Akcja · 17 min czytania
SZPITALNE ZBRODNIE- Rozdział 3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Nie wiedziałam, że Maks miał żonę- mówię do Rahula ruszając z piskiem opon. Rahul patrzy na mnie podejrzanie. - Sam mi powiedział- wyjaśniam wymijająco gdyż dodawanie kontekstu tego zwierzenia byłoby absolutnie zbędne. - No to już wiesz- odpowiada mój rozmówca wzruszając ramionami No tak. Naprawdę trudno nakłonić jakiegoś faceta do zwierzeń na temat małżeństwa jego kumpla. Zresztą w ogóle nie mam w takim czymś praktyki. Nigdy jakoś nie żywiłam zainteresowania rozwodnikami. Aż do teraz. - Bo wiesz- mówię wyjeżdżając na ulicę Królowej Jadwigi- nie wygląda na takiego. - Jakiego?- Rahul podnosi znacząco brwi jakby stracił wątek rozmowy. Faceci. - Zaobrączkowanego- odpowiadam i zaczynam gnać na sygnale wyprzedzając wszystkie możliwe samochody - Bo już nie jest- Rahul w ogóle nie wydaje się być zainteresowany konwersacją na temat Maksa- Zresztą jak według ciebie wygląda żonaty mężczyzna? Uśmiecham się szeroko, bo całkowicie zdaję sobie sprawę z faktu, że Rahulowi nie spodoba się moja teoria. - Może na początku tego nie widać, ale po jakimś czasie przybywa mu 20 centymetrów w pasie i wyhodowuje sobie brzuszek piwny. Po za tym często posiada brodę i wąsy, bo uważa, że skoro złapał już zwierzynę nie musi się codziennie rano golić. No a Maks nie jest ani gruby- przed oczami staje mi widok Maksa, i jego idealnej sylwetki, jaką prezentuje będąc ubrany w dżinsy i koszulę- ani nie chodzi nieogolony. - Może dlatego, że jak ty to mówisz, zwierzyna już mu się wyrwała- prycha Rahul po czym spogląda na mnie surowym wzrokiem- Coś ty sobie znowu ubzdurała w tej rudej główce? - To jest teoria oparta na wieloletniej obserwacji- odpowiadam i ostro hamuję, bo mały kotek wyskakuje mi na jezdnie. Natychmiast jednak zgrabnym manewrem go wymijam i znowu dociskam gazu. - Nie wątpię, że obserwowałaś początki wielu małżeństw- mówi Rahul z ironią w głosie i poprawia się na siedzeniu, bo przez moje hamowanie o mało nie wylądował czołem na przedniej szybie. Przez pierwsze dwa dni naszej wspólnej pracy w karetce mówił, że jestem szalona, ale na szczęście już się przyzwyczaił i nie komentuje moich manewrów. Podobnie zresztą jak Daria, która siedzi z tyłu i nic teraz nie mówi, ale pewnie ostro przeklina mnie w myślach. - Zresztą twoja teoria nijak ma się do rozwodników- dodaje Rahul po chwili- Maks jest już ponad rok po rozwodzie i nie wygląda na zbyt hmmm zapuszczonego. Zresztą trzeba dziękować Bogu, że to małżeństwo się skończyło. - Dlaczego?- chwytam temat bardzo szybko. Może wreszcie Rahul wyrzuci z siebie jakieś cenniejsze informacje. - Oh jego żona była straszną zołzą, czy może nawet- Rahul uśmiecha się głupio- kokotą - Kokotą?- pytam zdziwiona Po chwili jednak dochodzi do mnie sens tego określenia. - Rahul czy ty przypadkiem nie przeglądałeś ostatnio moich książek? - A dlaczego miałbym to robić?- odpowiada niewinnie, ale samym swoim figlarnym uśmiechem zdradza, że jednak je przeglądał. - Bo wiesz w tych romansach historycznych, które czasem czytuję używają takiego określenia. Dziś już się go raczej nie używa. - Czasem czytujesz?- Rahul wybucha śmiechem- Kobieto! Kiedy ty ostatnio miałaś w ręku coś innego niż romans historyczny? - Bardzo zabawne- mówię przez zęby, bo faktycznie ostatnio trochę za dużo czytałam książek takiego rodzaju- Tak czy siak kokota oznaczała dawniej prostytutkę. Chcesz mi, zatem powiedzieć, że żona Maksa trudniła się nierządem? - W takim razie cofam to. Wiele złego można powiedzieć o Amandzie, ale ladacznicą to ona nie była. - To skąd ci przyszło takie słowo do głowy?- w oddali już widzę nasz punkt docelowy, Rondo Rataje. - Masz racje przejrzałem sobie ostatnio twoją biblioteczkę- Rahul uśmiecha się głupio- i zauważyłem, że w jednej książce powtarza się to słowo. Myślałem, że to określenie na jakąś wyniosłą kobietę. Bo taka w istocie była Amanda. Szczerze to do dziś nie wiem, co strzeliło Maksowi do głowy żeby brać z nią ślub. Gdybym go wtedy znał to jak słowo daję zabrałbym go z przed tego ołtarza choćbym miał użyć do tego siły. Faktycznie Rahul poznał Maksa dopiero dwa lata temu, kiedy to przyjechał do Polski emigrując przy tym ze swojego ojczystego kraju- Indii, a Maks twierdził, że jego małżeństwo trwało pięć lat, więc nie mogli się oni znać w momencie tego nieszczęśliwego wydarzenia, jakim było zawarcie związku małżeńskiego Maksa i rzeczonej Amandy. A szkoda. Z drugiej jednak strony Maks nie jest człowiekiem lekkomyślnym dlaczegóż, więc miałby się żenić z kobietą, która jak wynika z opisu Rahula jest istną diablicą? - Może ona jest bardzo ładna i dlatego Maks wziął z nią ślub?- pytam mając nadzieje, że uzyskam odpowiedź przeczącą. - To jest jedyny logiczny powód, bo w istocie Amanda jest kobietą niezwykłej urody- krzywię się na samą myśl, że Maks mógł poślubić jakąś boginie piękności- Ale daj spokój. Nikt się nie żeni z powodu ładnych oczek. Chociaż jak już mówiłem nie znałem Maksa w momencie, kiedy miał 22 lata. Ludzie w tym wieku robią różne głupoty. Niestety nie mogę na to nic odpowiedzieć, bo dojeżdżamy na miejsce wypadku i szybko wysiadamy z karetki. Maks i Daria biegną do faceta uwięzionego w samochodzie, który najwyraźniej uderzył z całym impetem w lampę, bo przód, jak szybko oceniłam, citroena saxo jest mocno zmiażdżony. Po ogólnym przeanalizowaniu sytuacji stwierdzam, że nie ma żadnego innego auta leżącego w rowie albo na poboczu i podchodzę do kobiety, która siedzi na krawężniku i zanosi się głośnym szlochem. - Przepraszam, proszę pani. czy mogę w czymś pomóc? - Mój... mójjj mąąąż....- kobieta wydmuchuje nos w chusteczkę - Co z nim?- pytam siadając obok na krawężniku - Nie... nie... nie żyjeeeeeeeeeeeeeeee- znowu słyszę mocne smarknięcie - Co takiego?- odwracam głowę i widzę jak Rahul i Daria rozmawiają z facetem, który najwyraźniej w jakiś sposób zaklinował się w samochodzie- Czy pani mąż siedzi w tym rozbitym aucie za nami? Kobieta potwierdza to skinieniem głowy. - Ale proszę pani- zaczynam ostrożnie- Pani mąż żyje i nawet chyba mu się za wiele nie stało. Po prostu utknął w samochodzie. Nie tak jak się spodziewałam, kobieta kładzie głowę na kolanach i zanosi się jeszcze większym szlochem: - Ja nie jestem gotowa na pogrzeeeeebbbb..... Nie trzeba być lekarzem żeby wiedzieć, że to jest szok powypadkowy. Niestety, mimo że wybieram się na psychologie nie jestem dobra w te klocki, to znaczy w uspokajanie rozhisteryzowanych kobiet, dlatego też podchodzę do Darii i mówię: - Weź idź do tej kobiety, bo zdaje się, że ma lekki wstrząs a ja pomogę Rahulowi wyciągnąć tego faceta. - Dobra- mówi Daria i odchodzi od samochodu Ja z kolei pytam Rahula: - I jak wygląda sytuacja? - Nieciekawie- krzywi się Rahul- trzeba będzie poczekać na straż pożarną. Muszą przeciąć drzwi piłą.
No to poczekaliśmy. Mam nie jasne wrażenie, że posterunkowy Rożak powinien mnie umieścić jednak w straży pożarnej, ponieważ im zdecydowanie bardziej brakuje szybszych kierowców. No i ludzi, którzy sprawniej operują piłą łańcuchową. Tak wiem, że trzeba być nadwyraz ostrożnym, kiedy w środku auta jest człowiek, ale na litość boską ile można czekać? Kiedy więc zajeżdżamy do szpitala jest już mocno po dwudziestej a wieziemy ze sobą tą zszokowaną kobietę, która po sporej dawce leków uspokajających i dziesięciominutowej pogawędce z Darią całkowicie wróciła do rzeczywistości i tego zaklinowanego faceta, któremu oprócz złamania piszczeli nic innego nie dolega. Zatrzymując się na szpitalnym parkingu dla karetek mam wielką nadzieję udać się w tempie natychmiastowym do swojego pokoiku jednak moją uwagę przykuwa doktor Nikel, który wychodzi ze szpitala i nie zmierza do żadnego samochodu tylko wprost na przystanek tramwajowy. Szybko wysiadam z karetki i ruszając już za Niklem krzyczę jeszcze do Rahula: - Słuchaj umówiłam się z babcią, więc musze teraz iść. Ale możecie z Magdą i Darią iść już do mnie. Wiesz gdzie są klucze. - Co?- pyta Rahul- Amela czekaj, co ty.... Ja już go jednak nie słyszę, bo skupiam się na tym żeby nie stracić Nikla z oczu. Po za tym Rahul wie gdzie są ukryte kluczę od mojego mieszkanka, w którym to codziennie z nim, Darią i Magdą z recepcji urządzamy małe spotkanko po pracy, na którym pijemy piwo, gramy w karty i oglądamy telewizję. Z reguły spotykamy się tak koło 22 bo o północy przyjeżdża po Darie jej chłopak a po Magdę mąż. Rahul czasami zostaje dłużej