Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Podróże · 20 min czytania

SZMARAGDOWA KSIĘŻNICZKA- Rozdział 8: Koszmar

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Leżałam na łóżku i myślałam. Nie wiem ile godzin tak sobie leniuchowałam, ale w pewnym momencie dotarło do mnie, że nikt nie zadzwonił do babci. No to nam się dostanie. To znaczy mi i wujkowi. Powinniśmy ją na bieżąco informować o naszej wyprawie, bo przecież siedzi w domu sama(no dobra są jeszcze sąsiadki), ale oczywiście oboje o tym zapominamy. Po raz pierwszy od czasu wylotu z Polski zainteresowałam się swoją komórką. Tylko gdzie ja ją wsadziłam? Zobaczyłam dwadzieścia nieodebranych połączeń. Dzwoniła głównie Laura i (o zgrozo) babcia. No ładnie. Teraz to już chyba nie wyjdę z tego cało. Postanowiłam jednak stawić czoło wyzwaniu i zadzwoniłam do babuni. - Halo?- usłyszałam jeszcze jej spokojny głos. W końcu nie wie, kto dzwoni. Na jej telefonie stacjonarnym nie wyświetla się numer. - Cześć babciu!- powiedziałam z za dużym entuzjazmem. - Ema?- spytała Nie poznaje mnie? Przecież jestem jedyną osobą, która zwraca się do niej per babcia. To chyba nowa taktyka wywoływania u mnie wyrzutów sumienia. W końcu nie od dziś wiadomo, że obojętność jest gorsza niż złość. - Tak to ja. - Ty masz czelność jeszcze do mnie dzwonić!- zaczyna się- Nie odzywacie się do mnie od trzech dni i ja biedna myślę, że coś wam się stało. Ciągle oglądam wiadomości i patrzę czy nie mówią o katastrofie jakiegoś samolotu a ty do mnie tak po prostu dzwonisz jak gdyby nigdy nic! Biedna babcia. Naprawdę musiała się denerwować i to tylko i wyłącznie przez moją głupotę. Swoją drogą wujek też powinien pamiętać. To w końcu on jest chodzącym ideałem a idealni faceci nie wywalają z pamięci własnej matki. - Babciu ja naprawdę przepraszam, ale to taka daleka podróż i tyle z nią zamieszania. - No właśnie, tym bardziej powinniście się odezwać! - Babciu.... - Daj mi pogadać z tym moim niewydarzonym synem. - Poczekaj chwilę- powiedziałam i wyszłam z pokoju w poszukiwaniu wujka. Znalazłam go w naszej jadalni. Rozmawiał z Adrianem i z tego, co usłyszałam to gadali o polityce. Czyli o czymś, o czym nie mam zielonego pojęcia. Nie bardzo mnie to jednak martwi. Nawet nie mogę jeszcze głosować. Wujek zauważył mnie pierwszy. Nic nie powiedziałam tylko podałam mu telefon a on spojrzał na mnie pytająco. - Babcia- wyszeptałam o on zrobił obolałą minę. Na pewno zmartwił się tym, że przez niego babcia się denerwowała. Choć na mój gust bardziej przerażała go perspektywa, że zaraz dostanie po uszach. - Co słychać mamo?- powiedział w miarę spokojnie. - CO SŁYCHAC MAMO!?- wujek odsunął słuchawkę od ucha, więc wszystko było dobrze słychać- Ty gnojku! Powinnam cię wydziedziczyć!- babcia umie się wyrazić- Ja tu się zamartwiam i cały czas myślę, co mogło wam się stać a ty mi się po prostu pytasz, co u mnie słychać?! - Oj mamo, uspokój się... - No to ja ci powiem, co u mnie słychać! Od dwóch dni nic nie mogłam przełknąć, przez co zasłabłam i niedługo doktor Nowak musiałby mnie reanimować! Tak! Matka by ci umarła a ty byś nawet o tym nie wiedział! Jutro idę zmienić testament!- babcia to naprawdę potrafi wywołać wyrzuty sumienia. - A ciekawe, na kogo przepiszesz ten swój majątek- powiedział wujek z lekką ironią w głosie- Nawet nie wiesz gdzie jest Karina! No tak. Wspominanie o mojej matce po tym obfitującym w rozrywki dniu to nienajlepszy pomysł na poprawienie mi humoru. Na sam dźwięk jej imienia skrzywiłam się. Nie jestem jakoś specjalnie przewrażliwiona, ale gdyby zaraz po urodzeniu rzuciła was matka też byście nie lubili o niej gadać. To naprawdę nie jest śmieszne, kiedy babcia instruuje was jak używa się podpasek a wujek tłumaczy, o co chodzi w procesie owulacji. Dlatego nie za bardzo lubię o niej sobie przypominać. - Masz rację- stwierdziła babcia- Z jednym dzieckiem nie mam już kontaktu. Teraz jeszcze mi brakuje żebym straciła drugie.- jej krzyk przerodził się w szloch. - Mamo- zaczął stanowczo wujek- Nie sądzę żebym mógł zniknąć bez śladu tak jak to zrobiła Karina. Nie mam takiego talentu jak ona. A poza tym nie uważam również żeby twoja własna wnuczka mi na to pozwoliła. - Czyli sugerujesz, że rozmawiasz ze mną tylko ze względu na Emę?- babcia musiała już naprawdę płakać - Sugeruję- odparł wujek- że histeryzujesz. - W końcu jestem kobietą prawda!- z powrotem krzyk- One czasami histeryzują! Ale skąd ty to możesz wiedzieć skoro w wieku trzydziestu dziewięciu lat nadal jesteś kawalerem! Biedny wujek. Pomimo tej całej sprawy z wykorzystywaniem kobiet naprawdę mi go żal. W końcu jestem jedyną osobą z całej rodziny, która nie wypomina mu ciągle tego, że nie znalazł sobie jeszcze żony. - Mamo- skrzywił się wujek- nie zaczynaj. - Co ja za to mogę, że chciałabym zobaczyć, że choć jedno moje dziecko się żeni. Mam sześćdziesiąt lat i przez całe swoje życie nie zorganizowałam żadnego wesela! Już się pogodziłam, jeśli chodzi o Karinę, więc ty jesteś moją ostatnią deską ratunku! Nie mam więcej dzieci i raczej nie zamierzam mieć!- no ja myślę!- A teraz nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Rozłączyła się. Wujek oddał mi telefon bez słowa Chyba babcia popsuła mu trochę humor. No, ale należało mu się za to, że przez niego o mało nie zjadł mnie rekin młot. Wróciłam do pokoju i z powrotem położyłam się na łóżko. Było coś koło szóstej. Mimo wczesnej godziny od razu zasnęłam. Zmęczenie wzięło górę. Obudziłam się koło północy. Otaczał mnie mrok. Szybko się umyłam i przebrałam w piżamkę, bo wcześniej tego nie zrobiłam i w efekcie sześć godzin przespałam w ciuchach. Niestety nie mogłam zasnąć z powrotem. I tym razem nie chodziło o fale. Było tak ciemno. Zupełnie jak pod wodą. Wydawało mi się, że zza szafy wypływa rekin i już otwiera swoją paszczę, żeby mnie pożreć. Dość. Kompletnie mi odwaliło. Jednym ruchem wyskoczyłam z łóżka a potem wzięłam poduszkę i kołdrę w rękę i wyszłam z pokoju. Stanęłam na korytarzu. Wiedziałam, że nie chcę wracać do siebie. Mogłabym iść do wujka. On by zrozumiał. Ale z drugiej strony miałby ze mnie ubaw do końca życia. Już widzę teksty w stylu: siedemnastoletnia dziewczyna i boi się ciemności. O nie, dziękuję. W takim razie pozostała mi Marielisa. Miała pokój naprzeciwko mojego, więc już stałam pod jej drzwiami. No, ale co ona sobie pomyśli? Nieważne. U siebie nie zmrużę oka. Zapukałam do drzwi i nie czekając na odpowiedź weszłam. Na łóżku leżał Adrian. W samych bokserkach. - Ty draniu!- wpadłam w szał- Już z nią sypiasz! Przecież znacie się zaledwie od wczoraj! A po za tym ona ma narzeczonego! O Boże! Czy on nie widział tego pierścionka!? Ślepy by zauważył. A może Marielisa go zdjęła? Przecież ona też musiała tego chcieć. O BOŻE! Może on ją zgwałcił?! Upił i bezczelnie wykorzystał? Wypadłam z powrotem na korytarz i wleciałam do swojego pokoju. Już chciałam zamknąć drzwi, ale Adrian przytrzymał je nogą. Nadal był w samych bokserkach. - Ema?- spytał- Wszystko w porządku? Było strasznie ciemno, ale i tak widziałam, jaki ma głupi wyraz twarzy. Najwyraźniej wstyd mu się zrobiło, że ja się o tym dowiedziałam. Ale teraz przynajmniej wiem, jaką to ma rozwiązłą naturę. Co za drań. A ja się własnego wujka czepiałam. On przynajmniej nie tknął Marielisy! - Jak mogłeś!?- wybuchłam- Już ją przelecieć. Po trzech dniach znajomości!- pilnowałam się żeby nie wspomnieć o narzeczonym- Cholerny Casanova! Adrian się uśmiechnął. Nie wierzę! Co za hipokryta! Powinien się zapaść pod ziemię(a właściwie po wodę) ze wstydu a on mi się śmieje w twarz! - Hmm- próbował spoważnieć, ale coś mu to nie wychodziło. Po za tym ciągle trzymał nogę tak żebym nie mogła zamknąć drzwi, więc nie pozostało mi nic innego jak stać tam i go słuchać.- Zapomniałem ci powiedzieć, że zamieniliśmy się z Marielisą pokojami. Słucham? - Wiesz, wolała mieszkać wyżej- kontynuował a ja czułam, że robię się cała czerwona- ponieważ tam jest trochę jaśniej a ona bardzo lubi światło. Czy ja mu przed chwilą zasugerowałam, że spał z Marielisą? - Och- wymamrotałam. Policzki mi płonęły.- To może ja już lepiej pójdę spać. Chciałam zamknąć drzwi, ale Adrian cały czas trzymał nogę tak żebym nie mogła tego zrobić. - Powiedz mi- zaczął- O co ci chodziło z tym Casanovą? I wybuchnął śmiechem. A ja pragnęłam żeby w statku zrobiła się dziura, przez którą wpadłabym do żerowiska żarłaczy białych. Myślę, że po dwóch sekundach byłoby po wszystkim a tak stałam tam i modliłam się żeby to był sen. Chyba jednak nie zamierzałam się obudzić. Nogi mi się uginały. I cała się trzęsłam. Ze wstydu. Po co tak gwałtownie zareagowałam? A babcia zawszę powtarzała: Najpierw myśl potem mów! Co on sobie teraz o mnie pomyśli? W końcu się uspokoił a ja byłam na skraju załamania nerwowego. - Ema, Dlaczego myślałaś, że przespałem się z Marielisą? - Ja...- Czemu on mi to robi? DLACZEGO!?- Ja w ogóle nie myślałam, po prostu nie mogłam spać, bo wszędzie widziałam tego rekina młota- co ja mu mówię?- i chciałam się przejść do Marielisy a zobaczyłam tam ciebie i jakoś tak mi się ubzdurało, ale to jest jeszcze szok po dzisiejszym zajściu. Po prostu mam jeszcze pomieszane w mózgu. Pomyślałam, że znowu wybuchnie śmiechem. Kiedy to mówiłam cały czas patrzyłam w ziemie, więc nie widziałam wyrazu jego twarzy. Nie słyszałam jednak nawet cichego chichotu. Zauważyłam za to, że Adrian wziął nogę, przez co odblokował drzwi. Jednak i tak nic mi to nie dało, bo nie mogłam się ruszyć. Paraliżowało mnie ze wstydu. Podwójnego. Najpierw mu zasugerowałam, że sypia z Marielisą a potem jeszcze powiedziałam, że boję się siedzieć sama w pokoju. Wyszłam na stukniętego tchórza. Jutro wszyscy będą mieli niezły ubaw. Nadal jednak nie słyszałam śmiechu. Poczułam za to dłonie Adriana na moich policzkach, które cały czas płonęły. Zrobiło mi się jeszcze bardziej gorąco. Uniósł moją głowę schylił się tak, że jego oczy były naprzeciwko moich. Oddalone od siebie o jakieś dziesięć centymetrów. Przeszedł mnie dreszcz. - Ema, -wymówił moje imię takim miękkim głosem, przez co kołdra, która jeszcze przed chwilą była w moich rękach wylądowała na podłodze- Bałaś się być tu sama, więc chciałaś się przespać w pokoju Marielisy? Pokiwałam głową. Adrian zdjął ręce z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%