Melodramat · 16 min czytania
Ta jedna jedyna noc
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Karolina usiadła na parapecie swojego okna. Krople spływały kaskadami jakby goniły za czymś, co miało w ogóle nie istnieć, lecz miało mieć sens. Zmrużyła oczy wpatrzona w siną dal, jakby próbowała wyminąć spadający deszcz wzrokiem i dostrzec swój upragniony cel. No, może nie upragniony. Poczuła jak marszczy jej się czoło. Była niemal pewna, że zmarszczki już czekają, aby się tylko pojawić i uprzykrzyć jej kolejny dzień tuż po wstaniu z łóżka. Jednak nie to w tym momencie najbardziej ją trapiło. Bartosz wciąż przesiadywał w swoim mercedesie. Chyba sądził, że wyłączone przednie światła zapewnią mu całkowitą ochronę przed demaskacją. Najwidoczniej się przeliczył. Dlaczego ten dzieciak nie chce odpuścić? Tak, dzieciak. Ile on mógł mieć? Coś koło osiemnastu lub dwudziestu lat. Postarzała go tylko maniera powolnego i wyraźnego mówienia, które dla laika mogło sprawiać wrażenie jakby był dojrzalszy. Sprytne. Całe szczęście, że Anka jest z nią. W niej może mieć oparcie. Nigdy nie wiadomo, co takiemu może strzelić do łba. Teraz to do niej dotarło – przecież on ją śledził. Czuła jego oddech po każdym kroku. Mogłaby przysiąc, że w ostatni wtorek siedział przed nią w tej cholernej kawiarni. Żałośnie, jak ze starego filmu kryminalnego, rozłożył na oścież gazetę i naiwnie udawał, że ją czyta. Szczyt głupoty, lub perwersji. Ale jej to nawet nie śmieszyło. Byłą tym dogłębnie przerażona. Stała się ofiarą manipulacji i intrygi jednej osoby. Nie chodziło tu o adorację, czy nawet cokolwiek wyuzdany podryw, ale prześladowania, które stały się tak napastliwe jak świecące światło z okna nad samym rankiem na pięć minut przed zadzwonieniem budzika. Anna weszła do pokoju, trzymając w dłoniach dwa kubki. - Herbaty? – zapytała z ewidentną i lekko przesłodzoną troską w głosie. Teraz już nie potrzebowała cukru. Na pewno nie. - Dziękuję – w kompletnym zamyśleniu pociągnęła spory łyk. W tej samej chwili włączyła się czerwona lampka, wskazująca oparzenie gardła. - Uważaj! Jest bardzo gorąca, ledwie ją zaparzyłam. - W porę mnie ostrzegłaś. Anna próbowała ukryć rozczarowanie, jakie wywołane zostało słowami Karoliny. Szybko odbiło się smutkiem na twarzy Anny. - Przepraszam – zreflektowała się Karolina – jestem przewrażliwiona przez tego pieprzonego durnia siedzącego tam w samochodzie. Zrozum… - Rozumiem – odpowiedź padła za szybko. Obie to szybko zrozumiały, czego potwierdzeniem był nieszczery grymas uśmiechu, a w zasadzie uśmieszku, na ustach Anny. - Myślisz, że odpuści? - Nie wiem. Nie wiem, co mam o tym myśleć. Trzeba było myśleć zanim to zrobiłam. - Nie obwiniaj się – głos Anny brzmiał z początku naiwnie, teraz lekko i przyjemnie. Być może wyrozumiałość wreszcie przezwyciężyła piętrzące się napięcie. Karolina wiedziała, że Anna jej pomoże. Zawsze ciepła i uczynna przyjaciółka ją wspierała oraz dodawała jej otuchy, niezależnie od sytuacji. Spojrzała jeszcze raz przez okno i sceptycznie dotknęła wargami brzegu kubka. Herbata nabrała smaku. Faktycznie nie potrzebowała cukru. Bartosz widocznie czegoś szukał. Poruszał się niecierpliwie przed kierownicą i kręcił we wszystkie możliwe strony. Musiał być świadomy, że go widziały. Nie był głupi. Zatem jego bezczelność sięgała granic przyzwoitości, o ile takiej można się było tu doszukać.
Poranek przyniósł oczekiwane rezultaty zachowań poprzedniego dnia. Na czole zmarszczki odznaczyły swoje piętno, pozostawiając znamię na resztę dnia. Nawet maści, kremy, czy pomadki nie pomogą. Przyjrzała się dokładnie odbiciu w łazienkowym lustrze. Wynik – mierny. Coraz większe cienie pod oczami, rozszerzone pory – kompletny wrak człowieka. Jak on mógł się nią zainteresować? A co dopiero się z nią przespać? Szkoda, że dopiero teraz widziała bezsens tej sytuacji. Z drugiej strony ciężko cokolwiek widzieć, kiedy się ma kilka ładnych promili alkoholu we krwi. Człowiekowi powieki się same zamykają. Nie! Musi przestać o tym myśleć. Ta obsesja ją wykończy. Anna jeszcze leżała w łóżku. Aż dziw jakie pozycje człowiek może przyjmować podczas snu. Jej lewa ręka podpierała głowę odwróconą w odwrotną stronę niż tułów położony na plecach. Prawa ręka i noga trzymały się razem, jakby były nierozdzielne lub połączone jakąś niewidzialną nicią, natomiast lewa noga przypominała wygięcie podczas biegu sprintera. Szkoda, że pożałowała na aparat fotograficzny, teraz miałaby niezły ubaw i pamiątkę w jednym, na poprawę humoru oczywiście. Jest świetną koleżanką. W przedpokoju stał Alfons z rozdziawionym pyszczkiem. Ten chodzący przewód pokarmowy nigdy nie ma dość. Z samego rana czeka na kolejną dawkę swojego jedzenia. Przynajmniej jest konsekwentny i wierny swoim zasadom. Nie to, co ona. No proszę! Jak wiele można się nauczyć z postawy kota. - A jednak w pieszczotach nie znasz umiaru. Pochyliła się by pogłaskać kociego łakomczucha i w tym momencie dostrzegła leżącą przy progu kopertę. Biała zaklejona kartka papieru nęciła doskonale białym kolorem, jakby wołała „otwórz mnie”. To pewnie jego sprawka, tego zboczeńca. Zabawia się z nią, stara się wyprowadzić z równowagi. Ręce zaczęły jej drżeć. - Co to? – odezwała się Anna. Nie spostrzegła, że przyjaciółka się zbudziła. Stała już przy jej boku, zaglądając przez ramię. – To od niego? - Nie wiem! - A czy ty cokolwiek wiesz? No otwórz to i się dowiesz. Przecież nie ma tam żadnej bomby czy czegoś w tym stylu. - Wąglik? - On chce cię przelecieć – sarkastyczny uśmiech przykleił się do twarzy Anny – jeszcze raz, a nie zabić – wystrzeliła ręką po kopertę, ale Karolina odsunęła rękę. - Dziękuję za szczerość – odpowiedziała i zaczęła otwierać zaklejoną kopertę. W niej znajdował się list, pisany odręcznie. Pismo było staranne i ukośne. Różnego rodzaju zawijasy zdobiły jeszcze bardziej papier, na jakim zostały zapisane tajemnicze słowa. Anna wyrecytowała je na głos, zupełnie jakby słowa Karolinie uwięzły w gardle: - „Pod Deszczową Parasolką, 17.04.09, godzina 18.00, Błagam o spotkanie, Bartosz.”. Hm, całkiem przyjemna nazwa lokalu. Zobacz, on cię błaga. - Ja go błagam, aby mnie zostawił i nic z tego. - Nie pójdziesz? - Za Chiny! Chcesz później zostać poproszona o rozpoznanie ciała przyjaciółki? - Sądzę, że dramatyzujesz. Karolina zgięła ozdobną kartkę papieru i porwała ją na strzępy.
Ta akurat musiała prowadzić podwójne życie. Skromna marynarka i spódnica za kolana musiały świadczyć o jakiejś odpowiedzialnej posadzie. Może była księgową w poważnej firmie, ale z pewnością sama nie była poważana. Musiała też tam pracować od niedawna – jeszcze podróżowała środkami transportu miejskiego – nie zdołała dotąd zdobyć pieniędzy na prywatny samochód. Nerwowe tiki – zaczesywanie nieposłusznych kosmyków włosów za ucho, poprawianie spódnicy, obciągając ją najniżej jak to tylko możliwe – poświadczały o poczuciu winy. Być może wczorajsza noc dostarczyła jej wielu wrażeń, być może zbyt wielu. Zdradzał ją także pomięty kołnierz nowej, błyszczącej białej koszuli. Najwidoczniej napięcie seksualne między nią a partnerem nie pozwoliło im rozkoszować się jako taką grą wstępną; ubrania musieli z siebie zdzierać. Nieustannie poprawiała się na siedzeniu; źle spała, o czym mówiły także starannie zatuszowane cienie pod oczami. Partner musiał być kimś nowo poznanym, inaczej zostawiłaby te myśli i odprężyła się po zaspokojeniu pragnień cielesnych. Wobec tego wiązała z nim jakieś nadzieje. Nerwowe sprawdzanie telefonu i pocieranie jego ekranu kciukiem potwierdzało teorię, iż tego dnia jeszcze, a także „już”, nie zadzwoni. Teraz będzie potrzebowała pocieszenia w czyichś ramionach… Uwielbiał podobne zabawy. Zagłębianie się w umysły ludzi, zgadywanie ich myśli na podstawie nieomylnego, jak mu się wydawało, zmysłu obserwacji sprawiało mu niewymowną satysfakcję. Quiz na wyższym poziomie. Pozwalało mu to dojść do wniosku, że ludzie to szalenie prymitywne i banalne stworzenia skoro ubiór i gesty mogą zdradzić ich największe sekrety. Czasami oczywiście takie…