Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 6 min czytania

Szyna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Siedzę przy biurku i obserwuję jak nadchodzi świt. Wszystko jest tu dla mnie nowe i groźne. To moja pierwsza praca, wciąż odczuwam niepokój - chyba przez to, że nawet w tak nędznym miejscu mogę się nie sprawdzić.

W tygodniu jest tu tak dużo pracowników, że jakoś łatwiej jest w tym tłumie się ukryć lub nawet zamienić się w tło. Dziś jest sobota, ci o dłuższym stażu potrafili znaleźć wymówkę, przyszli tylko nowi, tacy jak ja. Siedzimy przy biurkach i czekamy na to, by wreszcie móc stąd iść. Do tego jeszcze bardzo daleko. Jest siódma rano. Za oknem – zdążyło zrobić się już jasno – jest przejmująco szaro. Sine, stłumione chmurami światło, wszędzie ceglane ściany starych budynków i magazynów, błotniste alejki. Gdzieś w dole skład złomu. Brudne szyby okien na szczęście powstrzymują okropny, jesienny deszcz.

Nagle poruszenie. Do naszego biura wchodzi władca. Jeśli ktoś tutaj go nie znał, to na pewno przynajmniej o nim słyszał. Wielki wzrostem, jasnowłosy, pozornie ucywilizowany wiking. Postawiony na sztorc kołnierz marynarki, słuchawka w uchu. Podobno potrafi zwolnić pracownika tylko dlatego, że ten nie podoba mu się z wyglądu. Choć mitomanów nie brakuje nigdzie, to i tak te legendy robią wrażenie. Pracownicy zresztą ciągle przychodzą i odchodzą. Jedni są zwalniani, inni, ci którzy mogą sobie na to pozwolić, wolą wrócić pod oschłą opiekę matek, sióstr, żon czy tam mężów, niż dać się degenerować w takim miejscu. Ja muszę tu jakoś wytrwać.

Władca wchodzi do nas do pokoju, jak zwykle otacza go kilkuosobowa świta usłużnych. Na wszelki wypadek opuszczam wzrok w dół, nie chcę żeby, choćby przypadkiem, zderzył się z jego stalowym i nieco szalonym spojrzeniem. Jestem tu nikim, ale to nie znaczy, że mogę się tak łatwo poddać, nic mnie do tego nie upoważnia. Nie patrzę w tę złą stronę, jestem pochylony nad papierami wypełnionymi bzdurami, a i tak wiem, że coś złego już zaczęło się dziać i sunie w moją stronę nieubłaganie, jakby pociąg nadjeżdżający z daleka poprzez deszcz, po torach błyszczących jak żywe glisty. Wydaje mi się, że leżę przywiązany do szyn, ale na szczęście to tylko młodzieńcza histeria i skłonność do egzaltacji.

- Kolego, musisz coś dla nas zrobić. Potrzebna jest nam bardzo pilnie na budowie taka szyna tramwajowa. Kawałek. Tak gdzieś około czterdzieści centymów. Zejdź na dół i poszukaj na składzie. No, dawaj, nie ma czasu.

Dostaję kserokopię z rysunkiem przekroju szyny. Gdyby chociaż wiedzieli, że nie wiem nawet jak dostać się na to złomowisko nazywane przez nich składem. Pytać nie wypada, mogłoby to zostać uznane za słabość. Budynek w którym mieści się nasze biuro jest wielki, najprawdopodobniej powstał jeszcze przed tą pierwszą wojną. Długie korytarze, głębokie kondygnacje, na dole wielkie magazyny i warsztaty. Nie poddać się!

Zbiegam po schodach klatki przez wiry…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Szyna — czytnik · opowiadania