Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 17 min czytania

Ta jedyna - cz.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Panowie, rozpoczynamy posiedzenie. Książę przeszedł wzdłuż radioaktywnego stołu. Jego bystre szarogranatowe oczy spoglądały na zgromadzonych, zajmujących swoje miejsca. Był młodym, przystojnym (jak na xeypaxańskie gusta) i inteligentnym Xeypaxańczykiem. I wolnym, a to było niedopuszczalne dla kogoś o jego pozycji społecznej. - Skoro przyszło mi się ogruchotać pragnę, aby moja ogrucha nie była tutejsza. Po zebranych przeszedł szmer zdumienia. Książę dał chwilę, aby ochłonęli, po czym podjął na nowo: - Ponieważ Xeypax jest niewielką planetą (24 w rankingu pod względem wielkości), narażoną na konflikty z większymi od siebie – dlatego, powiedzmy sobie szczerze, nie jest atrakcyjny dla potencjalnych turystów – uważam, iż należałoby urozmaicić naszą politykę. Poprzez ogruchotanie z mieszkanką innej planety nawiązalibyśmy przyjazne stosunki z jej ojczyzną. Czy ktoś jest xvapryxv? Naturalnie, ktoś był. Jednak po szybkim i bezbolesnym przetłumaczeniu mu wszelkich płynących korzyści z decyzji władcy wszyscy jednogłośnie byli za. - Przejrzałem spis planet i poszczególnych galaktyk, poczytałem o każdej z nich i zdecydowałem, że poszukiwania zostaną przeprowadzone na Ziemi… Ręka Hryanelli Vxyzabc uniosła się do góry, a jej właścicielka z wdzięcznym uśmiechem zapytała: - A gdzie jest Ziemia, Wielki Xargocie ? Książę spojrzał na nią intensywnie, aż się zaczerwieniła. - Właśnie chciałem do tego przejść. Oddaję głos profesorowi Hygloppowi Zxviccersowlowi, specjaliście ds. Obcych Kultur, Zidentyfikowanych i Niezydentyfikowanych Galaktych I Ich Mieszkańców. Profesor wstał i rozpoczął wykład: - Ziemia znajduje się w Układzie Słonecznym, o 150698733,33 lat świetlnych od Xeypaxu. Jest trzecia od Słońca i zdecydowanie przewyższa nas rozmiarami. Ich mieszkańcy są podobni do nas, aczkolwiek różnią się m.in. kolorem powłoki. W przeciwieństwie do naszej, pięknej, gładkiej i bladobłękitnej mają dość dziwne barwy. Rozróżniamy trzy rasy: białą – przedstawiciele są bardzo jasni i liczni, negroidalną – Murzyni, bardzo ciemni, mówi się, że czarni i mongoloidalną – żółci o skośnych oczach. Do tego dochodzą Mulaci – mikstura białej i czarnej, Metysi – mieszanka białych i czerwonych (tzw. Indian). Dokładniejszą charakterystykę mają panowie w informatorach – profesor rozdał książeczki w radioaktywnych okładkach – Jak widać na stronie XVII rozróżniamy kobietę i mężczyznę. - Ojej, a co oni mają na deklach ?! – zakrzyknęła Hryanella. - To tak zwane włosy. Mogą być proste, kręcone, falowane. Występują też osobniki pozbawione tegoż elementu ciała. - Cóż to jest w porównaniu z naszymi stronkami! – mruknęła pod kluckiem. - Są niebezpieczni, ponieważ mają dziwne odruchy fizjologiczne…eee…tzn. warunkowe i bezwarunkowe, przepraszam. Bywają sympatyczni, mili, gościnni, złośliwi, jadowici, mściwi, brutalni, gniewni, niezrównoważeni i skłonni do depresji. Wszystkie te stany mogą mieć miejsce w ciągu jednego dnia! Dziękuję. Profesor usiadł, pozostawiając zebranych w rozterce uczuciowej. - Skoro już wszystko wiemy, kogoś z was czeka misja specjalna. Wszyscy skulili się nieco w oczekiwaniu na wyrok. Książę podszedł do platynowej klatki ze srebrno-fioletowo-marmurkową miniaturką flaminga , wyjął ptaka, po czym strzepnął go z ręki. Zwierzak zakrakał gardłowo i odleciał w stronę radioaktywnego drzewka o podwójnych gałęziach. Każda z nich zawierała po jednym liściu (ich ilość odpowiadała liczbie uczestników posiedzenia). Władca podszedł do konara, na którym przysiadł mini-flaming, uśmiechnął się i odczytał nazwiska: - Ugserawij Mixvyargot i Quar Bredsixey. Jak miło, że akurat was wybrał Flovarx. Wiem, że macie doświadczenie. - Eeeee – skomentował Quar. Przed oczami miał ich ostatnią podróż na jedną z sąsiednich planet, w celach politycznych. O jej wynikach wolał nie pamiętać. - To zaszczyt – pośpieszył z powątpiewaniem Ugserawij. Książę uśmiechnął się. - Skoro już wszyscy wiedzą o co chodzi uważam posiedzenie za zamknięte. Dziękuję panom. Dał znak do odejścia. Wszyscy wstali i skierowali kroki ku drzwiom. Ugserawij i Quar też. W chwili, gdy przekraczali próg (byli jednymi z pierwszych) usłyszeli głos księcia: - A wy dokąd? Zrezygnowani zawrócili. - Kobieta, której będziecie szukać ma być, według tamtejszych kryteriów, ładna, młoda i o miłym usposobieniu. Powinna mieć charakter i… lepiej, żeby nie miała ogrucha, choć to nie przeszkadza. On chyba będzie rozumiał, jaki zaszczyt spotkał jego ogruchę i nie będzie kłopotliwy. Ministrowie szybko notowali z nieszczęśliwymi minami, które starali się ukryć. - Wasza misja rozpocznie się inmaizx . Powodzenia. - Ile mamy czasu? – zapytał Quar. - Tyle, ile wam potrzeba. – odparł z nieprzeniknionym uśmiechem władca. - Czyli jakiś xvzzyir … - pomyślał Ugserawij. Książę spojrzał na niego. - Masz całkowitą rację – jego ironiczny uśmiech zmroził wysłanników. .

- Wszystko mamy? -Wszystko, nawet to, co i tak nam się nie przyda, Quar. - Nigdy nic nie wiadomo. Zaczynam odliczanie: 10, 9, 8 … - Poczekaj! Nie pożegnałem się z moimi gigantopretvami ! - Myślę, że nie pogniewają się na ciebie za tę nieuprzejmość. 7, 6, 5… - O rany… - 4, 3… - Mixawiorro !!! - 2, 1… BUUMMM!!! (po ok. 5 minutach czasu ziemskiego) BAAACHCHCH!!! - AU! - Ugsi, jesteś cały? - Technicznie tak. Choć trzymasz swój ekwipunek na moim siódmym palcu. A ty? - Ups, przepraszam. Zdaje się, że też. Wstali i rozejrzeli się dookoła. - Niezaciekawie na tej Ziemi. Wszędzie tylko glina, glina i glina… - Quar, to nie glina, tylko woda. Jesteśmy nad jeziorem. Bifavryk! Mały komputerek pojawił się nad ich głowami. Ugserawij zabulgotał coś po xeypaxańsku i monitorek powiększył się. Rozległ się głos: - Witam na Ziemi. W czym mogę pomóc? - Informacje o aktualnych danych na temat miejsca, w którym jesteśmy zachowaniu tutejszych Ziemian i mapa. - W porządku. Jesteście w Afryce, określanej jako „stary świat” lub „czarny kontynent”. Kontynent jest to określenie podziału lądu ziemskiego. Określenie to wzięło nazwę od… - Wystarczy. Gdzie dokładnie jesteśmy? - Chciałem być tylko szczegółowy – zauważył urażonym głosem komputer – Wasze państwo nazywa się Republika Południowej Afryki, w skrócie RPA, mieście ( i zarazem stolicy) Pretoria. - Świetnie. Proszę dalej. - Mieszkańcy mają czarną barwę skóry. Niezbyt cywilizowani. Mogą być niebezpieczni, jeśli zrobicie coś nie tak. - To znaczy? - No… na przykład zniszczycie ich ceremonialne naczynie albo znieważycie boga. - Acha. Coś jeszcze masz nam do powiedzenia? - Mogę wam dać dobrą radę? Ugserawij westchnął z rezygnacją. - I tak nas to nie ominie… - Przeinaczcie się w ludzi i starajcie się zachowywać jak oni. - Bardzo pouczające. Sam bym na to nie wpadł! Komputer wypuścił cztery radioaktywne pnącza ( po dwa dla każdego), które przyssały się do ich głów i torsów. Dwa pnącza (te na klatce piersiowej) były odpowiedzialne za upodobnienie do rodzaju ludzkiego, a pozostałe za wiedzę o ludziach i przyswojenie ich zwyczajów. Trwało to ok. dwóch minut. Po tym czasie Quar przeobraził się w przystojnego bruneta o fiołkowych oczach, a Ugserawij w blondyna o hebanowych źrenicach. - Doskonale. Teraz pozostała jeszcze kwestia imion. Oto lista niektórych z męskich - spis przedstawiał kilkaset nazw własnych – losujcie. Macie dwie szanse. Ugserawij jako pierwszy powiedział ygzeix. Lista zamigotała, niebieski pasek przesuwał się błyskawicznie, aż wreszcie zatrzymał się. - Cecyl – zaskrzeczał komputer, jakby dusił się ze śmiechu – jak ci się podoba, Ugsi? - Jeszcze raz – warknął. Tym razem wypadło „ Dżeser”. - Imię jednego z egipskich władców? Niech będzie. - Musi – zauważył komputer. Quar wznósł swe fiołkowe oczy ku błękitowi nieba, westchnął, po czym rzucił hasło. Pasek zatrzymał się na imieniu „Elvis”. - Podoba mi się – zamyślił się – ale spróbuję jeszcze raz, tak z ciekawości. - Dzirżyterg, słowiańskie – rzekł monitor z nieukrywanym rozbawieniem. - Wolę Elvis – powiedział szybko dotychczasowy Quar. - No, teraz macie już wszystko. Życzę powodzenia! - Nie dziękujemy – odparł z promiennym uśmiechem Dżeser.

Świat mienił się złocistymi blaskami słońca. Wokół widzieli sawannę, minęli stadko antylop, przeszli nad drzemiącym lwem. Żadne ze zwierząt ich niezauważyło – jeszcze nie nabrali ziemskiej aury. Pojedyncze chmury leniwie płynęły po

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ta jedyna - cz.1 — czytnik · opowiadania