Duchy · 11 min czytania
Szósta rano
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Godzina szósta rano. Budzik dzwoni jak opętany. Ile bym dał żeby, choć raz rozładowały się w nim baterie. Wtedy miał bym, jakąś wymówkę przynajmniej przed sobą. Ale nie, matka kupiła duracele, więc zapewne będzie mnie jeszcze nękał przez kilka miesięcy. Wyciągam swoją rękę w kierunku tego ustrojstwa by je wyłączyć. Nareszcie ,cisza, mogę otworzyć oczy i popatrzeć w sufit, obudzić się, choć trochę. Wstaje, w domu jak zwykle pusto. Starzy wyszli do pracy przede mną, a brat jeszcze z niej nie wrócił. Cóż zasadniczo mógłbym iść dalej spać lub nie iść wcale. Nikt by tego przecież nie zauważył, ale nie ja musze być zawsze przyzwoity i dokładny, bo tak mnie przecież wychowano. Robię sobie śniadanie, jem je, potem ide się umyć. Gdy już to wszystko zrobię czas się spakować. Wieczorem jakoś nigdy nie mam na to ani chęci, ani nawet mi to na myśl nie przejdzie. Dobra, Wszystko już jest. Włożę tylko buty i mogę wychodzić. Ale co to, siódma dziesięć, za pięć minut autobus. Szybko wrzuciłem na stopy swoje kamasze i wybiegłem z mieszkania. Sprintem dobiegam na przestanek, ledwo zdążam, zasapany siadam na jednym z wolnych miejsc na czwórce. Autobus to bardzo ciekawe miejsce. Ile to razy rano dowiadywałem się od młodych yapi o problemach naszego kraju, lub jak jakiś koleś okrutnie potraktował swoją dziewczynę. Myślę,że jakby tak usiąść w autobusie i zacząć to wszystko spisywać mogłaby wyjść z tego swego rodzaju powieść o miłości w kryzysie Rzeczypospolitej. W końcu koniec, mogę się uwolnić od wielkiej baby, która przycisnęła mnie do okna. Kieruje się do szkoły, wchodzę i tu ten fragment ominę aż do wyjścia, nie chce was zanudzać. Wracam do domu godzina ok. 20 Z przestanku ide już powoli, wiem, że nie musze się już nigdzie spieszyć. Jednak, na parkingu przed domem mrugają jakieś niebieskie światła. Cholera myślę, ciekawe, co się stało. Pod blokiem stoi karetka i radiowóz. Postoje trochę zobaczymy, co się dzieje. Z klatki obok dwóch policjantów wyprowadza pana Ryszarda spod ósemki, cały blady ledwo trzyma się na nogach. W mgnieniu oka podbiegli do nich sanitariusze, którzy wzięli go do karetki. Znowu, kolejny wisielec, dobrze, ze tym razem nieudany. Klatka numer 18 była uważana przez wszystkich za nawiedzoną. W ciągu tego czasu jak tu mieszkam, powiesiło się tu, co najmniej siedem osób. Naturalnych zgonów sam nawet nie wiem ile ich było, występowały w dziwnych okolicznościach np. Pod numerem 10 mieszkała bardzo kochająca się i szczęśliwa rodzinka, mama, tata i córeczka. Wszystko u nich było strasznie sielankowe, przynajmniej tak mi się zdawało. Nowy dobry samochód, weekendy w domku nad jeziorem. Ona zawsze miała najfajniejsze zabawki. Cóż wszystko było piękne aż do pewnego momentu. Kiedy to ojciec zmarł na zawał serca. Cała magia jakby prysła. Ale żeby tego było mało. Matka, za dwa miesiące zmarła na raka czyniąc z małej sierotę. Po tym wszystkim widziałem ją tylko raz w hiper markecie. Chuda, strzasznie chuda blada oczy podkrążone i całe czerwone. Źrenice zaś miała jak denka od butelek. Czułem się jakbym zobaczył ducha . Poczekam jeszcze moment aż odjadą. Wchodzę do mieszkania, cholera zapomniałem zamknąć drzwi. Jestem w środku, ciemno ledwo wymacałem włącznik światła. W domu o dziwo było pusto. Zawsze o tej porze ktoś już był. Zamykam drzwi, strasznie skrzypią. Wchodzę do swojego pokoju zdejmuję buty i siadam na kanapie. Cisza, zapanowała w mieszkaniu. Jeszcze echem odbija mi się zdarzenie z przed paru chwil. Jedyne, co słyszę to swój oddech. Na półce od segmentu stoi mały miś, stary już pluszak ubrany jest w wełniany sweterek u dziergany przez moją mamę. Jednak jest w nim coś nie tak, jego oczy ze szkiełek zdają się patrzeć na mnie prosto w oczy jak żywa osoba. Nagle, gdy tak patrzyliśmy na siebie światło zgasło. Ciemność ogarnęła każdy zakątek mojego pokoju. Poczułem zimny dreszcz. Naprzeciwko mnie jest szuflada. Wezmę z niej latarkę. Zaświeciłem, odruchowo zerknąłem w stronę misia. Nie było go tam. Cisze przerwało mi kapanie, które dociera do mnie z łazienki. Sprawdzę, co to? Misiek zapewne spad i teraz leży pod segmentem. Nie ma się, czego bać. Faktycznie niedokręcony kran. Chce już wychodzić aż nagle słyszę jakiś stukot za sobą. Cholerne rury, odruchowo obejrzałem się za siebie. To, co zobaczyłem teraz wprawiło mnie w nie lada przerażenie. Na ziemi leżał mały miś z mojego pokoju, a szafka pod umywalką była otwarta. Nie to nie możliwe, że ten mały cwaniak chciał mi umyć podłogi i potrzebował płynu do mycia. Wziąłem pluszaka do ręki i położyłem go na pralce. Dobra zobaczymy, czego tu szukałeś. Powiedziałem cicho pod nosem. Jednak nadal czuje ze coś tu nie gra i cały się trzęsę. Otworzyłem szafkę , na pozór wszystko normalne szczotki płyny itd. Wszystko było by dobrze gdyby nie to że tylnia ścianka szafki była jakby uchylona do ściany. Co to u diaska drzwi jakieś? Szybko wyciągnąłem głowę z szafki i spojrzałem na miśka. Ten nadal patrzył na mnie tymi swoimi przerażającymi ślepiami. Turkot, który nie spodziewanie dobiegł z szafki postawił mnie na…