Fantastyka · 20 min czytania
Ta jedyna - cz.2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
IIIIiiiiii… BAACHCH! - Bifavryk, mogłeś być trochę delikatniejszy! - Przepraszam, zapomniałem, że ziemia jest twarda. Rozejrzeli się wokół. Znajdowali się w samym środku miasta. Piękne budowle i widok na ocean. Ludzie mijali ich wesoło rozmawiając w nieznanym przybyszom języku. W pobliżu był targ. Ruszyli w tamtą stronę. Jednak nagle Ugserawij zatrzymał się. - Bifavryk! - Słucham? - Przecież my nie mamy pieniędzy! Komputer przez chwilę milczał. - A! Faktycznie! – rozległo się krótkie ”bip” – Już je macie. - Dzięki – powiedział uspokojony Dżeser. Zanurzyli się w fali tłoku między straganami. Oglądali śliczne i oryginalne wyroby, słuchali zachęt sprzedawców (które rozpoznawali intuicyjnie) i obserwowali Ziemianki. - Ora! Kastarea e? Kierakup imiej! – Właściciel jednego ze stoisk nagle stanął tuż przy Ugserawiju z wiklinowym koszem w jednej ręce, klatką z papugą w drugiej i zarzuconym na ramię jakimś materiałem. - Eeee, nniee… dziękuję… - próbował się wymknąć Dżeser. - Ora, ora! – sprzedawca wymachiwał mu przed nosem klatką. Nieszczęsny Xeypaxańczyk rozumiejąc, że się nie wybroni, wyjął z kieszeni trochę banknotów i podał je Australijczykowi, który szybko postawił kosz na ziemi i zrobił wielkie oczy. Popatrzył na Dżesera i wyciągnął rękę po jeszcze. - Ora! Kierakup imiej esa! – pokazywał mu materiał, jednocześnie podając klatkę z niezwykle skrzekliwą papugą. - Nie, już wystarczy – Powiedział stanowczo zniecierpliwiony Ugserawij. Sprzedawca nagle jednak zamilkł, spojrzał pod nogi, gdzie miał stać kosz, złapał się za głowę, gdy go tam nie zobaczył i wskazując gdzieś w tłum zaczął krzyczeć: - Omamamia! Omamamia! Osza! Swineli kosza!!! Elvis i Dżeser, korzystając z zaistniałej sytuacji wmieszali się w tłuszczę. Odeszli w bardziej ustronne miejsce i usiedli na murku. Klatkę z papugą postawili na ziemi. Przez chwilę przyglądali się kolorowemu ptakowi, który w milczeniu kiwał się na drążku. - I co z nią zrobimy? – zapytał Quar. - A bo ja wiem… Kupiłem ją na odczepnego… - Oczepnego, oczepnego! – zaskrzeczała papuga i znów zamilkła niewinnie patrząc na nowych właścicieli, którzy w zdziwieniu spojrzeli na siebie. - Ona gada, czy mi się zdaje? - Nie zdaje ci się… Bifavryk!!! - Słucham? - Co to jest?! - Jak to co? Papuga ara… młodziutka… i w dodatku to ona. - Ona? - Noo… Samiczka… - Acha. Jak to możliwe, że ona mówi? - Papugi są zdolne, podobnie jak gwarki (takie czarne małe ptaszki) – na monitorze ukazała się fotografia – co chcecie wiedzieć? - Cóż… Już wiemy co to za stwór… - Nazwijcie ją jakoś, na przykład Goldi. - Czemu nie? Niech będzie. Dziękujemy ci. Komputer zniknął. Rozglądali się za kobietami. - Ugsi, a tamta? - Nieee… Prędzej ta! - Hmmm - Sam już nie wiem… Wtem padł na nich jakiś cień, który pochylił się nad klatką. Spojrzeli i zoboczyli blondynkę przemawiającą coś łagodnie do Goldi. Po chwili dziewczyna uniosła wzrok na właścicieli papugi natrafiła na ich olśnione oczy. Uśmiechnęła się (nieco szerzej do Quara, gdy zobaczyła kolor jego oczu) i już chciała odejść, kiedy Elvis złapał ją za rękę. Popatrzyła na niego zaskoczona. - Jestem Quar, a ty? Ugserawij syknął cicho słysząc tą omyłkę, ale o dziwo dziewczyna uśmiechnęła się ponownie i powiedziała: - Do you speak english? - Eeee – odpowiedział „Elvis”. - No… Deutch? Znów to samo. - Maybe français? Italiano? Ruski? Polski? Japonese? Strapiona niemożliwością porozumienia pokręciła przepraszająco głową i odeszła. Quar spojrzał na towarzysza. - Bifavryk! - Tak? - Co zrobić, żeby się porozumieć z Ziemianami? - Musicie poznać jeden z ich licznych języków. Proponuję angielski, bo jest najbardziej powszechny i popularny. Dwa pnącza przyssały się do głów Xeypaxańczyków. Proces trwał niecałe dwadzieścia sekund. - To wam na pewno ułatwi zadanie. - W porządku. Thanks. Ogarnęli wzrokiem okolicę. Uruchomili program (który wzięli ze sobą na wypadek braku cierpliwości lub czasu), polegający na błyskawicznym „przesiewaniu” miejsca o zasięgu wielu setek kilometrów. Wywnioskowali dzięki niemu, że jednak nie tutaj znajdą odpowiednią kandydatkę na ogruchę ich władcy i przenieśli się w sam środek Azji. Zanim jednak wyruszyli na zwiad, zaczerpnęli wiadomości od Bifavryka. - Znajdujemy się w Baku, stolicy Azerbejdżanu,. Mimo że ten kraj jest nieduży (86tys.km), leży jednak w 9 strefach klimatycznych - w tym podzwrotnikowej na płd-wsch, gdzie rosną mandarynki, cytryny, pomarańcze, fejhoa, herbata itd... Bardzo piękne są tu góry - przede wszystkim masyw Wielkiego Kaukazu. Niepowtarzalny jest kaukaski folklor. Jest to jedyne państwo na świecie, w którym zetknęły się trzy wielkie kultury: chrześcijaństwo, islam i zoroastryzm wzajemnie się przenikając. Mimo że większość mieszkańców to muzułmanie, jest to absolutnie najbardziej tolerancyjny kraj w świecie islamu. Położony jest we wschodniej części Zakaukazia. Graniczy z: Rosją, Gruzją, Armenią, Turcją i Iranem. Od wschodu oblewają go wody Morza Kaspijskiego. Azerbejdżanie są narodem wyjątkowo gościnnym /gość jest tu rzeczą świętą/ i bardzo tolerancyjnym dla różnych kultur i religii. Językiem urzędowym jest azerbejdżański, ale bez rosyjskiego ani rusz. Musicie się go nauczyć. Mimo, że większość ludności Azerbejdżanu to muzułmanie, jest to absolutnie najbardziej liberalny kraj w świecie islamu. Latem na plażach pełno jest kąpiących się obu płci, obserwacja bakińskich dziewcząt na deptakach, bulwarach i dyskotekach przyprawia wielu turystów o palpitacje serca. Azerbejdżan jest krajem absolutnie bezpiecznym - nigdy nie było tu przypadku uprowadzania cudzoziemców i trzymania ich jako zakładników, co stało się niestety niemal narodowym sportem Czeczeńców. Baku jest miastem o wiele bezpieczniejszym od Warszawy (którą może poznacie przy okazji wizyty w Europie), pod czym mogę się podpisać. - Świetnie. Dziękujemy ci, Bifavryku. Obejrzeli miasto. Wynajęli pokój w hotelu i zostawili tam Goldi. Poszli na plażę. Było bardzo gorąco, na co nie byli przygotowani. Zobaczyli grupkę bakińskich dziewcząt grających w piłkę. Zatrzymali się w pobliżu i przyglądali im się. - Całkiem ładne, nie? – zauważył Quar. - Czy ja wiem? Nagle Azerbejdżanki spojrzały w ich stronę i przerwały grę. Skupiły się w małą grupkę i szepcząc coś do siebie zaczęły chichotać. Po chwili podbiegły z wdziękiem do przybyszów i powiedziały coś po rosyjsku. - Eeee… Do you speak english? – zapytał Elvis. Dziewczyny spojrzały na siebie porozumiewawczo. - Yes, we do – odpowiedziała jedna z nich, o włosach czarnych i długich do bioder z kwiatem lilii włożonym za ucho. Towarzysze uśmiechnęli się promiennie. - Do you want to play with us? – zapytała inna (z kręconymi włosami). - Yes! – zawołali jednocześnie. Dziewczyny ze śmiechem pociągnęły ich za sobą. Zaczęli grać. Azerbejdżanki nie szczędziły ich. Było im gorąco, więc pomogły im ściągnąć koszule. Coś im podpowiadało, że muszą zmienić strój. Przeprosili je na chwilę i ukryli się za budką z lodami. - Bifavryk! - Tak? O, już wiem co powiecie. - No to na co czekasz? Dwa pnącza zmieniły ich strój w jakieś pięć sekund. Wyglądali jak Hawajczycy. - Udanej zabawy! Wrócili do dziewczyn. Dopiero teraz Quar zauważył, że jedna z nich siedzi nieopodal i przypomniał sobie, że nie grała z nimi. Wznowili grę. Elvis obserwował ją kątem oka, po czym widząc, że nadal nie ma zamiaru się przyłączyć złapał lecącą do niego piłkę, odwrócił się do dziewczyny i gestem podpatrzonym wcześniej zaprosił ją do zabawy. Jej koleżanki jęknęły z wrażenia. Dziewczyna miała delikatną urodę i duże oczy, niespotykane w tym kraju. Spojrzała na niego smutno i kręcąc głową, oparła podbrudek na podgiętych kolanach. Azerbejdżanka podbiegła do niego i wyjaśniła, że ona nie może, bo jest zaręczona i chociaż go nie kocha musi podporządkować się woli narzeczonego. - To znaczy, że on zabronił jej cieszyć się życiem? – podsumował z oburzeniem Elvis – czy on tu jest? - Nie, ale może się w każdej chwili zjawić. - Też coś – mruknął z dezaprobatą Dżeser. Quar przykucnął przy smutnej dziewczynie i powiedział: - Kochasz go? Dziewczyna spojrzała na niego, jakby zobaczyła kosmitę (Quar, przestraszył się, że może traci ziemski wygląd, ale nic takiego nie miało miejsca). - Nie, choć muszę mówić, że tak. Jest strasznie głupi i zaborczy. Może by mnie to tak nie raziło, gdyby był chociaż w połowie tak przystojny jak ty czy twój kolega… Och! Jaka jestem nieszczęśliwa! Zaczęła płakać. Quar, zakłopotany, nie wiedział, co powiedzieć. Wreszcie rzekł: - A musisz mu być tak sztywno posłuszna? - Noo… raczej tak. Jest bogaty i mój ojciec go lubi. Są siebie warci! Tak samo chytrzy i niewyrozumiali! Quar obejrzał się na współczujące miny dziewczyn i zafrasowaną Ugserawija. - Skoro go nie kochasz ani nawet nie lubisz, to dlaczego go nie rzucisz? Przecież to nie twój ojciec za niego wyjdzie tylko ty! I tylko ty będziesz znosić jego humory i w ogóle jego obecność przez całe życie! - Przez całe nieee… - mruknęła dziewczyna stojąca obok Dżesera, a widząc jego spojrzenie dodała z łobuzerskim błyskiem w oku – ma się swoje sposoby. Nieszcześliwa narzeczona pokiwała z aprobatą głową i przyznała mu rację. - No to na co czekasz? Zmień to! - Ale jak? - Zacznij od tego, że z nami zagrasz – powiedział Elvis z uśmiechem. Dziewczyna odwzajemniła go i podając rękę właścicielowi fiołkowych oczu, przyłączyła się do zabawy. Gdy znudziło im się grać, poszli zjeść lody, a następnie do posiadłości Azerbejdżanki z lilią we włosach (Doriny). Jej olbrzymi dom był zbudowany z białego marmuru, otoczony ogrodowymi palmami, których korony obfitowały w kokosy, ledwo trzymające się na drzewach. Za budynkiem znajdował się basen w kształcie słonia (trąba była zjeżdżalnią, a ucho małą wysepką, na której można było odpocząć). Obok niego utworzono dwa małe baseniki z hydromasażem i solami. Nieopodal był budyneczek z sauną, łaźnią i masażystą i masażystką. Podczas, gdy Dżeser rozluźniał swe…