Przygoda · 17 min czytania
SZMARAGDOWA KSIĘŻNICZKA- Rozdział 13: Wielki Mongo
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Kiedy wieczorem lekko zgłodniałam zmieniłam zdanie. Co ja mówię w brzuchu burczało mi tak, że myślałam, że umieram. Tak naprawdę nigdy nie wyobrażałam sobie swojej śmierci, ale nie chciałam żeby była ona spowodowana głodem.
A tak właśnie wyglądały perspektywy na przyszłość. Śmierć głodowa.
Marcos wychodząc zabrał ten nieszczęsny talerz z tą przepyszną zupą. Teraz zjadłabym ją nawet gdyby została wyciągnięta prosto z zamrażalnika.
Boże, co za horror.
Zaczynam doceniać wartość jedzenia. Biedne dzieci w Afryce. Biedni bezdomni nie mający nawet na chleb. Biedne zwierzątka głodzone w zapomnianych przez wszystkich schroniskach. Biedne...
Jak on mógł. Jak on mógł mi to zrobić ja się pytam?! Wydaje mi się, że ma trochę oleju w głowie i wie, że jeśli przez cały dzień zjadłam parę łyżek niskokalorycznej zupy to teraz o niczym innym nie myślę jak o jedzeniu.
On mi to na pewno robi na złość. Chce mnie wypróbować.
Nic z tego nie będę krzyczeć, że chce mi się jeść. Będę tu siedzieć cicho jak mysz pod miotłą i znosić cierpienie w milczeniu. Będę silna. I wytrzymała. Wytrzymała jak...
Drzwi otworzyły się z hukiem i do szopy wszedł Marcos.
Mój biedny zmysł węchu musiał się bardzo wyostrzyć w tej ciemnej norze, ponieważ od razu poczułam wypełniający całą szopę zapach czegoś do jedzenia.
Receptor odpowiedzialny za odbieranie tych aromatów od razu musiał dać sygnał mojemu żołądkowi, ponieważ ten jak na zawołanie dał o sobie znać. Boże, jakie to upokarzające, kiedy burczy ci w brzuchu przy innych.
Część 22 / 6
Westchnęłam.
Nadal byłam lekko wkurzona, ale obrażanie się było ostatnią rzeczą, na jaką mogłam sobie pozwolić. Trzeba być miłym chociażby po to by utrzymać się przy życiu.
- Co tam u ciebie słychać?- spytał
Nic. Wynoś się. Wypchaj się tym jedzeniem i nie wracaj ty wstrętny szowinistyczny homofobie.
Tak powinnam powiedzieć. Jednak nie zrobiłam tego, bo mój żołądek w porę zdążył o sobie przypomnieć.
A zresztą, co to za głupie pytanie? Dwadzieścia cztery godziny na dobę siedzę w tej obskurnej szopie pozbawionej światła i świeżego tlenu, więc co ciekawego mogło się u mnie wydarzyć. Inwazja zmutowanych pająków ukrywających się do tej pory w tej głupiej szafie, której nie mam odwagi otworzyć?
- Wszystko dobrze a co u ciebie?- bardzo siliłam się na miły głos.
W sumie to głupie pytanie. No, bo u niego tez nic nie mogło się wydarzyć. W końcu siedzi w środku wielkiego lasu totalnie odcięty od cywilizacji. Może miałby ciekawiej gdyby zmienił orientacje?
- Okey- powiedział- Słuchaj sorry, że nie przyszedłem wcześniej, ale nie mogłem
Dlaczego on mnie przeprasza?! Dlaczego zawsze, kiedy staram się kogoś nienawidzić on musi się okazywać miłym i w gruncie rzeczy nie mogę go nawet nie lubić.
- Nie ma sprawy- mruknęłam a mój żołądek od razu się odezwał.
Część 33 / 6
- Boże jak ty musisz być głodna- odpowiedział siadając i dając mi do ręki talerz- To jest Llapingacho. Ziemniaki pure usmażone z serem. Mam nadzieje, że ci zasmakują.
Były cudowne. Każdy kęs rozpływał mi się w ustach. Jeśli kiedykolwiek uda mi się dotrzeć z powrotem na jacht to poproszę Alexa, żeby zrobił mi to na obiad. Chociaż tak właściwie mogę go już nigdy nie zobaczyć. Bo jak długo mnie będą tu trzymać? I po co to w ogóle robią? W tym momencie przypomniało mi się, że Marcos obiecał się dowiedzieć, czego na temat tego, co ja właściwe tu robię. Może nie do końca obiecał, ale powiedział, że to zrobi.
- Marcos, spytałeś się już może swoich hmmm kumpli, dlaczego mnie porwali?
Kiedy go o to zapytałam zrobił taką minę jakby mu ktoś odebrał gwiazdkowy prezent.
- Taak- mruknął i umilkł.
Zauważyłam, że ucinanie w takich momentach to jego regularna przypadłość.
- No, więc, dlaczego?
Jeśli będę musiała wyciągać od niego informacje to trudno. Zrobię to. Na pewno nie będę siedzieć cicho i czekać aż łaskawie raczy coś wyjawić.
- Aura- powiedział a ja się lekko wzdrygnęła. To imię jest gorsze niż Esmeralda.- Ja naprawdę nie sądzę żebyś coś z tego zrozumiała.
I jeszcze ma mnie za idiotkę. No cóż, na to sobie zasłużyłam. Nie zamierzałam się jednak poddawać.
Część 44 / 6
- Spróbuj, może jednak mi się uda.
Marcos, który do tej pory miał wzrok utkwiony w podłodze podniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Czy zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego my wszyscy tu siedzimy- przeczesał sobie włosy ręką- to znaczy znasz moją historię, ale nie wiesz pewnie, co z resztą.
- To prawda- odpowiedziałam niepewnie, bo zastanawiałam się, co ma piernik do wiatraka- Nie wiem.
- Otóż jakieś pięć lat temu Cristian znalazł pewną rzecz- wywnioskowałam, że Cristian to trzeci pirat. Ten nie gej- dość cenną rzecz, o której powiedział osobie, która chciała mu ją odebrać- kontynuował Marcos- dlatego uciekł. A wraz z nim jego przyjaciele. Ukrywają się tu, bo nie chcą tego stracić.
To doprawdy wzruszające. Ale na pewno nie będzie mi ich żal. Przecież mnie do cholery porwali, prawda? I na dodatek zamknęli w ciemnej szopie. Z drugiej jednak strony nie rozumiem, po co mi to, Marcos powiedział. Ja mu się pytałam o to, dlaczego się tu znalazłam. Widocznie dwa lata na tym pustkowiu zrobiły swoje.
- Hmmm, co to za rzecz?- spytałam ze zwykłej uprzejmości.
- I na tym właśnie polega problem- Marcos znów utkwił wzrok w podłodze.
- Nie wiedzą, co to jest?- sytuacja wydawała mi się tak komiczna, że nawet miałam ochotę kontynuować tą bezsensowną dyskusje.
- Wiedzą i rozmawiali o tym w tedy w krzakach, kiedy ty i ta twoja koleżanką przechodziłyście obok.
Część 55 / 6
Wszystko zaczęło się rozjaśniać.
- Chcesz mi powiedzieć, że...
- Że myślą, iż ty wszystko słyszałaś- odwrócił głowę w moją stronę.
- Marcos!- prawie krzyknęłam- Przecież to nie logiczne. Ja nawet nie znam hiszpańskiego!
Wszystko trafiło mnie tak nagle jak piorun uderza w drzewa. Czyżby to wszystko było głupią pomyłką? Przechodzę przez koszmar przez to, że tym dupkom coś się zdawało?
- Wiem- odpowiedział spokojnie Marcos- Oni już też.
Chciałam zadać pytanie: No i co teraz?, ale za bardzo bałam się odpowiedzi. Znacznie wygodniej było zapytać o tą dziwną rzecz. Tak też zrobiłam.
- I tego właśnie nie zrozumiesz- odparł Marcos a ja i tak już zdenerwowana, wkurzyłam się jeszcze bardziej.
- Skoro i tak już tu siedzę to przynajmniej mogę to wiedzieć- warknęłam
- No chodzi o to... to znaczy... to jest Wielki Mongoł- widelec z pure zatrzymał mi się w buzi- To nie człowiek jak mogłoby się wydawać po nazwie ani żadna żywa istota tylko...
Część 66 / 6
- Diament- dokończyłam jak w transie wyciągając z ust widelec.
Żadny normalny człowiek by się naturalnie nie zorientował, ale jak nie trudno zauważyć moje życie nie jest do końca normalne. Po za tym wychował mnie człowiek, który zamiast bajek czytał mi w dzieciństwie historie najcenniejszych kamieni świata. Nic, więc dziwnego, że wiedziałam, czym jest Wielki Mongoł. Bardzo jednak wątpię żeby ci piraci mogli go mieć. Jest to, bowiem największy spośród klejnotów indyjskich. Po za tym zaginął po zdobyciu Delhi przez Persów, czyli około 1739! Co prawda diamenty nie ulegają rozkładowi, ale co ważący w stanie czystym 787,5 karata diament robiłby w tym zapomnianym przez wszystkich zakątku świata?
I gdzie pirat z obrzydliwym wąsikiem mógł go znaleźć? I dlaczego go nie sprzedał? Przecież jest wart około pięciu milionów! Zamiast siedzieć w tej dziurze mógłby teraz pływać w basenie przy swojej własnej willi na Karaibach.
Ludzie chyba w ogóle nie myślą.
Zauważyłam, że Marcos patrzy na mnie z ogromnym zdziwieniem.
- Skąd wiesz?- wyraźnie był zszokowany.
- Hmm czytałam kiedyś książkę na ten temat.
Nie było sensu wspominać, że mój prawny opiekun bawił się w latach osiemdziesiątych w poszukiwacza skarbów i w celu znalezienia jakiegoś cennego kamyka przemierzył praktycznie całą Amerykę Południową. W jakiś sposób musiało to się odbić na mnie.
Marcos zamilkł a ja zobaczyłam, że na dworze zrobiło się bardzo ciemno. Ciekawe, co teraz robi wujek? I czy Simone udało się zgasić ten bezsensowny flirt jego i Jutty. A Adrian? Niewątpliwie było to najbardziej interesujące pytanie. Może on i Simone oglądają teraz gwiazdy? Boże, co za dolina. Pewnie jeszcze siedzą przytuleni. To, że zaczynam myśleć o takich rzeczach w momencie, kiedy moje życie wisi na włosku wyraźnie świadczy o moim zerwanym kontakcie z rzeczywistością. Tak wiem, że nikt mi nie przystawia spluwy do głowy, ale nie wiadomo, co jutro zrobią piraci. W końcu najprostszym rozwiązaniem dla nich byłoby pozbycie się mnie. Może zapragną powiesić mnie na suchej żerdzi?
- Co tak milczysz?- spytałam Marcosa w momencie, kiedy moje…