Kryminał · 7 min czytania
Tajemniczy gość
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Środa 30 kwietnia 2020 roku. Nad Rybnikiem na Górnym Śląsku świeci wesoło słońce. Rozświetla z samego rana stary dom znajdujący się na jednej z bocznych ulic dzielnicy Zamysłów. Dom zbudowany w latach 70-tych XX wieku należy do rodziny Łuczak. Zbudował go Władysław - pradziadek Marty, która właśnie odprowadza swoją rodzinę do samochodu. Marta jest piękną 18-toletnią brunetką, która uczęszcza do ostatniej klasy II Liceum Ogólnokształcącego w Rybniku. W przyszłości chce studiować na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Uwielbia przedmioty ścisłe. Przede wszystkim matematykę i fizykę. Mocno interesuje się także historią. W tej chwili jednak przygotowuje się do nadchodzącej matury. Nie boi się czy zda tylko jak dobrze zda. Chce uzyskać jak najlepsze oceny, aby dostać się na wymarzone studia. Jej rodzice wraz z trójką młodszego rodzeństwa właśnie wyjeżdżają na długi majowy weekend do ciotki do Wrocławia. Często tam wspólnie wyjeżdżali co dla dorosłej już Marty nie było specjalną atrakcją. Tym bardziej, że postanowiła pouczyć się do egzaminów maturalnych. Wszyscy pożegnali się już z Martą i czekali w samochodzie zapakowanym do pełna ich rzeczami. Głowa rodziny, Marek zapalił już silnik w białym Renault Espace, a najmłodsza 6-cioletnia Zosia zawołała – Mamo chodź, już odjeżdżamy. Ich mama Klaudia mimo, że parę lat temu przekroczyła czterdziestkę nie wyglądała na swój wiek. Piękna, zadbana i bardzo ładnie ubrana wyglądała na o wiele młodszą. Spojrzała w stronę samochodu i natychmiast odwróciła się z powrotem w stronę najstarszej córki. – Uważaj na siebie i pozamykaj wszystkie drzwi i okna - przestrzegła. – Mamo, jestem już dorosła - uspokajała ją Marta. – Nikogo nie wpuszczaj do domu - przestrzegała ją dalej - pod żadnym pozorem. – Wiem, wiem - uspokajała ją dziewczyna - o nic nie musicie się martwić. – Zawsze będziemy się o ciebie martwić córeczko - pocałowała ją w czoło. – Raczej martwcie się o siebie. Ciocia lubi czasem przygotować zbyt ostre potrawy - niby żartem ale martwiąc się powiedziała dziewczyna. – Będę ją kontrolowała w kuchni. Nic nam nie grozi - uspokoiła Klaudia. – Tata nie może jeść za ostrych potraw. Żebyście znowu nie musieli jechać do szpitala - powiedziała córka i dodała - Bezpiecznej drogi. Pożegnały się i matka wsiadła do samochodu. Cała rodzina ruszyła machając stojącej przed domem Marcie. Ona oczywiście odmachała do nich i stała aż nie zniknęli jej z oczu skręcając na główną drogę. Po wyjeździe Marta trochę oglądała telewizji, a później zabrała się za naukę. Dzień upłynął jej bardzo spokojnie. Wieczorem jak co dzień zadzwoniła do swojej przyjaciółki Doroty. Kiedy rozmawiała z nią przez telefon usłyszała dziwny dźwięk. Natychmiast zamarła. – Zaczekaj chwilę - powiedziała do słuchawki. Nastąpiła cisza, w którą wsłuchiwała się Marta. Parę głuchych chwil i chciała już powiedzieć coś do słuchawki gdy usłyszała uderzenie jakby kamieniem w szybę. Powoli wstała z łóżka i podeszła do okna. Uchyliła brzeg zasłony i natychmiast odskoczyła. – Co się dzieje - w słuchawce odezwała się Dorota. – Ktoś stoi przed moim domem - odpowiedziała. – Nie otwieraj, może ktoś wiedzieć że jesteś sama w domu - ostrzegała ją przyjaciółka. – Wyjrzę przez okno - odsłoniła okno i zobaczyła stojącą przed domem postać. Jej pokój znajdował się na piętrze i był jedynym, w którym paliło się światło. Chciała otworzyć okno ale…