Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 13 min czytania

Tajemnica Srebrnej Jaszczurki

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

PROLOG

Bolesław król polski pierwszy, przez Ottona trzeciego cesarza rzymskiego koronowany, [...] do Prusów pogan z wojskiem swym się wezbrał, na które bez wieści przypadwszy bił, zgromił, ziemię pustoszył, miasta też Belgę, Radzyno i Romnowo albo Romowę zburzył, miasto główne i stolicę biskupów nawyższych pogan, tamże też dąb u nich święty z ich bałwanami wyciął i w popiół obrócił. Krywo Kryweito z swymi wejdolotami i z celniejszymi pany do lasa w jamy uciekli. [...] ks. Marcin Murinius „Kroniki mistrzów pruskich”

Noc była już głęboka i wiekowy las spowiła cisza. Wysoko nad konarami dębów, na bezchmurnym niebie, migotały tysiące gwiazd. Księżyc oświetlał świat srebrnym blaskiem. Gdzieniegdzie dało się słyszeć pohukiwanie sowy. Przez rozłożyste konary drzew przesączały się smugi rozświetlonej mgły. Spokój pierwotnej puszczy zakłócały jedynie łuny dalekich pożarów... Odpoczywająca wśród młodych dębów sarna uniosła głowę, postawiła uszy i czujnie nasłuchując rozglądała się wokoło. Jej nozdrza chciwie chwytały wilgotne powietrze w poszukiwaniu niebezpiecznego zapachu, a uszy nerwowo nasłuchiwały wszelkich szmerów. Nagle zerwała się z ziemi, znieruchomiała na chwilę wpatrując się w mrok lasu, po czym czmychnęła pospiesznie w głąb puszczy. Przez chwilę trwała cisza, potem dało się słyszeć szelest. Z początku ledwo słyszalny, z czasem zbliżał się i stawał coraz wyraźniejszy i głośniejszy. Po chwili wśród drzew poczęły pojawiać się ludzkie postacie. Było ich wiele. Tak wiele, że po chwili, jak okiem sięgnąć, widać było idących ludzi. Byli to brodaci, długowłosi mężczyźni, ubrani przeważnie w wełniane lub skórzane odzienia ze skórzanym albo tkanym z owczej wełny pasem. Uzbrojeni w topory, włócznie i pałki, rzadziej miecze oraz drewniane tarcze pokryte skórą sprawnie i bez wysiłku przedzierali się przez las. I tylko jedna postać wyróżniała się z tej maszerującej grupy. Jego ciało osłaniała stalowa kolczuga z zsuniętym na plecy stalowym kapturem. U pasa kołysała się pusta pochwa od miecza. Dłonie i kark miał spętane powrozem. Na zakrwawionej twarzy widać było ślady walki. Ciężko oddychał, a pot lał się strumieniami po twarzy i karku. Dwaj idący zaraz obok niego mężczyźni co chwila popychali go do przodu, ale ten, kulejąc od rannej i krwawiącej nogi, potykał się raz po raz i nie mógł dorównać im kroku. Długo przedzierali się między drzewami aż wreszcie dotarli do ukrytej w środku puszczy polany, pośrodku której rósł ogromny dąb - większy i bardziej rozłożysty niż okoliczne. Jego rozłożyste, powykręcane w dziwne kształty konary znacznie górowały nad otaczający go lasem. Pień tak gruby, że ośmiu mężczyzn z trudem by go opasało, oparty był na grubych jak pierś mężczyzny korzeniach. Wokół dębu płonęło kilka ogni, oświetlając drzewo krwawym blaskiem. Nieco dalej, już w półmroku, stało kilka drewnianych bezokiennych chat. Przez otwory pod dachem wydobywał się z nich dym. Szelest kroków i trzask łamanych gałęzi wywabił z wnętrza kilka kobiet okrytych skórami. Na głowach miały wieńce, wykonane z leśnych kwiatów, a w dłoniach trzymały leśne zioła. Były to kapłanki Świętego Dębu. Pod dębem zaś stała wysoka, barczysta postać, ubrana w niedźwiedzie skóry. W ręku trzymała długą, powykręcaną w dziwny kształt laskę, wykonaną z dębowego korzenia. Na plecy spływały jej długie, siwe włosy, a równie długa, splątana broda sięgała prawie do pasa. Był to Krive, ich kapłan. Maszerujący tłum zatrzymał się na skraju lasu. Nie śmiał bez pozwolenia wstąpić na święte miejsce. Z przodu stał związany wojownik i z przerażeniem w oczach, ale i ciekawością, patrzył na pogańskie miejsce. Krive kiwnął ręką, po czym dwaj wojownicy podprowadzili jeńca, przywiązali rzemieniami jego nogi i ręce do pnia dębu i pospiesznie wrócili na skraj lasu. Więzień szarpnął pętami, ale te były solidne i nie było nadziei, że pękną, uwalniając nieszczęśnika. Strach wypełnił twarz rycerza. Starał się to ukryć, nieraz przecież zaglądał śmierci w oczy, ale teraz był bezbronny, przykuty do drzewa, w dzikiej puszczy, otoczony poganami. Krive wolnym krokiem podszedł do niego i stanął naprzeciw. Przez chwilę wpatrywał się zadumany w twarz jeńca. Ich spojrzenia skrzyżowały się, ale żaden nie spuścił wzrok. - I co teraz powiesz, Lechu – przerwał ciszę Krive. Strach na twarzy rycerza ustąpił miejsca zaskoczeniu: - Mówisz w moim języku!? – zapytał zdziwiony – Kim jesteś? - Zdziwiony jesteś, że mówię twoim językiem? - zapytał szyderczo kapłan. – Nie powinieneś być zadziwiony, gdyż plemiona nasze żyły obok siebie w zgodzie od dawien dawna, handlowały ze sobą bez niczyjej krzywdy i jakiejkolwiek zwady, dopóki książę wasz, Mesko, nie zapragnął zapanować nad naszym krajem. Zapadłą cisza. Krive chodził w te i z powrotem przed niewolnikiem, raz po raz unosząc twarz i spoglądając na rycerza. - Powiedz mi Lechu, - rozpoczął po chwili - czemu woje króla Bolesława znów najeżdżają nasz kraj? Czemu palą, mordują, niszczą i gwałcą? Czemu w popiół obracają nasze domostwa, niszczą nasze grody, zabierają nasze plony? Czym gniew króla Bolesława wznieciliśmy, że horyzont znaczą dziś krwawe łuny? - Pytasz „czym?”, poganinie? – zuchwale zapytał oburzony rycerz. - Przecież to wy nękacie nasze granice łupieżczymi wyprawami, wiary jedynie prawdziwej przyjąć nie chcecie, a Świętego Wojciecha, wysłannika króla Bolesława, który bogobojny, bez broni, z modlitwą na ustach Dobrą Nowinę głosić wam chciał, zamordowaliście okrutnie, ciało pohańbiliście! Król Bolesław musi pomścić sługę Bożego, któregoście zamordowali, ziemie nasze odzyskać i jedyną prawdziwą wiarę wam zaszczepić. Ma na to pozwolenie reszty krześcijańskiego świata i samego Papieża w Rzymie! Krive w spokoju wysłuchał rycerza, a gdy ten skończył, stanął ponownie naprzeciw i spojrzał mu w twarz. - Kapłan wasz, którego wy zwiecie Wojciechem, nie posłuchał zakazu Wiecu. Wiec zabronił mu powracać na nasze ziemie, o czym król Bolesław wiedzieć musi, bośmy towarzyszy jego puścili woln, bez uszczerbku. Władza Wiecu jest u nas pierwsza po mojej. On jej nie usłuchał, a za to każdego musi spotkać śmierć. Wiarę jedyną chciał nam przynieść, powiadasz. A cóż to za wiara, co to za Bóg, co dał się do drzewa przybić i na nim umarł? Czyżby jego moc była zbyt mała, aby się z tej opresji wybawić? Kto dał wam prawo…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Tajemnica Srebrnej Jaszczurki — czytnik · opowiadania