Fantastyka · 9 min czytania
Tajemnicze spotkanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Słońce już zachodziło, na niebie było widać księżyc co chwile przysłonięty chmurami których tego wieczoru nie brakowało na niebie. Uliczki już opustoszały, gdzieniegdzie jeszcze można było dostrzec pojedyncze osoby pędzące każda w swoim kierunku. Na ulicach pojawiali się już latarnicy odpowiedzialni za zapalania lamp ulicznych, każdy chodził w towarzystwie członka zakonu. Słońce już zaszło i tylko, lampy rozświetlały ulice ukazując zniszczone ściany budynków, zabłocone alejki pełne odchodów oraz innych odpadków, całą dzielnica portowa wyglądała tak samo. Przez te ponure uliczki przemieszczała się samotna postać, niewielka, przykryta starym, szarym płaszczem, z zarzuconym kapturem na głowę, Płaszcz nosił wyraźne ślady używania, przetarcia oraz dziury jak po zadrapaniu rzucały się w oczy, Zakapturzona postać biegła starając się zachować ciszę, co już grzęznąć w błocie które jest efektem całodniowych opadów. Zbiegła z głównej ulicy wbiegając w ciemną uliczkę pozbawioną latarni, co chwile oglądając sie za siebie upewniając się że nikogo tam nie ma. W momencie jak już miała wybiec z uliczki drogę zastąpiła masywna postać, nie zastanawiając się postanowiła zawrócić jednak z drugie jstrony w uliczkę wchodziło dwóch mężczyzn. A kogóż my tu mamy? - powiedział mężczyzna stojący na wprost, trzymając w ręku kij z powbijanymi gwoździami. Postać w płaszczu zatrzymała się i nerwowo zaczęła rozglądać szukając wyjścia z beznadziejnej sytuacji. Ej chłopaki patrzcie kogo tutaj mamy - rzekł mężczyzna z kijem, łapiąc bohatera za ramię. Zaczęli się szarpać, dwaj mężczyźni z tyłu podeszli już do bohatera, jednak tylko się przyglądali i rechotali ze śmiechu patrząc jak ich kolega szarpie się z postacią o połowę mniejsza od niego. Podczas szarpaniny zsunął się kaptur i ukazały się piękne długie blond włosy związane w koński ogon. Korzystając z chwili zamieszania nasza bohaterka wyrwała się z uścisku i pognała rozświetloną ulicą nie oglądała się za siebie, nie musiała dobrze słyszała jak biegli za nią. Dostrzegła znak gospody “pod rybką” wystający nad drzwiami, nie zastanawiając się wbiegła do środka z hukiem otworzyła drzwi i podbiegła do lady zasiadając przy wolnym krześle, zakryła głowę rękoma. Drzwi nie zdążyły się zamknąć a do środka wbiegli znani nam już rabusie. Rozejrzeli się dookoła dostrzegając naszą bohaterkę. Podeszli do niej otaczając z każdej strony. Panowie nie chcemy tutaj żadnych burd - powiedział gospodarz stojący za ladą, wycierając kufle - Jeśli szukacie kłopotów to źle trafiliście a jeśli chcecie coś zjeść lub wypić to widzicie że nie ma wolnych miejsc. Nie odzywaj się jeśli nie chcesz posmakować “loli” - odpowiedział największy zbir wymachując znanym nam już kijem z gwoździami - mamy tutaj pewne sprawy do załatwienia i lepiej sie nie wtracaj - ciągle wymachując “lolą” W gospodzie zapanowała cisza wszyscy klienci zwrócili wzrok w stronę lady przy której toczyła się dyskusja. W tym momencie dwóch mężczyzn wstało od stołu i udało się w stronę lady. Obaj nie wyróżniali się niczym szczególnym, byli czyści i schludni, jeden był ciut wyższy i miał blond włosy ściągniete w kitkę oraz gładko ogoloną twarz, drugi niższy od pierwszego jednak i tak jak na standardy na pewno nie był niski, miał czarne jak smoła włosy i kilkudniowy zarost. Reszta klientów z zaciekawieniem obserwowała bieg wydarzeń. No i co się tak gapicie - rzekł drugi z bandytów, odwracając się w stronę sali, wymachując rękami, trzymając w jednej kawałek drewna przypominający urwaną nogę od stołu. - wracacie do swoich spraw albo posmakujecie - pokazał trzymany w ręku kawał drewna. Panowie chyba pomylili lokale, ubojnia znajduje się parę uliczek dalej a my tutaj nie chcemy takich jak wy - odpowiedział blond mężczyzna mężczyzna idący w ich stronę - Macie Panowie dwa wyjścia. No ciekawe jakie - przerwał w połowie zdania największy zbir wymachując “lolą”- możemy zrobić tak że grzecznie wrócisz na miejsce albo wybije ci te białe ząbki. W tym momencie mężczyzna wyciągnął sztylet dźgnął zbira w nadgarstek, ten upuścił “lolę”, mężczyzna łapiąc go za rękę obrócił plecami do siebie ,