Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 7 min czytania

Sztuka maskowania

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

S Z T U K A M A S K O W A N I A

Październik 1987- Luty 1992

Woda leniwie toczyła swój nurt w dole, tak jakby czas był dla niej pojęciem abstrakcyjnym, nierealnym. Żywioł rządzi się swymi osobnymi, osobliwymi prawami. Zawsze. Plusk fali o brzeg przypominał, że to jednak rzeka, że i czas powoli, ale nieustannie uchodzi, zostawiając nam coraz mniej szansy na rozmowę. Właściwie powiedzieliśmy sobie wszystko, a rozpamiętywanie zmarnowanych szans byłoby rozdrapywaniem świeżych ran, ciągle piekących i sprawiających ból. To musiało nastąpić. Niczym wędrówka ślepca ku przepaści ona musiała przeżyć ten wieczór, tak jak musiała zdać sobie sprawę z tego, że nie mogę jej pokochać , a jedynie podarować przyjaźń jakby w zastępstwie, by ugasić jej rozczarowanie. Czy zechce przyjąć ten gest? Uciekła w milczenie pokrywając nim swe załamanie. Ja siedzę obok niej i nie mogę nic więcej zrobić, w niczym pomóc. Jestem przecież winowajcą chociaż ona nie wini mnie za nic. Główna przyczyną tej tragedii brzmiącej niczym kiepski scenariusz powieści dla nastolatków. Taki już mój los. Zawsze kłopoty będą moimi najwierniejszymi towarzyszami. Moje czy cudze, obojętne! Nigdy nie uwolnię się od problemów. Jolka stoi wpatrzona w rzekę jakby chciała w niej utopić swoje łzy i żal. Podszedłem do niej i schwyciłem za ramiona w geście wyważonej czułości, by zatrzymać jej myśli, by oderwać ją od wewnętrznego dialogu z samą sobą. Przytuliła się do mnie prawie z ufnie, ale ja nie odwzajemniłem uścisku wierny przyjętej już dawno temu postawy. Wyczuła to i zesztywniała. Trwaliśmy tak chwilę, a później już obok siebie ruszyliśmy ku miastu. Jeszcze rozmawialiśmy jakby się oskarżając, chociaż każde robiło uniki. Ale z czasem przycichliśmy. Czułem się nonsensownie głupio i jakby winny mimo wszystko. Było to o tyle wstrętne uczucie, że przecież nie miałem sobie nic do zarzucenia, nic by siebie oskarżyć. Jeszcze pozostał mi jeden obowiązek do wykonania. Dobrowolny. Dyktowany z głębi przeświadczenia, że nie wypada nie odprowadzić kogoś na pociąg. Ale to będzie jutro. A dziś właściwie koniec wzruszeń, kluczenia, zastawiania i omijania pułapek. Nasze pożegnanie było krótkie. A gdy zostałem sam napięcie opadło zostawiając po sobie nieuzasadnioną pustkę.

***********************************************************

Czas rozstań nie zawsze bywa radosny i nie zawsze jest smutny. Mnie nie było ani wesoło , ani smutno- czułem się pośrednio. Po prostu miałem dość ciągłego napięcia, czyhania na chwilę wytchnienia. Dziś to się wszystko skończy. Z chwilą, gdy pociąg ruszy stąd jakiś dziwny ciężar zrzucę z serca. A na razie czeka mnie rytuał pożegnania. Czułem się jak w kiepskim filmie, gdzie wszyscy grają bez przekonania i wiary w to co robią. Tak jakby ktoś mnie siłą wypchnął na plan wbrew mojej woli. Ale przecież sam się raczej świadomie wplątałem w tę historię. Więc nie czuję do nikogo żalu, bo nie ma winnych. Z wyjątkiem mnie. Cała ta znajomość była od początku niewypałem. Raz: Jolka nie była w moim typie; dwa: dopiero co poznałem inną dziewczynę, która zawładnęła moim sercem niepodzielnie; trzy: zbyt wielka dzieliła nas różnica poglądów i charakterów. A jednak uwierzyła w swój głos pragnienia mimo, że starałem się z całych sił nie prowokować żadnych dwuznacznych sytuacji. Ale widocznie nie bardzo mi to wychodziło skoro sprawy zaszły…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%