Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Podróże · 6 min czytania

Sztormowe opowieści

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{i}Poniższe opowiadanie jest próbą rekonstrukcji prawdziwych wydarzeń. Wszystkie przedstawione postaci i miejsca są prawdziwe

Użyłem w opowiadaniu terminologii marynistycznej. Wszystkich tych, którzy nie znają się na żeglarstwie odsyłam do słowniczka pod tym linkiem: http://www.ezagle.republika.pl/s.htm {/i}

Jezioro Nidzkie, port jachtowy „Pod Dębem” Popołudnie, dnia 20.07.2011r

Czwarty dzień naszego mazurskiego rejsu dobiegał końca. Oślepiające promienie popołudniowego słońca odbijały się od drobnych zmarszczek na powierzchni wody. Ciepły, słabiutki wiaterek wypełniał nasze żagle, pchając leniwie jacht na południe. Na pokładzie panowała senna atmosfera. Było nas sześciu. Zmęczeni całym dniem żeglugi, wypatrywaliśmy portu, oznaczającego odpoczynek. Siedziałem za sterem, czujnie obserwując okolicę i ruchy innych, nielicznych już łódek. - To tutaj? – zapytałem naszego kapitana, na widok całego lasu masztów, który wyrósł nagle przed dziobem. - Tak. To tutaj – rozpoczęła się cała procedura dochodzenia do kei. Zrzuciliśmy żagle, w uszach zawył silnik, mącąc tym samym błogą ciszę, przygotowaliśmy cumy. Manewry portowe zajęły nam zaledwie krótką chwilę. Ruszyliśmy na zwiedzanie portu. Na razie nic nie wskazywało późniejszych wydarzeń...

***

Gdzieś za horyzontem zagrzmiało. Nie przejęliśmy się tym zbytnio. Zapowiadało się najwyżej, na kilka grzmotów. Zresztą, co mogliśmy zrobić? Stając w porcie, czuliśmy się bezpiecznie. Zdążyliśmy zjeść obiad i trochę już odpocząć. Po jakimś czasie nad linią widnokręgu niebo zaczęło ciemnieć. - Chłopaki, to my idziemy się myć – zdziwiło mnie to orzeczenie kolegów, ale nie protestowałem. Zostaliśmy na pokładzie we dwóch. Ja i nasz kapitan Sapi. Burzowa chmura przesunęła się w naszym kierunku. Przypominała olbrzymią, wzburzoną falę. Całe niebo, aż się kotłowało. Teraz wyglądała naprawdę groźnie. Pamiętam, że mój towarzysz mówił coś o anomalii... Staliśmy w zejściówce, komentując to co widzimy i robiąc zdjęcia. Przy pierwszych kroplach deszczu mieliśmy schronić się w kabinie i tam przeczekać cały sztorm. Dlatego nawet nie myśleliśmy o sztormiakach. Klapki, krótkie spodenki i letnie bluzki – tak byliśmy ubrani... Zaczęło się. Silny, gwałtowny wiatr uderzył nas w twarz. Na jeziorze momentalnie powstała sporo fala, rozbijająca się o dziób i burty. Puściła kotwica. Jacht natychmiast ustawił się pod skosem do kei. Nie tylko my mieliśmy kłopoty. Generalnie wszystkie łodzie po dowietrznej stronie pomostu, były w takiej samej sytuacji. Momentalnie wypadliśmy na zewnątrz, porzucając przytulne wnętrze. - Podbierz cumę kotwiczną! – skipper wydał mi komendę, przekrzykując wiatr. Bez słowa, pobiegłem na dziób. Kotwica przeorała dno, jednak wciąż tkwiła w mule. Mieliśmy nadzieję, że z jej pomocą uda nam się chociaż lekko naprostować jacht. Gdy tylko chwyciłem za linę, poczułem na karku pierwsze grube krople deszczu. Chwilę później nastąpiło oberwanie chmury...…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%