Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 1 godz. 7 min czytania

TAJEMNICA KOMNATY BURSZTYNOWEJ

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

TAJEMNICA KOMNATY BURSZTYNOWEJ

Anna Waczko - Budzowska [e-mail]

POLSKA U KRESU DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ. WOJSKA NIEMIECKIE PRZYGOTOWUJĄ SIĘ DO UCIECZKI. SC. 1. PLENER. ŚRODEK LASU. PRZED DREWNIANĄ WILLĄ. DZIEŃ. W górzystej miejscowości kilku Niemców ładuje ekwipunek na wojskowy samochód. W tle słychać przelatujące samoloty. Wszyscy wojskowi biegają w pośpiechu. SC. 2. WNĘTRZE. SCHRON. DZIEŃ. Kilku polskich więźniów „tłoczy się” w niewielkim schronie. Większość z nich jest już w zaawansowanym wieku. SIWY skrobie w pośpiechu na kawałku papieru jakieś symbole. Reszta patrzy po sobie z niepokojem. Mężczyzna kończy pisanie i ze zdeterminowanym wyrazem twarzy spogląda na pozostałych. Wszyscy mu przytakują. Ktoś wyciąga w kierunku Siwego butelkę. Siwy wrzuca tam list wraz z rozdrobnionym na małe kawałeczki bursztynem. Przekazuje butelkę najmłodszemu z więźniów. Ten z wahaniem przyjmuje tajemniczy przedmiot. MŁODY Panie Profesorze to wyrok śmierci. SIWY Posłuchaj mnie uważnie. Wiesz dobrze, że dla nas to koniec. Więcej okazji nie będzie. Mój brat będzie mnie szukał, musi się dowiedzieć, co tu zaszło. Stłoczeni mężczyźni spoglądają na siebie ze strachem. Z trudem opanowują, malujące się na ich twarzach grymasy przerażenia. Młody przełyka głośno ślinę, bierze trzęsącymi się rękoma butelkę i chowa ją za pasek spodni, starannie przykrywając swetrem. Niektórzy z więźniów modlą się półgłosem. Jeden ze stojących przy drzwiach – BLADY - odwraca się do reszty. BLADY Idą. Do schronu podchodzi trzech strażników. Dwóch trzyma karabiny. Otwierają w pośpiechu drzwi, słychać niemieckie – schnell!- Wykrzykiwane przez jednego z Niemców. SC. 3. PL. PRZED SCHRONEM. DZIEŃ. Otwierają się drzwi. Więźniowie rzucają się na straż. Padają strzały. Kilku Polaków ginie, ale reszcie udaje się odebrać broń jednemu ze strażników. SIWY (krzyczy do Młodego) Biegnij! Zdezorientowany śmiercią wokół Młody zaczyna powoli ruszać w stronę lasu. Biegnąc coraz szybciej słyszy już tylko za sobą strzały niemieckiego wsparcia i ciszę. Wbiega do lasu. SC. 4. PL. LAS. DZIEŃ. Młody trzęsącymi rękoma wkłada butelkę do dziupli w drzewie. Odbiega trochę dalej i pada wyczerpany, nie mogąc złapać oddechu. Po twarzy spływają mu łzy połączone z brudem. Światło bezchmurnego nieba razi go w oczy. Podnosi się i próbuje biec dalej, za nim zza drzew wyłania się dwóch esesmanów z karabinami. Słychać ogłuszający dźwięk samolotu wojskowego. Niemcy gotowi do strzału wyciągają przed siebie karabiny. Samolot wyłania się na kilka sekund między drzewami i strzela w kierunku stojących. Mężczyźni padają „ścięci” serią z karabinu maszynowego. SC. 5. PL. W ŚRODKU LASU. PRZED DREWNIANĄ WILLĄ. DZIEŃ. Wojskowy samochód pali się przy drodze niedaleko drewnianej willi. Przed domem leżą ciała Niemieckich żołnierzy i Polaków. Nie słychać krzyków, tylko samoloty. Polski GENERAŁ podchodzi na bezpieczną odległość do palącego się samochodu. Dobiega do niego zdyszany młodszy SIERŻANT. SIERŻANT Nikt nie przeżył. Generał w zamyśleniu kiwa głową. Obserwuje z daleka palące się zwłoki niemieckich wojskowych w samochodzie. Z płomieni wystaje zaciśnięta ręka. Spomiędzy palców coś błyszczy w promieniach zachodzącego słońca. Generał podchodzi krok do samochodu. Samochód wybucha z hukiem. Generał zasłaniając twarz ręką zaciska usta. ROK 2009 SC. 6. PL. KRAKÓW UL. GRZYBOWA. PRZED INSTYTUTEM ARCHEOLOGII UNIWERSYTETU JAGIELOŃSKIEGO. DZIEŃ. Przed instytutem tłoczą się studenci. Wszyscy mają ze sobą zapakowane walizki i plecaki. Niektórzy palą papierosy. Do tłumu dobiega zdyszana Julita. W jednej ręce trzyma bagaże, a w drugiej rozłożoną mapę. Kiedy dobiega do tłumu zaczepia pierwszego z brzegu studenta ubranego na czarno, który stoi z dziewczyną także ubraną na czarno. JULITA Przepraszam? Wysoki chłopak odwraca się do Julity, na jego twarzy błyszczy z tuzin kolczyków, wpiętych w różne miejsca. Dziewczyna śmieje się zaskoczona. JULITA Yyy… Czy to budynek kulturoznawstwa? DAMIAN Ten tu to instytut archeologii kochana, ale dobrze trafiłaś. Zajęcia z kulturoznawstwa też się tu odbywają o ile zdążyłem się zorientować. Pierwszy rok starożytnych cywilizacji? JULITA Aha. Dziewczyna, która stała z Damianem uśmiecha się do Julity. Przekłada papierosa do drugiej ręki i podaje rękę Julicie. OLA Hej. Ola. A to Damian. My też na kulturoznawstwo. Miałaś nosa. Większość tu to przyszli archeolodzy. DAMIAN Czekający na swojego Guru. JULITA Guru? DAMIAN Dziewczyno, skąd ty się urwałaś? Podobno ma z nami jechać Profesor Sobczyk. Ten gość to legenda. Dziewczyna robi zagadkową minę. Drzwi instytutu otwierają się i staje w nich lekko uśmiechnięty starzejący się „Indiana Jones” z laską o okrągłym bursztynowym zakończeniu – prof. GOŁĄB. Profesor podnosi górę skórzanego kapelusza i spogląda na uczniów. PROF. GOŁĄB W imieniu władz Uniwersytetu witam wszystkich studentów pierwszego roku. Bardzo nam miło, że tak wielu z was zdecydowało się na wyjazd integracyjno szkoleniowy. Takie wspólne przedsięwzięcia zawsze pomagają później nam wykładowcom w prowadzeniu zajęć i wam studentom w gromadzeniu cennych doświadczeń. Profesor spogląda mrużąc oczy na zegarek. PROF. GOŁĄB Ok. Jedźmy, może zdążymy jeszcze coś wykopać. STUDNET Z TŁUMU A czy Pan Profesor Sobczyk jedzie z nami? PROF. GOŁĄB (z ledwo zauważalnym grymasem, po pauzie) Profesor Sobczyk dołączy do nas jutro. W tłumie pojawiają się szepty podniecenia. Julita odwraca się do Damiana i Oli. Wyciąga rękę. JULITA Aaa…, Julita. SC. 7. WN. KLIMATYZOWANY AUTOBUS. DZIEŃ. Julita patrzy na koniec autobusu, gdzie wysoki, przystojny rudzielec – TOMEK – opowiada relacje z wykopalisk w Egipcie, które ostatnio odwiedził. Wokół niego siedzi „kółko wzajemnej adoracji” - kilku studentów i studentek wpatrzonych w niego z nieukrywanym podziwem i zazdrością. TOMEK Nasza baza dostała tam kawałek ziemi, choć wcześniej nikt nie dostał pozwolenia. Francuskie pieski tylko patrzyły z zazdrością. Julita zapatrzona w tą scenę nie może oderwać wzroku od chłopaka. Za nią siedzi Damian i Ola. DAMIAN Fajny co? Julita nie wie, co powiedzieć. DAMIAN (do Julity) Ja też chętnie bym go schrupał. OLA Hm… Myślę, że mógłby Cię po nim rozboleć brzuszek. Słyszałam rozmowę dziewczyn pod instytutem. Jego tatuś jest podobno jakimś wpływowym archeologiem. Autobus rusza. Ktoś na zewnątrz go zatrzymuje. Do środka wchodzi harda blondyneczka na wysokich czerwonych obcasach – KINIA. Za nią zakłopotany niewysoki blondyn – PIANKOWY. KINIA Przepraszamy za spóźnienie. Spóźniona dwójka przechodzi w głąb autokaru. Pojazd rusza gwałtownie. Kinia ciągnie za sobą wielką torebkę. Autobus chybocze się i Kinia ląduje na podłodze. Ubawiony Piankowy i zaniepokojona Julita pomagają jej wstać. KINIA Nic mi nie jest, nic mi nie jest. To te obcasy. Dzięki. Nie mam dziś szczęścia. PIANKOWY Hehe, w takich butach nikt by nie miał. Kinia z Piankowym siadają na wolnych miejscach obok Julity. Kinia wzdycha i podaje rękę dziewczynie. KINIA Kinia. A to Wojtek. PIANKOWY (podając rękę Julicie) Cześć. Piankowy. JULITA Julita. Kulturoznawstwo pierwszy rok. KINIA To tak jak my. DAMIAN I my. Damian. OLA Ola. DAMIAN Skoro się już wszyscy znamy powiedz proszę, co cię podkusiło dziewczyno, żeby wskoczyć dziś w te buty? Kinia wzrusza ramionami niewinnie. Wszyscy się śmieją. SC. 8. PL. ŁĄKA PRZED OŚRODKIEM WYPOCZYNKOWYM. POPOŁUDNIE. Na łące, kilkudziesięciu studentów trzyma w rękach łopaty. Tomek wraz z kilkoma kolegami chodzi między nimi i wskazuje, co mają robić. TOMEK Tu i tu kolego. Zaraz dokopiesz się do wody. Archeolodzy nie kopią ziemianek. Warstwowo żółtodzioby. Co za ludzie, zero wyczucia. Julita wraz z grupką osób z kulturoznawstwa także trzyma w ręku łopatę. JULITA To chyba jakiś żart! Tylko mało śmieszny. PIANKOWY (śmiejąc się) Może dokopiemy się do wiedzy, to by nam w przyszłości na pewno pomogło zaliczyć. JULITA Ja się dokopuje jedynie do głupoty kogoś, kto wciągnął w tą zabawę nasz kierunek. Co ma kurcze piernik do wiatraka? DAMIAN Pewnie to samo, co murzyn do białego człowieka. JULITA Czyli…? Do grupy kulturoznawców podchodzi Tomek. TOMEK (zza pleców Julity) Czarny ma się białego słuchać. Czegoś koleżanka nie rozumie w tym przesłaniu? No tak, ekipa kulturalna nigdy nie trzymała w ręku łopaty? Hej niech ktoś wyjaśni kulturalnym, na czym polega kopanie, bo to dosyć skomplikowany termin, mogą mieć z nim problem. JULITA Sory, ale jak jesteś taki mądry to może sam sobie kop tą łopatą, a nie spaceruj w te i wewte. TOMEK A może ty będziesz kopać, a ja popatrzę czy dobrze to robisz. JULITA Wiesz, co, jak byś nie był takim palantem to może bym się skusiła. Julita rzuca łopatę na bok. JULITA Mam gdzieś tą szopkę. TOMEK Profesor z pewnością o tym usłyszy. JULITA To mnie strasznie wzrusza. Julita odchodzi powoli. TOMEK (wściekły) Komuś jeszcze się nie podoba? Kinga wzrusza ramionami, odkłada łopatę i idzie w kierunku Julity. Piankowy chwilę się zastanawia i też odkłada nieśmiało łopatę z lekkim uśmiechem. PIANKOWY To ja też, ten, no… Z dziewczynami. Piankowy odbiega pośpiesznie. Wściekły Tomek patrzy za nimi. TOMEK (pod nosem) Pożałujecie tego.

Tomek patrzy na Damiana i ten zaczyna pospiesznie kopać w ziemi. Tomek podchodzi do swojego kolegi. TOMEK Marek pilnuj grupy. Zaraz wracam. SC. 9. PL. PALENISKO ZA OŚRODKIEM. PÓŹNE POPOŁUDNIE. Julita, Piankowy i Kinia rozpalają ognisko. Wokoło paleniska wyłania się las. Kinia rąbie drewno, przygotowane z boku pnie do porąbania na ognisko. Piankowy dorzuca do ognia skrawki, które odcina Kinia. JULITA Jak można być takim kretynem. KINIA Znam paru podobnych. JULITA Mam tylko nadzieję, że nie będzie ich w naszej grupie. PIANKOWY (z uśmiechem) Tylko świry idą na taki kierunek, tak że nie martwiłbym się o to. JULITA W sumie racja. Skąd jesteście. KINIA Ja z gór. Niedaleko Żywca. Ale od wakacji mieszkam i pracuję w Krakowie. Jakbyście przechodzili przez Galerię Krakowską to zapraszam na samą górę. PIANKOWY Co sprzedajesz? KINIA Torebki, portfele. Ogólnie skórzane rzeczy. PIANKOWY To raczej mnie nie stać. Hehe. Kinia uderza siekierką o coś szklanego w pieńku. Zdziwiona pochyla się i ogląda z bliska dziwne wydrążenie w pniu, z którego wystrzeliły kawałki potłuczonego szkła. JULITA Piankowy, a ty? Skąd jesteś? KINIA Kurde, co to. Julita z Piankowym spoglądają na Kinię. Kinia delikatnie odrąbuje po kawałku pieniek. Widać szkło pomiędzy dziurami w drewnie. JULITA Chyba jakaś butelka. Kinia uderza przez środek pieńka siekierką i rozłupuje go na pół. Ze stłuczonej butelki wypada kilka bursztynów. PIANKOWY Wow! KINIA Coś było w środku. Julita podchodzi i wyjmuje ze stłuczonej butelki kawałek papieru. Teraz cała trójka podchodzi jeszcze bliżej znaleziska. PIANKOWY Odlot. To jakiś list w butelce. KINIA (do Julity) Co to jest? Zafascynowana znaleziskiem trójka, nie zauważa Tomka, który pochodzi. TOMEK Co to jest? Cała trójka zbyt szybko się odwraca, by nie wzbudzić podejrzeń. Julita chowa skrawek papieru do kieszeni i siada na pieńku zasłaniając bursztyn. TOMEK Co tam znaleźliście? JULITA Nic, co mogłoby zainteresować studenta archeologii. Tomek podchodzi bliżej. Z daleka słychać Marka. Pojawia się za budynkiem. MAREK Tomek! Tomek! Chodź szybko! TOMEK Co jest? Tomek obraca się do kolegi w tym czasie Julita wybiera bursztynki ze szkła i chowa do kieszeni. MAREK No, chodź! Profesor Sobczyk przyjechał! TOMEK Idź, zaraz przyjdę. Tomek patrzy podejrzliwie na zgromadzoną trójkę. Julita wstaje. JULITA (do Kini i Piankowego, nienaturalnie) Przyjechał profesor. Chodźmy koniecznie go zobaczyć. PIANKOWY No tak. Koniecznie. Kinia patrzy na nich zdziwiona. Julita i Piankowy ruszają w stronę budynku. Za nimi Kinia. Idą coraz szybciej. Tomek patrzy na nich podejrzliwie. Rozgląda się. Dostrzega zbitą butelkę przy pieńku. Podchodzi bliżej i dotyka szkła. Przy ognisku widać jasny pył na jego palcach. Patrzy w stronę budynku. Całej trójki już nie ma. SC. 9. WN. DOMEK KAMPINGOWY. WIECZÓR. Cała trójka wpada biegiem do domku, w którym mieszka Julita z Kinią. Śmieją się zdyszani. Nagle poważnieją. Julita opróżnia kieszenie na łóżko. Piankowy bierze ostrożnie zwitek papieru do rąk. Widnieją na nim naszkicowane budynki. PIANKOWY To chyba jakiś rodzaj mapy. JULITA Coś tu jest napisane. KINIA To czyjeś nazwiska. PIANKOWY Wygląda jak jakiś plan budynków. Ale, o co chodzi z tymi kropkami. JULITA Pojęcia nie mam, co to jest. KINIA Może te nazwiska coś nam powiedzą. Sprawdźmy je w Internecie. PIANKOWY (patrząc na zegarek) To po kolacji. Jesteśmy już spóźnieni dziesięć minut. SC. 10. WN. BUDYNEK OBERŻY. NOC. Uczniowie siedzą przy kilkuosobowych stolikach. Kończą jeść kolację. Julita co jakiś czas zerka na Tomka, który siedzi z kolegami i koleżankami. W pewnym momencie Tomek zauważa wzrok Julity. Patrzą sobie chwilę w oczy. Julita odwraca wzrok zamyślona. Profesor Gołąb obserwuje salę, po czym wstaje i przechodzi przed swój stolik. GOŁĄB Jak dobrze wiecie, albo i nie, oprócz przygotowania do studiów jest to także wyjazd integracyjny. Nie wychodźcie, po kolacji będziemy się integrować. Profesor Sobczyk pokaże się jutro, musi odespać różnicę czasu. Gołąb podchodzi do stolika kulturoznawców. GOŁĄB (z uśmiechem) Słyszałem, że był jakiś bunt wśród studentów kulturoznawstwa. KINIA Naprawdę? GOŁĄB Nikt was nie zmuszał do przyjazdu tutaj, ale skoro jesteście, to wypadałoby się podporządkować pewnym zasadom. Może nie zawsze są one mądre, ale wspólna ciężka praca zawsze jednoczyła studentów od niepamiętnych czasów. Ja nie jestem zwolennikiem kar, ale jakimś cudem dowiedział się o tym profesor Sobczyk. Próbowałem go od tego odwieść, ale koniecznie chce porozmawiać z tą nieszczęsną trójką. JULITA Panie profesorze, to nie było przeciwko zasadom tylko… GOŁĄB Domyślam się, że pewien młody człowiek mógł nie zachować się odpowiednio. Jednak moje domysły nie zmienią tego, że jutro przed śniadaniem Sobczyk chce państwa widzieć. Julita przenosi wzrok na Tomka, który przygląda się całej sytuacji. Julita wstaje z uśmiechem i podchodzi do profesora. JULITA Panie profesorze, czy mogłabym zadać panu pytanie na osobności. GOŁĄB Oczywiście. O co chodzi? JULITA (odchodząc od stolika) Czy Pan profesor wie, co to jest? Julita wyciąga z kieszeni kawałek serwetki, na której odrysowała budynki na mapie. GOŁĄB To mi wygląda na niektóre budynki Agory Ateńskiej. Portyki, kamienie graniczne agory… O, a tu studnia tylko chyba źle odrysowana. Skąd to Pani ma? JULITA A to taka zagadka od znajomych do rozwiązania. A ten budynek z krzyżykiem? GOŁĄB Hmm... Za wzgórzem Kolonos Agorajos. To będzie świątynia Hefajstosa. JULITA Czy w tej świątyni mogli trzymać bursztyn? GOŁAB Jeśli tak to śladowe ilości z wymiany handlowej. Grecja raczej gromadziła srebro i złoto. JULITA Dziękuję profesorze. Bardzo mi Pan pomógł. GOŁĄB Ciekawa zagadka. Czy wolno mi spytać, do czego prowadzi? JULITA Nie, nic ważnego. To tylko taka teoretyczna zabawa. Jeszcze raz dziękuję. GOŁĄB (puszczając oko) Cała przyjemność po mojej stronie. Julita odwraca się do Kini i Piankowego. Na jej twarzy pojawia się tryumfalny uśmiech. Z końca sali uważnie obserwuje to Tomek. SC. 11. WN. BUDYNEK OBERŻY. NOC. Studenci siedzą przy stołach, piją piwo, wino. Tomek siedzi wyjątkowo sam przy barze. Z głośników słychać fałszującą dziewczynę, która śpiewa karaoke. Kulturoznawcy świetnie się bawią. Julita zerka na Tomka, który ciągle na nią patrzy. Julita jest uśmiechnięta i radosna, trochę wstawiona. PIANKOWY Niemożliwe, żeby nie mieli tu Internetu. OLA No, też się zmartwiłam. KINIA Poszukamy jutro rano w mieście. DAMIAN Boże, czekacie na maila od prezydenta? JULITA (podnosi kufel Kini) Jeszcze jedno? KINIA A poproszę. Julita podchodzi do baru z pustymi kuflami. TOMEK Widzę, że niesforna koleżanka świetnie się bawi. JULITA (śmiejąc się) Jak widać. TOMEK Słuchaj chciałem cię przeprosić. Głupio wyszło na tych ćwiczeniach. Zachowałem się jak dupek. Powoli zmieniam się w mojego ojca, a przysięgałem sobie, że nigdy do tego nie dojdzie. JULITA Może gdybyś nie doniósł na nas, to by się rozeszło po kościach. Że tak to ujmę archeologicznie. TOMEK Nie wiem, o czym mówisz. Ja o tej akcji nie wspomniałem nawet. JULITA Skąd mogę wiedzieć czy nie kłamiesz. TOMEK Nie możesz. JULITA No właśnie. TOMEK Ale może jak mnie lepiej poznasz to się przekonasz. Co powiesz na spacer? JULITA (do barmana) No to… Proszę nie przelewać do kufla. SC. 12. NA DRODZE PRZED OBERŻĄ. NOC. Julita i Tomek spacerują dróżką przy ośrodku. W ręku trzymają butelki piwa. TOMEK (wskazując na oberżę) Słyszałaś, że mieszkał tu niemiecki oficer podczas drugiej wojny? JULITA Nie wygląda na taki stary. TOMEK Odrestaurowali go. Trzy lata temu to była straszna rudera. JULITA A ty? Skąd się tu wziąłeś trzy lata temu? TOMEK Aaa, z ojcem przyjechałem. Chciałem z nim spędzić trochę czasu, mam tylko jego, ale oczywiście skończyło się jak zawsze. JULITA Czyli? TOMEK Zostawił mnie tu. Musiał wyjechać w sprawach służbowych. JULITA (po pauzie) To miałeś dużo czasu na kopanie. Tomek zamienia w końcu poważną minę na uśmiech. Po chwili oboje śmieją się beztrosko i serdecznie. TOMEK Rzeczywiście. Ale jak widać kopanie to nie jest dobry sposób. Lepiej rąbać drewno. Julita patrzy na niego z tajemniczym uśmiechem. JULITA Fakt. Można znaleźć ciekawe rzeczy. TOMEK Mogłabyś zdradzić, co znaleźliście, w końcu jakby nie patrzeć, przysłużyłem się tej sprawie. Julita wybucha śmiechem. JULITA Tomek, nie licz na to, że coś ci powiem. SC. 13. WN. DOMEK KAMPINGOWY CHŁOPCÓW. DZIEŃ. Julita i Kinga pukają głośno do domku, w którym mieszka Piankowy. Drzwi otwiera zaspany Damian. KINIA Gdzie jest Piankowy!!? DAMIAN A gdzie ma być? Która jest w ogóle godzina? JULITA Jest tu czy nie? DAMIAN Jest. Śpi. Dziewczyny wbiegają do pokoju Piankowego. Damian coś mruczy pod nosem i zamyka się w łazience. Kinia potrząsa Piankowym energicznie. KINIA Wojtek obudź się! PIANKOWY Zostaw. JULITA Masz mapę? Brałeś ją z naszego domku? PIANKOWY Co? Nie! KINIA No to pięknie. Ktoś ją zwinął. Julita zaciska usta. JULITA Zabiję go! Julita wybiega z domku zostawiając zdziwioną dwójkę przyjaciół. SC. 14. WN. STOŁÓWKA. DZIEŃ. Julita podbiega do Tomka, który siedzi z grupką swoich znajomych na stołówce. Wściekła staje przed nim. JULITA Gdzie ona jest? TOMEK Kto? JULITA Nie, kto tylko, co! Nie udawaj głupka. Gdzie ją schowałeś? TOMEK Ale, o co ci chodzi? JULITA Gdzie jest mapa? Ukradłeś ją! TOMEK (patrząc na znajomych) Dziewczyno, nie wiem, o czym ty do mnie rozmawiasz. Albo za dużo wypiłaś, albo zmień dilera. Znajomi Tomka śmieją się z Julity. Ta patrzy jeszcze chwile na Tomka i wściekła rusza do wyjścia. SC. 15. WN. DOMEK KAMPINGOWY DZIEWCZYN. DZIEŃ. Kinia i Piankowy siedzą przed drzwiami łazienki. Mają posępne miny. PIANKOWY Dobra, Julitka, daj spokój. Stało się i basta. JULITA (przez drzwi) Nie wiem, jak mogłam być taka głupia. KINIA No, mądre to to nie było. PIANKOWY Przestań. Przecież i tak mniej więcej wiemy, co było na mapie. Sprawdzimy w Internecie jak wyglądało to miasto w starożytności. Wiemy, gdzie był krzyżyk. No i zostały nam bursztyny. KINIA Tylko, że wczoraj pytałam. Na ośrodku nie ma neta. Kurde. Właśnie sobie coś przypomniałam. PIANKOWY Co? KINIA Sobczyk. PIANKOWY Ups. Julita wychodzi z łazienki oczy ma jeszcze mokre od łez. JULITA No to mamy przerąbane. SC. 16. POKÓJ PROFESORA SOBCZYKA. OBERŻA. DZIEŃ. Kinia puka do drzwi. Trójka bohaterów patrzy na siebie zmieszana. Kinia puka jeszcze raz. Otwiera powoli drzwi. KINIA Panie Profesorze? Kinia wchodzi do pokoju. Za nią powoli Piankowy i Julita. KINIA Mieliśmy się zgłosić do profesora. Pokój składa się z dwóch części. Jedna część sypialnia jest oddzielona ścianką. Druga część to zestaw wypoczynkowy z biurkiem. Na biurku stoi włączony laptop z odpaloną stroną internetową na pulpicie. Profesora nie widać w pokoju. KINIA Profesorze Sobczyk? PIANKOWY Nie ma go, lepiej stąd chodźmy. KINIA Gość ma neta. To jest jedyna okazja. JULITA Chyba żartujesz. KINIA Piankowy pilnuj drzwi. PIANKOWY Nie ma mowy. Spadam stąd. JULITA Sprawdzimy to w mieście. Na pewno gdzieś tu jest Internet dostępny. KINIA Słuchajcie, ktoś, kto ukradł mapę może już to sprawdził. Może już się wybrał na poszukiwania. A jeśli za tą mapą kryje się jakiś nieodkryty skarb? Kinia podchodzi do laptopa i wpisuje w wyszukiwarkę „starożytne miasto Ateny, plan miasta”. Wyskakują różne strony. Kinia wchodzi w jedną z nich. KINIA Jest, taki sam jak na mapie. Julita podchodzi do Kini. Piankowy odchodzi do uchylonych drzwi i nerwowo robi krok w przód i w tył. Julita wyrywa kartkę z zeszytu leżącego na biurku i odrysowuje budynki. PIANKOWY (z panicznym podśmiewaniem) Super. Wywalą nas zanim zaczniemy studia. KINIA Zdaje się, że na naszej mapie było tylko kilka budynków. Były te dwa i ten. Są tu przypisy. JULITA Sprawdź, do czego służyły. KINIA Dobra pisz. Heliaja. To jakiś sąd ludowy. Jeden z najważniejszych organów władzy w Atenach. PIANKOWY Ja pierdole! KINIA (przestraszona) Co? PIANKOWY Co my robimy? JULITA No dalej. KINIA Portyki. Pełniły funkcje administracyjną, handlową i stanowiły schronienie przed słońcem. Studnia to wiadomo. Tolos, to świątynia otoczona kolumnadą. JULITA To mogą być te same budynki. Ktoś opisał je przez mapę miasta Aten. Zobaczcie. Portyki, czyli schronienie. Koło miejsca gdzie kopaliśmy były dwa schrony. Heliaia to będzie oberża. Tomek mówił, że mieszkali tu oficerowie niemieccy podczas drugiej wojny światowej. Czyli decydowali o państwie. I tak dalej. PIANKOWY (załamany) Ktoś idzie. Kina chce wyłączyć Internet. JULITA Poczekaj. Kinga przerażona podchodzi do Piankowego. Julita wpisuje w wyszukiwarkę słowa „bursztyn, druga wojna światowa”, pojawiają się strony o opisach „BURSZTYNOWA KOMNATA”. KINIA (głośnym szeptem) Julita! Julita wyłącza stronę odwraca się do znajomych. W drzwiach stoi niewysoki, czarnowłosy starszy brodacz. Minę ma posępną. SOBCZYK (zdenerwowany) Co tu się dzieje? KINIA Panie profesorze my mieliśmy przyjść, przed śniadaniem, z powodu wczorajszego zamieszania. Ale nie mogliśmy. I teraz… SOBCZYK Teraz włamujecie się do mojego pokoju. JULITA Nie! Drzwi były otwarte. Weszliśmy, bo myśleliśmy, że jest Pan profesor w środku. KINIA I sprawdzaliśmy tylko czy jest Pan w drugim pokoju. SOBCZYK Zdecydowanie za długo sprawdzaliście. Do obiadu macie się spakować. JULITA Ale Panie profesorze, my nic złego nie zrobiliśmy. SOBCZYK (przytrzymując drzwi) Do widzenia. Piankowy, Kinia i Julita wychodzą szybko z pokoju. Sobczyk zatrzaskuje za nimi drzwi. Przechodzi do pokoju z łóżkiem. Wraca się. Spogląda na komputer. Wchodzi w przeglądarkę i przegląda historię stron. Pojawia się strona „KOMNATA BURSZTYNOWA”. Sobczyk zamyślony spogląda na drzwi. SC. 17. WN. DOMEK KAMPINGOWY DZIEWCZYN. DZIEŃ. Piankowy puka do pokoju dziewczyn. Na ramieniu ma spakowaną torbę, a na drugim wypchany plecak. Wchodzi do pokoju Julity i Kini, które jeszcze się pakują. JULITA Spakowałeś plecak? PIANKOWY Tak. A propos pakowania. Pakujemy się w niezłe kłopoty. JULITA Która godzina? KINIA 15.45, Musimy się streszczać. PIANKOWY Dobrze, że została mi kanapka z podróży. JULITA Dobrze by było coś jeszcze kupić w barze. Kto jest chętny? KINIA Pójdziemy przed samym wyjściem z plecakami. JULITA Bursztynowa komnata. Jak to brzmi. Niesamowite! PAINKOWY Wydaleni dyscyplinarnie też nieźle. JULITA Oj Piankowy. Nie panikuj. Będą o nas pisać w gazetach, jeśli znajdziemy tą komnatę. KINIA Naprawdę myślisz, że ta mapa może tam prowadzić. JULITA Słyszałam o niej trzy po, trzy, ale z tego, co pamiętam nie została do tej pory odnaleziona. Więc, jest szansa, że ta mapa jest prawdziwa. OK.? KINIA (zakładając torebkę na ramię) No dobra. Jestem gotowa. PIANKOWY Idziesz do lasu z torebką? Julita śmiejąc się zakłada plecak na ramię. Wychodzą. SC. 18. PL. POLANA PRZED SCHRONAMI. PÓŹNE POPOŁUDNIE. Julita stoi przy schronach, ogląda starą zardzewiałą kłódkę, która zamyka drzwi schronu. Pod nogami ma dwa plecaki i torebkę. Dołącza do niej Piankowy z latarką w ręku. PIANKOWY Dowiedziałem się też, gdzie jest studnia. Widzisz ten blaszany budynek. Piankowy wskazuje ręką na budynek wznoszący się na górce przy ogrodzeniu. Julita patrzy na mapkę, którą odwzorowała Kinia z Internetu. JULITA Tak można było przypuszczać. Widzisz na mapie była tu zaznaczona, ale profesor Gołąb mówił, że studnia jest źle narysowana. Czyli wszystko się zgadza. Miejmy nadzieję tylko, że świątynia Hefajstosa była w oryginalnym miejscu. PIANKOWY O, idzie Kinga. Z pod oberży zbliża się do nich Kinia niosąca w ręku napakowaną siatkę. Kiedy podchodzi dosyć blisko pokazuje Piankowemu i Julicie wnętrze siatki. KINIA Mam batony, rogaliki, wodę, trochę ciasta i kupiłam też szampana. Na otarcie łez lub świętowanie. JULITA Super, zapowiada się piękna, pełna przygód noc. KINIA Profesorów nie było na obiedzie, to lepiej już chodźmy, bo jak nas zaczną szukać, to będzie zgrzyt. PIANKOWY Zgrzyt to będzie jak wrócimy. Ale co tam, raz się żyje. Nie dziewczyny?! Cała trójka zabiera swoje rzeczy z uśmiechem. Idą w stronę lasu. JULITA Dobra, kierujemy się na południe od portyków. Ograbimy jedyną świątynię Hefajstosa w Polsce. SC. 19. PL. POD OBERŻĄ. PÓŹNE POPOŁUDNIE. Tomek chowa się za budynkiem. Obserwuje trójkę znikającą za drzewami. Chwilę się zastanawia. Rusza ostrożnie, lecz w pośpiechu za nimi. Słońce zachodzi za wierzchołkami drzew. SC. 20. PL. LAS. WIECZÓR. Julita idzie z przodu. Za nią Piankowy i Kinia. Cała trójka jest już dość zmęczona. KINIA Czy możemy zrobić odpoczynek? JULITA Znowu? KINIA Tym razem muszę naprawdę. To znaczy wtedy też musiałam, ale teraz muszę do kibelka. Julita rozkłada ręce. JULITA No ok. Poczekamy tu. Piankowy siada na zwalonym drzewie. Słońce już zaszło, ale jeszcze nie jest bardzo ciemno. Julita rzuca mu batona. PIANKOWY Myślisz, że dobrze idziemy. Bo już trochę przeszliśmy i nic na razie nie widać. JULITA Tak patrząc na te proporcje mapy, no to mniej więcej już powinniśmy trafić na te kamienie. W oddali słychać wołanie Kingi. Piankowy i Julita biegną w kierunku jej głosu. Kinga stoi przy krzakach uśmiechnięta. KINIA Znalazłam. Kinia wskazuje na krzak z wielkimi dojrzałymi jeżynami. KINIA Uwielbiam ostrężynę. JULITA (zawiedziona) Wygląda jak jeżyna. PIANKOWY Przez chwilę myślałem, że naprawdę coś znalazłaś. KINIA A to, to niby nic? Spróbuj, jaka pyszna. JULITA Czy to nie jest jeżyna? KINIA No przecież mówię. JULITA Lepiej wracajmy, bo się zgubimy całkiem. KINIA Poczekajcie, tylko sobie nazbieram trochę. Piankowy i Julita zerkają na siebie i ruszają z powrotem na dróżkę, przez chaszcze. SC. 21. LAS. PÓŹNE POPOŁUDNIE. Trójka kulturoznawców przedziera się przez las. Idą gęsiego, Julita prowadzi. Robi niepokojącą minę spoglądając na gasnącą z każdą chwilą poświatę słońca nad drzewami. Las trochę się przerzedza. Widać więcej w oddali. Julita skręca w prawo. Piankowy odłącza się od dziewczyn. KINIA Piankowy gdzie leziesz? PIANKOWY Tam coś jest. JULITA Ale to ma być gdzieś po tamtej stronie. Piankowy zaczyna iść szybciej w kierunku, który wskazał. JULITA Wojtek musimy się trzymać razem. PIANKOWY Ja widzę jakiś kamyk tam. KINIA Boże, faceci. JULITA Piankowy wracaj, nie mamy na to czasu. PIANKOWY Poczekajcie tu. Piankowy biegnie do czegoś w oddali i zostawia dziewczyny same. KINIA Oddawaj latarkę! JULITA Świetnie. Zza drzew słychać Piankowego. PIANKOWY Dziewczyny! To jest chyba to! Julita i Kinga idą powoli w stronę Piankowego. Nie bardzo wierzą w jego znalezisko. Kiedy dochodzą na miejsce Julita wyciąga mapę i przypatruje się kilku głazom, przy których stoi Piankowy. Zwykłe duże kamienie lezące obok siebie, wszystkie pokryte mchem. JULITA No nie wiem. Kinia podchodzi do największego z kamieni i zdrapuje z niego zielony mech. Widać pod mchem jakieś wydrapane kształty. KINIA Zobaczcie, coś tu jest. Piankowy i Julita pomagają Kini zdrapywać całą warstwę mchu. PIANKOWY A nie mówiłem? JULITA Skąd wiedziałaś, że cos tam będzie? KINIA Się wie takie rzeczy. PIANKWOY Halo, przecież to ja je znalazłem. KINIA No dobrze, dobrze. Na kamieniu jest odwzorowana mapa, którą odnaleźli w butelce. Przed kamieniami jest wytłoczona linia, a na linii napis „Refugium”. PIANKOWY Ciekawe, o co tu chodzi. JULITA Nie mam pojęcia. Ale mamy pierwszy znak. Teraz już pójdzie z górki. KINIA Super. To naprawdę jest mapa. PIANKOWY Będziemy sławni i bogaci. Hehe. Julita robi zdjęcie telefonem komórkowym. JULITA Dobra, spadamy dalej. Musimy się pospieszyć. KINIA To nie będzie postoju teraz? JULITA Przecież chwilę już postałaś. Ok, gdzieś tam będzie tolos. Czyli… Julita wyciąga kartkę i wchodzi w las. Piankowy idzie za nią, a na końcu Kinia. JULITA Okrągła świątynia, otoczona kolumnadą. Albo coś w ten deseń. Piankowy prowadzisz? PIANKOWY No pewnie. Piankowy przechodzi na przód. Przedziera się przez krzaki i natrafia na pajęczynę. PIANKOWY (ze wstrętem) O, łeee. Och. Dziewczyny śmieją się głośno. SC. 22. PRZED KAMIENIEM. LAS. PÓŹNE POPOŁUDNIE. Tomek wychodzi zza drzew. W oddali słychać Piankowego. I śmiech dziewczyn. PIANKOWY Nienawidzę pająków. Tomek spogląda na kamień i napis na lini. TOMEK (szeptem) Refugium. Mruży oczy i chwilę się zastanawia. Otwiera oczy szerzej. Spogląda w kierunku odchodzącej trójki, jakby się nad czymś zastanawiał. SC. 23. TUNEL W JASKINI. W grocie jakaś ciemna postać wyciąga z plecaka pochodnię. W kieszeniach kamizelki szuka bezskutecznie zapalniczki, w końcu wyciąga ją z kieszeni spodni. Podpala pochodnię. Oświetla nią ściany i czujnie lustruje sklepienie. Z ziemi pod ścianą wyrywa uschnięte badyle. Postać cofa się do wlotu jaskini i starannie rozciera badylami ślady stóp. Fragment łuczywa odrywa się od pochodni i spada na sweter. Postać syczy i oklepuje ramię tymi samymi badylami. Po chwili znika we wnętrzu pieczary. SC. 24. LAS. WCZESNY WIECZÓR. Podniecona i rozochocona trójka kroczy dzielnie przez las. Piankowy, który ma jeszcze resztki pajęczyny we włosach, strąca mrówki z nogawek. Dziewczyny nie mogą przestać się śmiać. JULITA Mrowisk tez nienawidzisz? PIANKOWY Ej, to nie jest śmieszne. Piankowy tupie mocno nogami o ziemię i próbuje się pozbyć nieproszonych gości. Chłopak spogląda przed siebie, zastyga i zatrzymuje ręką dziewczyny. Ich oczom ukazuje się magiczny widok. Z dwóch różnych stron lasu patrzą na nich – znieruchomiałe jak strażnicy lasu – jeleń „rogacz” i łania. Wszyscy troje urzeczeni patrzą na to niecodzienne zjawisko. JULITA Boże, gdybym miała aparat. Z krzaka obok Julity wychodzi powoli malutki jelonek. Kinia jako jedyna go nie zauważa. KINIA Spoko, dam ci kopię. Kinia telefonem komórkowym robi zdjęcie jeleniowi błyskając mu w ślepia fleszem. JULITA O kurwa! Jeleń zdezorientowany rusza walecznie na całą trójkę. Julita, Piankowy i Kinia uciekają, co sił w nogach. Przedzierają się przez chaszcze i krzaki. Nie oglądają się za siebie. Słychać krzyk Kingi. SC. 25. LAS. WIECZÓR. Tomek przyspiesza kroku. Nasłuchuje. Zdaje mu się, że słyszał krzyk, ale od dłuższej chwili las jakby zamarł. Robi się coraz ciemniej. Nie rozpoznaje już śladów pozostawionych przez EKIPĘ JULITY. Zatrzymuje się i rozgląda wokoło. Otwiera pokrywę zegarka, za którą kryje się nowoczesny kompas. Robi pół obrotu wpatrując się w tarczę zegarka. Urządzenie świeci miłą pokrzepiającą, zielonkawą poświatą. Coś go niepokoi. Chłopak szybko podnosi głowę. Ma wrażenie jakby przed chwilą między drzewami mignął snop światła latarki. Patrzy uważnie w tym kierunku. Wreszcie błyśnięcie znów się pojawia. Zdecydowanym krokiem przedziera się przez las w kierunku światła. Ostrożnie rozchyla gałęzie chroniąc twarz. SC. 26. LAS. WIECZÓR. Julita pochyla się nad Kinią, próbując podnieść ją z ziemi. Z drugiej strony podtrzymuje ją Piankowy. Stopa dziewczyny jest dziwnie wykręcona i spuchnięta. Kinga próbuje się na niej oprzeć i z jękiem bólu znów ląduje na ziemi. KINIA To na nic, nie dacie rady mnie nieść. PIANKOWY Musimy opatrzyć tę nogę. JULITA No dobra. To działaj. PIANKOWY Nooo, to może… zróbmy takie łupki z kory i całość usztywnimy bandażem. KINIA Z kory… łupki? PIANKOWY No na przykład. JULITA Bandażem? PIANKOWY Oj dobra, wymyślcie same coś lepszego. KINIA Póki co, musze zdjąć but. Strasznie mi spuchła noga. TOMEK(OFF) (twardo) Nie rób tego!!! Tomek wyłania się z za drzew. Cała trójka wpatruje się w niego z niedowierzaniem. JULITA CO tu robisz?! TOMEK Zabłądziłem. Zobaczyłem światło latarki i usłyszałem krzyk. JULITA Aha. Pytałam, co robisz w tym lesie. Szpiegujesz nas? Tomek nie odpowiada. Podchodzi do Kini i ogląda jej nogę. JULITA Ogłuchłeś? Kinga patrzy na niego wrogo. Tomek zauważa ten wzrok. TOMEK Chciałem się przejść. Zrobiło się ciemno. Natknąłem się na Was. JULITA Jakoś ci nie wierzę. TOMEK Twoja sprawa. Zdaje się, że potrzebujecie pomocy. Właściwie to ja powinienem spytać, co wy tu robicie o tej porze w środku lasu? Mówiłem, żebyś nie zdejmowała tego buta. KINIA Niby czemu? Jakiś kolejny kaprys rządnego władzy palanta? TOMEK Jak ściągniesz buta spuchnie jeszcze bardziej i już nigdzie nie pójdziesz. Julita, Kinia i Piankowy wymieniają się spojrzeniami. Tomek jednym stanowczym szarpnięciem odrywa rękaw koszuli góralki i zaczyna przedzierać go wzdłuż. KINIA (piskliwym jak na nią głosem) Oszalałeś? To moja ulubiona koszula na tym wyjeździe. TOMEK Sory, nie pomyślałem. Nogi masz przecież aż dwie a koszulę tylko jedną. To może oderwiemy nogę? Julita i Piankowy parskają zduszonym chichotem. Atmosfera wyraźnie się rozładowuje. Kinga patrzy na Tomka obrażona. TOMEK…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
TAJEMNICA KOMNATY BURSZTYNOWEJ — czytnik · opowiadania