Akcja · 18 min czytania
SZPITALNE ZBRODNIE- Rozdział 4
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rahul się o tym nie dowie. Chyba że po moim trupie. Jestem jedyna osoba która może mu o tym zdarzeniu opowiedzieć a ja mam zamiar milczeć jak grób. Pozostaje jeszcze Nikel ale jakoś nie zauważyłam by on i Rahul utrzymywali ze sobą jakiekolwiek koleżeńskie kontakty więc po prostu nie ma się czym martwić. Jak zwykle panikuję na zapas. Prawie przez to przegapiłam przystanek tramwajowy koło szpitala. Swoją droga zdążyło się już zrobić trochę ciemno. Pewnie Rahul, Magda i Daria siedzą już u mnie i beztrosko popijają piwo więc nawet nie będą zadawać zbędnych pytań. Wchodzę szybko do szpitala i ruszam w stronę schodów prowadzących do mojej mieszkalnej kwaterki kiedy słyszę za sobą głos: - Misiaczku? No nareszcie przyszłaś. Tak się o ciebie martwiłem. Odwracam się i oczywiście moje najgorsze przypuszczenia się spełniają. - Artur? Co ty tu robisz?- mówię i spoglądam na wielki bukiet czerwonych róż, które trzyma w ręce - No wiesz- mówi niby obrażonym tonem- słyszę w telewizji o strzelaninie w twoim szpitalu i oczekujesz że przejdę nad tym do porządku dziennego? Tak- myślę ale wcale mu tego nie mówię. No bo w końcu co byłego chłopaka może obchodzić strzelanina a tak ściślej rzecz biorąc jeden strzał który miał miejsce w szpitalu w którym aktualnie pracuję? - Musiałem sprawdzić czy wszystko z tobą w porządku- dodaje po chwili- Naprawdę się martwiłem. Doprawdy. Wzruszające. Jakoś nie za bardzo martwił się o moje zdrowie psychiczne kiedy to odkryłam że zdradza mnie z dwudziestoletnią modelką z marcowej okładki Joy’a. - Jak widzisz nic mi nie jest- odpowiadam i znowu ruszam w stronę schodków- Ale dzięki za troskę. - Amela, czekaj ja... Nawet nie rozumiem dalszego ciągu wypowiedzi Artura ponieważ w oddali słyszę pisk całkowicie zagłuszający jego głos: - MÓJ BOŻE! Przecież to ARTUR REINART! No i zaczyna się zabawa. Z niechęcią odwracam się z powrotem do mojego byłego który ma autentycznie przestraszoną minę. Artur nigdy nie radził sobie z rzeszami zapalonych fanek. Spoglądam w stronę z której to nadszedł ten przeraźliwy pisk i zamiast jednej dziewczyny widzę trzy. Po za tym z innych sal zaczynają wyglądać inni pacjenci. Zdaję się że to reakcja łańcuchowa, która zawsze występuje po głośnym wypowiedzeniu nazwiska Reinart. Piłkarze mają naprawdę ciężko. Zwłaszcza ci którzy grają w reprezentacji Polski i są wszędzie rozpoznawani. - Cholera- przeklinam a Artur spogląda na mnie z wielką dezaprobatą. Zawsze tak robił kiedy klęłam. Ale on chyba sobie naprawdę nie zdaje sprawy z tego, że jeśli zaraz nie opuści szpitala to wywoła tutaj piekło, w którego epicentrum wolałabym się nie znaleźć. Jak go znam to on raczej też nie. Podchodzę do niego i mówię: - Idź stąd zanim będzie za późno. Ale niestety już jest za późno. Niewysoka blondyneczka podbiega do niego i robiąc wielkie oczy piszczy: - Mogę prosić o autograf? Artur zmierza ją od góry do dołu: - Chętnie- odpowiada z lekkim wahaniem w głosie- Tylko na czym mam ci się podpisać. - Na tym- blondyneczka podnosi obydwie ręce i pokazuje górną część swojej koszuli nocnej. Po której na pierwszy rzut oka widać że nie ma nic pod spodem. - Hmm- Artur wygląda na lekko zdezorientowanego- Nie mam przy sobie żadnego pisaka. - Ja przyniosę!- piszczy jakaś inna dziewczyna, która podbiega do recepcji i rozmawia tam z kobietą, której szczerze mówiąc nie kojarzę. Artur blednie co jest dziwne biorąc pod uwagę fakt że mógłby sobie w pewien sposób podotykać nastoletnią dziewczynę, nie mającej więcej niż 16 lat, która jest w dodatku okryta tylko i wyłącznie cienką tkaniną. Druga dziewczyna zdobywa pisak i biegnie w naszą stronę jednak potyka się o własne nogi i uderza czołem wprost o bielutkie addidasy Artura. - Ola!- wrzeszczy przerażona blondyneczka Artur jednak zachowuje spokój, pochyla się, odwraca dziewczynę na plecy i pyta: - Nic ci nie jest? - Mój rycerzu...- dziewczyna wzdycha i mdleje Na twarzy Artura zaczyna malować się panika więc również pochylam się nad, jak to było słychać Olą, która na całe szczęście oddycha. - Podnieś jej nogi do góry- mówię do Artura a potem rozglądam się i stwierdzam, że wokół nas zebrało się już sporo osób. Właściwie to utworzył się krąg z chyba wszystkich pacjentów z parteru. - Odsuńcie się!- rozkazuję podniesionym głosem, mając na względzie fakt że do dziewczyny powinno dotrzeć trochę tlenu. Pacjenci powoli zaczynają się cofać do tyłu a ja w tym samym czasie słyszę bardzo wściekły głos: - Co tu się do cholery dzieje!? No nie, no nie, no nie. Dlaczego Maks zawsze się musi pojawiać w tak niedogodnych momentach? - Jakaś dziewczyna zemdlała- informuje go ktoś z tłumu - Wpadła prosto w ramiona Artura Reinarta- dodaje jakaś dziewczyna - Jakie to romantyczne- wzdycha inna Maks przepycha się przez ludzi a kiedy dochodzi do nas spogląda na mnie a potem na ciało leżące na podłodze: - Niech to szlag- mówi i pochyla się nad dziewczyną która akurat odzyskuje przytomność. - Gdzie mój wybawiciel?- pyta cichym głosem i z zamglonymi oczami Maks unosi brwi i spogląda na mnie ze zdziwieniem. - Majaczy- mówię odgarniając dziewczynie włosy z twarzy. W tym momencie przez tłum przebija się pielęgniarz, prowadzący wózek. - Co jest doktorze?- spogląda w stronę Maksa, który właśnie bada i pyta o coś dziewczynę. Po chwili Maks podnosi ją bez żadnego wysiłku widocznego na twarzy i sadza ją na wózek: - Zawieź ją do jej sali i otwórz szeroko okno. Nic jej nie będzie. Pielęgniarz odchodzi popychając wózek a blondyneczka, która rozpętała to piekło, podnosi pisak leżący na ziemi i zwracając się w stronę Artura mówi: - To jak? Podpisze mi się pan? Maks spogląda w stronę Artura, który wydaje się lekko zdezorientowany całą sytuacją. - Artur Reinart?- pyta zdziwiony Maks- Co pan tu robi? Nie przypominam sobie żeby był pan na liście pacjentów. - Przyszedłem odwiedzić swoją dziewczynę. - BYŁĄ dziewczynę- wtrącam ponieważ Maks w żadnym wypadku nie może myśleć że mam faceta. Zwłaszcza że nie mam. Spoglądam na Artura, który nie wydaje się być zbyt zadowolony z faktu że się odezwałam. Zauważam również że nie ma już w ręku bukietu czerwonych róż. Pewnie dał go pierwszej lepszej dziewczynie która zasuszy róże i wsadzi je do zielnika a potem podpisze „Podarunek od Artura Reinerta”. Kurczę, też mogłam zrobić taki zielnik z tych wszystkich kwiatów, które wręczył mi Artur podczas trwania naszego związku. Może był by teraz wart trochę grosza? Przynajmniej byłaby z tego związku jakaś korzyść. - Tak czy siak- Artur widocznie czuje się zobligowany by wyjaśnić całą sytuacje Maksowi- Ta dziewczyna poprosiła mnie o autograf- pokazuje na blondyneczkę- a potem ta druga przybiegła i przewróciła się i... - Patrycja!- Maks zwraca się do blondyneczki- Co ja ci mówiłem o wychodzeniu z sali? Miałaś leżeć w spokoju! - Ależ doktorze- blondyneczka zaczyna się przymilać- Rzadko kiedy zdarza się okazje zdobycia autografu tak słynnego piłkarza. - Masz się natychmiast udać do łóżka!- wścieka się Maks- Już! Blondyneczka spuszcza smętnie głowę i rusza do sali. Pozostali też się zaczynają rozchodzić, więc sugestywnie wskazuję Arturowi drzwi. On jednak nie rusza się z miejsca. Za to Maks odwraca się w moją stronę raczej z wściekłą miną. Widzę, że ma zamiar dać mi reprymendę jednak uprzedza go inny głos dochodzący z końca korytarza: - Amelio Hercog! Gdzieś ty się podziewała?! O Jezu, tylko nie to. Maks i Artur jednocześnie spoglądają w stronę z której dochodził głos. Niestety ja nie muszę tam patrzeć żeby wiedzieć, kto tym razem zmierza w moją stronę. - Co ty tu robisz babciu?- pytam uprzejmie na co Maks spogląda na mnie ze złośliwym uśmieszkiem na ustach. Babcia w tym momencie staje przed naszą trójką i mierzy wzrokiem najpierw Maksa potem Artura. - Moja droga panno wypadałoby zadzwonić do własnej babki jeśli w szpitalu w którym pracujesz ma miejsce jakaś strzelanina. Widzę jednak że nie jestem jedyną osobą która się martwiła- babcia znowu przygląda się Arturowi- Witam panie Reinart. - Dzień dobry pani Ignar. Nie no to przekracza wszelkie możliwe granice. Może obydwoje utną sobie jeszcze miłą pogawędkę na temat tego jak bardzo się o mnie martwili. - Babciu- staram się mówić bardzo opanowanym głosem- nic się nie stało, nie było o co się martwić. Zapewniam cię że gdyby ktoś mnie zabił nie omieszkali by cię o tym natychmiast zawiadomić. A tak właściwie jak ty tu się dostałaś o tej godzinie? Gdzie jest dziadek? Chyba cię podwiózł tak? - Amelio, jesteś bardzo nieodpowiedzialną i nierozsądną osobą. Nie wiem jak twoi rodzice mogli wyjechać do Niemiec i zostawić cię tu samą. Przecież ty jesteś jeszcze DZIECKIEM! BOŻE tylko nie DZIECKIEM! Czy ona nie widzi że obok mnie stoi facet moich marzeń któremu próbuję udowodnić że jestem jak najbardziej DOROSŁA i rozsądna. - A co do tego jak się tu dostałam- dodaje babcia po chwili- to przyjechałam jakieś dwie godziny temu i powiedziano mi że jesteś na wezwaniu a potem spotkałam Rahula, który mi powiedział, że pobiegłaś na spotkanie ze mną- jasna cholera co ja teraz ściemnię Rahulowi?- co jest bardzo dziwne