Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 56 min czytania

Ta jedyna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Komisarze weszli do biura. Rafał- Wreszcie koniec tej sprawy. Mam jej totalnie dosyć. Nie wierzę, że jednego idioty szukaliśmy ponad miesiąc. Ania- Że też od razu nie zorientowaliśmy się, że to on. R- No ale całe szczęście teraz długo posiedzi. An- Dobra, ja się zbieram. Po prostu padam. R- Czekaj, odwiozę Cię. An- Poradzę sobie, wracaj do Oli i Krzysia. R- No przecież długo mi nie zajmie odwiezienie Ciebie. Chodź. Ania się tylko uśmiechnęła i razem wyszli z komendy. Wsiedli do samochodu Rafała. 15 minut później byli już pod blokiem Ani. An- Dzięki. R- Nie ma sprawy. An- To do zobaczenia jutro. R- Na razie. Ania wysiadła z samochodu i skierowała się w kierunku klatki, a Rafał pojechał do siebie. Wszedł do mieszkania. R- Cześć!- krzyknął z przedpokoju. Po chwili pojawiła się tam jego żona. Ola- Hej. Jak sprawa? Skończyliście już? R- Całe szczęście tak. O- To dobrze, bo pomyślałam, że wieczorem poszlibyśmy do kina. R- Nie dziś kochanie, nie mam siły. Może w weekend? O- W weekend będziesz pracował i jak zwykle nie będziesz miał czasu! R- Ola, naprawdę jestem zmęczony. O- Jak zwykle. R- Będziemy się teraz kłócić? Gdzie Krzysio? O- U mamy. Zawiozłam go, bo myślałam, że wieczór spędzimy razem. Ale zaraz po niego pojadę. R- Ola. Obiecuję Ci, że całą sobotę spędzimy razem. Pocałował żonę. O- Dobrze, przepraszam. Jadę po Krzysia. Wyszła. Rafał poszedł wziąć prysznic, zjadł coś, położył się i zasnął. Sobota, 8 rano, mieszkanie Oli i Rafała Dzwoni komórka Rafała. Odbiera zaspanym głosem. R- Tak?... teraz?... dobra... ok, będę za 20 minut... cześć. O- Kto to? R- Tomek. Muszę jechać na komendę. O- Przecież miałeś mieć dzisiaj wolne. R- Wiem, ale jestem potrzebny. Jak wrócę, pójdziemy do kina. Wyszedł z sypialni. Szybko ubrał się i wyszedł. 8:30, Komenda. R- Hej. Co jest? An- Mamy sprawę. R- Mieliśmy mieć wolne. An- Wszyscy są w terenie. R- Dobra chodźmy. Wyszli z biura. R- Co to za sprawa? An- Zabójstwo recepcjonistki w hotelu. R- W którym? An- Ibisie. Wsiedli do samochodu i pojechali na miejsce zabójstwa. 10 minut później, Hotel R- Cześć Jarek, co mamy? Jarek- Hej. No dziewczyna została postrzelona. Jeden pocisk, ale za to celny. Prosto w serce. An- Zawodowiec? J- Bardzo prawdopodobne. An- Coś jeszcze? J- Nie. Postrzał był przyczyną zgonu. Nic więcej nie mam. R- No dobrze, a o której zginęła. J- Koło 5 rano, ale więcej powiem wam po sekcji. R- Dobra dzięki. An- Kim jest ofiara?- powiedziała do policjanta Policjant- Magdalena Frydzyńska, 24 lata, pracowała w recepcji. R- Kto znalazł ciało? Pol- Jej kolega, który przyszedł do pracy. R- Gdzie on jest? Pol- Tam siedzi- wskazał, na siedzącego na fotelu młodego mężczyznę. An- Ok. Chodźmy do niego. R- A są jakieś ślady. Technik- Nic podejrzanego. An- Trudno. Skierowali się w kierunku pracownika. R- Jak się pan nazywa? Mężczyzna- Radosław Tomaszewski. R- To pan znalazł ciało? R.T.- Tak. An- O której? R.T.- O 7. Przyszedłem akurat, żeby zmienić Magdę. I... ona leżała cała we krwi. Zadzwoniłem na pogotowie. Ale ona już nie żyła. An- Rozumiemy. A nie wie pan, kto mógł to zrobić? R.T.- Nie wiem. Więcej może wam powie jej przyjaciółka. R- Jak ona się nazywa? R.T.- Olga Dębska. An- Gdzie możemy ją znaleźć? R.T.- Mieszka w tym samym bloku co Magda, ale nie wiem gdzie dokładnie. An- A Magda mieszkała sama? R.T.- Nie, z rodzicami. R- Dobrze, dziękujemy. Odeszli. An- To musimy jechać do rodziców ofiary. R- Chodźmy. Wyszli z hotelu. 20 minut później Matka ofiary- To niemożliwe! Nie! To nie może być prawda. Ojciec ofiary- Spokojnie kochanie. An- Przykro nam. R- Nie wiedzą państwo, kto mógł to zrobić? Czy córka miała jakichś wrogów? M.o.- Nie. Jakich wrogów? Przecież to była taka dobra dziewczyna! An- A wiedzą państwo gdzie mieszka jej przyjaciółka Olga Dębska? O.o.- Tak, w klatce obok. Pod 18. An- Dobrze, dziękujemy. Do widzenia. Komisarze wyszli i poszli do koleżanki ofiary. Olga- Kto to zrobił? An- Nie wiemy. Myśleliśmy, że ty nam pomożesz? Ol- Nie wiem. Jedyną osobą, która przychodzi mi do głowy jest Magdy kolega z pracy. R- Jaki kolega? Ol- Nie pamiętam jak się nazywa. Na imię ma chyba Radek. R- Radek Tomaszewski? Ol- Tak, chyba tak. An- Ale dlaczego on? Ol- Magda miała go dosyć. Chciał, żeby z nim była. Przychodził cały czas do niej, w pracy chciał ją całować. Ale ona nie chciała. Nienawidziła go. R- A nie wiesz, czy on ma broń? Ol- Ma. Napaweno ma. Magda mówiła, że po pracy często chodzi na strzelnicę. An- A wiesz którą? Ol- Tak. Tą na Paderewskiego. Tm pracuje jakiś jego kolega. An- Dobrze, dziękujemy Ci. Komisarze pojechali na strzelnicę. Popytali pracowników, klientów, jednak nikt nie powiedział nic złego na podejrzanego. Ania i Rafał pojechali więc na komendę. R- Nie rozumiem. Przecież gdyby to on ją zabił, to po co mówił by o tej przyjaciółce. Skoro Magda mówiła jej wszystko, to wiadomo było, że ona wszystko opowie. An- Może nie wiedział, że Magdę to aż tak drażni. No i że Olga o wszystkim wiem. Wszedł Tomek. T- Są wyniki sekcji. An- Jest coś nowego? T- Nie. Tylko łuska. An- I wiemy z czyjej broni. T- Nic. An- Rafał, to może pojedźmy do tego Radka. Sprawdźmy jego broń. R- Chodźmy. Pojechali do mieszkania podejrzanego. Pukali, lecz nikt nie otwierał. W końcu Ania odruchowo nacisnęła klamkę. An- Patrz, otwarte. Komisarze wyjęli bronie. Weszli do mieszkania. Rafał skierował się do jednego pokoju, Ania do drugiego. Nagle komisarz usłyszał strzał. R- Anka! Pobiegł do drugiego pokoju. Na podłodze leżała Ania. Przez balkon akurat wyskakiwał Tomaszewski. Rafał wyciągnął telefon. R- Karczewski, policja. Proszę szybko przyjechać na Piłsudskiego 8, mieszkanie 22. Rana postrzałowa w brzuch. Zaraz potem zadzwonił do Tomka i poinformował o ucieczce Radka. Próbował zatamować krew swoją bluzą. Ania straciła przytomność. Cały czas trzymał ją za rękę. R- Trzymaj się Aniu- powtarzał. Karetka była po 10 minutach, zabrała Anię do szpitala. Pół godziny później, Komenda. T- Rafał, chłopaka zgarnęli Tomaszewskiego, był na strzelnicy. Siedzi w pokoju przesłuchań. Jesteś w stanie z nim rozmawiać? Może ja to zrobię. R- Nie. Pogadam sobie z nim, a potem pojadę do Ani. T- Ok. Rafał poszedł do pokoju przesłuchań. R- Zabiję Cię, jak jej się coś stanie! R.T.- Spadaj. Niepotrzebnie się pchała w nieswoje sprawy! Po co pojechała na tą strzelnicę?! R- Też tam byłem, dlaczego to nie mnie chciałeś zabić?! R.T.- Bo akurat była pod ręką. R- Magdę też zabiłeś bo była pod ręką?! R.T.- Bo mnie odrzucała! Zresztą fajnie się zabawić takimi ładnymi laskami. Ta twoja policjantka też niczego sobie. Rafał bez słowa wstał i podniósł gościa z krzesła za koszulkę. R- Nie daruję ci tego! Posadził go z powrotem i wyszedł. R- Zabierz go- powiedział do policjanta stojącego na korytarzu. Następnie wyszedł i pojechał do szpitala. R- Panie doktorze, co z Anią? Lekarz- Pan jest kimś z rodziny. R- Jestem jej przyjacielem. L- Pani Ania straciła dużo krwi. Jest nieprzytomna. R- Ale wyjdzie z tego, prawda? L- Miejmy nadzieję. R- Mogę ją zobaczyć? L- Dziś już nie. Niech pan przyjdzie jutro. R- Dobrze. Do widzenia. L- Do widzenia. Rafał wyszedł ze szpitala i pojechał jeszcze na komendę uzupełnić dokumentację sprawy. 21:30, mieszkanie Oli i Rafała. Rafał wszedł do mieszkania. Do przedpokoju przyszła Ola. O- Mieliśmy spędzić razem dzisiejszy dzień. Obiecałeś! R- Przepraszam...- mówił zdejmując buty. O- Tylko tyle masz mi do powiedzenia?! R- Mieliśmy ciężką sprawę, Ania jest w szpitalu. O- Co się stało? R- Została postrzelona. O- Ale w porządku z nią? R- Jest nieprzytomna. O- Przepraszam, nie wiedziałam. Rafał bez słowa poszedł do łazienki wziąć prysznic. Wyszedł po 15 minutach. R- Idziesz już spać? O- Tak. Oboje poszli do sypialni, położyli się i zasnęli. Następnego dnia, 9:00 Rafał wstał, ubrał się i poszedł zjeść śniadanie. Do kuchni weszła Ola. O- Już nie śpisz? R- Pojadę zobaczyć co z Anią. Wrócę przed 11. O- Ok. Pozdrów ją. R- Jak już się obudziła. Mam nadzieję, że tak. Wstał z krzesła i pocałował opierającą się o stół Olę. R- Pa. O- Cześć. Rafał wyszedł i pojechał do szpitala. 9:20, Szpital R- Ania się już obudziła? L- Tak, jakieś 15 minut temu. Jest jeszcze bardzo słaba. R- Ale mogę do niej wejść. L- Tak, ale na krótko. R- Dobrze. Poszedł do Ani. R- Hej. An- Cześć- odpowiedziała słabym głosem. R- Jak się czujesz. An- Bywało lepiej. R- Masz pozdrowienia od Oli. An- Dzięki. R- Dlazego ten świr nie postrzelił mnie...? An- Daj spokój Rafał. R- Nie potrzebujesz czegoś? Przywieźć Ci coś? An- A mógłbyś? R- Pewnie.Więc co? An- Ładowarkę do telefonu i książkę. Dam Ci klucze do mieszkania. R- Ok. Masz siłę czytać książkę. An- Dziś może nie. Ale mam nadzieję, że jutro. R- Ok. Jaką książkę? An- Kwiat pustyni. Leży na biurku. R- Ok. To daj klucze pojadę teraz. Ania wyjęła klucze z szuflady stolika stojącego obok łóżka i podała je Rafalowi. An- Na pewno to żaden kłopot? R- No co Ty. An- Dzięki. Rafał wyszedł. Pół godziny później. R- Już jestem. Proszę książka i ładowarka. An- Dzięki. R- Nie ma sprawy. Będę leciał. Muszę spędzić trochę czasu z Krzysiem. An- No pewnie. Jedź. R- Wpadnę jutro. An- Nie idziesz do pracy? R- Mam tydzień wolnego. An- Fajnie masz. R- No. Do jutra, pa. An- Cześć. Rafał wyszedł z sali. L- Proszę pana- zawołał lekarz. R- Tak? L- Czy pani Anna ma jakąś rodzinę? R- Tu w Krakowie nie. Jej najbliższa rodzina mieszka w Gdańsku. A dlaczego pan pyta? L- Bo sądzę, że za jakieś 4, 5 dni ją wypiszemy. R- Tak szybko. No ale co to ma wspólnego? L- Tak, ale w domu będzie musiała leżeć. Ktoś musi jej pomóc. R- Rozumiem. L- A pan nie mógłby? R- Pewnie, że tak. L- Nie chcę trzymać jej w szpitalu, bo ona już dzisiaj planowała wypisanie się na własną prośbę jak tylko poczuje się lepiej. R- Dobrze. To oczywiste, że jej pomogę. L- Dziękuję. R- Do widzenia. L- Do widzenia. Piątek, 10:10, mieszkanie Oli i Rafała O- Gdzie idziesz? R- Anię wypisują dziś ze szpitala. Pojadę po nią. O- Ok. O której będziesz? R- Nie wiem. Muszę jej trochę pomóc. Może zrobić jej jakieś zakupy. O- Rafał na 12 idę do pracy. Co z Krzysiem? R- Nie możesz zawieźć go do mamy? O- Nie zdążę. R- Dobrze. W takim razie przyjadę po niego o 11.30. O- Rafał muszę wyjść najpóźniej 15 po. R- Postaram się jak najszybciej. O- Ok. R- Pa. O- Cześć. 10:40, Szpital R- I jak się czujesz? An- Świetnie. W końcu stąd wychodzę. L- Przypominam, że przez co najmniej tydzień musi pani cały czas leżeć. An- Dobrze. Jakoś to będzie. L- Oj pani Aniu... R- Będę jej pilnował. L- Mam nadzieję. An&R- Do widzenia. L- Do widzenia. 11:10, mieszkanie Ani. R- To teraz mów co ci kupić. An- Słucham? R- No zrobię Ci jakieś zakupy. An- Rafał, poradzę sobie. Dam radę wyjść do sklepu. R- Lekarz powiedział, że masz cały czas leżeć. An- Nie przesadzaj. R- Ania, rana się jeszcze całkiem nie zagoiła, poza tym jesteś słaba. Więc co Ci kupić. Ania zapisała Rafałowi na kartce parę rzeczy. R- Ok. Pojadę po Krzysia, a potem do sklepu. An- Rafał, zajmij się dzieckiem, a nie mną. R- Przestań. Wyszedł 11:35, mieszkanie Oli i Rafała. O- Fajnie, że można na ciebie liczyć! R- Olka, musiałem odwieźć Anię do domu! A są korki. O- A ja się spóźnię do pracy! R- Podwiozę cię. Chodź! Razem z Krzysiem wyszli. Rafał odwiózł Olę do pracy. R- To teraz smyku pojedziemy do sklepu. Zrobimy Ani zakupy. Krzysio- Dobrze. Pojechali do sklepu. 13:05, mieszkanie Ani R- Gdzie Ci zanieść zakupy? An- Daj. R- Nie możesz dźwigać. Gdzie je zanieść? An- Do kuchni. Rafał skierował się w kierunku kuchni, a Ania i Krzysio za nim. An- Dzięki. R- Nie ma sprawy. An- Chcecie herbaty? K- Ja chcę! Ja chcę! An- Ok. R- Ale ja zrobię, a Ty się połóż. An- Rafał... R- Ania, bez gadania. K- Jak ja jestem chory to zawsze leżę. Ania uśmiechnęła się. R- No widzisz. An- No dobrze. Ania z Krzysiem poszła do salonu. Położyła się na sofie. Po chwili Rafał przyszedł z trzema kubkami herbaty. Podał jeden Ani, drugi Krzysiowi, a z trzecim usiadł na fotelu naprzeciwko Ani. Krzysio wziął do ręki pilota od telewizora i po wielu trudach w końcu go włączył. R- Ej młody. Nie jesteś u siebie. An- Daj spokój. Po chwili pięciolatek zapatrzony był już w Kubusia Puchatka. An- A co z tym Tomaszewskim? R- Nie martw się. Już dawno jest zatrzymany. An- To on zabił Magdę. R- Tak. Ale nie myśl już o tym. An- Rafał... R- No? An- Czy przez tyle dni wolnego zabrałeś gdzieś Olę i Krzysia? R- Nie miałem czasu. An- Rafał. Zajmij się trochę rodziną, a nie cały czas siedzisz ze mną. R- Potrzebna Ci jest teraz pomoc. An- Rafał, mogę wstać z łóżka. Poradzę sobie. R- Ania, lekarz powiedział, że masz leżeć przez tydzień. Co najmniej tydzień. A ja zamierzam wziąć jeszcze tydzień wolnego, żeby Ci pomóc. An- Nie no proszę, nie jestem kaleką! R- Ania. An- Rafał, codziennie pracujesz od rano do nocy. Skorzystaj z tego, że masz wolne i możesz spędzić trochę czasu z Krzysiem i Olą. R- Ola rozumie to, że muszę Ci pomóc... Ania tylko westchnęła. An- Ciężko się z Tobą gada...- powiedziała z ironią. R- Nie tylko Ty mi to mówisz- odpowiedział, po czym uśmiechnął się. Siedzieli sobie (tzn. Ania leżała, bo Rafał nie pozwalał się wstawać) miło gawędząc. Nagle... R- Która godzina??? An- 18:55. R- Kurde! An- Co jest? R- Obiecałem Oli, że po nią pojadę. An- Na którą? R- Na 19. An- To na co czekasz? R- I tak już nie zdążę. An- To zadzwoń i powiedz, że trochę się spóźnisz. No jedź. Rafał wstał z fotela. R- Chodź Krzysio, wkładaj sweterek. Chłopiec posłusznie wziął do ręki sweter i z pomocą Ani włożył go na siebie. R- A teraz buty. Z zapinanymi na rzepy butami mały uporał się już sam. R- To my jedziemy. An- Dzięki za pomoc. R- Przecież w niczym Ci dziś nie pomogłem. An- Jak to nie? Przywiozłeś mnie do domu, zrobiłeś zakupy. R- To nic takiego. An- I dotrzymałeś mi towarzystwa- uśmiechnęła się. R- Zawsze do usług. An- Jedźcie już. R- Na razie. Wpadnę jutro. An- Rafał... proszę. Mówiłam Ci coś. R- Pa. Wyszedł razem z Krzysiem. Ania zamknęła drzwi, wzięła prysznic i położyła się spać, bo mimo że cały dzień leżała czuła, że jest zmęczona. W tym czasie u Rafała... Zadzwonił do Oli. O- No gdzie jesteś? Już 10 po. R- Przepraszam, są korki, będę za 5 minut. O- Korki o tej godzinie? R- Był jakiś wypadek- skłamał. Nie chciał powiedzieć, że zwyczajnie zapomniał patrzeć na zegarek. O- Ok, czekam. Po niecałych 10 minutach Rafał dojechał już pod firmę, w której pracowała Ola. R- Hej. O- Cześć- pocałowała go- cześć Krzysiu. I jak Wam minął dzień? R- Siedzieliśmy u Ani. O- Cały czas? R- Tak. Pogadaliśmy sobie. O- To fajnie. Zapadła cisza. R- A jak w pracy?- zapytał po chwili Rafał. O- W porządku. W miarę luźno. Rozmowa wyraźnie się im nie kleiła. 20:00, mieszkanie Oli i Rafała. Ola myła synka. O- I jak było u Ani? K- Super. Oglądałem Kubusia Puchatka, a potem graliśmy w grzybobranie. I było fajnie. Prawie zapomnieliśmy po Ciebie jechać- zaśmiał się chłopiec- ale zdążyliśmy. O- Aha... Ola była zaskoczona. Coś było nie tak. Rafał ją okłamał. Niby to niewielkie kłamstwo, ale tak dziwnie się czuła... Następnego dnia, 10:00 Ola, Rafał i Krzysio jedzą w kuchni śniadanie. R- Idziesz dzisiaj do pracy? O- Tak. Przecież wczoraj Ci mówiłam. R- Zapomniałem. O- Ale kończę o 16. Może potem zabierzemy Krzysia do kina? R- O której? O- No koło 16:30. Przyjechalibyście po mnie- mówiła z entuzjazmem. R- Nie wiem. Jadę do Ani. O- A... R- Może za tydzień... O- Słucham? Rafał, czy ty jeszcze pamiętasz, że masz rodzinę?! R- Olka, Ania musi odpoczywać, muszę jej pomóc! O- Mi tak nie pomagałeś nawet jak byłam w ciąży! R- Uspokój się! O- Dla Ciebie zawsze ważniejsza jest praca! R- Dobrze wiesz, że to nie tak! Po prostu mam taki zawód, że często muszę być w pracy 24 godziny na dobę. O- A jak masz wolne, też nie masz dla nas czasu! R- Przecież cały czas siedzę z Krzysiem! O- Ale o mnie zapomniałeś! R- Przestań! Ania potrzebuje pomocy. O- To niech sobie znajdzie opiekunkę! R- Nie będziesz tak o Niej mówiła!!! Ola wstała, założyła buty i kurtkę, wzięła w ręke torebkę, poczym wyszła. R- Chodź młody, umyjemy zęby i jedziemy do Ani. Krzysio bez słowa poszedł z Rafałem do łazienki, Rafał umył mu ząbki i pojechali do Ani. An- Co Wy tu robicie? R- Przyjechaliśmy do Ciebie. An- Rafał, jedź do Oli. R- Ola jest w pracy. An- To spędź trochę czasu z synem. R- Przecież cały czas z nim jestem. An- Oj Rafał. Chodźcie do pokoju. Ania, Rafał i Krzysiek poszli do salonu. R- Pomóc Ci w czymś? Potrzebujesz czegoś? An- Nie. Chcecie coś do picia? K- Soczek. An- Ok. R- Może ja przyniosę? An- Poradzę sobie. Dla Ciebie też soczek?- powiedziała uśmiechając się. R- Może być. Ania wyszła do kuchni a po chwili wróciła z tacą, na którek stały trzy szklanki, sok, trzy tależyki i upieczone przez Anię ciasto drożdżowe. R- Nie mów, że piekłaś ciasto. An- Piekłam. R- Miałaś odpoczywać. An- Odpoczywam. Siedzieli w milczeniu, pijąc sok i jedząc ciasto. Nie było tak wesoło jak poprzedniego dnia. Ania widziała, że Rafała coś gryzie. An- Coś nie tak? R- Nie, dlaczego? Wszystko w porządku. An- Widzę, że coś gryzie. R- Naprawdę wszystko ok. Rafał nie chciał powiedzieć Ani, że pokłócił się z Olą. Normalnie by jej o tym powiedział, ale jak zapytałaby o co, nie umiałby kłamać. Uśmiechnął się więc sztucznie. Ania dostrzegła tę sztuczność, ale nie odezwała się. R- A jak się czujesz? An- Całkiem dobrze. R- Boli Cię jeszcze ta rana? An- Troszkę. R- Może połóż się. Tego dnia ich rozmowa nie kleiła się. Rafał wyszedł od Ani znacznie wcześniej niż poprzedniego dnia, bo już koło 14. Pojechał z Krzysiem do domu i bawił się z nim samochodami. Następnego dnia, 9:00 Ola obudziła się i poszła do kuchni, gdzie Rafał szykował już śniadanie dla Krzysia. O- Ty jeszcze nie u Anki? R- Tak bardzo chcesz się kłócić?- powiedział spokojnie. O- Nie. Po prostu myślę, że najlepiej jak u niej zamieszkasz. Bo po co masz tak codziennie jeździć. R- Daruj sobie. Niedziela, 9:30, mieszkanie Ani R- Cześć. An- Hej. R- Jak się czujesz? An- Dobrze. A Ty? W końcu to Twój ostatni dzień wolnego. R- Przecież mówiłem, że poproszę starego o jeszcze jeden tydzień wolnego. An- Rafał... R- No tak, dla Ciebie. An- A może tak dla rodziny? R- Ta... Weszli do pokoju. 20:00 Siedzieli na podłodze oparci o sofę i rozmawiali. An- Rafał, nie sądzisz, że powinieneś już jechać do domu? R- Krzysio jest u babci. An- A Ola? R- Oj Aniu... An- Rafał, ja naprawdę doceniam to, że mi pomagasz, ale Ty masz rodzinę. R- Ania... proszę... Rafał obrócił głowę, tak, że patrzył na Anię. Ona również spojrzała na niego. Nie zdawała sobie chyba sprawy, że siedzą tak blisko siebie. Ich twarze dzieliło nie więcej niż 30 centymetrów. Ania miała wrażenie, że oczy Rafał coraz bardziej się do niej zbliża. Po chwili zorientowała się, że to już nie tylko wrażenie. Jego usta delikatnie musnęły jej. An- Rafał... R- Aniu, nie mów nic... Pocałował ją raz jeszcze. Teraz jednak z większą pewnością siebie wi znacznie większą namiętnością. Patrzeli sobie w oczy. Rafał położył dłoń na poliku Ani. An- Przestań... Odsunęła się trochę od niego. Zapadła cisza. Przez chwilę siedzieli w bezruchu. R- Ania... An- Rafał, co Ty sobie wyobrażasz? Przecież Ty masz żonę! R- Aniu... An- Rafał, przestań. R- Daj mi dojść do słowa... Ania nie odezwała się. R- Rozwodzę się... An- Słucham?? R- Jutro jadę do sądu. An- Rafał nie możesz tego zrobić. R- Dlaczego? An- Dlatego, że Ola Cię kocha. I macie dziecko! R- Ania... An- Dlaczego chcesz się rozwieść? R- ... bo kocham Ciebie... An- Rafał... R- Aniu, Ola nie jest taka jak myślisz. Ona nie rozumie tego, że niestety nie zawsze wrócę do domu na noc, nie rozumie tego, że nie zawsze będę miał czas tylko dla niej. A wiem, że... że Ty jesteś osobą, która by to zrozumiała... An- Rafał, a Krzysio? Przecież on potrzebuje ojca. R- I nie mam zamiaru spędzać z nim mniej czasu niż dotychczas. An-... R- Ania... daj mi szansę... Spojrzał na nią. Po chwili i ona patrzyła mu w oczy. Rafał miał wrażenie, że widzi w jej oczach łzy. An- Nie mogę. Pomimo tego, że... nie mogę rujnować Twojego małżeństwa. R- Pomimo czego? An- Niczego. Po prostu nie mogę. R- Ale... An- Rafał, przecież Ola Cię kocha. W każdym małżeństwie zdarzają się kłótnie, ale zawsze da się z nich wybrnąć. R- Ania... tu nie chodzi tylko o kłótnię. Ola powiedziała coś, czego... An- Czego? R- Czego nie mogę jej wybaczyć. An- To znaczy? R- Nie ważne. Po prostu nie mogę. An- A czy przypadkiem nie była zła o to, że tyle czasu spędzasz ze mną? R-... An- I miała rację. R- Nie pozwolę, żeby Cię obrażała... An- Rafał... to nie ma sensu... wróć do niej, kup kwiaty, przeproś... R- Dlaczego ja mam przepraszać? An- Żeby widziała, że ją kochasz. R- Nie kocham. An- Rafał, nie możesz temu zaprzeczać. Zapadła cisza. R- Pójdę już... Wstał i poszedł do przedpokoju. Ubierał się, a Ania patrzyła na niego. Kiedy był już gotowy stanął na wprost niej i patrzył jej w oczy. Chciał pocałować, ale bał się, że wtedy Ania będzie jeszcze bardziej zła. R- Pa. Ania nie odezwała się. Rafał wyszedł. Następnego dnia, 9:00, mieszkanie Ani Dzwoni jej komórka. An- Tak szefie? Sz- Jak się pani czuje? An- Już lepiej. Sz- Dzwonię, żeby spytać, czy nie wzięłaby pani do domu trochę raportów, bo pan Rafał jedzie na szkolenie, a dosyć sporo tego. An- Oczywiście. Sz- Jeżeli nie czuje się pani na siłach, to jakoś sobie poradzimy. An- Nie, nie ma sprawy. Sz- W takim razie pan Rafał je pani przywiezie, jak będzie jechał na szkolenie. An- Dobrze. Sz- Do widzenia. I życzę szybkiego powrotu do zdrowia. An- Dziękuję, do widzenia. 12:15 Dzwoni domofon. An- Tak? R- To ja. Odblokowała drzwi. R- Hej. An- Cześć. R- Gdzie Ci położyć te raporty. An- Wezmę je. R- Pytam gdzie je położyć. Ciężkie są. An- W salonie. Rafał wszedł do salonu. Przypomniał sobie, jak poprzedniego dnia siedział tu z Anią, jak ją pocałował. Położył raporty na stole. R- To lecę. An- Na ile jedziesz na to szkolenie? R- Na tydzień. A Ty kiedy wracasz do pracy? An- Nie wiem. Zaraz idę do lekarza, to się dowiem. R- Może Cię podwieźć? An- Nie. Poradzę sobie. R- Aniu... An- Tak? R- Gniewasz się? An- Za co? R- Dobrze wiesz... za pocałunek. An- Nie. Zwyczajnie żal mi Oli. R- Chodź, podwiozę Cię. An- Nie trzeba. R- Chodź. Ania nie upierała się dłużej. Założyła buty i bluzę i razem z Rafałem wyszła. W samochodzie Dzwoni telefon Rafała. R- Tak? Sz- Dzień dobry. Przepraszam pana bardzo, ale zaszła drobna pomyłka. R- Jaka pomyłka? Sz- Szkolenie rozpoczyna się jutro. R- No dobrze. Sz- Ale dzisiaj ma pan wolne. R- Dobrze, dziękuję. An- Coś się stało? R- Szkolenie zaczyna się jutro. An- Aha. R- Jesteśmy. An- Dzięki. Do zobaczenia. R- Poczekam na Ciebie. An- Nie... R- I tak nie mam nic do roboty. An- Jak sobie chcesz. Wysiadła. Wróciła po 25 minutach. R- I jak? An- Jeszcze tydzień na zwolnieniu i będę mogła powoli wracać do pracy. R- To dobrze. 20 minut później pod blokiem Ani An- Dziękuję... pa. R- Nie zaprosisz mnie na... herbatkę? An- Zaprosiłabym Cię, ale uważam, że powinieneś być teraz gdzie indziej. R- I tak nie wracam do domu. An- Dlaczego? R- Ola myśli, że pojechałem na szkolenie. Jeden dzień bez ciągłej kontroli dobrze mi zrobi. An- Chodź. R- Nie chcę Ci przeszkadzać. An- No chodź- powiedziała tym razem ciepłym głosem. Oboje wysiedli z samochodu. An- To co, herbata? R- Może być. Pomóc Ci? An- Jak chcesz. Poszli do kuchni. Zrobili herbatę i usiedli przy stole. R- Nie chcę, żeby przez wczorajszy wieczór coś się między nami zepsuło. An- Ja też... R- Skoro nie chcesz... An- Rafał, proszę. R- Możemy niczego nie zmieniać. Zawsze będziesz moją najlepszą przyjaciółką. An- A Ty moim najlepszym przyjacielem. I tak będzie najlepiej. Resztę dnia Rafał spędził u Ani. Wszystko wróciło do normy. Siedzieli razem na kanapie jedząc popcorn i oglądając jakiś film. Śmiali się przy tym i bawili się świetnie. Urządzili sobie nawet bitwę na poduszki. Nie wiadomo jak w pewnym momencie twarz Rafała znalazła się przy samej twarzy Ani. Patrzyli sobie w oczy. Cała ich wcześniejsza rozmowa została przykryta obecną chwilą. Rafał zbliżał się do Ani coraz bardziej. W końcu zaczął ją całować. Tego dnia już się nie opierała. Nie umiała. Nie chciała krzywdzić Oli, ale to wszystko było silniejsze od niej. Całowali się z coraz większą żarliwością i namiętnością. Nic się dla nich nie liczyło. W pewnej chwili Rafał delikatnie położył Anię na sofie tak, że znalazł się nad nią. Równie delikatnie zaczął podnosić do góry jej T- Shirt i w końcu zdjął go. Ania wiedziała, że marzą o tym samym. Nie zdawali albo raczej nie chcieli zdawać sobie z niczego sprawy. Ważna była tylko ta chwila... Nie przestając się całować pozbywali się dalej części garderoby. W pokoju grał tylko cichutko telewizor, w którym leciała jakaś muzyka i paliła się jedna, niemal niewidoczna lampka...

Kochankowie... teraz tak mogli siebie nazywać. Leżeli wtuleni w siebie na wąskiej sofie, przykryci cienkim kilimem, pogrążeni we śnie. W ciemnym pokoju żadne z nich nie zdawało sobie sprawy z tego, co się stało. Aż nadszedł ranek...

Pierwsza obudziła się ona. Leżała objęta jego ciepłym ramieniem. Kochała go- tego była pewna. Ale czuła, że skrzywdziła dwie osoby, które kochały go nie mniej niż ona... Patrzyła się w sufit. Po jej poliku spłynęła niekontrolowana łza... Po chwili obudził się też on. Spojrzał na nią. Widział, że nie śpi. Zauważył łzę. R- Żałujesz?- zapytał. Nie uzyskał odpowiedzi. R- Aniu... Spojrzała w jego szaroniebieskie oczy. An- Wiesz jak bardzo ich skrzywdziliśmy...? R- Kogo? An- Olę i Krzysia. R- Ola to przeszłość. A Krzyś nic do tego nie ma... An- Rafał... nie możemy... R- Kocham Cię. An- Już 10. Powinieneś chyba jechać... R- Tak. Wstał. Ubrał się. Ona leżała dalej. Myślała o tym, co się stało... R- Aniu... wierz mi, jak wrócę od razu idę do sądu An- Nie rób tego. Przemyśl sobie wszystko. Naprawisz to. Rafał wziął torbę i wyszedł. Ania wstała, wzięła prysznic, zjadła śniadanie i zaczęła oglądać telewizję. Jeżeli można było to nazwać oglądaniem... Jej głowę cały czas zaprzątały wspomnienia tej nocy... pamiętała wszystko dokładnie.

Następny wtorek, 7:50, Komenda Rafał wszedł do biura, w którym siedziała już Ania. R- Miło Cię tutaj znowu widzieć. An- Hej. Jak szkolenie? R- Nawet, nawet. Ale jak zwykle nudno. An- Aha. R- Aniu... An- Tak? R- Byłem wczoraj w sądzie. Rozprawa za miesiąc. Ania spojrzała na niego. Wcale się nie cieszyła. Nie przywykła do krzywdzenia innych. Po chwili ponownie opuściła wzrok na akta. R- Nie cieszysz się? An- Z czego? R- Aniu... An- Co z Krzysiem? R- Nic się nie zmieni. Przecież to mój syn. W tym momencie wszedł Tomek. T- Jak miło Was widzieć. Oto akta. Komisarze nie odezwali się. Rafał dalej stał, patrząc na Anię. T- A Wam co się stało? R- Nic. T- Ok. To powodzenia w wypełnianiu. Wyszedł. komisarze zabrali się za uzupełnianie i przez resztę dnia nie odzywali się do siebie. Pod koniec pracy Ania trochę źle się poczuła, miejsce po kuli jeszcze trochę bolało więc zwolniła się wcześniej i wyszła tak, że Rafał nie zauważył. Dopiero szef poinformował go, że przez dwie godziny musi popracować sam. Nie dzwonił do niej. Wiedział, że nie chce rozmawiać. 20:00, mieszkanie Oli i Rafała O- Fajnie, że już jesteś. R- Musimy pogadać. O- Co się stało? R- Proszę- powiedział dając jej do ręki kartkę. Ola przeczytała to, co było na niej napisane. O- Co?? Nie Rafał, nie wierzę... to jakiś koszmar... dlaczego? R- Już od jakiegoś czasu nam się nie układa. Wiesz o tym... O- Posprzeczaliśmy się, ale... R- Za dużo tych sprzeczek, za dużo... twojej kontroli. Ty masz plan na każdy dzień. Ja tak nie umiem żyć. O- Przecież możemy to zmienić. R- Nie Ola. Już za późno. Po tych słowach wyszedł. Pojechał do Ani. Na początku chciał do Sebastiana- ich kolegi z wydziału, ale czuł, że musi powiedzieć Ani o wszystkim. 20:30, mieszkanie Ani Zadzwonił domofon An- Tak? R- Mogę? An- Wejdź. Odblokowała drzwi. R- Co się stało, że wyszłaś…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%