Akcja · 8 min czytania
Tajemnice Artefaktu Czasu rozdział III
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
ROZDZIAŁ III
-NIE GADAJ! STARA, JESTEŚ JAKĄŚ ODEJCHANĄ SUPERBOHATERKĄ?! I NIC NAM O TYM NIE POWIEDZIAŁAŚ? - krzyknęła w wielkiej euforii Anna, o ile można to było nazwać krzykiem, raczej to wychrypiała, przyprawiając się tym o potworny atak kaszlu, który sprawił, że jej twarz przybrała odcień purpury.
Byłam zaskoczona jej pozytywną reakcją, ale też bardzo mi ulżyło, że przyjęła to z takim entuzjazmem. Adam niestety milczał jak grób, po jego minie i tworzącej się zmarszczce na czole można było wywnioskować, że nad czymś intensywnie myślał. Zbliżyłam się do niego powoli, przysiadłam obok i położyłam mu głowę na ramieniu. Poczułam jak mimowolnie spina mięśnie, a strach wkradający się do jego myśli, zostawił gorzki posmak w mojej podświadomości. Mój najlepszy przyjaciel się mnie bał. Poczułam się jakby ktoś mnie spoliczkował.
- Dlaczego nic nie mówisz? Nie chcę żebyś był na mnie zły. - jego reakcja przyprawiała mnie o nieznośny ból serca. - Nie jesteś, prawda? - zapytałam potulnym głosem i wyszczerzyłam zęby w szerokim, choć fałszywym uśmiechu, mając nadzieję, że skłoni go to do rozmowy.
- Daj mi chwilę. - rzucił ozięble głosem nie podobnym do swojego, bez grama emocji. Wstał niezdarnie, po czym spojrzał na mnie z niedowierzaniem, pokręcił głową i wyszedł z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi z głośnym hukiem. Nigdy się tak nie zachowywał, chyba że ktoś bardzo go zawiódł i rozczarował. W tym przypadku, JA.
Byłam na to przygotowana, wiedziałam, że muszę dać mu czas na przemyślenia, w końcu nie codziennie dowiadujesz się o istnieniu mocy nadprzyrodzonych i całego pieprzonego, magicznego świata, nie każdy przyjąłby to z taką wdzięczną łatwością jak Ann, dla której było to po prostu ''odjechaną sprawą" i szansą na super rozrywkę.
Część 22 / 2
- Nie przejmuj się, zaraz wróci, zrozumie to. - powiedziała cicho przyjaciółka. - Znasz go, wierzy tylko w to co widzi na ekranie komputera. Potrzebuje czasu, żeby zrobić analizę danych! - zaśmiała się zachrypniętym głosem, próbując silić się na dowcip, mimo że uderzyła mnie bijąca od niej fala zwątpienia.
- OBY... - wydusiłam słowa z zaciśniętego żalem gardła. - Nie chcę go stracić, ale jeśli będzie chciał się ode mnie odciąć, zrozumiem to. - w końcu utrzymywałam go przez długie lata w kłamstwie. Należało mi się potępienie.
Niestety, ale w tym momencie nie liczyły się moje uczucia i sympatie, moim jedynym zadaniem była ochrona ARTEFAKTU. Tylko to było ważne. Kiedy przydzielono mi funkcję strażniczki, byłam zmuszona do złożenia przysięgi krwi, która była sprytnym zabezpieczeniem dla Bractwa. Zobowiązywała mnie ona do przekładania bezpieczeństwa artefaktu ponad wszystko, nawet życie moje i moich bliskich. Była pewnego rodzaju przymusem, magia w niej zawarta mogła panować na moimi czynami, nad ruchami mojego zniewolonego ciała.
Przypuszczalnie, gdyby bliska mi osoba spróbowałaby ukraść artefakt, zabiłabym ją bez mrugnięcia okiem, do tego z największą okrutnością, a raczej zrobiłoby to moje ciało, nad którym nie mogłabym w żaden sposób zapanować. Było mi niezwykle ciężko z tą świadomością, ale wiem, że jestem silna i zawsze poradzę sobie w każdej sytuacji.
Do tej pory myślałam, że niewiedza moich przyjaciół jest dla nich najlepszą ochroną, teraz jednak wiem, że jest zupełnie inaczej. Dopiero w sytuacji zagrożenia dotarło do mnie jak wielkim błędem było utrzymywanie mojej tożsamości w sekrecie przed nimi. Nigdy więcej tajemnic.
- Odciąć się ? Zwariowałaś? Nie jest, aż takim idiotą! Zaraz mu przejdzie i znowu będzie się do Ciebie ślinić! - Anna przewróciła