Inne · 6 min czytania
Szkic
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Maleńkie płatki śniegu spadają z szarego nieba. Opadając mi na twarz, topią się, wsiąkają w skórę. Zlatują z góry na dół, na bruk wprost z bezkresnej przestrzeni. Stoję z uniesioną głową obserwując ich taniec. Wirują na wietrze, delikatnie. Przenoszę wzrok na stary, ceglany mur. Wyniszczony przez czas. Zszarzałe cegły ledwie go utrzymują. Idę w jego kierunku słysząc jak puszysty śnieg skrzypi przy każdym kroku. Wdychając mroźne powietrze ogarniam wzrokiem miejsce. Marmurowe płyty pokrywa duża warstwa śniegu a w powietrzu czuć lodowaty chłód. To wiatr. Wiatr, który świszczy pomiędzy grobami. Porywisty i silny. Rozwiewa mi włosy, napiera na ciało zupełnie tak jakby nie chciał żebym się tu znajdowała. Nie mam zamiaru mu ustąpić, dalej idę przed siebie. To miejsce pogrążone w szarości i bieli ma w sobie niewytłumaczalny urok. Stare nagrobki przykryte puszystym lśniącym śniegiem niesamowicie komponują się z pokrytym chmurami niebem. Nie jestem w stanie określić, co czuje patrząc na te stare pogrążone w ciszy miejsce. Mój wzrok znów wędruję ku niebu. Gęste chmury tracą miedziany kolor, rozpraszając się ustępują miejsca nieśmiałym promieniom słońca. Uśmiecham się. Podchodzę do niedużej ławki, zatapiam rękawiczkę w śniegu obserwując jak puch skrzy się w promieniach słońca. Siadam. Teraz wiatr zaledwie delikatnie muska mi twarz, śnieg już nie pada. Wyciągam szkicownik.
Na kolanach kładzie nieduży zeszyt przerzucając kilka zapełnionych kreskami kartek. Ołówek stuka o białą powierzchnie, gdy wzrok szuka odpowiedniego obrazu. Już go znalazł, rysik ledwo nadąża za smukłą dłonią. Jest skupiona. Kartka wypełnia się, przenosi na nią kształt drzewa, zachowuje na niej wygląd grobu. Z najmniejszą dokładnością, idealną precyzją. Wzrok odrywa się od szkicu.
Chłopak. Idzie spokojnie, jego głowa jest pochylona a jasne włosy opadają mu na ramiona z pod ciemnego kaptura. Kosmyki wyróżniają się, to jedyny jasny akcent w jego postaci, sylwetce okrytej czernią. Odkładam ołówek. Nie wiem, dlaczego ale nie mogę oderwać od niego wzroku, nie chce. Patrzy w moją stronę, przelotnie. Czy on w ogóle mnie zobaczył? Mam wrażenie, że nie. Patrzę na niego na jego postawę, chód. Wydaje się być nieobecny. Przystaje przed grobem tym z mojego szkicu. Mimowolnie chwytam ołówek. Zaczynam kreślić jego sylwetkę wpadając w trans. Chce zatrzymać go na kartce. Przenoszę jego nieruchomą postawę z rzeczywistości w martwy obraz. To niesamowite, nie dostrzegam nawet najmniejszego drgnięcia wygląda niczym posąg.