Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 12 min czytania

Szprycha

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Nareszczie- powiedział pod nosem. Po czym podniósł tyłek z krzesła i udał się do szatni. Właśnie kończył nocną zmianę. Był dość wysokim, krępym mężczyzną z lekko wystającym brzuszkiem. Po twarzy widać było że los go nie oszczędzał. Lekko zakrzywiony nos, usta nie za duże, przeważnie miewał suche wargi, które lubił przygryzać. Jego wyraz twarzy nie napawał optymizmem. Wołali na niego Szprycha, odkąd jakiś sukinsyn szprychą pocharatał mu facjatę, stąd te kilnie dużychych blizn na jego twarzy. Pracował jako ochroniaż w jednym ze sklepów sieci " Stonka" . Sklep w nocy był zamknięty. Okolica była spokojna i rzadko zdarzało mu się interweniować. Ostatnie włamanie miało miejsce pare lat temu, nie było go wtedy w pracy. Jakimś pijaczkom wydawało się że od tak mogą wtargnąć do sklepu i sobie coś ukraść, jakby nie mogli wziąść się do roboty tak jak on. Złapano ich na gorącym uczynku. Akcja od razu była skazana na porażkę, lecz oni jeszcze o tym nie wiedzieli. Sklep podłączony ma alarm z komisariatem policji, funkconarusze zjawili się zaraz po jego włączeniu gdy pierwszy ze złodzieji rozbił szybę. Z resztą huk rozbijającego się szkła obudził pół osiedla, i pewnie kilka dusz z pobliskiego cmentarza. I tak dostali się na jakiś czas za kratki. Pomieszczenie w którym się znajdował było nie duże, trzy metry na pięć. Stało biurko nim biurki na którym ustawione były dwa monitory pokazujące widok z kamer. Na ścianie wisiało kilka plakatów z Rambo oraz kalendarz z Playboya. Poszedł się przebrać do szatni. Włodek, jego zmiennik stał już przebrany w służbowy uniform i gotowy do pracy, choć jego oczy wskazywały zupełnie na coś innego, czerwone, lekko podpuchnięte, a pod nimi dwa wielkie wory. Włodek lubił sobie wypić, co tłumaczyło dlaczego ma takie płanące policzki. Mierzył jakieś 170 centymetrów, był jednym ze "szczęśliwych posiadaczy brzucha" jak sam mawiał o sobie. W stroju służbowym wyglądał komicznie, przypominał bardziej harcerza niż ochroniarza. Szprycha nie trawił tego gościa. Na samą myśl o nim chciało mu się żygać. Mały, gruby kutas, od którego śmierdziało na pół kilometra. Tak o nim myślał.

- Czy ten dupek niewie co to jest woda i mydło?- pomyślał. Przywitał się choć to była ostatnią rzecz na jaką miał ochotę.

- Cześć Włodek, co słychać??? -zapytał od niechcenia. Sam chciał już wyjść stąd i nie patrzeć na grubasa.

- A no witam, nie najlepiej, łeb mi zaraz wybuchnie i chyba zaraz zwymiotuje, kolega miał wczoraj urodziny i nie pasowało mu odmówić kielicha- powiedział Włodek po czym wstał i udał się do toalety zwymiotować śniadanie.

- Żebyś tak zwymiotował flaki grubasie- przeszło przez myśl Szprychie , po czym wyszedł na zewnątrz z budynku i udał się do swojego samochodu. Nie lubił zimy choć poranek tego dnia był nawet piękny choć w jego słowniku nie istniało takie słowo. Nigdy nie przejmował się zbytnio pogodą gdyż zdawał sobie sprawę że to nie bielizna, którą można zmienić. Podszedł do auta, które zaparkowane było z tyłu sklepu. Podchodząc do niego, zwrócił uwagę na drzwi, były otwarte lecz nie było widać śladów włamania. Znowu pewnie zapomniał zamknąć zamka, często mu się to zdarzało, pewnie jakiś szczyl myślał że coś tu znajdzie bo kto byłby na tyle głupi żeby myśleć że właściciel tego auta może w nim coś ukrywać. Stare lekko pordzewiałe punto. Rzucił torbę na siedzeniu pasażera, po czym usiadł za kierownicą. Powoli zaczynało świtać, ale w samochodzie panował poł mrok. Popatrzył do lusterka wstecznego i zobaczył jakiegoś mężczyznę siedzącego z tyłu nie ruchomo. Zaświecił światło i się spojrzał w tył a to co zobaczył poruszyło jego flakami, po czym wyskoczył z auta i zwymiotował.

Na tylnej kanapie siedział nagi mężczyzna z własnym kutasem w ręce, w miejscu oczodołów wepchnięte miał swoje jaja, a sutki były wycięte. Innych obrażeń nie było widać, chyba że jakieś wewnętrze.

- Co za sukinsyny podrzuciły mi tego trupa i kiedy, przecież cały czas doglądałem kamer???- zastanawiał się- Co jest kurwa grane, czy to jakiś głupi kawał?

Wyciągnął telefon z kieszeni i wykręcił numer alarmowy, po trzech sygnałach ktoś podniósł łaskawie słuchawke.

- Dzień dobry, komisariat policji aspirant Kwiatkowski w czym mogę pomóc??- powiedział głos ze słuchawki.

Szprycha dalej czuł smak własnych wymiocin w ustach. Zapaliłby sobie papierosa gdyby nie to że rzucił palenie kilka mięsięcy wcześniej.

- Mam w aucie trupa, stoję pod Stonką, nie wiem skąd się wziął tam. Przyślijcie tu szybko jakiś radiowóz- powiedział.

- Niech się pan nie denerwuje zaraz wysyłam patrol, proszę niczego nie ruszać- zawiadomił dyspozytor, króry stwierdził że trzeba zgarnąc tego gościa bo coś może być nie bezpieczny skoro ma takie fantazje.

Po 15 minutach przyjechali, staneli tuż obok Audi i ospale zaczynali się zbierac do wyjścia.

. W konću drzwi się radiowozu się otwarły i wyszło z nich dwóch funkcjonariuszy, jeden wysoki, typowy mięśniak z łysą pałą, jakby całe życie siedział w siłowni. Drugi troche mniejszy, lecz już bez zacięcia sportowego z obwisłym brzuchem, z lekko do boku zaczesaną grzywką. Pierwszy odezwał się "mięśniak".

- Niech ich szlak trafi- pomyślał Szprycha- ja tu mam trupa w aucie, a Ci się pierdolą jakby byli na wakacjach

- Dzień dobry. Funkconariusz Kowalski Adam. Co się stało obywatelu??.

- Mam trupa w aucie a Ty się kurwa pytasz co się stało?? Gówno się stało naszprycowany fiucie- chciał powiedzieć Szprycha, ale się wstrzymał. Nigdy nie lubił policji za to że biorą pensje z naszych podatków robią wielkiego huja, a wtedy gdy są potrzebni to nigdy ich niema. Z zasady wolał ich unikać, lecz dzisiaj nie miał innego wyjścia.

- Nie dobry panie władzo, zajrzyj sobie do…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Szprycha — czytnik · opowiadania