Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 10 min czytania

Tajemnica "Providence"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Północny Atlantyk. Marzec 1996 r. Na pokładzie niewielkiego kutra rybackiego ląduje helikopter z wyjątkowym pasażerem. Na statek przybył student drugiego roku szkoły morskiej. Celem przedsięwzięcia było zapoznanie młodocianego z warunkami panującymi na prawdziwym kutrze, na otwartym morzu, gdzie horyzont jest rzeczą jedynie wyśnioną w głowach stęsknionych za rodzinami marynarzy. Chłopak miał spędzić z nimi dwa tygodnie. Dwa tygodnie ciężkiej pracy, w której nawet najbardziej wytrwali mężczyźni nieraz polegli. Nic więc dziwnego, że marynarze niechętnie przyjęli studenta na swój statek. - Ta grupa zawodowa to bardzo specyficzni ludzie. Owiani tajemnicą, najczęściej z nałogiem alkoholowym na karku. Skóra, po wielu latach pracy traci swoją jędrność, ręce stają się twarde i nieczułe. W ten sposób kierowca helikoptera ostrzegł swojego szczupłego, niewysokiego pasażera, którego przewoził na pokład statku „Providence” - Jestem pewny, że nie jest tak źle. W końcu coś pchnęło mnie w tę stronę, coś kazało wybrać taki zawód. Na pewno się uda… Odparł chłopak. Helikopter wylądował na statku. Wokół niego zebrała się grupka marynarzy. Jeden z nich, stojący przodem do helikoptera, trzymał w ręce kilka papierów. Kiedy pasażer wysiadł z maszyny i ostrożnie wybiegł spod obracających się wiatraków helikoptera, przywitała go wyciągnięta ręka mężczyzny z papierami. Papiery, jak się okazało, dotyczyły jego samego. Dane personalne, adres zamieszkania, oceny szkolne, wzrost, waga itp. W nagłówku pierwszej z kartek widniał jasnoczerwony napis „ Mark Thoms” i data urodzenia 22 czerwca 1975. - Witaj chłopcze, nazywam się John a to nasz statek. Od dziś, przez dwa tygodnie, będzie on Twoim statkiem. Zastąpi Ci rodzinę, ląd i dzieci. Będzie Twoim szczęściem i życiem. Innymi słowy, witamy w piekle. Swoje dosadne powitanie marynarz spuentował szyderczym uśmiechem, obnażając przed Markiem żółtawe zęby. Mark odwzajemnił uśmiech. Odwrócił się i spojrzał na odlatujący helikopter. W tej chwili został odcięty od lądu na dwa najbliższe tygodnie. - Nie martw się chłopie, nie będzie tak źle ! chodź ze mną pokażę Ci statek. Zagaił rozmowę kapitan. Idąc za szefem, Mark miał trochę czasu aby dokładniej przyjrzeć się jego wyglądowi i ubiorowi, który zresztą współdzieliło z nim większość obecnych na statku. John był wysokim, postawnym mężczyzną. Na oko, około trzydziestu pięciu lat. Spod ciemnoczerwonej koszuli widać było napięte mięśnie z całą pewnością ukształtowane przez lata ciężkiej pracy fizycznej. Przy nim, on sam wyglądał jak kogut przy psie. Poczuł się mały i nic nie znaczący, stłamszony, choć zachowanie kapitana wcale nie było nieuprzejme.

Słońce powoli zachodziło na horyzoncie, a Mark wraz z kapitanem właśnie skończyli zwiedzać statek. - Po takim spacerze przydałby się mały relaks, co ? - Jasne – Odparł niepewnie Mark. - No i prawidłowo. Zapraszam do najlepszej kajuty na statku. Kapitan natychmiast ruszył wąskimi, krętymi schodami w dół statku. Mark poszedł tuż za nim. Po kolejnym spacerze po pokładzie, dotarli do kabiny z ledwo widocznym napisem wydłubanym jakimś ostrym narzędziem na drewnianych drzwiach „ pijalnia”. Kapitan mocno pchnął grube drzwi i weszli do środka. Marka przywitał zapach piwa i rumu zmieszany z potem marynarzy. Pokój był ciemny, po środku znajdował się stół bilardowy oświetlony nisko zawieszoną lampą. Chłopak miał wrażenie, jakby wszyscy mężczyźni w środku nagle zaprzestali wykonywania czynności, w których im przerwał. Na krótką chwilę poczuł się jak zwierzę w zoo, obserwowane przez tłumy ludzi. Krępujące uczucie trwało tylko chwilę i wywołane było zapewne wizytowym strojem Marka, na jaki składała się szara marynarka i czarne spodnie dżinsowe. Usiedli przy barze, gdzie kapitan John zamówił dla siebie i swojego eleganckiego gościa butelkę rumu, którą natychmiast rozlał do szklanek. - Na zdrowie. Powiedział podnosząc szklankę do oczu. - Na zdrowie. Odpowiedział John wypijając część z powierzonego mu trunku. - Słuchaj chłopaku. Praca tutaj nie jest łatwa. Jeśli naprawdę chcesz w tym robić, zastanów się trzy razy. Pierwszy, żeby wpaść na ten pomysł, drugi, żeby to przemyśleć, a trzeci, żeby zrezygnować. - Cóż, rozczaruję Pana, ale przemyślałem tę sprawę i moja odpowiedź nadal jest niezmienna. Chcę pracować na statku. Niekoniecznie tym, ale jednak na statku. - Dobrze więc, gratuluję jaj ! Spuentował John i wypił resztę zawartości swojej szklanki. - Musisz jednak wiedzieć, że … statki są specyficznym miejscem. Każdy z nich ma swoją historię, niekiedy mroczną, tajemniczą. Ba, straszną. - Nie rozumiem ? - Chodzi o to, że ludzie morza są raczej…hmm, specyficzni. A co za tym idzie, ich statki również. Musisz mieć łeb na karku, żeby tutaj przetrwać. Dzisiaj Ci pomagam, ale jutro już nie będę miał na to czasu. Będziesz musiał sobie radzić. - Rozumiem. Myślę, że dam radę. - Dobra. Z mojej strony to tyle.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Tajemnica "Providence" — czytnik · opowiadania