Rodzina · 9 min czytania
Tabula rasa część I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Tabula rasa” Padało. Tomas idąc z wolna pustą jeszcze ulicą dużo tego dnia rozmyślał. Było wcześnie, a już miał wrażenie jak jego szare komórki sinieją od natłoku myśli. Przynajmniej one nie zbieleją –pomyślał. I w tym samym momencie zakuło go serce. Było to uczucie podobne do tego, które się doświadcza po usłyszeniu gorzkiej bądź smutnej prawdy. Tak też niestety było i w jego przypadku. Różnica była jednak taka, że gorzka prawda zasłyszana wcześniej tego ranka, dała w głowie Tomasa po prostu wyraźne przypomnienie swojego jestestwa. Tomas był wstrząśnięty słysząc co mu dolega. Miał białaczkę. Lekarz oznajmiający mu gorzką prawdę niestety nie był na tyle uprzejmy, by po usłyszeniu owych słów, Tomas mógł sobie pozwolić na przywilej doznania szoku. Znachor wypowiedział te słowa równie beznamiętnie i rzeczowo co sprzedawczyni kiosku tytoniowego oznajmiająca po raz enty że nie sprzedają papierosów na sztuki. Oczywiście słowa które wypluł były naszprycowane rozmaitymi detalami, których zrozumienie, jak uważał lekarz, było kluczowe dla dalszego leczenie (bądź podjęcia jego próby). - Cierpi Pan, Panie Blanc na ostrą białaczkę szpikową, czyli acute myelogenous leukemia, w skrócie AML – przedstawił rzeczowo lekarz, nie szczędząc okazji do pochwalenia się znajomością łaciny. Po słowach tych następuje naturalny… WRÓĆ!... Po słowach tych POWINIEN nastąpić naturalny moment doznania szoku. Poprawił się w myślach Tomas. Jednak moment ten w jego przypadku nie nastąpił. Przynajmniej nie w owej chwili. - Charakteryzuje się ona zaburzeniem proliferacji i dojrzewania komórek z nagromadzeniem form niedojrzałych w szpiku… - dalszej części wykładu Tomas nie zarejestrował. Nie chciał by jego szaraki siniały z byle powodu. Kiedy miał już popadać w zadumę doktor gwałtownym ruchem odchylił się w fotelu , złączył opuszki palców obu rąk i wygodnie się usadowił. Po upewnieniu się że jest mu dostatecznie wygodnie, zaczął drugą część swojego dumnego monologu. - Ale nie będę Pana tu zanudzał szczegółami (oczywiście że nie ,już Pan doktor to zrobił, no ale cóż Harvard z pewnością jest z Pana dumny).- Domyślam się że musi to być dla Pana wielki cios. (o proszę, znalazł się tak poszukiwany czynnik ludzki). - Jednak musimy skupić się na leczeniu. Naszym głównym celem jest znalezienie dawcy szpiku kostnego, jednak zanim to zrobimy musimy zlikwidować możliwie jak najwięcej komórek nowotworowych. W tym celu konieczne jest intensywne leczenie cytostatykami, aż do osiągnięcia remisji. W AML istotnym punktem jest… - Tomas już go nie słuchał. Wiedział, że samo zrozumienie monologu harvardzkiego pomiotu nie sprawi że wyzdrowieje. - Panie doktorze? - Tak? – spytał zdezorientowany znachor. - Kiedy mogę zacząć leczenie. - Myślę że pierwsze kroki powinniśmy podjąć już w przyszłym tygodniu. - Rozumiem. Coś jeszcze WAŻNEGO ma Pan mi do przekazania? - Nie – burknął lekarz wyraźnie oburzony faktem, że nie wszystkie jego słowa wydały się Tomasowi równie ważne. – Proszę to okazać Pani w recepcji. Zostanie Pan umówiony na samym początku przyszłego tygodnia – lekarz podał Tomasowi niezgranie wypisaną karteczkę, przy czym „niezgrabnie” było delikatnym określeniem. Powszechnie wiadomym jest że lekarze Pisza niewyraźnie, jednak rozszyfrowanie pisma urażonego lekarza, jak się później okazało, było nie lada wyzwaniem nawet dla recepcjonistki. Po wręczeniu karteczki Tomasowi, lekarz gwałtownie wstał, co było ewidentnym zaproszeniem pacjenta do wyjścia. Zaczynało padać coraz mocniej. Tomasa ulubiona, biała bluza z kapturem chłonęła deszczówkę jak gąbka. Przylegająca do jego ciała bawełna była zimna i na pewno zwiastowała kolejne zapalenie oskrzeli a może nawet płuc. Jednak Tomas nie przejmował się tym specjalnie. W ciągu ostatnich dwóch lat chorował na zapalenia wszelkich narządów układu oddechowego nad wyraz często. Z tego powodu bywał niejednokrotnie uraczany przez matkę teatrem jednego widza. W teatrze tym on był widzem, a matka aktorem, a konkretniej mówiąc Konradem z powieści Mickiewicza wygłaszającym błagalny monolog niczym Wielką Improwizację w jego stronę na temat konieczności ciepłego ubierania się. Wiedząc to co wie teraz, poczuł swoistą