Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Religia · 8 min czytania

Szkiełko i oko

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

SZKIEŁKO I OKO

Łzy płynęły potokami, rozlewając mokry, słony blask na delikatnych policzkach aniołów. Tuż obok, po drapieżnych, ale również przegranych twarzach diabłów ciekły krople ciemnej krwi. Dostojne istoty, apostołowie dobra i zła, wieczne przeciwieństwa, znów byli tacy sami. Zupełnie, jak przed upadkiem, tyle, że wtedy łączyła ich radość bożej miłości, a teraz cierpienie i beznadzieja. - Następny! - Darł się potężny łysy barbarzyńca, a dwóch innych brutalnie prowadziło pobitego anioła. Rzucili go twarzą do ziemi. Jeden przygniótł kolanem, drugi mocno trzymał ręce. - Dawać łańcuch - chrypiał główny oprawca. Ładna, choć tandetnie wymalowana i przebrana dziewczyna przyniosła srebrzący się zwój metalu. Niby niechcący potknęła się i wbiła leżącemu obcas pod żebro. Anioł krzyknął, ale zamiast litości, doczekał się tylko wybuchu gardłowego śmiechu i serii niewybrednych przekleństw. - Trzymaj mocno - łysy pomógł dziewczynie dobrze złapać i przygiąć pierzaste, śnieżnobiałe skrzydła, po czym zaczął je z całej siły pętać łańcuchem. - Gotowe, następny... Mefisto stał w parze ze śliczną anielicą, ale nie myślał o tym, by zawrócić jej w głowie, lub, choć spytać o imię. Szli bez słowa, podobnie, jak setki innych niebiańskich i piekielnych stworzeń. Załadowano ich do towarowych wagonów i zawieziono do wielkiego miasta. Ci słabsi, co chwilę mdleli, niektórzy krzyczeli, wyli z bólu, kilku płakało, reszta cierpiała bez słowa. Wysiedli na dużym dworcu pełnym spieszących się gdzieś, obojętnych ludzi, szczurów, narkomanów i świecących nachalnie reklam. Ze skutymi, połamanymi skrzydłami, brudni, pokaleczeni i bladzi musieli się wyróżniać, lecz nikt nie poświęcił im więcej, niż kilka sekund uwagi. Stare autokary powiozły ich do jakiegoś urzędu. Wchodzili pojedynczo, przez szerokie drzwi, które zamykały się zaraz niemiłosiernie skrzypiąc. Nikt nie wychodził. Mefisto znów zobaczył tą samą anielicę, z którą szedł ostatnio. Była kilka osób przed nim. Podobnie jak pozostali weszła do budynku i nie wyszła. Wreszcie przyszła kolej na niego. Za drzwiami był zupełnie normalny korytarz. Sztywna panienka w szarym biznesowym kostiumie i okularach, poprowadziła go, do jednego z gabinetów. Tam czekał już młodzieniec o idealnie skrojonym garniturze i nienagannych manierach. - Kawy, herbaty? - Spytał uprzejmie, lecz Mefisto odmówił kręcąc głową. Nienawidził tego człowieczka równie mocno, jak wszystkich pozostałych, a ból, jeszcze tą nienawiść potęgował. - Rozumiem, że nie ma pan dobrego nastroju. Widzę, że nie traktowano pana dobrze, ale proszę zrozumieć, ciężko jest znaleźć ludzi o odpowiednim podejściu, którzy chcieliby się wami zajmować. Mefisto wciąż milczał, więc młodzieniec kontynuował tyradę: - Wszystko, przez to, ze was tak dużo, no i przez te skrzydła. Zdecydowaliśmy się was przyjąć, ale nie możecie sobie latać, nie możecie się tak wyróżniać. To chyba oczywiste? Najlepiej byłoby je amputować, ale sam pan wie, ze zaraz odrosną, stąd radzimy sobie w ten sposób. Zapewne, to mało komfortowe, ale z pewnością jakoś pan przywyknie. Moja asystentka poprowadzi pana do magazynu. Tam otrzyma pan ubrania, trochę pieniędzy i przydział mieszkaniowy. Czy chciałby pan o coś spytać? Mefisto po raz kolejny się nie odezwał, więc mężczyzna wezwał asystentkę, która pokierowała diabła dalej... Z budynku wyszedł zupełnie po drugiej stronie, wprost na ulicę. Miał dżinsy i ortalionową, luźną kurtkę, która dość dobrze tuszowała spętane na plecach, błoniaste skrzydła. W kieszeni miał klucz do mieszkania, a w plecaku kilka konserw, portfel, dokumenty, telefon komórkowy i budzik, który już jutro miał go wezwać do pracy. Powietrze śmierdziało spalinami, a ludzie potem i tanimi perfumami... Siedział w fotelu, zamknięty w swoim m3, zmęczony po pracy. Popijał nienajlepsze, ale za to mocne piwo i przeglądał brukową gazetę, która skutecznie brudziła…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%