Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Podróże · 10 min czytania

SZMARAGDOWA KSIĘŻNIACZKA- Rozdział 2: Podróż

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

2. PODRÓŻ

Rano panował nieziemski bałagan. Przynajmniej w moim pokoju. Wujek zamówił taksówkę na szóstą, więc miałam zamiar wstać o 4.30. Nic z tego jednak nie wyszło i z łóżka wyrwał mnie dopiero odgłos dzwoniącego telefonu. Była 5.15 Miałam 45 minut na kąpiel i ostateczne spakowanie się. Wczoraj Nie załadowałam do torb wszystkiego gdyż powstało parę znaczących dylematów takich jak np. Wziąć 20 maszynek czy depilator? Jakoś nie wydaje mi się żeby w tej dziczy był kontakt, do którego mogłabym podłączyć to narzędzie tortur. Z drugiej jednak strony cały czas nie będziemy chyba w lesie? Wzięłam 10 maszynek i depilator. Prysznic zajął mi jedenaście minut, co oficjalnie uznałam za swój rekord. Od 5.30 wujek siedział na kanapie i oglądał telewizor śmiejąc się przy tym jak hiena. Nie wiem, co zabawnego mogli puścić o tej godzinie. Przecież wszyscy normalni jeszcze śpią! Mam naprawdę zorganizowanego opiekuna. Był spakowany już wczoraj wieczorem. Zorganizowanie to zdecydowanie kolejny punkt na jego niekończącej się liście zalet. O 5.50 przyszedł do mojego pokoju i stwierdził, że mam 10 minut. Jak bym nie wiedziała! On miał już na sobie wszystko, łącznie z butami a ja biegałam w bieliźnie. Co za porażka! Kiedy zobaczył, że pakuję mój gaz obezwładniający w sprayu zaczął się znowu śmiać. - Gwałcicieli się tam spodziewasz? - Nie, ale liczę, że zadziała na zwierzęta. W tym momencie zadzwonił dzwonek. Boże! Wszyscy się zawsze spóźniają a akurat ten taksówkarz musi być przed czasem. Ubrałam szybko krótkie spodnie, bluzkę na ramiączkach i sandały, po czym założyłam duży plecak na plecy, mały wzięłam w lewą rękę a torbę zarzuciłam sobie na prawe ramię i... Przewróciłam się na kanapę. W tej sytuacji pozostało mi tylko jedno: - Wujku! - Tak skarbie? - Mógłbyś tu przyjść i pomóc znieść mi bagaże, bo chyba sama nie dam rady. - Nie trzeba było tyle brać- powiedział a ja już słyszałam ten sam dobijający mnie śmiech – Oczywiście, że Ci pomogę. Poczekaj chwilkę. Leżałam, więc na moim kochanym łóżeczku i gapiłam się w sufit. Fakt, że przez następne dwa miesiące prawdopodobnie będę sypiać na twardej ziemi i w zimnym śpiworze był w tej chwili naprawdę dobijający. Po chwili usłyszałam otwierające się drzwi. Tylko, że nie stał w nich mój wujek. - Co słychać mała? Czyli jedzie z nami. - Cześć- tyko na tyle było mnie stać Adrian stał na wprost mnie i wyglądał po prostu bosko w swojej, zielonej koszuli i krótkich brązowych spodenkach. Życie jest nie sprawiedliwe. - Słyszałem, że nie możesz sobie z tym poradzić- odezwał się spoglądając na moje bagaże. Chciałam odpowiedzieć, że bardziej niż z torbami nie potrafię poradzić sobie z tym, co się ze mną dzieje, kiedy on przede mną stoi. Ale to naturalnie zachowałam dla siebie. - No to daj mi te twoje tobołki, taksówka już czeka- i wziął te moje „tobołki”, co nie wiadomo, czemu wywołało u niego śmiech- O matko, jak ty masz się z tym zamiar przeprawiać przez las? - Przeprawiać!? - No przecież będziemy chodzić a nie siedzieć w hotelu, a co ty myślałaś? Właściwie to spodziewałam się dziczy, ale moglibyśmy się zatrzymać w jakimś pensjonacie i wychodzić na jakieś dwa czy trzy dni. Przecież ja 2 miesiące nie wytrzymam bez porządnego prysznica! Gdy zeszłam na dół zdałam sobie sprawę, że chyba będę musiała. Wujek i Adrian mieli po jednym plecaku i wszystko tak solidnie spakowane, że stało się dla mnie jasne, że o hotelu to sobie mogę pomarzyć. Miałam jednak szczerą nadzieje, że moje bagaże przeszkodzą im trochę w tych planach. W końcu nie mogłam z tym wszystkim zrobić nawet kroku. Nie wspominając już o tym, że nawet nie dopuszczałam do siebie myśli o „potulnych” zwierzątkach znajdujących się w tamtejszych okolicach. Taksówka zatrąbiła. Po drodze kierowca, który był miłym starszym panem koło pięćdziesiątki dość wylewnie mówił, że mamy nie bywałe szczęście udając się na Wyspy Galapagos. - Zobaczyć te wieeeelkie żółwie to musi być kurde coś. Zawsze o tym marzyłem. Zastanawiałam się jak wiele ten miły pan wie o tym miejscu. Ja zdecydowanie wiedziałam niewiele a już byłam świadoma tego, że ta wycieczka to totalna porażka. Widocznie nie zdawał sobie sprawy z tego, że oprócz żółwi jest tam wiele więcej nieciekawych niż ciekawych rzeczy. Na Ławice dotarliśmy punktualnie 6.30. Z daleka widziałam jak Antonio stoi przed niewielkim samolotem, którym zawsze latamy. Antonio był z pochodzenia Brazylijczykiem mieszkającym w Polsce a przy okazji prywatnym pilotem wujka. Leciał z nami wszędzie gdziekolwiek by to nie było. Od razu wsiadłam do samolotu. Usadziłam się na moim ulubionym miejscu w rogu, wyciągnęłam mp3 i miałam zamiar zasnąć gdyż z doświadczenia wiem, że lepiej przespać takie podróże, kiedy przysiadł się do mnie Adrian. - Daj spokój, dawno się nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%