Fantastyka · 31 min czytania
Tajemnice trzeciego wydziału : Narodziny legendy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Rękojeść zdecydowanie za dużego pistoletu, wbijała się dziewczynie boleśnie w udo. Cała broń została wykonana z jakiegoś wyjątkowo ciężkiego metalu, co czyniło ostatnie dziesięć godzin spędzone w ciasnej skrzyni jeszcze bardziej niewygodnymi.
Igła już nie czuła bólu nóg, ani kręgosłupa. Jedyną substancją jaka pomagała jej przetrwać tamte ciężkie chwile, była własna adrenalina kobiety. Tylko dzięki niej jeszcze nie wyskoczyła jak oparzona z miejsca swojego ukrycia i nie zaczęła działać zdecydowanie wcześniej niż powinna.
Prawda jednak była znacznie prostsza, aniżeli sama się do tego przyznawała. Bała się. Głównie dlatego, że była to pierwsza misja dziewczyny w trzecim wydziale korporacji NOVA, z którą związała się kontraktem zawodowym na następne trzy lata.
Korporacja NOVA była jedną z trzech stron konfliktu, który po krótkim epizodzie walki o surowce, przestrzeń życiową i rynkową konkurencyjność na przystosowanym do życia Saturnie, wkroczył nieśmiało w zdecydowanie mniej oficjalne obszary.
Zadanie miało być proste. Zdobyć, a właściwie wykonać jak najwięcej zdjęć układu napędowego krążownika konkurencyjnej EVO corp. Ewakuować się w specjalnie przygotowanym do tego skoczku, który już dawno powinien znaleźć się w jednej z wyrzutni torped statku.
Zasadniczy problem polegał na tym, że owa wyrzutnia znajdowała się w przedniej części okrętu, a silniki w tylnej.
Na szczęście otrzymała jedynie przyjacielskie klepnięcie w ramię, oraz zdecydowanie nie poręczną broń z czternastoma pociskami w magazynku i nic więcej.
Tak trudne warunki nie przeszkadzały agentce na samym początku i co ważne podczas podpisywania zlecenia. Od dziecka lubiła podobne wyzwania, jednak z czasem przyszły obawy.
O ile za swoich młodych lat za niepowodzenia można była dostać jedynie w skórę, tak teraz konsekwencje mogły być o wiele groźniejsze.
Kobieta delikatnie wsunęła dłoń do kieszeni czarnych bojówek i powoli wyciągnęła z niej pierwsze ze swoich podstawowych narzędzi pracy.
Stalowej skrzyni chyba specjalnie z myślą o niej nie zamknięto szczelnie. Głównie dlatego mogła po raz wtóry w wpadającym przez wąską szczelinę świetle, przyjrzeć się broni.
Część 22 / 6
Rowki z obu stron masywnej lufy kończyły się łagodnie tuż przy stromo zakończonym końcu pistoletu. Wycięte z maszynową precyzją półkole, prowadziło z kolei do masywnej rękojeści. Do niej z kolei przytwierdzono śrubami kolejny, specjalnie sprofilowany kawał stali z zamocowaną gumą.
W skutek działania ciepła ciała igły, broń była nagrzana i od razu widać było, że chyba nie zbyt kosztowna. Agentkę obchodziło jedynie to by celnie strzelać, a idąc wojskowym tokiem myślenia prosta lufa mogła to jej zapewnić.
Cichy pomruk masywnego zegarka, przymocowanego gumowym paskiem do prawego nadgarstka oznajmił, że już najwyższy czas zacząć działać. Dziewczynie jednak daleko była od wyskoczenia z miejsca swojego ukrycia, niczym striptizerka skacze z tortu na wieczorze kawalerskim.
Delikatnie zagryzła dolną wargę i nieco panicznie wyłączyła budzik w zegarku, który kupiła w jakimś kiosku tuż przed misją. Położyła broń niemal z czcią w okolicach nagiego pępka i delikatnie podniosła rękoma pokrywę.
Chwilę później przeszkoda bardzo powoli przesunęła się niemal bezgłośnie do tyłu. Gdy przednia deska powędrowała za linię oczu igła gwałtownie opuściła ręce.
Wciąż nie bardzo mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Czuła się zupełnie jak wtedy, gdy ściśnięta w ładowni z pięćdziesięcioma innymi żołnierzami, obserwowała jak jeden z pozostałych statków uczestniczących w desancie na Saturn -a zaczyna płonąć.
Widziała wyraźnie jak prostokątna maszyna z jednym silnikiem w podstawie schodzi stopniowo z kursu i rozbija się o poszarpany wiatrami szczyt jakiegoś lokalnego łańcucha górskiego.
Zupełnie jak jak wtedy uporczywa myśl, że morze rzeczywiście zginąć jakoś nie mogła odnaleźć drogi do świadomości dziewczyny. Zwilżyła więc językiem górną wargę i wróciła do mozolnej pracy otwierania jedynych drzwi na wolność z klaustrofobicznego pomieszczenia.
Gdy całe to ustrojstwo uderzyło w końcu o podłogę bez żadnego zbędnego hałasu, mogła w końcu rozprostować nogi. Zrobiła to zanim się rozejrzała, za co zaraz skarciła się w myśli.
Kobieta była wysoka i szczupła. Miała podłużną twarz w kształcie serca. Długie włosy w kolorze purpury, miała w zwyczaju wiązać w kucyk. Oczy z opadającą powiekami, oraz wystające tuż pod nimi kości policzkowe, podkreśliła nieco czarnym makijażem. Sama nie wiedziała czemu, ale logiczne rozumowanie nigdy nie było jej mocną stroną. Opamiętanie musiało przyjść szybko ponieważ nie poszła za ciosem i zapadnięte policzki, oraz wąskie usta zostawiła w spokoju.
Nieco spiczasta broda i wysokie czoło nie dodawały jej uroku, ale od jakiegoś czasu wcale się z tym nie liczyła. Mężczyźni przecież zawsze byli. Wystarczyło pójść w którykolwiek weekend do jednego z wielu podlejszych knajp na jej rodzinnym ziemskim księżycu, aby złapać jakąś okazję. Zawsze wtedy utwierdzała się w przekonaniu iż faceci nie wiele różnią się od zwierząt. Łatwo było ich wykorzystać na krótką metę kimkolwiek by nie byli, jednak spędzić z kimś takim życie nie wchodziło nigdy w grę.
Część 33 / 6
Czasem to martwiło, ponieważ perspektywa spędzenia samotnie reszty życia również nie napawało dziewczyny optymizmem. Głownie dlatego często bywała w różnych lokalach i chociaż sama się do tego nie przyznawała chyba wciąż szukała tego odpowiedniego.
Niewielki piersi dziewczyny, które w pewnym okresie życia były przyczyną wielu rozterek, teraz paradoksalnie okazywały się bardzo przydatne. Dzięki nim, a właściwie ich gabarytom mogła nawiązać równą i jak do tej pory zawsze zwycięską walkę w ręcz z mężczyznami.
Jeszcze zanim zgłosiła się na służbę do korporacji dorobiła się zaawansowanych poziomów w kilku sztukach walki, co czyniło ją bardzo dobrą kandydatką do trzeciego wydziału korporacji. Instruktorom zazwyczaj ciężko było uwierzyć, że tak wojownicza dziewczyna szyje jakieś ciuchy w podłej fabryczce, gdzieś na przedmieściach stolicy planety.
Nie działała pod przykryciem, głównie dla tego ubrała spodnie wojskowe, oraz buty. Wykonano je z grubej skóry. Były niewygodne, jednak nie miały sobie równych, gdy dochodziło do walki w ręcz.
Oprócz tego włożyła na siebie sportowy top na ramiączkach, uszyty z czarnego materiału. Ubrała również wojskową kurtkę szturmową, wykonana z nieco sztywniejszego, grubszego i śliskiego włókna syntetycznego, która nadawała agentce niezwykle zdecydowany wygląd.
Pomieszczenie nie było ciemne, ani przesadnie widne. Jedyne światło pochodziło od słabych jarzeniówek, które zamontowane tuż obok przepastnych rur kanalizacyjnych. Dawały raczej niewiele niebieskiego światła.
Pomieszczenia korporacyjnych okrętów bojowych różniły się znacznie konstrukcją od zwykłych pokoi. Igła nigdy nie spotkała się z kontami prostymi na odcinkach, gdzie ściana łączyła się z podłogą i sufitem.
Tak i tym razem ściana łączyła z sobą sufit i podłogę za pomocą krzywych na dziewięćdziesiąt stopni, listw se stali. Głównie dlatego agentka zawsze czuła się w takich pomieszczeniach, zupełnie jak by znalazła się w kanałach.
Od razu gdy stanęła wreszcie na równych nogach dostrzegła uchylone drzwi grodzi w jednej ze ścian. Na pierwszy rzut oka była podobna do zwykłych. Jedyną różnica między nimi polegała na wielkości i grubości, a także materiale z jakiego je wykonano. Drzwi były zdecydowanie mniejsze, a progi wyższe. Wytrzymała stal zapewniała doskonałą ochronę innym pomieszczeniom w przypadku, gdy odcinek straciłby swoją hermetyczność.
Igła znała na pamięć rozkład pomieszczeń krążownika i doskonale wiedziała dokąd zmierza. Raczej nie spodziewano się pasażera na gapę, więc przy zachowaniu zdrowego rozsądku misja powinna zakończyć się powodzeniem.
Najpierw jednak musiała nawiązać kontakt z innym agentem. Ponieważ był on członkiem załogi, w jego mocy było przemycić na pokład aparat fotograficzny.
Część 44 / 6
Oczywiście Igła sama mogła to zrobić, ale nieznajomy miał za zadanie również przekazać jej jakieś ważne dokumenty.
Dziewczyna zdecydowała się nie wnikać w to co w nich napisano, ponieważ gdy tylko zająknęła się w ostatniej rozmowie z przełożonym na ten temat, ten niemal ją zrugał. Nie jest tajemnicą, że nie należy podpadać swoim szefom tuż przed pierwszą misją, a zwłaszcza gdy wybiera się taki zawód.
Zbliżyła się do grodzi, której próg sięgał prawie do kolan dziewczyny. Ostrożnie zrobiła krok do przodu i wyszła na wąski korytarz, na którym słychać było cichy pomruk jakiś turbin.
Zgodnie z podstawowymi zasadami sztuki budowy okrętów, które towarzyszyły ziemskim inżynierom od setek lat średnio co dziesięć, dwadzieścia metrów znajdowała się dokładnie taka sama gródź. Wszystkie następne dla odmiany zostały pootwierane na oścież, tak więc bezcenny w takich wypadkach zasięg widzenia był wystarczający.
Dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że ona również bez trudu może zostać zauważona przez jakiegoś zabłąkanego marynarza. Głównie dlatego trzymała się blisko ściany, a zanim minęła kolejne drzwi najpierw wyglądała za nie ostrożnie.
Palce nieustannie zaciskała na masywnej kolbie pistoletu i bardzo uważała by nie nacisnąć przypadkowo spustu. Dopiero, gdy minęła ostatnie drzwi ściągnęła z niego palec. W końcu głupio było by dać się zdemaskować w tak idiotyczne sposób.
Od momentu, gdy wyszła z kryjówki, słyszała za wyjątkiem szumu turbin jakieś dziwne odgłosy, które wydawały się odbijać od ścian i sufitów. Zatrzymywała się wtedy w miejscu i cała spięta nasłuchiwała. Zawsze cichły tak nagle, jak nagle się pojawiały. W końcu Igła doszła do wniosku, że muszą to być hałasy z maszynowni, do której przecież cały czas się zbliżała.
Dopiero po kilkuset metrach zauważyła jakiś wystający cylinder z poza drzwi. Oznaczało to, że nareszcie dotarła na miejsce. Teraz dopiero uznała, że może się nieco rozluźnić.
Przecież w końcu wszystko wskazywało, że pierwsza część planu zakończyła się sukcesem. Udało się uniknąć wykrycia i co najważniejsze dotarła do silników.
Już zdecydowanie mniej ostrożnie i z wyrazem ulgi na ustach przeszła przez dwa pozostałe progi. Nawet się nie chowała przy ścianach pomiędzy nimi. Po prostu szła przed siebie z lufą pistoletu zadartą do góry, wyprostowana niczym na paradzie zwycięstwa.
Przeszłą przez próg ostatnich drzwi i zrobiła jeszcze kilka dodatkowych kroków robiąc przy tym głęboki wdech. Zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że jeszcze nie czas na fotografowanie. Przecież najpierw musiała odnaleźć mechanika.
Część 55 / 6
Kręte schody znajdowały się dokładnie w miejscu, w którym umiejscowiono je na planach. Wbite nijako w walcowaty słup, pomiędzy dwoma urządzeniami, które przypominały agentce raczej cysterny z paliwem. Stopnie wykonano z jakiejś grubej kraty. Prowadziły one do przedsionka o poziom wyżej. Tam z kolei znajdowały się kolejne drzwi, przez które wystarczyło jedynie przejść, by znaleźć się w korytarzu z pomieszczeniami załogi.
Oczywiście Igła nie miała zamiaru odwiedzać kwater nie wtajemniczonej w nic załogi. Zadanie dziewczyny ograniczało się jedynie do wejścia na górę i schowaniu się w jednym z ziemnych rogów niewielkiego pomieszczenia.
Kontakt miał jedynie wejść do środka i nie rozglądając się zbytnio dookoła zostawić na podłodze kopertę o gabarytach listu, oraz niewielki aparat fotograficzny.
Igła weszła powoli na pierwszy stopień schodów i jak najszybciej jak tylko mogła wbiegła na górę. Szybkim susem pokonała niewielkie pomieszczenie, w którym zdecydowanie brakowało światła. Przykucnęła plecami do ściany w pierwszym lepszym rogu.
Pistolet trzymała cały czas w zaciśniętej dłoni, a gdy oparła się plecami o zimną ścianę wycelowała go w drzwi.
Nawet nie musiała długo czekać, aż zamek w zamkniętych drzwiach wyda charakterystyczny odgłos i otworzą się one na odzież. Agentka widziała jedynie przykurczoną sylwetką która niemal na palcach pokonuje wysoki próg i zbliża się do schodów.
Igła bez problemu oceniła, że ma przed sobą bardzo zestresowanego człowieka. Ruchy sylwetki były gwałtowne i wysoce nie precyzyjne. Gdy wyciągała z kieszeni jakaś grubą kopertę i położyła ją na stopniu schodów, widać było doskonale jak trzęsą się jej ręce. Dopiero w następnej kolejności postać położyła aparat. Ostrożnie i jak by z wahaniem.
To wzbudziło silny niepokój u igły. Owszem, może człowiek z którym miała do czynienia również wykonywał w swoim życiu pierwsze zlecenie i po prostu bardzo to przeżywał, ale coś tu zdecydowanie nie grało. Chwila wydała się jej nienaturalnie długa.
Gdy postać gwałtownie odwróciła głowę w stronę drzwi, wszystko już było jasne. Igle pozostało jedynie wycelować w głowę swojego zdecydowanie byłego współpracownika i nacisnąć spust. Nie sądziła, że huk wystrzału tak intensywnie odbije się od stalowych ścian pomieszczenia, a detonacja ładunku w naboju, która na chwilę wyleci z lufy tak oświetli wszystkie ściany.
Nawet nie zdążyła dojść do siebie, gdy do pomieszczenia wpadły granaty. Każdy z nich niczym kamień odbił się od stalowej podłogi, lub ściany. Igła ledwie zdążyła zgiąć kręgosłup i przycisnąć nadgarstki do uszu. Tylko dzięki temu, wszystkie wybuchy nie były tak bolesne dla zmysłu słuchu kobiet jak powinny. Zacisnęła powieki, więc dym przynajmniej na początku nie drażnił oczu dziewczyny.
Część 66 / 6
Nie trzeba było długo czekać, aż do pomieszczenia wpadną jacyś ludzie. Igła nie miała pojęcia, czy jest to oddział specjalny, czy prości marynarze, ponieważ w gęstym dymie i ciemności ledwie dała radę dostrzec sylwetki mężczyzn.
Dziewczyna wiedziała jedno. W takich sytuacjach każda sekunda jest cenna i nie ma miejsca na błędy. Błyskawicznie nachyliła się jeszcze bardziej do przodu i odbiła się palcami stup od podłogi.
Wystarczył tylko jeden kozioł by znaleźć się w okolicy środka pomieszczenia. Instynktownie poderwała się na równe nogi i wycelowała pistolet w głowę najbliższego z wyraźnie zdezorientowanych mężczyzn. Nie trzeba było przykładać zbyt wiele siły by nacisnąć spust.
Zasłona zamka odskoczyła gwałtownie w stronę twarzy kobiety, jednak odbiła się od specjalnie przeznaczonych ku temu elementów broni. Siła uderzenia, a potem detonacji ładunku pocisku była tak znaczna, że prawie wydarła broń z ręki dziewczyny.
Doskonale wyćwiczone mięśnie nadgarstka i dłoni nie dały jednak wykrzywić się lufie pistoletu nawet o milimetr, a huk wystrzału rozszedł się potężnym echem po nie tylko całym pomieszczeniu, ale i najbliższych korytarzach.
Igła nie miała czasu czekać, aż ciało w znacznej mierze powalone siłą impetu pocisku zwali się na podłogę. Zamaszystym ruchem skierowała lufę pistoletu ku dołowi i zgięła nieznacznie nogi w kolanach, a broń wycelowała w kolejną postać, która tym razem znalazła się na przeciw zneutralizowanego już zagrożenia.
Nieprzyjaciel widać dobrze zdołał zorientować się z skąd pochodził huk wystrzału i odruchowo skierował w tamtą stronę cienką lufę jakiegoś pistoletu maszynowego z długim magazynkiem po środku przegubu. Zabrakło mu jednak zdecydowania, by otworzyć ogień i to kosztowało go życie.
Wysoko kalibrowy pocisk rozszarpał mu potylicę, a jego zwłoki w spazmatycznym odruchu zwaliły się na ziemię.
Igła staranowała ramieniem w połowie otwarte drzwi i wydostała się na korytarz. Widziała z obu boków korytarza grodzie, które prowadziły do pomieszczeń załogi. Każde z nich było szczelnie zamknięte i nie różniło się wyglądem od wszystkich, jakie widziała do tej pory.
Dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę, że zamieszanie jakie wybuchło raptem kilka metrów dalej nie potrwa jeszcze zbyt…