Komedia · 29 min czytania
Szkic
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Pora była już późna, kiedy Czesław Mucha przekręcił klucz w zamku starych drewnianych drzwi. Pewnym lecz zmęczonym krokiem przekroczył próg domu. Zamaszystym ruchem lewej ręki zapalił światło w korytarzu. Ostrożnie postawił pierwszy krok na drewnianych schodach. Mucha chcąc dostać się do swojego pokoju musiał przejść aż dwa piętra. W dolnej części klatki, schody były kręte jak w starych Wrocławskich kamienicach. Zawsze poruszając się nimi przypominał sobie te chwile kiedy krew miał zmieszaną z alkoholem, a świat tańczył mu przed oczami jakby oglądał występy baletowe. Schody wtedy sprawiały mu wielkie trudności, nie raz rzucając go na ziemię. Tym razem poszło sprawnie, przechodząc koło domowej kuchni machnął prawą ręką zgrabnie wyłączając światło w dolnej części domu jednym przyciskiem, a zapalając w górnej części domu drugim przyciskiem. W tym miejscu schody były już proste stąd też bardziej zdecydowanym krokiem Mucha znalazł się pod drzwiami swego pokoju. Lewą ręką sięgnął do kieszeni dżinsowych spodni. Smukłymi palcami schwycił wiązkę kluczy. W swych ruchach był gwałtowny i nieostrożny. Wyciągając klucze z kieszeni upuścił je na wycieraczkę, przeklinając przy tym swoimi ulubionymi tekstami. Schylając się po klucze Mucha wykorzystał znaczną cześć sił jaka mu została po cały tym szalonym dniu. Szybkim ruchem wprowadził klucz do zamka i chciał go przekręcić gdy zorientował się, że w pokoju pali się delikatne światło nocnej lampki jego współlokatora. Już jest w domu-pomyślał i nacisnął klamkę otwierając drzwi do pokoju. Naprzeciwko drzwi było duże okno balkonowe z którego się rozciągał widok na magazyny wielkiej fabryki. Przy oknie stał skórzany fotel i nieduży stolik z nocną lampką. Północna ściana pokoju była zastawiona meblami. Dwie duże szafy zasłaniały całą ścianę tuż obok nich stały kolejne dwie dużo mniejsze szafki. Na przeciwnej ścianie było kolejne okno przy którym stał duży doniczkowy kwiat z gatunku palm. Po tej samej stronie pokoju stała narożna sofa. To na niej siedział Bartosz Kucharski. W pokoju cichutko grało radio stojące na biurku zaraz przy komputerze. Na tej ścianie stała niewielka lodówka na, której postawiony było czarny kilkuletni telewizor. Kucharski wpatrywał się w ekran maszyny na którym oprócz kurzu ciężko było coś spostrzec. W pokoju rozległ się śmiech-to Mucha spontanicznie zaczął chichotać. Bartoszu co Ty tak obserwujesz ? Ironicznie rzucił Mucha Kucharski Obrócił głowę w stronę drzwi. Jednak wzrok nadal miał wlepiony w ekran. Nie, nic nie oglądam...Wzrok Kucharskiego w końcu uciekł z ekranu w stronę podłogi. -Zamyśliłem się nad pewną kwestią.
-Szczerze Ci powiem , że wyglądasz na maksymalnie wyczerpanego tym swoim myśleniem.
Mucha siadł na dużym brązowym fotelu, który swym wyglądem kojarzył się ze światem angielskich lordów. Rozsiadł się rzucając prawą nogę na nieduży drewniany taborecik, który często służył mu jako podnóżek. Spojrzał w stronę Kucharskiego i przerwał mu kolejne stadium intelektualnego zawieszenia.
-Miałem dzisiaj straszny dzień ! W sumie to cały ten dzień byłbym w stanie znieść gdyby nie spotkanie z moją ulubienicą.
-Znowu spotkanie z czarującą Martyną ? Kucharski uśmiechnął się przy tym znacząco.
-Czarującą ? No dzisiaj to miałem pokaz czułości i zmysłowości, że aż sobie na koniec tego przedstawienia zażyczyłem od kelnerki zimną pięćdziesiątkę naszej wódeczki.
-Zaczyna się od czułych słów z ust pięknej kobiety a kończy na szorstkim smaku wódki w gardle. Chociaż tyle , że kelnerka ją nalewała. Trzeba było ją wziąć do stolika na osłodę. Oboje mężczyźni zaczęli się radośnie uśmiechać
-Kelnerka kobietą to była, jednak nie na tyle kobiecą by ją zaraz do stolika pędzić- Mucha mówiąc to sprawiał wrażenie jakby właśnie miał jej obraz przed oczami.
-W ogóle jak mi polewała to na twarzy rysował jej się uśmiech tak jakby wiedziała co było powodem mego rozczarowania.
-Miała ochotę i tyle!
-Może i miała, ale musiała by mnie spróbować podrywać na śpiocha. Po raz kolejny rozmowę przerwała salwa śmiechów.
-Ty, ale jak to w końcu było z tą twoją Martyną?
-Co tu opowiadać, po prostu zwykła rozmowa. Pojawia się mała różnica zdań, ja chcę zmienić temat, a ona wtedy wyprowadza szereg abstrakcyjnych argumentów, że jak teraz po ty wszystkim możemy rozmawiać o czymś innym. Musimy to wyjaśnić. Oczywiście ja jej odpieram, że nic się nie stało i chcę pogadać o tym co wczoraj robiła. Martyna ze swoją wrodzoną gracją stwierdza, że robię z niej idiotkę i ogólnie zachowuje się jak cham, jakbym coś brał. Ja nawet już jej nie słucham, wiesz patrzę się przed siebie. Siedzimy przy barze, obserwuje wszystko byle się nie dać wkręcić w tę zabawę. Nagle ona wstaje i wychodzi, ale to z takim rozmachem jakby królowa opuszczała niesfornego adoratora.
-Cha widzisz, przecież z księżniczką trzeba umieć postępować, a nie tak jak ty, tak prostacko. Kucharski roześmiał się tak jakby cała ta historia była dobrym żartem opowiedzianym podczas wieczornego spotkania przy piwku.
Część 22 / 6
-Nie ma co się śmiać! Chodź faktycznie to dosyć zabawne, ale tam na miejsce czułem się rozbity jak nasi piłkarze na Euro.
-Kobieta rządzi się własnym prawem , więc niema co się zagłębiać w jej rozumowanie.
-Masz rację, ale to była sytuacja z gatunku, ja nic nie robię, a wychodzi, że jestem prostak, cham, a nawet ćpam przez co nie panuje nad swoim zachowaniem.
-Napiszesz teraz do niej?
-Co ty ? To by było jak przyznanie się do winy! Ja przecież nic nie zrobiłem. Wiem jednak, że ona też nie napisze. Zagra prawdziwego twardziela.
-Może faktycznie jest taka silna. Słowa te Kucharski wypowiedział takim tonem jakby sam nie wierzył w to co mówi.
-Jest silna, ale bardziej uparta i uważa, że wszystko jej się należy tak po prostu nie dając nic od siebie. W ogóle idę się umyć, mam już przesyt takich doświadczeń. Czas chyba kończyć tę znajomość.
Kucharski wyłączył muzykę. Mężczyźni wymienili się spojrzeniami dając sobie do zrozumienia, że najlepszą puentą tej rozmowy miała być ta wymowna cisza. Kucharski wykorzystywał chwilę ciszy w pokoju na poszerzanie swoich intelektualnych podróży w głąb świata jemu tylko znanego. Uwielbiał to robić. Sprawiało mu to nieskrywaną radość. Jednak dzisiaj na drodze jego podróży co chwila pojawiały się przeszkody. Tym razem skrzypiący na dworze chód powolnymi krokami zbliżał się po przez okna do wnętrza pokoju. Robiło się coraz zimnej, a tego Kucharski nienawidził. Zwlekł się z sofy. Sięgnął pod biurko gdzie stała nieduża dmuchawa, której panowie używali do ocieplania pomieszczenia. Grzej, grzej mała-pomyślał Kucharski podchodząc do okna by spojrzeć na zalaną mrozem wrocławską ulicę. W tym momencie do pokoju wszedł Mucha. Przez ramię miał zarzucony mokry ręcznik, który dosyć szybko znalazł się na suszarce stojąc tuż przy oknie balkonowym.
-Włącz Bartoszu wodę na herbatę-czajnik stał pomiędzy komputerem, a piękną zieloną palmą.
-Okej
-Trzeba napić się czegoś ciepłego, bo porządnie zmarzłem w łazience.
-Znowu ogrzewanie padło, albo się zapowietrzyło, a może raczej szef znowu oszczędza na grzaniu.
-Kombinatorzy ! Jest coraz zimniej ,a oni nic nie ocieplają w domu. Mucha zrobił dwie herbaty po czym włączył muzykę z komputera.
-Teraz trzeba się wyluzować, może coś zapalimy ?
Część 33 / 6
-Ty pal Czesiu, Ja na razie się nie narażam mojemu zdrowiu.
Mucha kochał palić arabski tytoń w wielkiej wodnej fajce , którą Kucharski przywiózł dawno temu z Egiptu. Sięgnął za szafę , gdzie stała właśnie ona. Miała ponad metr wysokości. Dolną cześć stanowiło szklane naczynie o ciemno niebieskiej barwie. Przyozdobione było ono mistycznymi wzorami przedstawiającymi szeroko pobudzoną wyobraźnie egipskiego artysty tworzącego to idealistyczne dzieło. Ze szklanego naczynia pięła się metalowa cześć fajki tworząca niesamowite wrażenie estetyczne. To z tej części , po jej dwóch stronach znajdowały się wyloty powietrza. Do jednego z nich mocowało się wąż po przez, który trzeba wciągać diabelskie chmury dymu. Owy wąż sprawiał wrażenie biblijnego odpowiednika , który kusił swym zachowaniem i namawiał do poznania czegoś co zwykłem ludziom było obce. Cały był przystrojony w typowym arabskim stylu. Drugi otwór służył do wydmuchiwania dymu w razie zbyt silnego przypalania się tytoniu. Na samym szczycie znajdował się piekielny cybuch, w którym umiejscawiało się tytoń przykrywany folią aluminiową , na którym należało położyć rozpalony węgielek tworzący serce całego procesu palenia. Mucha przygotował fajkę, teraz należało tylko rozpalić węgiel i można było zacząć oddawać się tej nieziemskiej rozkoszy. Samo rozpalania węgla było również procesem kultowym, który musiał się odbywać w określonym rygorze. Mucha siedział na swoim ulubionym fotelu. Nogi miał położone na taborecie. Prawą ręką trzymał końcówkę węża, którą zbliżył do ust. Wciągnął taką ilość dymu jaką był tylko wstanie pomieścić. Odsunął od ust martwego węża i powoli zaczął wypuszczać dym. Widać było w każdym jego ruchu pasję. Miłość jaką darzył ten dym była ogromna i co najważniejsze odwzajemniona. Dym lubił wisieć w jego pobliżu. Stanowili mityczny duet, byli jakby z innego świata. Nieodzownym elementem rytuału palenia była rozmowa, jaką Mucha prowadził ze swym przyjacielem Kucharskim. Nie inaczej było teraz. W raz z ulatującym dymem pojawiały się kolejne tematy do dyskusji.
-Zapal Bartosz, naprawdę dobre.
-Wierzę, ale wiesz...nie mogę.
-Tak, zdrowie ! masz straszną jazdę z tymi ograniczeniami.
Kucharski wzruszył ramionami, oczami wędrując po pokoju obserwując piękną mgłę, którą artystycznie od paru chwil tworzył Mucha.
-Ukochana napisała coś ? - zadziornie rzucił Kucharski
-Cha jasne...mówiłem Ci jaka ona jest twarda. Zresztą, co chyba najważniejsze, ona nie jest moją ukochaną- Mucha zaciągnął w siebie kolejną dawkę szarego zimnego dymu.
-A ty ?
-Ja...co ja ?
-Napiszesz do niej albo może zadzwonisz ?
-Niema bata! W ten sposób pokazałbym jej , że może się tak zachowywać, a ona grubo przegina.
-Czyli gierka.
-Nie. Tylko to bezsensu. Nie potrafimy się porozumieć , mam wrażenie jakby ona nie liczyła się z tym co myślę i czuję.
Część 44 / 6
-Może tak jest, ale z drugiej strony łatwo się pomylić wystawiając komuś ocenę zachowania.
-Nie chcę jej oceniać. Jednak nie chcę też udawać, że jej zachowanie jest w porządku. Tak musi chyba już być. Kucharski wstał z sofy i podszedł do okna. Delikatnie rozchylił płaty żaluzji aby zobaczyć co się dzieje na ulicy od strony fabryki.
-Auta stoją na miejscu ? z troską pytał Mucha
-Stoją, całe w śniegu.
-Nieźle. Pada cały dzień i pewnie będzie padało w nocy.
Kucharski siadł z powrotem na sofie. Opierał się plecami o ścianę, a nogi miał rozłożone na całej długości łóżka.
-Zastanawiałeś się kiedyś Bartosz jakby to było sobie stworzyć własną kobietę od podstaw.
-Ale co ? wychować jakąś taką małolatkę na swój wymyślony wzór ?
-Nie do końca. Raczej stworzyć genetycznie od początku. Uważam, że wiele się dziedziczy w genach, więc samo wychowanie mogło by się okazać zbyt lichym atrybutem w naszych rękach.
-No tak, odziedziczy po mamusi parę unikalnych cech, a Ty się potem męcz z nią.
-Dokładnie. Jakby jednak od początku mieć wpływ na nią, czyli nawet na to jaka się urodzi to można by ukształtować idealną kobietę.
Mucha z wielką satysfakcją wciągnął dużą ilość dymu, aby z jeszcze większą satysfakcją wypuścić go w przestrzeń pokoju.
-Tylko teraz tak sobie myślę. Jaka ona powinna być ta nasza idealna laska.
-Hm...-Kucharski zawiesił wzrok na ścianie i pogrążył się poszukując wymarzonego ideału gdzieś na krańcach swej wyobraźni.
Część 55 / 6
-Wygląd wiadomo musi być wyjściowa, zresztą wyglądem niema się co zajmować gdyż on jak wiadomo musi być na poziomie, ale jaka ona ma być tam w środku, wewnątrz tego cudnego ciałka. Bartosz masz coś ?
-Poczucie Humoru. Podstawa , żeby nie brała wszystkie do siebie.
-Ja mam małą wizję naszej gwiazdy-Mucha oczy miał pełne błyszczących iskierek
-To dawaj chętnie poznam ten ideał.
-Wygląd nie jest najważniejszy dlatego tak w skrócie, szczupła, zgrabna z piękną buzią i zmysłową pupą. Inteligentna musi być, ale ja myślę aby była na poziomie zero.
-cha cha
-Żeby wiedziała gdzie jest Rzeszów albo umiała poradzić sobie gdy się zgubi. Jednak żeby nie prowadziła badań nad rozwojem wojaży kosmicznych i tworzyła z wody benzyny.
-Boisz się kobiet inteligentnych ?
-Raczej dbam o swój spokój. Kobieta , która będzie miała zbyt wygórowane ambicje nie będzie potrafiła usiedzieć na tyłku. Nie chodzi o to , że ma być kurą domową! W żadnym wypadku tego bym nie zniósł! Ważne żeby była przy Tobie, a nie latała po świecie szukając szczęścia.
-Nie do końca rozumiem co to ma ze sobą wspólnego?
-Jeżeli będzie nazbyt ambitna, będzie chciała zdobywać coraz to nowe szczyty w jej karierze. W pewnym momencie może się okazać, że kolejna wyprawa mająca na celu zdobycie następnego szczytu powiedzie się tylko wtedy gdy alpinistka pozbędzie się zbędnego balastu. Oboje wiemy kto byłby tym balastem i kto musiałby zostać na dole.
-Fakt często bywa to powodem dziwnych jazd.
-Poczucie humoru tak, ale prawdziwe. Niech ona się śmieje gdy ją coś śmieszy, nie dlatego że tak wypada.
Część 66 / 6
-Marzenia! one nie są w stanie być tak prawdziwe, będą się bały !
-No właśnie, ale my tworzymy ideał-orientacyjnie rzucił Mucha -Możemy stworzyć taką kobietkę jaką chcemy...
-Ideał ,który będzie naszym autorskim pomysłem
-Bartoszu to będzie boskie stworzenie z pod ręki ludzkich geniuszy
-Ty czasami jesteś powalony Kucharski uśmiechnął się przy tym kiwając znacząco głową
-Wiesz co mnie w kobietach wkurza?
-Cha Cha , jasne , ale niema czasu tego wszystkiego wymieniać
-Tak na poważnie Bartoszu, nie znoszę w nich tego , że często mimo iż chcą coś zrobić, podjąć jakąś decyzję to one nie mają na to siły. Boją się odpowiedzialności...
-Ta i trzeba ją za rączkę prowadzić, żeby dziewczynka się nie zgubiła w gąszczu życiowych problemów.
-Najpierw gada cały tydzień o tym jak chce coś zrobić, że jest gotowa , zdecydowana, aby za chwilę powiedzieć , ze to niema sensu. Przemyślała wszystko i już niema siły, boi się i nie chce ryzykować.
-i te argumenty...tłumaczy swój strach wielkim rozsądkiem i intuicją...
-To jest jakaś masakra. Nic do siebie nie pasuje w tych jej wyjaśnieniach.
-Ona jednak teraz już ma wszystko…