Kryminał · 10 min czytania
Szkoła strachu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Zwykły, szary poranek
Trzynasty listopad. Czwartek. Szaro i deszczowo. Czyli zwykły, niczym nie wyróżniający się, jesienny dzień. O 8 rano zmierzałam do szkoły z uczuciem zrezygnowania, jak zresztą większość uczniów. Głowy wszystkich były przepełnione tzw. myślami natury codziennej. Czy zdążę spisać matmę, dlaczego nie nauczyłem się na sprawdzian, z czego dostanę dzisiaj pałę... 8:15 - dzwonek. Niektórzy spieszą się na lekcję. Inni nie. My, to znaczy nasza klasa, mieliśmy akurat geografię. Ja nie spieszyłam się wcale. Minęła pierwsza lekcja, druga, trzecia... Bez żadnych oznak nienormalności. Ale czwarta już nie była taka zwyczajna.
Czwarta lekcja
Siedzieliśmy na drugim polskim, omawiając burzliwe życie Jacka Soplicy, kiedy nagle usłyszeliśmy odgłos syreny. Moja pierwsza myśl - karetka. Odruchowo, ku oburzeniu nauczycielki, wszyscy podbiegliśmy do okna. A jednak, pomyliłam się - to policja, nie pogotowie. -Pewnie znowu ktoś kogoś okradł...- powiedziała jakaś uczennica. Ale umundurowani panowie, ku zdziwieniu wszystkich, zmierzali w stronę naszej szkoły. -Na pewno znowu jakaś pogadanka o bezpieczeństwie. - powiedziała obojętnym tonem Monika M. Ktoś inny skomentował trafnie, że nie jechaliby na sygnale na lekcję pokazową. No więc rzeczywiście coś musiało się stać. Razem z całą klasą rzuciłam się w stronę drzwi. Już chcieliśmy wybiec na korytarz, ale zatrzymał nas ostry krzyk pani Grzeszczak: "Stać! Gdzie się wybieracie?! Lekcja jest!". Jeszcze jakieś 5 minut siedzieliśmy w klasie, próbując skupić się nad problematyką "Pana Tadeusza". W pewnym momencie jednak za drzwiami rozległ się ogromny gwar, mimo że nie było jeszcze dzwonka na przerwę. Pani profesor już nie wyraziła sprzeciwu, kiedy wszyscy, jak na zawołanie, wstaliśmy z ławek, wybiegliśmy z sali i wmieszaliśmy się w rzekę uczniów na korytarzu. Pani Grzeszczak po prostu poszła za nami.
Co się dzieje?
Uczniowie zgodnie zmierzali w jednym kierunku - na parter. W stronę szatni. A tam - dwóch funkcjonariuszy stanęło w przejściu i mówią, że nie możemy tam wejść. -Co się stało? - zapytał jakiś drugoklasista. Niestety, usłyszał tylko, że to nie jego interes. Każdy chciał wiedzieć, co tu się tak naprawdę dzieje.
Część 22 / 2
Niepokój czekania
Nie pamiętam, jak długo staliśmy tam bezczynnie, bez żadnych wiadomości. Może piętnaście, może dwadzieścia minut. Nie więcej. W międzyczasie przyjechała karetka, dwóch sanitariuszy przecisnęło się przez tłum i weszli do szatni. Kolejne kilkanaście minut czekania. Najdziwniejsze jest to, że żaden z nauczycieli nie kazał nam wracać do klas. To pewnie przez ten ogólny rozgardiasz, którego chyba i tak nie udałoby się im opanować, nawet gdyby próbowali. Wyszedł jeden z lekarzy. Poprosił panią dyrektor do środka. Po chwili wróciła do nas, była przerażająco blada.
Ból przeszywającej prawdy
-Wasza koleżanka nie żyje. - powiedziała pani Zientarska. -Jak to nie żyje? Kto? Dlaczego? Jak to możliwe? Śmierć?! W NASZEJ SZKOLE?! - uczniowie przekrzykiwali się nawzajem. Wybuchła prawdziwa panika. Byłam jedną z niewielu osób, które nic nie mówiły. Ja chyba wtedy po prostu nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa. Z szatni wyszedł policjant. -Milena Kowalska, uczennica klasy drugiej szkoły podstawowej prawdopodobnie została zamordowana. Wydarzenie miało miejsce między godziną dziewiątą a dziesiątą, zgon nastąpił w okolicy godziny 10:30. - oświadczył chłodnym, urzędowym tonem. W jego głosie nie wyczułam ani krzty emocji! Hmm, może po prostu przywykł? Cóż, taki zawód...
Apel
Dość długą chwilę zajęło nauczycielom uspokojenie nas. -Wszyscy udajemy się na pierwsze piętro. Apel. - oświadczył dobitnie profesor Szczerba. Mimo że trudno było ruszyć mi się z miejsca, poszłam z resztą uczniów. Na nic nawoływania pana Trybalskiego, żebyśmy ustawili się w dwuszeregu. Rozproszyliśmy się po całym holu i zamarliśmy w bezruchu. Czekaliśmy. Nikt nie wiedział, na co czeka. Mało kto chciał słuchać. Ale staliśmy, jak nam kazali. Pani dyrektor odchrząknęła i oczy wszystkich zwróciły się w jej stronę: -Trudno uwierzyć w to, co się wydarzyło. Ale niestety nie jest to zły sen, z którego zaraz się obudzimy, ale prawdziwa, brutalna rzeczywistość. Osobiście nigdy nie wyobrażałam sobie, żeby w naszej szkole mogło się wydarzyć coś równie strasznego. Nie jesteśmy w stanie zmienić biegu wydarzeń, jedyne, co możemy teraz zrobić, to postarać się dociec prawdy. Jeśli ktoś ma do powiedzenia cokolwiek, co mogłoby w tym pomóc, proszę o wystąpienie. Cisza? Nikt nie wystąpi? A jednak... Na środek wyszedł uczeń trzeciej gimnazjum. Pani Grzeszczak zapytała go, co wie. Powiedział, że pod koniec 2 lekcji wyszedł do toalety na parterze. Nagle…