Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

tabletka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jestem genetycznie obciążony przez moich zachwianych uczuciowo i emocjonalnie rodziców. Wszyscy łykamy jedną tabletkę o tym gorzkim smaku. Psychostymulująca, a do tego silnie uzależniająca. Po tej terapii nikomu z nas nie chce się jeść. W lodówce mamy wodę mineralną i ser, a w chlebaku kilka kawałków czerstwego pieczywa. Dzięki temu ni wymiotujemy samą żółcią. Najczęściej leżymy wszyscy razem w łóżku oglądając brazylijskie seriale, wsłuchując się w odgłosy naszych żołądków. W momencie, kiedy Consulela mówi Juanowi, że go zdradzała czuje w ustach słodki smak krwi. Nie przejmuje się tym prawie tak samo jak nie przejmuje się utratą włosów, które wypadły mi gdzieś po drodze na tą purpurową, dziurawą kanapę. Chciałbym przełączyć na mecz, ale nie mam siły podnieść ręki i sięgnąć po pilot. Chcę coś powiedzieć, ale nie daję rady. Mój język staje się skołowaciały i sztywny, a z ust lecą potoki krwawej śliny. Mimo wszystko nie mam zamiaru się poddawać i załamywać, depresje to specjalność mojej matki, której wypadł ostatnio jeden z przednich zębów. Sięgam po tabletkę i zagryzam ją kawałkiem starego chleba. Zostały już tylko dwie kromki w chlebaku. Nie wiem, kto z nas będzie musiał iść do sklepu. Znowu wracam na łóżko staram się, żeby moje kości nie strzelały, kiedy układam swoje ciało na tym niezbyt miękkim materacu obok mojego ojca, po którego skroni spływa stróżka krwi. Najprawdopodobniej nie żyje. Spodziewałem się kiedyś obudzić i ujrzeć taki widok, ale mimo wszystko obrzydza mnie on i odrzuca. Wyciągam zdrętwiałą rękę w stronę jego chudego przegubu chcąc wyczuć puls. Oczywiście, nie wyczuwam nic. Mamy trupa w łóżku – chcę zakrzyknąć do mojej bezzębnej matki, która leży w poprzek marnując cenną energię na chrapanie najgłośniejsze, jakie w życiu słyszałem. Na szklanym ekranie ktoś zdobywa gola dla niebieskiej drużyn. W prawdzie ta drużyna posiada stroje bordowe, ale ja jestem daltonistą. Trudno nim nie być. Nadmiar emocji kumuluje się we mnie ogromnymi pokładami, które tak jak kurz na naszej podłodze zalegają we mnie i nie mają zamiaru odpuścić mi w tej nierównej walce. Spadam z łóżka. Topie się w oleistych, ciemnych toniach. Duszę się w ich smaku, zapachu i tej nieciekawej konsystencji. Marzę, by się z niej wydostać. Pierwszy raz od wielu chwil marzę, by już bordowe, czy niebieskie koszulki przestały zdobywać gole. To mnie męczy, nie wywołuje żadnych pozytywnych emocji. Chcę od tego uciec, ocalić swoją skórę, nie pokazywać się nigdy więcej na tej zielonej trawie. Chciałbym mieć te getry i korki, ale nie widzę sensu bycia w tej drużynie, skoro ona jest daleko. Widzę ją. Marika. Na tej zielonej trawie w delikatnej, czerwonej sukience. Wygląda jak wróżka z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
tabletka — czytnik · opowiadania