Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Podróże · 16 min czytania

SZMARAGDOWA KSIĘŻNICZKA- Rozdział 6: Błękitna głęb

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tylko, że nie bardzo miałam wybór. Nikt mnie, co prawda nie miał zamiaru siłą ubierać w strój nurka i wyrzucać za burtę, ale na jachcie musiałam zostać. A jacht płynął w stronę Santa Maria. Dlatego ustaliłam, że, podczas gdy wszyscy będą podziwiać dno Pacyfiku ja posiedzę w pokoju i poczytam książkę. Właściwie, to trochę głupie, że pierwsze, co robimy będąc na Wyspach Galapagos to wybieramy się popływać z rekinami. W końcu można to robić w paru innych miejscach na świecie a ogromne, długowieczne żółwie są tylko tutaj. Okazało się jeszcze, że zanim dotrzemy do Santa Maria minie dziesięć godzin, więc nie pozostało mi nic innego jak pograć z Luizem i Alexem w pokera na zapałki. Przy okazji dowiedziałam się, jaką funkcje na jachcie sprawuje Jorge. Otóż jest instruktorem nurkowania. Najwyraźniej to wszystko było zaplanowane już wcześniej, bo, po co inaczej wujek zatrudniałby instruktora nurkowania? Choć nie jestem zbyt mocna z matmy łatwo obliczyłam, że do brzegów Santa Maria dotrzemy niedługo przed północną, dlatego spytałam wujka czy ma zamiar urozmaicać swoją podwodną wycieczkę totalną ciemnością, ale on tylko spojrzał na mnie z politowaniem i powiedział, że nurkować idą o szóstej rano. No i dobrze. Przynajmniej prześpię tą całą aferę a jak się obudzę to już będziemy płynąć gdzie indziej. Nie wiem tylko czy w takim samym składzie. Pewnie bierzecie mnie za tchórza, ale należę do pokolenia, które wychowało się na ”Szczękach”, które dość sugestywnie działają na wyobraźnie. No może niekoniecznie jestem z pokolenia wychowanego na tym filmie, bo przecież został nakręcony już, w 1975, ale jest to niewątpliwie klasyk i każdy szanujący się kinoman- za którego się oczywiście uważam- może poszczycić się obejrzeniem „Szczęk”. Jako bardzo zagorzały kinoman mogę dorzucić do swojego „rekinowego” dorobku dwie pozostałe części trylogii, „Piekielną Głębię” i „Ocean Stachu”, o którym lepiej w ogóle nie myśleć, bo od razu włos jeży się na głowie. Jestem, więc totalnie zorientowana, jeśli chodzi o rekiny i dlatego kiedy złość z powodu zaplanowania beznadziejnej wycieczki mi minęła postanowiłam obrazowo uświadomić wszystkim, co to potulne stworzonko zrobiło z Saffron Burrows, kiedy ta w „Piekielnej Głębi” wskoczyła do wody albo, co próbowało zrobić z Roy’em Scheider’em w „Szczękach”, kiedy ten znalazł się na niewielkiej łódce na otwartej wodzie. Dodałam naturalnie, że oboje byli bardzo obeznani z naturą rekinów. Nikt inny się jednak ze mną nie zgadzał. - Ema to są tylko filmy- powiedział wujek - Fantazja- rzuciła Marielisa - Wyobraźnie reżysera- zakończył Adrian Czasami myślę, że zadaje się z samymi ignorantami, bo choć bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że nie codziennie spotyka się ośmiometrowe rekiny, jakie Spielberg wykreował w „Szękach” tylko raczej o połowę krótsze to jednak nie wszystko w tym filmie to totalna bzdura. A co z monologiem Roberta Shaw’a na temat, USS Indianapolis! To nie jest kłamstwo, tylko okrutna prawda. Wiem, bo sprawdzałam. USS Indianapolis istniało naprawdę i zostało zestrzelone przez japońską łódź podwodną I-58, przez co około 900 osób znalazło się w wodzie w samych kamizelkach ratunkowych. Kiedy po niecałych pięciu dniach nadszedł ratunek to wyłowiono tylko 316. Zgadnijcie, dlaczego. Ponieważ pozostali znajdowali się już w stanie płynnym w żołądkach naszych kochanych rekinów! I nich mi ktoś powie, że nie figurujemy w ich jadłospisie! Fakt, że podczas tej tragedii w ciągu godziny ginęło średnio pięć osób też jakoś do nikogo nie przemówił. A co z inspiracją! Skąd, Peter Benchley wziął pomysł na napisanie „Szczęk”? Czy ktokolwiek, kiedykolwiek się nad tym zastanowił? Otóż dla niedoinformowanych mogę powiedzieć, że Petera Benchley’a natchnęły prawdziwe ataki rekinów z New Jersey! Między pierwszym a dwunastym lipca, 1916 r. cztery osoby zostały pochłonięte przez przynajmniej jednego żarłacza białego! A dwunastoletni Joseph Dunn został poważnie zmasakrowany. Kiedy jednak wujek to usłyszał westchnął tylko i wzniósł oczy ku niebu, co było po prostu śmieszne, bo go w przeciwieństwie do mnie można nazwać niepraktykującym katolikiem. Adrian jednak miał coś do powiedzenia: - Ema, zanim Peter Benchley umarł- Co? Peter Benchley nie żyje? Dlaczego ja nic o tym nie wiem?- większość swojego czasu poświęcał działając na rzecz poprawy wizerunku rekinów, który... - Który to sam zepsuł i po prostu miał wyrzuty sumienia, że przez niego zwiększył się procent ludzi chorujących na selachofobie – dokończyłam – choć, nie powinien mieć wyrzutów, bo wcześniej rekiny też atakowały tylko może ludzie nie byli tego świadomi i teraz przynajmniej uważają gdzie wchodzą do wody. Oczywiście nie mówię o tych idiotach, którzy sami się pchają pod ich zęby! No może nazwanie wszystkich wokół idiotami było lekką przesadą, ale złość brała górę. Adrian nie uważał jednak dyskusji za skończoną. - Skoro tyle wiesz o rekinach- zaczął bardzo spokojnym głosem krzyżując ręce na piersi, przez co wyglądał cholernie seksownie- to jesteś również świadoma tego, że z reguły atakują ludzi z ciekawości a nawet strachu jak zapewne było w przypadku USS Indianapolis, a nie po to by zjeść. - No masz racje- pogarda wyraźnie przepełniała mój głos- jeśli rekin z ciekawości weźmie do paszczy jakiegoś wczasowicza to wypluwa go z niesmakiem. Szkoda tylko, że mocno uszkodzonego! Wszyscy przysłuchiwali się tej wymianie zdań jednak nie zauważyłam żeby ktoś powiedział coś w stylu ”Hej ona ma racje, nurkując tam posyłamy siebie na pewną śmierć” albo „Towarzysze, jeśli chcemy mieć wszystkie kończyny w całości powinniśmy zawrócić.” Nic. Ani słóweczka. Wujek z kolei wyglądał tak jakby w duchu gromił się za to, że kiedykolwiek pozwolił mi obejrzeć „Szczęki” - Ema- Adrian chyba myślał, że zdoła mnie przekonać- Istnieje większe prawdopodobieństwo, że zginiemy w wyniku awarii maszyny do napojów niż padniemy ofiarą rekina. Co za beznadziejne porównanie. - To zdanie nie dotyczy osób, które dobrowolnie decydują się oglądanie uzębienia tego żarłoka z bliska. Wszyscy najwyraźniej byli zmęczeni moimi bardzo realistycznymi argumentami, więc poszłam do swojego pokoju. No cóż przynajmniej próbowałam. Kiedy już odwiedzę Adriana w szpitalu spoglądając na to, co zostało z jego mięśnia trójgłowego uda będę miała spokojne sumienie. Nocy jednak spokojna nie była. Właściwie powinnam wiedzieć, że będzie kołysać, ale mocno się zdziwiłam, kiedy próbując zasnąć czułam się bardziej jak na kiepskiej karuzeli niż na łóżku. Zaczęłam myśleć, że nocowanie w lesie nie było wcale takim głupim pomysłem. Przynajmniej by nie trzęsło. Jeśli myślałam, że rano wszyscy dadzą mi spokój i pozwolą się wyspać to się grubo myliłam. O 5.30 do pokoju zaczęła się dobijać Marielisa wrzeszcząc na cały regulator: - Pobudka! Kiedy stanowczo odmówiłam krzycząc jeszcze głośniej - Śpię! Przyszedł wujek grożąc, że wyważy drzwi i wrzuci mnie do wody w piżamie, jeśli zaraz nie wstanę. Podczas śniadania narzekałam i z pretensją w głosie pytałam się wujka, po co do cholery mnie obudził skoro ja nigdzie nie płynę? - Żebyś nie przespała całego południa- odpowiedział - Przecież o tej godzinie nie wstaje nawet wtedy, kiedy idę do szkoły! - No tak- zaczął połykając widelec sałatki- ale nie wiem ile zajmie nam nurkowanie a Luiz na pewno zostawiłby cię w spokoju. I tak kłóciliśmy się przez dziesięć minut. Dopóki nie przyszedł Adrian. Na jego widok szczęka mi oczywiście opadła. Nawet niewyspany wyglądał tak bosko. Krótkie włosy sterczały mu na wszystkie strony a wzrok miał jakby jeszcze trochę nieobecny. Był ubrany w niebieskie bokserki w zieloną kratkę i białą bluzkę z żółtym napisem „ I’m happy”. No cóż nie wiem, po co ubierał tą bluzkę. Wujek siedział w samych bokserkach w słoniki Dumbo i nikt mu nie miał tego za złe. Mniej więcej dziesięć sekund później do jadalni wpadła Marielisa w swojej koronkowej skąpej i na cienkich ramiączkach koszulce nocnej. W dodatku BIAŁEJ!…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
SZMARAGDOWA KSIĘŻNICZKA- Rozdział 6: Błękitna głęb — czytnik · opowiadania