Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 19 min czytania

Tajemnica szpiega

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sześciostrzałowy pistolet leżał na krwistoczerwonym dywanie. Jego lufa jeszcze ciepła od strzałów, które padły przed chwilą wydawała się zerkać zachęcająco w stronę półnagiej dziewczyny. Julia będąc cały czas w szoku nie miała najmniejszego zamiaru podnosić czoła ze skrzyżowanych na kolanach rąk.

Kosmyki długich włosów opadały bezwładnie na nagie ramiona, a ich jasny kolor doskonale współgrał z śnieżnobiałą ścianą. Niebieskie tenisówki na stopach dziewczyny, również wydawały się idealnie pasować do obcisłych spodni. Ich pasek powinien zdaniem jej nad opiekuńczych rodziców znajdować się na biodrach, a nie tuż za linią kolan. Co gorsza nie miała na sobie żadnej koszuli, ani nawet biustonosza. Sytuację częściowo wydawały się ratować białe majtki, które miała na sobie przynajmniej od 24 godzin.

Oddychała głęboko, żeby uspokoić nerwy i co najważniejsze zapanować nad sobą. Dopiero po dłuższej chwili wzięła się w garść, ale tylko na tyle żeby oprzeć głowę, tym razem o ścianę. Napuchnięte od łez oczy trzymała wciąż zamknięte. Otworzyła je nieśmiało dopiero po głębszym wdechu.

Najpierw spojrzała w stronę otwartego okna, które częściowo zasłaniała ciągle powiewająca na wietrze firanka. Wiecznie nie pościelone służko ze znacznie sfatygowaną kołdrą, bez widocznej poduszki stało tuż pod nią.

Stare biurko z chyba jeszcze starszym komputerem stało przed nią. Nawet nie zdążyła jeszcze rano go włączyć. Miała napisać referat z historii sztuki. Wiecznie to przekładała na później, a to była ostatnia chwila by to nadrobić. Wiedziała, że nie zdąży i co gorsza zdawała sobie sprawę z poprawki, która ją czeka. Gdy tylko złapała się na tym o czym w ogóle myśli w takiej sytuacji, błagalnie zadarła nos do góry i spojrzała tępo w sufit.

- Weź się w garść dziewczyno. O czym ty u diabła myślisz …

Ofuknęła szeptem sama siebie. Płaczliwy ton jaki bez problemu dało się usłyszeć w jej zachrypłym od płaczu głosie, chwilowo ją znowu złamał. Przecież miała o wiele ważniejsze problemy od zadania domowego. W śród nich można było śmiało wymienić te wszystkie trupy leżące piętro niżej i nie zliczone strzały z broni palnej, jakie na pewno słyszał cały akademik.

Dwa głębokie wdechy znowu postawiły ją na nogi, a tak przynajmniej jej się wydawało. Zdecydowanie chwyciła oburącz spodnie w pasie i delikatnie wstała nie odrywając pleców od zimnej ściany. Stanęła o własnych siłach, dopiero gdy zapięła rozporek. Czuła chłód porannego powietrza na nagich ramionach i brzuchu, dlatego instynktownie rozejrzała się za górną częścią swojej garderoby.

Pierwszą rzeczą jaka rzuciła jej się w oczy, była popielata bluza z kapturem, jaką dzień wcześniej rzucił w kant pokoju jej nowy chłopak.

Zrobiła krok do przodu i podniosła ją tylko po to żeby zaraz włożyć przez głowę. Znowu poczuła słodki zapach jego perfum, który ją uwiódł. Nie miała jednak czasu na przyjemności, zwłaszcza, że w budynku wciąż znajdowali się ludzie, którzy pragnęli jej śmierci.

Julia nieco niezdarnie nachyliła się i podniosła z podłogi broń. Na szczęście miała okazję wcześniej trochę poćwiczyć. Uniosła lufę w okolice swojego nosa, a w kąciku jej ust pojawił się nieco obłąkańczy uśmiech.

Jeszcze nigdy nie była tak pewna swego. Cały stres związany z niefortunną sytuacją uleciał z niej niczym nocny koszmar. Czuła się zupełnie tak jak gdyby trzymała właśnie cudowne rozwiązanie swoich problemów.

Doskonale usłyszała czyjeś kroki za w połowie otwartymi drzwiami i natychmiast skierowała w tamtą stronę lufę pistoletu. Przyjęła pozycję jak sądziła zawodowego strzelca i starannie wymierzyła. Nie nacisnęła spustu dopóki cień napastnika nie pojawił się za sporych rozmiarów szybą, stanowiącą większą część drzwi.

Dwa pojedyncze strzały niemal ją ogłuszyły, ale broń pomimo zdecydowanego szarpnięcie nie wypadła jej z rak. Brzęk tłuczonej szyby, który zaraz potem dał się słyszeć z nieco przytłumioną już intensywnością, wydawał się wbijać z niespotykaną siłą w świadomość dziewczyny. Nie słyszała nawet jak ciało uderza o podłogę. Skądś jednak wiedziała, że on tam jest i nie stanowi już żadnego zagrożenia.

Opuściła broń i zamaszystym ruchem kościstej dłoni otworzyła magazynek. Niewielki bębenek posłusznie wypadł z drugiej strony, podtrzymywany jedynie na jakimś niewidocznym elemencie konstrukcji pistoletu.

Nietrudno było zauważyć, iż pozostały a nim jedynie dwa naboje. Zrezygnowana Julia wypuściła pistolet z ręki, który z hałasem upadł na dywan. Przeszła ostrożnie i bokiem przez szparę pomiędzy drzwiami a futryną.

Spojrzała na ciało leżące na podłodze. Martwy mężczyzna miał na sobie czarny sweter, którego poszarpany od pocisków materiał zakrywał jedynie niewielką część klatki piersiowej. Kominiarka tego samego koloru zakrywała całą twarz.

Pistolet maszynowy z długą lufą w jakiejś osłonie, kształtem przypominającej ucięty przy samym czubku stożek, oraz magazynkiem wystającym z jedynej rękojeści, leżał nieopodal prawej ręki napastnika. Tylną część zasłaniał wygięty drut, sięgający nie wiele poza tylną obudowę broni.

Julia stanęła nad ciałem mężczyzny w rozkroku i delikatnie podniosła broń. Dziewczyna nie miała zielonego pojęcia skąd u diabła wie jak się zachować, ale gwałtownie odsunęła wajchę wystającą z obudowy broni i fachowo chwyciła ją oburącz. Czuła, że widok trupa również nie był dla niej niczym nowym, jednak stanowczo nie miała czasu by się nad dłużej zastanawiać.

Rozejrzała się w obie strony wąskiego korytarza. W ścianach widać było mnóstwo drewnianych drzwi, ale biały kolor farby nadawał mu wyjątkowo nijaki charakter.

- Jak ja zawsze nienawidziłam tego miejsca.

Stwierdziła do siebie i sama nie będąc pewna czy jest gotowa na śmierć skierowała się w stronę schodów. Zatrzymała się na granicy pierwszego stopnia. Powoli postąpiła krok do przodu pozostając cały czas odwrócona plecami do ściany z bronią przygotowaną do strzału.

Zły los nie kazał na siebie długo czekać. Z dużego patio, do którego drogę otwierała sporej długości futryna wypadł kolejny nieprzyjaciel. Stanął pośpiesznie za rogiem i zdążył jedynie wycelować ze swojego pół automatycznego pistoletu kierunku dziewczyny. Trafiły go w tors jedynie dwa pociski, reszta utkwiła w ścianie.

Siła odrzutu odrzuciła mężczyznę poza zasięg widzenia, jednak Julia czuła doskonale, że już go nie zobaczy. Doskonale wyćwiczone mięśnie wiedziały jak się zachować w takiej sytuacji. W tamtej chwili liczyło się jedynie jej własne życie, oraz być może – ocalenie pewnego chłopaka, który zniknął z jej pola widzenia, gdy to wszystko się zaczęło.

Powoli, ale zdecydowanie zeszła z ostatniego kamiennego schodka. Kamienna posadzka w tym samym kolorze, czyli popielata była już starannie wymyta przez sprzątaczki z nocnej zmiany, dlatego za pewne Julia mogła zobaczyć w niej swoje odbicie.

Swoje i nieprzyjaciół, którzy mogli schować się za kamiennymi słupami, znajdującymi się przed nią. Wiedziała o tym instynktownie i bez wahania spojrzała uważnie na podłogę, nie opuszczając jednak lufy karabinka. Szła powoli, stawiając szerokie kroki.

Gdy dotarła do środkowej części przedsionka usłyszała jedynie niegłośny stukot z tyłu głowy, który brzmiał jak rzucony kawałek jakiegoś metalu. Zanim zdała sobie sprawę z tego co to było, huk ogłuszył ją, a siła uderzenia odrzuciła do przodu.

Dziewczyna jednak nie straciła zimnej krwi i zanim upadła zwinęła się w kłębek, tak że upadając zrobiła całkiem sprawnego kozła.

Jeszcze nie zdążyła dobrze stanąć na rozchwianych nogach, a szerokim wachlarzem strzałów omiotła spory kawałek pomieszczenia. Niestety kule tym razem nie trafiły żadnego celu. Utkwiły jedynie w kwadratowych słupach, przedzielających pomieszczenie na połowę.

Nastała długo oczekiwana chwila ciszy zagłuszanej jedynie przez dwa kolejne, tym razem cylindryczne kawałki metalu. Oba walając się po podłodze syczały i zadymiły niemal cały przedsionek, a dusząca substancja szybko wypełniła płuca Julii.

Zakasłała gwałtownie raz, najpierw nieśmiało. Potem jeszcze gwałtowniej i schyliła się nad podłogą. Czuła, że zbiera jej się na wymioty. Chwyciła się ręką za brzuch, zaś drugą wystawiła do tyłu, by oprzeć się o najbliższy ze słupów.

Zamiast chłodnej farby odpornej na działanie wilgoci poczuła czyjąś dłoń, która szarpnęła ją do tyłu. Odwracając się o dziewięćdziesiąt stopni omal się nie wywróciła, jednak jakimś cudem udało jej się utrzymać równowagę.

Gdy spojrzała przed siebie zobaczyła jedynie czarną postać która ciągnie ją najpierw w kierunku klatki schodowej, którą pokonała wcześniej, potem po schodach do góry.

Oboje wpadli na pierwsze piętro, potem na drugie. Gdy zbliżyli się do stromej drabiny na końcu korytarza, która prowadziła na dach Julia zdołała wreszcie wyszarpnąć się spod władzy nieznajomego. Cofnęła się zdecydowanie o krok, potem o jeszcze dwa. Przełknęła ślinę i zadała pełnym napięcia tonem pytanie, które siedziało w jej głowie przez cały czas od kiedy się spotkali : - Kim ty u diabła jesteś ?

Chłopak dopiero teraz odwrócił twarz w jej stronę. Dech zamarł w płucach dziewczyny, ponieważ doskonale znała swojego potencjalnego wybawiciela z nie lada opresji. Wszędzie poznała by te czarne, chyba wieczne rozczochrane włosy. Wyraźnie zarysowany podbródek i zielone oczy dopełniały obrazu – przynajmniej w jej mniemaniu

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Tajemnica szpiega — czytnik · opowiadania