Kryminał · 52 min czytania
Tajemnicza szkatułka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Nikomu już nie można ufać, po tym co dzisiaj się stało. Henryk Górski, znany pisarz książek przygodowych był w podeszłym wieku. Jego symetrycznie ogolona bródka wskazywała na mądrość i życiowe doświadczenie. Na jego twarzy rysował się niepokój, a może nawet lęk. Książki były jego pasją. Już jako mały chłopiec potrafił pożerać je niesamowicie szybko. Niedługo później młody wówczas Henryk zaczął pisać wiersze, następnie krótkie opowiadania. Jego pierwsza książka została wydana ponad dwadzieścia lat temu. Górski nie należał do najmłodszych osób. Wielu na jego miejscu odeszłoby na emeryturę, on jednak twierdził że ma coś jeszcze w życiu do zrobienia. Tak, Henryk miał już sześćdziesiąt lat. Było to wystarczająco długo by stracić zaufanie do wszystkich swoich najbliższych, a szczególnie do jednej osoby, której Henryk ufał najbardziej. Do człowieka, któremu zawsze mówił o wszystkim, nawet o najdrobniejszych szczegółach. Do kogoś, kto jego zdaniem nigdy by go nie zdradził, nigdy by go nie wykorzystał. A jednak... To bolało go najbardziej. Zawsze do tej pory umiał rozpoznawać ludzi. Już po jednym spojrzeniu na konkretną osobę umiał stwierdzić, czy naprawdę chce udzielić bezinteresownej pomocy, czy potrzebuje czegoś w zamian. Ale tym razem się pomylił. Mężczyzna czuł że coś się skończyło. Coś co trwało bardzo długo. Coś co przypominało dopalającą się świeczkę. Jednak nie załatwił jeszcze wszystkich spraw, a przede wszystkim najważniejszej. Muszę. Po prostu muszę to zrobić... Henryk spojrzał na zegarek. Wskazywał on siedemnastą dwanaście. Pisarz wyjął ze swojej kieszeni stary i masywny klucz, poprawił swoje ulubione okulary, z którymi nigdy się nie rozstawał i włożył klucz do dziurki. Po przekręceniu, otworzył ogromne drzwi, co wywołało niemałe skrzypienie. Mężczyzna postawił nogę w swoim gabinecie. Nie miał trudności ze znalezieniem włącznika, znał bowiem pokój jak własną kieszeń. Światło lampy oświetliło całe pomieszczenie. Było to niewielkie pomieszczenie, w którym znajdowały się biurko, krzesło, parę regałów. Mężczyzna podszedł powoli do najważniejszego miejsca w swoim gabinecie- nowoczesnego sejfu, który znajdywał się w ścianie. Otworzył go specjalnym kodem, po czym wyjął z niego małą, złociutką szkatułkę. Postawił ją na biurko. Jego myśli były niezliczone. A może jednak nie jest za późno. Może się uda. Może... Henryk przysiadł ze zmęczenia na krześle. Nienaruszona, na szczęście- powiedział w duchu gładząc szkatułkę - Całe szczęście. To była najważniejsza rzecz w jego życiu. Rzecz, za którą mógłby nawet zginąć. Doskonale pamiętał, jak kilka lat temu, stworzył tajemniczą i bardzo ważną dzisiaj listę. Wymyślił także siedmioliterowe hasło, które wpisał jako szyfr na szkatułce. Tylko po jego wpisaniu, szkatułka otwierała się. Wziął ją w ręce, po czym wstał i podszedł do sejfu. Zaczął go zamykać. Nagle poczuł czyjś oddech na swojej szyi. Ktoś zaczął go dusić... Henryk upadł na podłogę. Nie wiedział, co się dzieje. Zobaczył jakąś postać. Ktoś wyjął szkatułkę z rąk pisarza.
-Hasło- powiedział nieznajomy grubym głosem równocześnie przykładając mu do głowy masywny i ciężki pistolet. Ręce dusiciela były spocone. Musi się udać, nie może mnie rozpoznać. A może on już wie...
Henryk miał „serce w gardle”. Nie mógł wydusić z siebie ani słowa. Jednak nawet gdyby mógł, nigdy nie zdradziłby tajemnicy. Tajemnicy swojego życia.
-W takim razie weźmiesz swoje hasło ze sobą do grobu- ktoś pochylił się nad Henrykiem. Zaczął go dusić.
Kamera w pokoju cały czas była włączona. Tajemniczy ktoś zaczął rozbierać pisarza i położył go na podłodze. Henryk nie miał już prawie sił. Jednak wystarczyło to, by zobaczyć podczas rozbierania znak na ręce włamywacza.
-To ty?! - powiedział ostatkiem sił. Jego serce uderzyło niemiłosiernie mocno. Henryk krzyczał w myślach - Nie!!! To niemożliwe!!! Jednak było już za późno.
Ktoś po raz kolejny zaczął dusić mężczyznę. Pisarz wyzionął ducha. Morderca zabrał szkatułkę ze sobą i wyszedł z gabinetu zamykając drzwi na klamkę.
Zegar wskazywał siedemnastą dwadzieścia jeden. Ze wszystkim zdążyłem. Na szczęście. Rafał, dwudziestoośmioletni historyk przygotowywał obiad dla swojej dziewczyny- Magdy. Pełen stół, w kuchni dania, które tym razem, o dziwo się nie przypaliły. Wszystko gotowe. Magda miała przyjść o siedemnastej trzydzieści. Dzisiaj mieli świętować drugą rocznicę ich związku. Rafał pamiętał doskonale dzień, w którym się poznali, jak by było to wczoraj. Chłopak wszedł właśnie do muzeum. Magda, wówczas urocza i młodziutka blondynka oglądała wystawę. Chłopak żwawym krokiem podszedł do eksponatu. Był tak żywo zainteresowany tym co ukazało muzeum, że zupełnie zapomniał o realnym świecie. I nagle wpadł na Magdę, wrócił do rzeczywistości.
-Przepraszam serdecznie- uniósł wzrok na Magdę. Tego widoku Rafał nigdy nie zapomniał i zapewne nigdy nie zapomni. Zobaczył wtedy najpiękniejszą dziewczynę na świecie. -Nic się nie stało. -Nie zauważyłem pani - starał się wytłumaczyć Rafał - Jeszcze raz przepraszam. -Ciekawa wystawa, prawda? - syknęła Magda nie wiedząc co powiedzieć. -Tak oczywiście.
I tak Rafał i Magda zaczęli się ze sobą spotykać. Dzisiaj właśnie mijał drugi rok. Rafał, choć może to przesłodzone, pamiętał doskonale każdą randkę, każde spotkanie, każdy pocałunek. Był zapalonym historykiem. Wskazywała na to jego wyjątkowa cierpliwość i spokój. Od małego uwielbiał historię i wszystko, co było z nią związane. Mieszkał sam już od kilku lat. Miał małe dwupokojowe mieszkanie, które jak najbardziej mu wystarczało. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Rafał zerwał się z krzesła. Podbiegł do drzwi i otworzył. W drzwiach stała właśnie Magda.
-Proszę, wejdź - odezwał się całując dziewczynę na powitanie. -Dziękuję, cześć - Magda weszła do środka. Na jej twarzy malował się smutek. Zupełnie nie przypominała zakochanej i szalonej Magdy choćby sprzed kilku tygodni. Rafał jednak tego nie zauważył, choć tak naprawdę może nie chciał zauważyć.
Część 22 / 6
Magda weszła i usiadła na krześle przy stole, który znajdował się na środku pokoju. Zobaczyła zapalone świece, dwa miejsca przyszykowane przez Rafała naprzeciwko siebie. Jej chłopak stworzył romantyczny klimat. Jak zawsze. Coraz bardziej ogarniały ją myśli, że jej związek jest bardzo poważny. O wiele bardziej poważny niż jej się zdawał. A przynajmniej takim traktował go jej chłopak. No, właśnie. Pamiętała doskonale ich ostatnią randkę sprzed kilku dni. Ciepło, jakim obdarzył ją ukochany Rafał. I jego słowa „Kocham cię” powtarzane wciąż do ucha. Magda uwielbiała spotkania we dwoje. Kochała chwile spędzane tylko ze swoim mężczyzną. Traktowała czas z nim, jak najlepszą rzecz na świecie. A jednak... Dziewczyna słyszała w uszach wyznanie Rafała, te dwa słowa brzmiały jej jak najlepsza rzecz, najlepsze uczucie jakie spotkało ją w życiu. Ale Magda nie była pewna. Nie była pewna swoich uczuć w stosunku do Rafała. Czuła wobec niego podziw, uznanie, ciepło, przyjaźń... ale nie miłość. Właśnie dzisiaj Magda zamierzała powiedzieć swojemu o dwa lata starszemu chłopakowi o tym, co tak naprawdę do niego czuje. Nie mogła dłużej tego ukrywać. Wiedziała, że go bardzo zrani, ale jeszcze bardziej zraniłaby go nie mówiąc mu o tym i zachowując się nie tak, jak on by tego oczekiwał.
-Musimy porozmawiać... - wykrztusiła z siebie dziewczyna. -Coś się stało? - Rafał dostrzegł jej niesamowitą koncentrację na tej chwili. Widział także jej zestresowanie. Magda nie była taka jak zawsze. Dopiero teraz to ujrzał. Kiedy już to dostrzegł, wydawało się mu być to wręcz oczywiste. -Chcę żebyśmy porozmawiali o nas. O naszym związku - dodała jakby dla wyjaśnienia. -Dobrze - Rafał nie bardzo rozumiał Magdy, ale domyślał się że coś się stało. -Myślę, że powinniśmy się rozstać.
Siedemnasta trzydzieści sześć. Samochód jechał bardzo szybko. Jego kierowcy zależało, by jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Było tak blisko. Mężczyzna zerknął na siedzenie pasażera. Na szkatułkę, za którą zabił Henryka Górskiego. Leżała spokojnie jakby czekając, aż w końcu ktoś ją otworzy. Kierowca dodał gazu. Pożądał pieniędzy, które chciał, a właściwie oczekiwał znaleźć w szkatułce. Muszę to mieć- myślał od dawna. Nie mógł uwierzyć, że szkatułka leży tuż obok niego, i w tym momencie jest tylko jego własnością. Jego oczy wyglądały jak świetliki. Nie myślał już o niczym innym. Nie, nie wytrzymam. Muszę zatrzymać samochód. Kierowca zjechał ostrożnie na pobocze. Zgasił silnik i rzucił się na swój skarb, który leżał na siedzeniu obok. Pierwsza litera- wpisał K. Zaczął wpisywać kolejne. Ręce drżały mu jakby panowało zimno choćby dwudziestu stopni. Druga litera, trzecia, czwarta. W jego umyśle znowu pojawiło się pożądanie pieniędzy. Piąta litera, szósta. Aż w końcu ta ostatnia siódma. K-R-A-L-N-I-K. Kralnik. Co to za nazwa? Nie zastanawiał się długo. Chwycił pokrywę otwierającą szkatułkę. Nie, to niemożliwe. Nie chce się otworzyć. Facet otwierał mocniej aż w końcu szarpnął z całej siły pokrywę. Nic. Ani drgnie. To złe hasło. Wpisałem złe hasło. To niemożliwe! Facet ze zdenerwowania walnął pięścią w kierownicę. Ogarniała go złość. Aż wrzał ze złości. Kralnik to zła nazwa- powtarzał w myślach. Mężczyzna spojrzał na zegarek. Wskazywał on siedemnastą trzydzieści dziewięć. A gdyby tak... To chyba ostatnia deska ratunku. Jeśli to się nie uda to... nie, to musi się udać, nie ma innego wyjścia. Facet odłożył szkatułkę na drugie siedzenie i odpalił silnik. Złość powoli mu przechodziła. Z wielką siłą nacisnął na pedał gazu i ruszył z piskiem na ulicę zawracając w przeciwną stronę. Ostatnia szansa, ostatnia deska ratunku.
Siedemnasta czterdzieści. Młoda, dwudziestokilkuletnia, sekretarka Górskiego, Marta Ostrowska weszła do budynku. Zmierzała do gabinetu swojego szefa. Doskonale pamiętała jego telefon sprzed pół godziny. Henryk był ogromnie tajemniczy. Miał niezwykle dynamiczny głos pełen niepokoju.
-Pani Marto, jest pani wolna? - zapytał pisarz bez wstępu. -Nie rozumiem - pytanie jej szefa zupełnie zdziwiło młodą sekretarkę. -To nie czas na żarty - powiedział poważnie jak nigdy dotąd. W jego głosie było słychać ogromny lęk - Proszę przyjechać, muszę z panią porozmawiać. -Ale kiedy? Dzisiaj jest niedziela, jestem u siebie w domu razem z moim mężem. -To bardzo ważne - nie przyjmował do wiadomości próby odmowy - Czekam w swoim gabinecie o siedemnastej czterdzieści. Tylko proszę się nie spóźnić- te ostatnie słowa zabrzmiały jakby właśnie o tej godzinie miał odjechać ostatni pociąg. -Dobrze - odpowiedziała zauważając jednocześnie, że Henryk już się rozłączył. Jej szef był zawsze niesamowicie dokładny. Szanował czas i zawsze wyliczał wszystko z niesamowitą precyzją.
Marta znalazła się przed drzwiami gabinetu. Poprawiła szybko swoją fryzurę, wzięła głęboki oddech i zapukała do drzwi bardzo ostrożnie. Nie uzyskała odpowiedzi. Po drugiej nieudanej próbie delikatnie weszła do gabinetu. Zobaczyła zapalone światło i otworzony sejf. Serce zabiło jej mocniej, a głowa zdawała się pytać „Co tu się dzieje?”. Nagle dostrzegła nagie ciało Górskiego. Widok był o tyle okropny, że leżał w kałuży krwi. Całe miejsce wyglądało jednak jak rytuał. Wokół zostały rozstawione świeczki i jakieś dziwne napisy.
Powinniśmy się rozstać - Rafał nie mógł uwierzyć tym słowom. Po prostu nie rozumiał ich, nie umiał ich pojąć.
-Ale nie rozumiem, przecież ja cię kocham Jak nikogo na świecie - starał się zrozumieć sytuację chłopak. Miał tysiące myśli w głowie, które wszystkie naraz świdrowały mu nad uszami - Musiało się przecież coś stać. -Owszem stało się- Magda przełknęła ślinę - Zdałam sobie sprawę, że cię nie kocham...
Nagle odezwała się muzyczka telefonu komórkowego Rafała.
-Nie czas teraz na rozmowy telefoniczne - Chłopak wstał energicznie z krzesła, podszedł do małego stolika w rogu pokoju, gdzie leżała komórka i wyłączył połączenie - Wróćmy do naszej rozmowy.
Przez chwilę była cisza. Magda opuściła głowę. Wiedziała, że to co przed chwilą usłyszał Rafał, było dla niego ogromnym ciosem. Było ciosem także dla niej. Dziewczyna sama chciałaby, żeby prawda nigdy nie wyszła na światło dziennie. Ale musiało powiedzieć to, co oznajmiła Rafałowi przed chwilą...
Część 33 / 6
-Ale, Magda tyle nas przecież łączy. A ty chcesz tak to po prostu przekreślić? - Rafał wciąż miał ogromną pustkę i natłok myśli w głowie. -Ja niczego nie przekreślam. Było nam ze sobą dobrze, wspaniale, ale... -Ale się skończyło... -Rafał, posłuchaj to nie jest dla mnie łatwa decyzja, ale tak będzie lepiej - powiedziała powoli. -Lepiej? Dla kogo? Dla ciebie? Dla mnie? - wystrzeliwał jak z karabinu. -Dla nas. -Dla nas? -Tak, dla nas, Rafał. Dla mnie, bo będzie mi lżej i dla ciebie, bo będziesz wolnym człowiekiem od nikogo niezależnym. -Ale ja chcę być zależnym. Zależnym do ciebie. Kocham cię i nie umiem żyć bez ciebie, rozumiesz? -Rozumiem, ale inaczej nie mogę. Muszę tak postąpić.
Rafał wstał z krzesła. Złapał się za głowę, nie rozumiał decyzji, którą podjęła Magda. Chłopak podszedł do swojej ukochanej. Uklęknął przed nią.
-Proszę, popatrz na mnie i powiedz mi prosto w twarz że mnie nie kochasz, a dam ci spokój - oznajmił cicho i powoli patrząc prosto w twarz ukochanej.
Magda popatrzyła na Rafała. Widziała w nim osobę, z którą bardzo dużo ją łączyło, ale nie miłość. Nie to, czego chłopak najbardziej od niej oczekiwał.
-Przykro mi, ale nie kocham cię - powiedziała, po czym wybiegła z mieszkania nie zamykając drzwi.
Rafał patrzył się przed siebie, nie mógł uwierzyć w to, co wydarzyło się przez ostatnich kilka minut. Nie miał jednak czasu, by kontynuować swoje użalanie się i zastanawianie. Ktoś zadzwonił po raz drugi. Chłopak odłożył na bok swoje rozmyślanie i sięgnął po komórkę.
-Tak słucham, Rafał Górski - odezwał się młodzieniec rozpoczynając rozmowę. -Dzień dobry, moje nazwisko Rudziński, dzwonię do pana w związku z pana ojcem - Rafał usłyszał ciepły i poważny głos rozmówcy. -Coś się stało? - zaniepokoił się chłopak. -Jestem sekretarzem pana ojca. Pan Górski chce się z panem jak najszybciej spotkać... -W jakiejś konkretnej sprawie? -Powiedział, że to pilne i żebym do pana zadzwonił. -Rozumiem, przyjadę jutro... -Pan mnie nie zrozumiał, proszę przyjechać teraz. To bardzo istotna sprawa. -Mój ojciec nie powiedział panu że przyjazd do Warszawy zajmuje trochę czasu? - rzucił Rafał nieco ironicznym głosem. -Proszę wezwać taksówkę, pana ojciec pokryje wszystkie koszty. -No, dobrze. Ale...
Sekretarz rozłączył się.
-Halo, chciałem zamówić taksówkę...
Policjant spojrzał na zegarek. Siedemnasta czterdzieści dwa. Już tylko osiemnaście minut do zakończenia dyżuru. Mężczyzna pomyślał o swojej czekającej w domu żonie. O ciepłym obiedzie. O gazetce. Facet wstał od biurka. Podszedł do okna, odsłonił żaluzje. Było ciemno. Jak to zimą- pomyślał policjant. Mężczyzna wypatrywał swojego zmiennika. Ostrowski często się spóźnia, kurczę- pomyślał w duchu. Policjant wrócił do biurka. Usiadł na krześle, chwycił długopis i zabrał się do kończenia pisania policyjnego raportu. Nagle usłyszał dźwięk otwierania drzwi. W progu pomieszczenia zobaczył swojego zmiennika.
-Cześć Paweł, już jestem - wszedł do środka. -Widzę, to dobrze. Żona czeka na mnie w domu z obiadem - powiedział powoli i poważnie. -Ty to masz szczęście, przede mną długi dyżur.
Część 44 / 6
Zmiennik podszedł do wieszaka i zaczął zdejmować kurtkę. Zadzwonił telefon stojący na biurku policjanta kończącego dyżur.
-Odbierzesz? - zapytał zmiennik wieszając kurtkę na wieszaku. -Jasne. Halo, komisariat policji.... tak, dobrze... gdzie... dobrze - odłożył słuchawkę. -Wezwanie? -Tak, jedziemy. Dzwonił szef, mamy jechać. Nici z obiadu - wstał podchodząc do wieszaka na kurtki - Jeszcze nie skończyłem dyżuru, muszę jechać z tobą.
Rafał spojrzał na zegar znajdujący się w taksówce. Wskazywał on siedemnastą pięćdziesiąt osiem.
-Patrzy pan na godzinę? - zapytał taksówkarz w podeszłym wieku prowadzący samochód. -Tak... - odpowiedział chłopak. -Spieszy się o jakieś pięć minut. -Czyli jest za siedem? -Tak mniej więcej. -Dziękuje. -Nie ma za co, pewnie jakaś pilna sprawa w Warszawie, prawda? -Pilna, a co pan taki ciekawy? -Tak tylko pytam. -Lepiej niech pan powie ile będziemy jechać? -Powinniśmy być na miejscu koło ósmej.
Rafał rozmyślał. Rozum chciał myśleć o dziwnym telefonie od sekretarza ojca, natomiast serce rozstaniu z Magdą. Tak szybko to się wszystko dzieje. Za szybko. O wiele dla mnie za szybko.
Magda siedziała na sofie w swoim domu. Myślała o rozstaniu. Z kuchni wyszła jej najbliższa przyjaciółka, Małgosia. Trzymała w ręku paczkę chusteczek. Pierwsza z nich miała dwadzieścia sześć lat i pracowała w sklepie spożywczym. Zatrudniła się tam jakieś kilka miesięcy temu. To kiepska praca, ale w tym samym czasie Magda studiowała zaocznie matematykę. Mieszkała razem z przyjaciółką, Małgosią. Wynajmowały mieszkanie od prawie roku. Rodzice Magdy mieszkali we Wrocławiu. Kilka lat temu Magda wyjechała do Warszawy na studia. Kontaktowała się z nimi raz na jakiś czas.
-Masz, i już nie płacz - Małgosia podała paczkę przyjaciółce. -Dzięki - Magda zaczęła ocierać łzy - Ja już sama nie wiem czy dobrze zrobiłam... -Powiedziałaś mu o wszystkim? -Prawie. -To znaczy? -Nie potrafiłam mu powiedzieć o Piotrku, po prostu najzwyczajniej w świecie nie miałam odwagi - urwała głos Magda. -Więc co mu powiedziałaś? - zupełnie nie rozumiała Gosia. -Powiedziałam mu, że powinniśmy się rozstać... Tak by było najlepiej. -A nie jest? -Sama już nic nie wiem. -Przecież kochasz innego, więc w czym problem? -Właśnie w całej tej miłości... - zaczęła się otwierać Magda - Dopiero teraz, gdy byłam u Rafała zdałam sobie sprawę jak wiele ze sobą przeżyliśmy, jak jest mi naprawdę bliski... -To po co się z nim rozstałaś? Skoro go kochasz... -Nie wiem, nic już nie wiem... - jej głos przerwał dzwoniący telefon. -Halo... Cześć Piotrek.
Dwóch policjantów przyjechało na miejsce. Przed wyjściem z samochodu jeden z nich spojrzał na zegarek. Wskazywał on osiemnastą jeden. Trudno, obiad będzie musiał poczekać. Obaj wysiedli. Przed budynkiem było kilka innych radiowozów policyjnych oraz karetka pogotowia. Policjanci poszli na górę zobaczyć miejsce zdarzenia. Wchodząc do pokoju zobaczyli wielu ludzi. Jeden z policjantów podszedł do nich.
-To jest bardzo ciekawe morderstwo. Ktoś odprawił sobie jakiś rytuał - powiedział bez wstępu policjant, który był już na miejscu. -Kto to jest? - zapytali ci, co przyjechali. -Henryk Górski, znany pisarz... - odpowiadał Poldek, jeden z policjantów - Tam stoi jego sekretarka. To ona go znalazła. Była z nim umówiona - wyjaśnił kolegom mężczyzna. -Dzięki, Poldek. Marek, ja zobaczę miejsce zgonu i porozmawiam z lekarzem, a ty pogadaj z tą kobietą - zadecydował pierwszy policjant. -Ok.
Starszy policjant przeszedł do lekarza, który robił ostatnie rzeczy z ciałem, zanim nie zostanie ono zabrane. Jego uwagę przykuł otwarty sejf.
-Cześć - powiedział policjant - Wiesz coś o tej śmierci? -Witam. Wszystko to bardzo dziwnie wygląda. Gość został uduszony, nie dłużej niż godzinę temu - wyjaśnił. -A co za dziwny rytuał? -Nie mam pojęcia. Ktoś porozstawiał świeczki, a obok umieścił jakieś dziwne napisy, tak jak widzisz. Nie wiem, co to ma oznaczać. -Komu by się chciało to robić? -Przekonaj się sam. Była włączona kamera, wystarczy obejrzeć film.
Część 55 / 6
Tymczasem drugi policjant rozmawiał z sekretarką Górskiego.
-Była pani z nim umówiona na siedemnastą czterdzieści? -Tak - odpowiedziała cichym i smutnym głosem sekretarka. Cały czas widziała przed oczami obraz zmarłego Henryka Górskiego leżącego w kałuży krwi. Widok ten był dla niej nie lada szokiem. Dopiero po chwili otrząsnęła się i podeszła do telefonu leżącego na biurku pisarza. Wykręciła numer na policję, a później została połączona z najbliższym komisariatem. Niedługo później na miejsce przyjechało wiele radiowozów policyjnych. -Czy pan Górski mówił o czym będzie chciał z panią porozmawiać? -Nie wiem. Zadzwonił gdy byłam w domu z moim mężem. Byłam bardzo zdziwiona jego stonowanym i bardzo poważnym głosem. -Co powiedział? -Że chce się ze mną jak najszybciej spotkać. Umówiliśmy się siedemnastą czterdzieści. Mój szef był bardzo skrupulatny. -Czy coś zdziwiło panią ostatnio w zachowaniu pana Górskiego? -Raczej nie. -Czy miał jakichś wrogów? -Wątpię. Miał wielu przyjaciół. Wie pan praca pisarza jest dosyć przyjemnym zajęciem. Raczej nie ma się w niej wrogów. -Dziękuje za odpowiedzi. W razie czego... - wyjął z kieszeni marynarki swoją wizytówkę - Proszę się ze mną skontaktować. Razem z moim kolegą najprawdopodobniej będziemy prowadzić śledztwo w sprawie śmierci Henryka Górskiego.
Policjant podszedł do drugiego, który właśnie wstał od denata.
-I jak? - zapytał jeden z nich. -Zabójstwo, tak jak podejrzewałem... - kątem oka zauważył otwarty sejf - Właśnie.
Policjant podszedł do sejfu. Przejrzał go wzrokiem, po czym podszedł do siedzącej jeszcze sekretarki pisarza.
-Przepraszam panią, mamy jeszcze jedno ważne pytanie - odezwał się policjant. -O co chodzi? -Czy wie pani co pan Górski trzymał w swoim sejfie? -Mniej więcej tak. Pieniądze, około dwudziestu tysięcy, akta, a także... -A także? - zaciekawił się policjant. -Szkatułkę. -Szkatułkę? -Tak. Widziałam ją parę razy. Słyszałam od jego syna, że trzymał w niej jakąś listę...
Policjant podziękował za odpowiedź sekretarce, po czym podszedł do biurka, na którym były wyłożone rzeczy z sejfu. Wśród nich zobaczył pieniądze, różnego rodzaju akta.
-To wszystko co było w sejfie? - zapytał stojącego obok policjanta, który oglądał rzeczy w szafce pisarza. -Tak.
Brakuje tylko szkatułki. Ale co w niej było? Wygląda na to, że zabójca zabrał tylko tą tajemniczą szkatułkę.
Rafał jechał taksówką. Zegar w aucie wskazywał już osiemnastą pięćdziesiąt. Zaczął padać deszcz. Od dłuższej chwili była cisza. To sprzyjało do atmosfery wspomnień i przemyśleń. Chłopak myślał o ojcu. Czego od niego chciał? Nie widzieli się już od pewnego czasu. Jedyne informacje, jakie Rafał miał o ojcu pochodziły z dzienników informacyjnych i gazet. Kilka lat temu, kiedy przeprowadził się do Łodzi domyślał się, że długo nie zobaczy się już ze swoim ojcem. Z dalszych przemyśleń wyrwał go telefon.
-Halo - odebrał chłopak. -Dzień dobry mówi Rudziński. -Dzień dobry jestem w drodze do Warszawy. -Dobrze, będziemy musieli porozmawiać... -O czym? -Dowie się pan po przyjeździe. Proszę powiedzieć taksówkarzowi żeby zawiózł pana pod Pałac Kultury. Będę na pana czekał przy głównym wejściu. Stamtąd pojedziemy dalej. -Jak pana rozpoznam? -To ja pana rozpoznam. Do zobaczenia - rozłączył się Rudziński.
Część 66 / 6
Rafał schował telefon do kieszeni.
Magda siedziała u siebie w domu razem z przyjaciółką. Obie dalej rozmawiały. Zegar na ścianie pokazywał dziewiętnastą dwadzieścia osiem. Magda cały czas miała w myślach ostatnią rozmowę z Rafałem. Przychodząc do niego była w stu procentach pewna co chce zrobić. Wiedziała, że powinni się rozstać, przestać spotykać. Chciała powiedzieć mu wszystko o swoim nowym mężczyźnie. Jednak nie miała odwagi. Cały czas była roztargniona. I cały czas zastanawiała się co ma teraz zrobić. Dopiero rozmowa, ta chwila ciepłych słów sprawiła, że Magda dostrzegła jak bardzo Rafał jest jej bliski. I owszem może zniknie ale na pewno nie z jej głowy, z jej myśli. Sama już nie wiedziała, co do niego czuje. Nie była w stanie nawet przed samą sobą powiedzieć, czy kocha Rafała, czy Piotrka. Kogo kocha tak naprawdę. Tak bardzo chciałaby jeszcze raz przeżyć chwilę, w którym poznała Piotrka. To było cztery miesiące temu. Kiedy Magda robiła zakupy w supermarkecie, wpadli na siebie biorąc zupy z proszku. To było chyba już jej przeznaczone, że wszystkich mężczyzn w których się zakochiwała poznawała wpadając na nich. Od tamtej pory spotykali się coraz częściej, a Magda darzyła coraz głębszym uczuciem Piotrka. W końcu nadszedł dzień, w którym przespali się po raz pierwszy. Magda nie czuła się z tym dobrze. Wiedziała doskonale, że jest nieszczera wobec Rafała. Że go oszukuje. Aż w końcu obiecała Piotrkowi, że rozstanie się z Rafałem. Powie mu o wszystkim. I oto Magda rozstała się ze swoim chłopakiem, ale nie powiedziała mu o Piotrku. Nie mogła. Nie potrafiła. Sama jednak nie wiedziała, czy dobrze postąpiła. Wątpiła, czy w tej sytuacji jest jakieś w stu procentach dobre wyjście. Tyle nas łączy- wciąż słyszała w myślach.- Tyle czasu byliśmy ze sobą związani. Tyle wspaniałych chwil. Jej przyjaciółka włączyła telewizor. Dziewczyna wyrwała się jakby z transu.
-Halo. Magda. Żyjesz? - próbowała zawołać Małgosia. -Tak...
Nagle zaczęły się wiadomości, a obie kobiety usłyszały wiadomość z ostatniej chwili.
Znany pisarz książek przygodowych Henryk Górski zginął dzisiaj w swoim gabinecie. Policja podejrzewa zabójstwo...
Małgosia zobaczyła dziwny, przestraszony wzrok Magdy.
-Znasz go? -Tak, to ojciec Rafała - powiedziała Magda wstając. -Co robisz? -Idę do niego. Nie mogę zostawić go samego...
Rafał jechał dalej taksówką. Zegar wskazywał dwudziestą dwie.
-Właśnie wjechaliśmy do Warszawy, zaraz będziemy przed Pałacem - oznajmił taksówkarz.
Słów tych nie usłyszał jednak Rafał. Był cały czas zamyślony. W końcu znalazł chwilę, by o pomyśleć o wszystkim. Cały czas słyszał w głowie ostatnią rozmowę z Magdą. Nie mógł sobie darować że pozwolił jej odejść a tym bardziej że nie miał bladego pojęcia, dlaczego dziewczyna chciała się z nim rozstać. Było im ze sobą tak dobrze. Zupełnie nie wystarczało mu tłumaczenie, że po zerwaniu będzie im lepiej. Coś musiało się zdarzyć. Coś się zdarzyło- Rafał był tego pewny w stu procentach. Ale co? Co mogło się zdarzyć? Dzień za dniem, spotkanie za spotkaniem, Rafał pamiętał to wszystko doskonale jakby było to zaledwie jedno spotkanie i jeden dzień. Kiedy Rafał zaczął się spotykać z Magdą, czuł że coś się zmieniło, jakby na lepsze. Że już nigdy nie będzie tak jak dawniej. Że będzie jakoś inaczej, znacznie inaczej. Proszę, najdłuższa róża jaką znalazłem w mieście- Rafał