Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Muzyka · 11 min czytania

Szukając ducha rocka - II

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gdy wracałam do żywych, miałam niezachwianą pewność, że popełniłam głupotę. Kiedy otworzyłam oczy i nieco uniosłam głowę, ból wybuchł tysiącem ognisk. W ustach poczułam nieprzyjemną suchość. O cholera! Przymrużyłam oczy, szukając wzrokiem czegoś, co uciszyłoby dudnienie odbijające się w czaszce. Nagle zobaczyłam obok siebie ciało i niemal podskoczyłam wystraszona. Serce zagalopowało w miejscu, rejestrując nagą nie licząc spodni, postać. Smash. Czy on żyje? Z przerażeniem przysunęłam ucho do jego ust. Cichutko, ale oddychał. Wyglądał bezbronnie i niemal dziecinnie. Wielka szopa czarnych loków zakryła całą poduszkę, przypominając miliony wijących się węży. Wzdrygnęłam się. Delikatne słońce tańczyło na mocno opalonej skórze. Uśmiechnęłam się, widząc jego rozrzucone ręce i nogi. Wyglądał naprawdę uroczo. Ale moment. Jak on się tu znalazł? Nie żeby nie spał już w tym samym łóżku, co ja, ale nigdy w takim stanie. Pachniało na kilometr whisky i dymem papierosowym. Wody… zajrzałam pod łóżko – tam zwykle leżały zapasy napojów. Materac niebezpiecznie skrzypnął i usłyszałam niezadowolony pomruk chłopaka. Chwyciłam butelkę niegazowanej i pociągnęłam kilka zdrowych łyków. Co za ulga. Umysł powoli przyswajał informacje i nadal mu się coś nie zgadzało. Moją uwagę przykuł plik kartek. Podniosłam go dwoma palcami i nie uwierzyłam własnym oczom. ‘Na mocy tego dokumentu i przysięgi złożonej w dniu … stwierdza się, że … są małżeństwem’ Moje oczy przybrały wielkość spodków do kawy, szczęka gruchotała na podłodze. Małżeństwo? Mąż… Żona… zerknęłam na serdeczny palec prawej dłoni. Niech go tam nie będzie, proszę. Prosta obrączka ze srebra lśniła jednak w słońcu. Niby niepozorna błyskotka, ale zaciążyła mi tak, że musiałam położyć rękę na kołdrze. Lukas mnie zabije, a rodzice nie wypuszczą z domu przez resztę życia, kiedy się dowiedzą. Co się wczoraj stało? Zmrużyłam oczy – nic, tylko czarna dziura. Smash! - Hey kochanie – szepnęłam mu do ucha. Zaciekawiony, ale nadal rozespany, otworzył jedno oko niepewnie. Widząc mnie podniósł zdziwiony głowę, jęcząc z bólu. Spoliczkowałam go. Zdezorientowany patrzył na mnie bezradnie, z lekko uchylonymi ustami. Rzuciłam mu na kolana dokument. Im dalej czytał, tym bardziej marszczył czoło. Spojrzał na swoją dłoń, gdzie znajdowała się bardziej męska wersja mojej obrączki, a potem na moją dłoń. - Cholera. Co myśmy zrobili? – w jego głosie słychać było zdenerwowanie, ale też ogłupienie. - Mnie pytasz? To nie ja upiłam nas dwoje! Co teraz powiem Lukasowi? A moi rodzice?! Wyobrażasz to sobie?! – z nerwów trzęsły mi się ręce i broda. Poczułam w oczach łzy. Chciałam wesele, akceptację rodziców i ten czas narzeczeństwa. Tymczasem ląduję u boku nieobliczalnego narkomana. Cholernie seksownego, ale jednak. A noc poślubna? Spojrzałam na niego zagubiona. - Czy my …? – spojrzałam wymownie na łóżko. Zmarszczył czoło. - Nie wydaje mi się – niemal odetchnęłam z ulgą, ale zaraz dodał zaczepnie – Możemy to nadrobić, jeśli chcesz… - uśmiechnął się nieprzytomnie, patrząc wzrokiem, od którego zrobiło mi się gorąco. Rzuciłam w niego poduszką. - Idiota – mruknęłam – Co z tym teraz zrobimy? - Nie mam pojęcia. Może Derek coś wymyśli – wstał leniwie, zostawiając zaświadczenie na kołdrze. Oddalił się do drzwi nieco chwiejnym, ale nadal pełnym gracji krokiem. - I nie patrz na mój tyłek – odwróciłam wzrok z palącymi policzkami. Przecież nie chcę tego ślubu. Prawda? Ale nie zdjął obrączki. Tak jak i ja. Nie zrobił też kroku w przód. Pozostawał obojętny dając mi swobodę – mój ruch. Ogarnij się dziewczyno! Jezu słodki ja wyszłam na mąż, i to za niego – najgorętszego gitarzystę w okolicy. Powoli docierał do mnie ogrom tego, co zrobiłam. Byłam kompletnie ogłupiona i ogłuszona. Dopiero przy włożeniu głowy pod zimną wodę odzyskałam ostrość myślenia. Wysuszyłam włosy i szybko się przebrałam, niemal skacząc po dwa schody. Znalazłam go w kuchni. Siedział leniwie sącząc z niezidentyfikowanej butelki. Zajrzałam do szafek. - Zjesz coś? – spytałam z grzeczności. Zawsze sam się tu rządził. Zmrużył oczy z delikatnym uśmiechem. - Ładna fryzura – czułam uśmiech w każdej głosce. Powoli smarowałam chleb masłem i nakładałam sałatę. - Przygadał kocioł garnkowi – mruknęłam, dodając odrobinę startego sera i polewając wszystko sosem. Postawiłam jeden z talerzy przed nim. Wziął pierwszą kanapkę i powąchał ją niepewnie. - Czy to jest jadalne? – spojrzał na mnie spod włosów. Wzruszyłam ramionami, wgryzając się w sałatę. Nieśmiało przeżuł pierwszy kęs, coraz odważniej biorąc następne kromki. Gdy nie została już ani jedna, zamruczał zadowolony. - Jestem w raju. Trafiło się ślepej kurze złote ziarno. Moja żona jest urodzoną kucharką. To co? Zaczynamy sielskie życie małżeńskie? – zatarł ręce. Prychnęłam wkładając talerze do zlewu. Obmyłam je i położyłam na suszarce. Oparłam się o zlew zamykając oczy. I co teraz? Poczułam na plecach jego nagą skórę, czarne loki załaskotały mnie w twarz, a ramiona oplotły talię. Jego usta na mojej szyi. Westchnęłam. - To, że nie biegnę od razu do sądu nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Szukając ducha rocka - II — czytnik · opowiadania