Akcja · 10 min czytania
SZPITALNE ZBRODNIE- Rozdział 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Amela! WSTAWAJ! Jest siódma czterdzieści pięć! Słyszę jakby z dala głos Rahula i w tym momencie dochodzi do mnie że nie znajduję się u siebie w domu tylko w mieszkanku w szpitalu. No i mam piętnaście minut do rozpoczęcia pracy. Boże, życie jest niesprawiedliwe. Otwieram oczy i przewracam się na plecy bo tak jak co dzień oczywiście budzę się na brzuchu. Rahul stoi we framudze moich drzwi do kuchni przez którą to wchodzi się z mojego mieszkania. To naprawdę podły układ bo to znaczy że trzeba mieć w kuchni zawsze porządek bo kiedy tylko otworzysz komuś drzwi on od razu widzi twoją kuchnię. W każdym razie Rahul wygląda jak nowonarodzony. Co jest z tymi facetami, że nawet jak się upiją i mają kaca wyglądają dobrze? Ja nie wypiłam wczoraj nawet łyka czegokolwiek co by miało w sobie jakiś procent ale na pewno wyglądam gorzej. - Spotkamy się na dole- mówię nienaturalnym ochrypniętym głosem bo jeszcze tak naprawdę dobrze się nie obudziłam - Dobra, tylko się pospiesz- odpowiada Rahul i wychodzi. I pomyśleć że mogłam spędzić te wakacje śpiąc w domu do późnego popołudnia. No ale z drugiej strony nigdy bym wtedy nie przejechała się najnowszym lamborghini. Lamborghini Maksa na dodatek.... Na samą myśl wczorajszej wycieczki robi mi się wesoło. Choć jest 7.50. I mam dziesięć minut na wyszykowanie się co jest oczywiście niemożliwe. Fakt że dochodzę do recepcji o ósmej piętnaście i tak uważam za sukces. Rahul gawędzi sobie właśnie z Magdą i w krótkiej przerwie między zdaniami raczą mnie poinformować że nie ma żadnych wezwań. Opieram się więc o ladę recepcji przy której pracuje Magda i rozważam co ty zrobić ze swoim czasem wolnym. Chyba powinnam iść na śniadanie do bufetu poczciwej sześćdziesięcioparoletniej pani Bartok. Już ruszam w stronę miejsca gdzie zapewne czeka na mnie przepyszny chlebek z sałatą kiedy przez drzwi wejściowe wchodzi Nikel. Zamieram w bezruchu i wpatruję się w niego jakbym zobaczyła co najmniej nowe ferrari. - Cześć mała- mówi przechodząc koło mnie i puszcza do mnie oko po czym podąża w głąb głównego szpitalnego holu. Niestety bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z faktu że rozmowa między Magdą a Rahulem nagle się urwała i kiedy odwracam się w ich stronę spoglądam prosto w rozwścieczone oczu mego przyjaciela z Indii. O psia kość. - Na skwer! JUŻ!- mówi w właściwie cedzi przez zęby odciągając mnie w ten sposób od bezpiecznej przystani jaką stała się recepcja wraz z Magdą,. - Ależ Rahul- protestuję- Przecież w każdej chwili może przyjść wezwanie a wiesz że w takich przypadkach liczy się każda sekunda, więc nie powinnyśmy się zbytnio oddalać. - Gówno mnie to obchodzi Jak widać logiczne argumenty nie zawsze się przydają. Rahul ciągnie mnie na tyły szpitala gdzie znajduje się szpitalny skwer. Oczywiście jest to istna szydera bo na tym „skwerze” nie ma żadnych drzew, krzaków, klombów czy nawet trawnika. Nie wspominając już o fontannach, ławkach czy alejkach z ustronnymi romantycznymi zakątkami. Jest to po prostu tylne wyjście ze szpitala którym posługują się śmieciarze, to też na niewielkim placyku znajduje się osiem ogromnych kontenerów na śmieci. Niewątpliwie jednak dla niektórych lekarzy miejsce to spełnia funkcje rekreacyjne. Po niekończącym się nocnym dyżurze to właśnie tu idą się pozbyć zapachu szpitala i odetchnąć świeżym powietrzem. No cóż nie do końca świeżym.. Kiedy tam wchodzimy placyk jest pusty. Siadam więc na krawężniku w oczekiwaniu na pytania i kazanie. Rahul nie raczy usiąść obok mnie. Stoi tylko i z góry się na mnie patrzy. - Co to miało być?- rzuca pierwszą bombę - Nie wiem o co ci chodzi- odpowiadam znudzonym głosem bo wiem że jeśli jakimś cudem Magda tu nie wleci i nie oświadczy, że na drugim końcu Poznania ktoś rozbił sobie głowę to spędzę dużo czasu wymyślając różne kłamstwa na tym paskudnym „skwerku”. - Wczoraj oświadczyłaś mi że Nikel, którego do tej pory nie znałaś ma romans z Marfą a dziś ten sam facet którego oskarżałaś o rozpustne postępowanie z mężatką wita cię spoufalonym określeniem „mała” i mrugnięciem oczka. - Jeśli myślisz- odpowiadam spokojnie- że poszłam i całą noc zaspokajałam wszystkie swoje żądze w łóżku tego faceta to muszę cię głęboko rozczarować. Rahul prycha. - Bardziej mnie zastanawia fakt gdzie byłaś podczas rzekomego spotkania z babcią kiedy to siedziała ona w szpitalnej poczekalni-Cholera, a myślałam że zapomniał- Po za tym myślałem że wolałabyś spełniać swoje żądze w bardziej wyrafinowanych miejscach niż łóżko. Na przykład na masce pewnego lamborghini na którego punkcie masz ostatnio hopla. Unoszę głowę do góry i spoglądam na niego gniewnie. - To gdzie bywam i gdzie mam ochotę oddawać się rozpustnym igraszkom nie powinno cię w ogóle obchodzić, Mayur- zawsze zwracam się do niego po nazwisku kiedy jestem wściekła- A skoro niby tak dobrze mnie znasz powinieneś wiedzieć że nigdy nie zbezcześciłabym maski pięknego samochodu zbyt gwałtownym zachowaniem. W momencie kiedy kończę zdanie…