Duchy · 16 min czytania
Tajemnica Starego Cmentarza
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Janek głupi jesteś. Nie można tak robić! A co jakby tam leżała Twoja mama? - Ej od mojej mamy to się odwal ok!? Przecież tam już dawno nikogo nie ma, nie chowają już ludzi na tym cmentarzu od dziesięciu lat. Zobacz jak to wygląda? Wszystko rozpadające się i zarośnięte. - Ale przecież Ci ludzie nadal tam są. Co niby się z nimi stało? - Booooże ale z Ciebie osioł. Przecież oni się rozkładają. Już nawet pył nie został! Nie wierzysz to zobacz. Janek zeskoczył z ruszającego się nagrobka i z całych sił próbował zepchnąć na bok pokrywę. - Oszalałeś? Zostaw to! - Maciek doskoczył szybko do niego i odepchnął go na bok. - A co strach Cie obleciał? - Spadaj. Wcale się nie boje bo co niby mogłoby mi się stać? Przecież oni nie żyją. - Taki jesteś odważny to może pójdziemy TAM? Janek wskazał palcem w stronę starego lasu obok cmentarza. Las otoczony był rozpadającym się płotem a w głębi można było dostrzec czerwony dach, porośnięty mchem. Wokół tego miejsca w ich miasteczku krążyło wiele legend. Mówili że tam straszy i że duchy starych właścicieli zabijają wszystkich którzy tam wejdą. Podobno kiedyś poszła tam córka byłego proboszcza i nigdy nie wróciła. On sam poszedł jej szukać a kiedy wrócił był cały blady i powiedział że nigdy, przenigdy nie można tam nikomu wchodzić. Stary proboszcz przestał być proboszczem po tym jak pewnego dnia pod drzwiami kościoła znaleziono dziecko z małą karteczką zaadresowaną do niego. On sam nigdy nie powiedział wprost że to jego dziecko ale wszyscy sami dobrze wiedzieli. Z resztą przeprowadził się na skraj wsi i tam teraz mieszka nie rozmawiając z nikim i nie wychodząc z domu, w zasadzie to nikt nie wie czy on jeszcze żyje czy nie. - Dobrze wiesz że nie wolno nam tam wchodzić. - Nie mów że wierzysz w brednie tego starucha? - Oczywiście że nie! Po prostu mama mi zabrania a bardziej mi zależy na tym żeby pojechać w tym roku na wakacje nad morze niż na zwiedzaniu starego lasu! Chcesz iść do lasu? Mało Ci ich tutaj? - Eee tam. Dobrze wiesz że to nie jest zwykły las. Może odkryjemy co się stało z córką proboszcza! - Janek dobrze wiedział że marzeniem jego kolegi jest zostać detektywem i kiedy nie bawią się na dworze ten tylko siedzi i czyta kryminały albo ogląda filmy detektywistyczne. Sam uważał że to nuda. On lubił grać w piłkę i oglądać ligę mistrzów. Lubił też historie o duchach. Trochę się ich bał ale uważał że nie mogą być takie złe. Wiele by oddał żeby zobaczyć jakiegoś! Albo wampira! Albo zombi! - Taaa na pewno. Wszystkie ślady dawno już są zatarte. - Skąd wiesz? Przecież nikt tam nie chodzi może coś zostało? - Myślisz? - Na pewno! Może nawet gdzieś tam lezą jej kości! - Ale to by było co?! Myślisz że możemy przeprowadzić prawdziwe śledztwo? - No jasne że tak! Przecież Ty się na tym znasz jak mało kto. Zorganizuj wszystko co potrzebne, lupę i takie tam i jutro widzimy się tu równo o 8! - A szkoła? - Wolisz iść do budy? Przecież PRAWDZIWE śledztwo wymaga czasu co nie? - Nooo niby masz racje. - Nie marudź tylko zasuwaj do domu wszystko na jutro przygotować. - A jeżeli nas przyłapią? Jak Wiśnia zadzwoni do naszych rodziców? - Przecież ona jest za głupia na to żeby umieć obsługiwać telefon. No dawaj nie marnuj czasu! Dwaj przyjaciele pośpiesznie przybili piątkę i popędzili w stronę swoich domów. Mieszkali w dwóch różnych, sąsiednich wsiach i zawsze spotykali się w okolicy starego cmentarza. Janek podekscytowany biegł czym prędzej do domu myśląc o tym jakie to potwory uda mu się jutro zobaczyć. Myślał o tym co ze sobą zabrać na wypadek jakby jakiś duch chciał im zrobić krzywdę. Maciek podbiegł kawałek i dalej już spokojnie wracał do domu. Zastanawiał się czy to aby na pewno jest dobry pomysł i że może jednak pójdzie do szkoły. Wiedział że chłopaki na pewno go wyśmieją jak Janek im opowie jak to bał się pójść na wagary. Czym bliżej był domu tym bardziej się przekonywał że lepiej będzie jutro pójść do szkoły. Niech się z niego śmieją! A on po prostu chce pojechać nad morze bo jeszcze nigdy go nie widział. Poza tym rodzice obiecali mu że po drodze zabiorą go do najprawdziwszego muzeum kryminalistyki! Wyobrażacie to sobie?
***
Było już późno. Rodzice kazali Maćkowi się położyć i ten wykonał ich polecenie ale nie poszedł spać. Czytał jeszcze pod kołdrą książkę którą siostra mu przywiozła z Warszawy. Była niesamowita! O młodym chłopaku który miał dwanaście lat czyli dokładnie tyle co on sam i został prawdziwym detektywem! Maciek czytał i czytał i powoli coraz bardziej zaczynał być senny. W końcu zgasił latarkę, odłożył książkę na półkę i ułożył się do snu. „Chcę być taki jak on!” pomyślał po czym osunął się w spokojną krainę snów.
***
Maciek przyszedł na miejsce spotkania równo o ósmej, Janek był już na miejscu. Obaj mieli pełne plecaki. Na Twarzy Janka widać było podekscytowanie, wyglądał jakby czekał na tą chwilę od dawna. Maciek podszedł do niego wlokąc nogami. Wyglądał na niezdecydowanego i cały czas nerwowo rozglądał się na boki. - No już myślałem że stchórzysz! - Ja? Myślałby kto! - Masz wszystko co trzeba? - Tak! Dziś rano nawet zabrałem tacie trochę pyłu z jego temperówki i taśmę żeby zebrać odciski palców a w szafce w kuchni znalazłem najprawdziwszy aparat! I to taki co od razu zdjęcia z niego wychodzą! - No co Ty!? Dasz mi zrobić kilka zdjęć? - Nooo nie wiem. To mamy, wkurzy się jak zobaczy że go ruszałem, a jak go zepsujesz to mogę zapomnieć o wyjeździe nad morze! - Oj daj spokój. Pokaż go. - Maciek postawił plecak na ziemi i wyjął z niego aparat. Wziął go ostrożnie w obie ręce jak małego szczeniaczka i dumnie zaprezentował Jankowi. - Tadam! Janek szybkim i zwinnym ruchem wyrwał aparat z rąk kolegi i mimo protestów Maćka zaczął biegać dookoła niego i robić mu zdjęcia. - Hahaha! Ale masz tu minę! - Oddaj to! - Maciek spróbował złapać Janka za rękę a ten próbował uciec ale tym razem nie był dość szybki i zahaczył o dłoń Maćka. Aparat upadł na ziemię. - Ty bałwanie! Jeżeli się zepsuł to nie wiem co Ci zrobię. - Maciek podniósł go z ziemi i otrzepał z piachu. Spróbował zrobić zdjęcie i na szczęście wszystko działało. - Masz szczęście! Idziemy wreszcie? - No idziemy idziemy. Sprawdziłem płot i tu zaraz jest dziura. Chodź za mną. Chłopcy przedarli się przez płot i stanęli na skraju starego lasu. Wszędzie wokół rozpościerały się stare grube dęby wyglądające jakby miały przynajmniej po sto lat. Powoli szli wgłąb lasu w stronę starego grobowca uważnie patrząc pod nogi i rozglądając się dookoła. W oddali było słychać pohukiwanie sowy mimo że był dopiero ranek. Dzień wszędzie był bardzo słoneczny, wszędzie ale nie w starym lesie, tu panował półmrok. Dwójka młodych poszukiwaczy przygód zagłębiała się coraz dalej w coraz to ciemniejszy i gęstszy las. Co jakiś czas spoglądali w stronę czerwonego dachu grobowca, który wydawał się mimo że przeszli już całkiem spory kawałek w ogóle nie przybliżać. Pod ich nogami z głuchym trzaskiem pękały gałęzie a echo w lesie sprawiało że ten dźwięk zdawał się ich otaczać. Obaj milczeli. Na ich karkach można było dostrzec gęsią skórkę. Nagle na ich drodze, jakby znikąd pojawiła się mała polana na której stała wkopana w ziemię tablica nagrobkowa. Była dziwna bo nie było na niej krzyża ani żadnych napisów informujących o tym kto tu został pochowany. W zasadzie to nie wyglądało nawet jak grób. Po obu stronach od tablicy rozchodziła się prosta linia wykopana w ziemi. Była stara i mocno już porośnięta ale mimo wszystko dosyć wyraźnie widoczna. Tablica była mocno zabrudzona i kiedy chłopcy ją wyczyścili tak że mogli odczytać widniejący na niej napis szybko się wyprostowali a serce podeszło im do gardła. Widać na niej było wyrytych kilka pionowych kresek przekreślonych poziomymi co trzy i napis. „Granica! Oni ją przekroczyli i nigdy nie wrócili”. Chłopcy spojrzeli po sobie obaj starając się zachować jak najbardziej dziarski wyraz twarzy. - To co Janek Ty prowadzisz? - Pierwszy odezwał się Maciek starając się zachować spokój i pewność siebie w głosie. - Jaaa? No ten... Jasne! Chyba