Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 15 min czytania

SZPITALNE ZBRODNIE- Rozdział 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rahul kompletnie mnie nie rozumie. - Romans? Jaki romans? Amela co ty znowu sobie ubzdurałaś? I widzicie dlaczego tak wielu przestępców wciąż jest na wolności. Ponieważ to głównie faceci zajmują się ich tropieniem. A oni totalnie się do tego nie nadają! Rahul jest tego świetnym przykładem. - To dlaczego doktor Ignatiewna miała numer Nikla w portfelu?- pytam - A skąd ja mam to wiedzieć?- Rahul wygląda na zirytowanego- Jedno jest pewne. TO w żadnym wypadku nie świadczy o romansie. To w ogóle o niczym nie świadczy. Faceci są tacy przyziemni. I ślepi. Po prostu ślepi jak kura. - To się okaże- mówię przez zęby i chcę iść dalej do sali 306, gdzie policja zechciała mnie przesłuchać, ale Rahul przecina mi drogę stając przede mną i chwytając mnie za ramiona - To się NIE okaże, ponieważ ty przestaniesz się tym interesować i oddasz posłusznie portfel i jego zawartość policji bo inaczej mogą cię potem dręczyć za utrudnianie śledztwa. - Oddam- mówię- ale mam gdzieś policje! - Ostatnio jak miałaś ją gdzieś- Rahul uśmiecha się- to zarobiłaś półtora miesiąca prac społecznych. Nienawidzę jak o tym wspomina. - Dobrze, już dobrze- unoszę ręce kapitulacyjnie- oddam portfel policji Mimo mojej szczerej obietnicy Rahul mnie nie puszcza tylko patrzy na mnie podejrzliwie. - Daj mi ten portfel teraz- mówi - Ale dlaczego?- pytam zupełnie niewinnie Rahul oczywiście patrzy na mnie tym swoim wszystkowiedzącym wzrokiem - Brzoskwinko moja droga- uśmiecha się chytrze- przez dwa tygodnie zdążyłem cię poznać na tyle by wiedzieć, że ty tego portfela nie oddasz Ku wielkiemu zdziwieniu Rahula wyciągam rzeczony portfel z kieszeni i mu go po prostu podaję. Ma bardzo głupią minę. Wyraźnie się tego nie spodziewał. I słusznie bo nigdy bym mu go nie dała gdyby nie fakt, że dziesięć minut wcześniej poszłam do kibla i przeszukałam każdą, najmniejszą kieszonkę tego portfela. Ale Rahul o tym oczywiście nie wie. A ja w żadnym wypadku nie mam zamiaru go o tym informować. Zwłaszcza, że nie znalazłam nic ciekawego. Same karty kredytowe, prawo jazdy, bilety, pieniądze i zdjęcie męża. Portfel okazał się więc bezużyteczny. A numer doktora Nikla i tak wpisałam w komórkę wcześniej, kiedy jeszcze Rahul rozmawiał z Maksem. A potem Maks nagle nie wiadomo skąd wytrzasnął adres doktor Ignatiewny i pojechał do niej do domu w poszukiwaniu jej męża. Czyż on nie jest wspaniały? Po prostu wsiadał do swojego czarnego Lamborghini Gallardo Superleggera (które jest kolejnym powodem wyjaśniającym dlaczego lecę na tego faceta) i pojechał na spotkanie na które na pewno nie miał ochoty. No, ale z drugiej strony wyrwał się z tego bałaganu, który zapanował w szpitalu bo policja która przyjechała po piętnastu minutach opanowała cały budynek i wzięła się za przesłuchiwanie dosłownie każdego. Nie potrzebnie łudziłam się, że mnie ten zaszczyt ominie. Nie minęło pięć minut a już zostałam wezwana do sali 306. I właśnie jestem w drodze do niej. To znaczy na razie stoję z portfelem doktor Ignatiewny w ręce która jest skierowana w stronę Rahula. On jednak cały czas patrzy na mnie podejrzliwie. W końcu jednak bierze portfel, chowa go do kieszeni i idziemy dalej. To miło z jego strony, że mi towarzyszy. Jego jeszcze nikt na przesłuchanie nie wezwał więc wcale tego nie musi robić. To znaczy iść tam ze mną. Ale idzie. To naprawdę uprzejme z jego strony. Niechętnie otwieram drzwi do sali 306 bo oczywiście natychmiastowo przed oczami staje mi obraz grupki policjantów, która obkleja wszystko tą ohydną żółto-czarno taśmą i pobiera z każdego możliwego miejsca odciski palców. No cóż, moich znajdą tam na pewno dużo. W końcu wycierałam ścierką krew z podłogi, prawda? Pod oknem dostrzegam faceta, który nie jest ubrany w mundur a obok niego no cóż policjanta, który wpakował mnie w półtora miesiąca prac społecznych. Przepraszam bardzo, ale co drogówka robi na miejscu zbrodni? Dobra to będzie krępujące spotkanie. Nie, nie dlatego, że ten facet pokrzyżował moje plany ale dlatego że dwa dni po tym niefortunnym incydencie zaprosił mnie na kolacje a ja odmówiłam. Bo kto by chciał iść na randkę z takim zawistnym i okrutnym facetem, który wlepia wszystkim mandaty? Ja na pewno nie. Podchodzę do okna i pan nie-mundurowy spogląda na mnie uważnie zza swoich okularów i mówi: - Panna Hercog jak przypuszczam - Tak- odpowiadam niechętnie bo bardzo nie lubię swojego nazwiska. Tak to jest jak ma się ojca który jest w połowie Niemcem- A pan to kto? - Detektyw Bera, a to jest- wskazał na swego towarzysza- posterunkowy Tomek Rożak, który.... - Znam go- przerywam brutalnie- Tylko ostatni raz kiedy go spotkałam łapał piratów drogowych na dwupasmówce nr 92 - To była tymczasowa degradacja- odzywa się człowiek który zepsuł moje wakacje - Hmmm- odpowiadam i zalega głucha cisza Przerywa ją detektyw Bera, który jak na mój gust nie przekroczył jeszcze czterdziestki: - Przejdźmy do rzeczy- wyciąga swój dyktafon i naciska jakiś przycisk na którym zapewne jest napisane Record- Podobno była pani pierwszą osobą, która wpadła tu po tym jak doktor Ignatiewna została postrzelona. - Tak, to prawda- odpowiadam, ale czuję się nienaturalnie Nie lubię jak mnie nagrywają. - I co pani zobaczyła? - Doktor Ignatiewną leżącą na ziemi i jakiegoś człowieka wyskakującego przez okno o które się właśnie pan opiera. - Widziała pani tego bandziora?- detektyw Bera wygląda na wyraźnie zdziwionego. - Tak, przez jakiś ułamek sekundy- mówię zgodnie z prawdą - Czy możesz go jakoś opisać- tym razem to posterunkowy Rożak zadaje pytanie Zastanawiam się przez chwilę, po czym odpowiadam: - Był czarny. - Murzyn? - Nie, był ubrany na czarno. - Ale czy był wysoki, chudy, gruby niski?- pyta znów posterunkowy, który najwyraźniej myśli, że jeśli przez jedną setną sekundy widzi się jakiegoś człowieka stojącego we framudze okna w przysiadzie to można określić posturę jego ciała. No to może go to zdziwi ale nie można. - Jeśli staniesz na parapecie tego okna w takiej samej pozycji jak on to myślę że będę w stanie określić czy był wyższy czy niższy od ciebie- odgryzam się no bo w życiu by mi nie przyszło na myśl, że on to zrobi. A właśnie zaczyna wchodzić na parapet. Musi być naprawdę zdesperowany. Pewnie mu powiedzieli, że jeśli nie złapie tego bandziora to znowu zdegradują go do drogówki. Kiedy jest już na górze, tłumaczę mu jak ma przykucnąć żeby wyglądać tak samo jak ten bandzior w momencie kiedy wyskakiwał przez okno a sama idę do drzwi wejściowych by mieć możliwie podobny punkt widzenia jak wtedy. Kiedy już tam docieram stwierdzam że to był bardzo głupi pomysł. Bo nie mam zielonego pojęcia czy bandzior był wyższy czy niższy. Zresztą mógł mieć bardziej ugięte kolana co już daje różnicę choćby pięciu centymetrów, - I co?- pyta detektyw Bera - Hmm- zastanawiam się jak wybrnąć z tej okropnej sytuacji- Jakiego wzrostu jest posterunkowy Rożak. - Metr siedemdziesiąt osiem- odpowiada sam Rożak To tak jak ja. - Myślę, że ten bandyta miał coś pomiędzy metr siedemdziesiąt a metr osiemdziesiąt pięć- mówię podchodząc z powrotem do okna - To jest rozbieżność piętnastu centymetrów!- bulwersuje się detektyw Bera a Rożak zeskakuje z parapetu. - Hej- bronię się- widziałam go tylko przez chwilę. Przynajmniej możecie wykluczyć wszystkich z metrem sześćdziesiąt. - No dobrze- wzdycha detektyw Bera- czy ma pani jeszcze coś interesującego do przekazania? Spoglądam na Rahula, który do tej pory stał obok mnie i się nie odzywał. - Tak- mówię- znalazłam portfel. Posterunkowy Rożak i detektyw Bera otwierają szeroko…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
SZPITALNE ZBRODNIE- Rozdział 2 — czytnik · opowiadania