, że…