Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Szklane słońce

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Szafa była wysoka, niemal sięgała do popękanego sufitu, tak jak giganci dotykali łysymi głowami nieba. Była nowa, chociaż bił od niej zatęchły, kwaśny zapach, który wieczorami przeradzał się w słodką woń kwiatów lub sztuczny smród jedzenia w proszku. Szafa jak pudełko-niespodzianka w lśniącym opakowaniu. Jednak ona widziała w niej drzewo, złote drzewo sięgające gwiazd, po którym wspinała się i pozwalała kolorowym snom owinąć się wokół niej, jak koc pachnący sianem. To wszystko było jak narkotyk, słodko-gorzki smak krwi.

Wieczorami z szafy dochodziły ciche pstryknięcia, wylewały się ze szpar i szczelin, rozlewały na drewnianej podłodze, jak purpurowa kałuża uciekającego atramentu. Nucenie, jak pająki, rozbiegały się po ścianach, zaglądały między zakurzone książki i umykały przez uchylone okna. Wszystko było pluskiem wczoraj, dzisiaj i jutra.

Kobieta kochała tą symfonię, uzależniła się od lepkich dźwięków, które wypływały z szafy i chowały się w jej włosach. Były jak kołysanka śpiewana przez matkę w zimne noce, kiedy potwory pod łóżkiem ożywają i czekają aż światło zgaśnie, które czują, jak głód coraz mocniej zasysa ich żołądki od środka. Kiedy słońce chowało się za horyzontem, a ciemność ośmielała się wyjrzeć ze wszystkich kątów, kobieta podchodziła cicho do szafy, wsłuchując się w nowy dźwięk nieśmiało wypełniający pokój, w drżące skrzypienie podłogi. Była pewna, że właśnie taki dźwięk wydaje pajęczyna szarpana przez uwięzionego konika polnego. Zatrzymała się przed drzwiami szafy. Lewe wisiało na jednym zawiasie, przechylone i niedomknięte. Przez szczelinę sączyło się miodowe światło, zalewające stopy kobiety. Było ciepłe i ruchliwe, falowało jak płomień świecy. Stając tam i czując zapach piernika, kobieta odniosła wrażenie, że jasna poświata jest smaczna, że warto jej spróbować, tak jak próbuje się urodzinowego tortu, jeszcze przed podaniem. Chwilę przed tym, kiedy kobieta miała się schylić i ukryć w dłoni światło, z głębi szafy znowu rozległo się nucenie, tym razem cichsze i mniej wyraźne. Kobieta poczuła mrowienie w opuszkach palców, a jej wąskie wargi rozlały się w płynnym uśmiechu. W ustach poczuła smak życia. Wzięła głęboki oddech i powoli otworzyła drzwi szafy, ignorując skrzypienie zawiasów, ich cichy protest. Jej oczom ukazała się dziewczynka, mała blondyneczka ubrana w błękitną koszulę nocną. Siedziała w kącie szafy, w rękach trzymała coś małego, źródło światła.

- Czekałam na ciebie - powiedziała cicho, nie odrywając oczu od przedmiotu skrywanego w drobnych dłoniach. Miodowe światło odbijało się od jej pomalowanych na czerwono paznokci. Kobieta przez chwilę stała, nadal się uśmiechając, jak człowiek, który dawno nie widział ukochanej osoby, swojego sensu życia, i nie wie co powiedzieć i jak się zachować. W jej oczach tańczyły błyski szczęścia i światła, które stopniowo pożerało całą ciemność.

- Kim jesteś dzisiaj? - zapytała dziewczynkę, klękając tuż obok niej. Ogarnął ją słaba woń piernika i farby drukarskiej, zapachy, które przypłynęły z serca dziecka.

- Słodkim pocałunkiem losu - zaśmiała się cicho, niemal szeptem, jakby rozbawił ją sekret, o którym nikt nie może się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Szklane słońce — czytnik · opowiadania