Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

szpital

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

SZPITAL Dzwonię niestety do Panfiła zawsze wtedy, gdy nie domagam zdrowotnie, bo doktorkiem jest. Najdalej z nas doszedł po zawiłych drogach edukacji. Chyba osiągnął szczyt. Ludzi leczy. Pomaga im przed śmiercią i w trakcie śmierci też. Jest z nimi gdy odchodzą. Codziennie. Podziwiam go, to misja jest. Ale co tam, zaniemogłem, zasłabłem, bo pijaństwo było. Zadzwoniłem do niego z komóry. Powiedziałem mu, że czarno w oczach mi się zrobiło, czy coś tam takiego i duszno mi, a on powiedział, że mam na dyżur wpaść do niego, do szpitala, to mi badanko zrobi. Wsiadłem w wózek, zabrałem walizę, bo o żonkę miałem ochotę zahaczyć, gdy zakończę wizytę lekarską. Grzałem przez śniegi, gołoledź, do Kartuz na odział ratunkowy miejscowego szpitala. Nie myślałem o zdrowiu podczas prowadzenia samochodu, nie myślałem o sobie wcale. Bardziej martwiłem się o moją córeczkę. Co się stanie, gdy mnie już nie będzie. Jak ona da sobie radę w tym skurwiałym nowobogackim świecie wypełnionym gadżetami, pogonią z jęzorami wywieszonymi za chajcem, tym pierdolonym wyścigiem szczurów. Kto wytłumaczy mojej malutkiej ten świat, gdy mnie już nie będzie. Kto? Dotarłem do Kartuz. Nie wiedziałem gdzie ten szpital, tam w tej metropolii się mieścił, więc zapytałem pierwszą napotkaną osobę jak tam dojechać. Odpowiedź padła skomplikowana, że to trudno wytłumaczyć, bo tutaj mamy w mieście tyle ulic panie, tutaj można się przecież zgubić, no i Pani ta nie mogła tego logicznie w głowie ułożyć, co by mi naświetlić jak dojechać. Zaczęła coś tam mówić, bez ładu, składu, więc podziękowałem pięknie za info i ruszyłem dalej. Noc już w pełni była. Skręciłem po omacku na wyczucie w prawo, później w lewo, jeszcze raz w prawo, patrzyłem przed siebie, o jest szpital. Trafiłem tam jakoś przez przypadek, no tak dużo ulic tutaj przecież. Nowy ładny budynek. Wszedłem, a on już tam był. Panfił czekał na mnie. Kupiłem woreczkowe ochraniacze na buty i po krótkim przywitaniu poszedłem za jedne, później drugie drzwi. „Rozbierz się do gaci i na wyro, musisz poleżeć z dwie godzinki, a masz czas w ogóle”? – zapytał Panfił. „Wiesz, że nie mam, ale co tam kładę się” – odpowiedziałem niepewnie. Bambetle ściągnąłem z siebie i przełożyłem przez poręcz łóżka. Położyłem się na wyrku, oddzielonym jedno od drugiego niebieskimi plastykowymi zasłonami. Podłączyli mnie do aparatury monitorującej. Leżąc słyszałem jak moje serce…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
szpital — czytnik · opowiadania