Inne · 7 min czytania
Szpital, część II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Budził się i zasypiał kilkakrotnie, a kiedy w końcu odegnał sen na dobre, ja spałam. Zasnęłam z głową opartą o poręcz łóżka, zmęczona wymyślaniem scenariusza rozmowy, jaką z nim przeprowadzę, kiedy tylko obudzi się i nic już nie będzie mu zagrażać. - Hej! - Powiedział, kiedy się ocknęłam. - Dzień dobry, panu! Wyspałeś się, co? - spytałam z ironią. - Tak jakby. Trochę niewyraźnie cię widzę. - Całe szczęście, bo kiedy kilka dni temu wychodziłam z domu, nie bardzo miałam czas zajść do fryzjera. - Nic nie szkodzi. I tak w tej chwili używam zaledwie połówki jednego oka. - Może dlatego, że te masz wielkości gruszki, a tamto arbuza? - Naprawdę? Ale fajnie. Pomacałbym, ale jakoś nie bardzo mogę ruszać rękami. - Lewą masz w gipsie. - A prawą? - Prawą ja ci wykręciłam, żebyś potem nie żałował, że nie miałeś kompletu obrażeń. - Dzięki. Faktycznie, mógłbym tego nie odżałować. Co tu tak śmierdzi? Rozkładam się? - Chciałbyś. To kwiaty. - Kwiaty? - Twoja mama przyniosła. - Kwiaty??? Moja matka jest bezkonkurencyjna. - Daj spokój. - Dostanę od tego uczulenia. - Nie martw się, wysypka w tej sytuacji nie ma większego znaczenia. - Wyglądam aż tak kiepsko? - Mhm… Najgorzej twarz. Ten kto cię tak urządził nie był głupi i słusznie założył, że organy mogą przydać się komuś do transplantacji, ale mózgu nikt nie wykorzysta ze względu na jego małe rozmiary. No chyba że jakiś zdesperowany kanarek… - Zęby mam wszystkie - mówi z dumą. - Mam ci pogratulować? - Jasne, kpij sobie, kpij. - Może nie mam racji? - Owszem, masz, ale nie musisz mi tego wypominać. - To się zdziwisz. Jestem tak wściekła, że będę ci to wypominać. Póki mi nie przejdzie. - Czyli? - Hmm… Pomyślmy… To będzie okres czasu wprost proporcjonalny do rozmiarów mojej głupoty. - Dlaczego twojej a nie mojej? - Bo gdyby twojej, to nie skończyłabym nigdy. - Zawsze mógłbym przywołać siostrę. - Pewnie! Tym zachrypniętym basem! Chciałabym to usłyszeć. - Mogę przycisnąć guziczek. - Którąś z unieruchomionych rąk? - Może stopą? - Powodzenia. Tylko poczekaj chwilę, odsunę się trochę ze stołkiem na którym siedzę, żebyś mnie nie potrącił, jak będziesz spadał z łóżka. - Poproszę któregoś sąsiada. - Twoja mama upoważniła wszystkich do powiadomienia jej, kiedy się obudzisz. - No to klops - poddaje się. - Na to wygląda. Jesteś skazany na moje gderanie. - Ty nie gderasz. I nie jesteś głupia. - Jestem. - Nie jesteś. - Jestem! - Ale dlaczego? - Bo mimo wszystko nadal mi na tobie zależy. - W takim razie nawet nie wiesz, jak ja się cieszę z tej twojej głupoty! - I żebyś chociaż był przystojny! - Fakt, teraz nie jestem przystojny ani trochę. Chyba, że ktoś ma wypaczony gust. - Ale przynajmniej jest nadzieja, że kobiety przestaną podrzucać ci laurki. - Tego akurat trochę mi żal. - A mi wcale. - Nie żałujesz mnie ani trochę? Nawet tak troszeczkę? - Coś ty! A fakt, że siedzę tu od kilku dni spowodowany jest tym, że chciałam być pierwszą osobą, która cię ochrzani kiedy już się obudzisz. - To jednak nie śniło mi się, że ktoś jest przy łóżku. Siedziałaś tu przez