Fantastyka · 13 min czytania
Tajemniczy medalion
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
TAJEMNICZY MEDALION
Był zimny, mglisty poranek. Wiele osób, jak co dzień wybierało się do pracy, czy szkoły. Ot zwykły jesienny poniedziałek. Jednak ten dzień miał całkowicie odmienić całe, szare życie pewnego ucznia. Otóż ten uczeń miał na imię Konrad. Mieszkał w najpiękniejszej i najczystszej dzielnicy Gdyni, Dąbrowie. Uczył się przeciętnie w tamtejszym gimnazjum. Był wesołym, inteligentnym nastolatkiem, wszędzie mile widzianym. Wysoki blondyn, niebieskie oczy, czysty, zadbany, uczciwy i sprytny. Miał tylko jeden problem. Był wielkim marzycielem. Może i bujna wyobraźnia to zaleta, ale w wydaniu Konrada było to niebezpieczne. A dlaczego? A dlatego iż nasz bohater miał problemy z odróżnieniem fikcji od rzeczywistości. Miał z tego powodu sporo problemów, ale i przyjemności. Problemów opisywał nie będę, gdyż nikt nie lubi, gdy ktoś wypomina mu błędy. Przyjemności natomiast. Czemu nie? Najwięcej zaszczytów zbierał na konkursach z polskiego, dlatego, że potrafił swe myśli przelać na papier i kiedy pokazał swemu nauczycielowi od polskiego swój pamiętnik ten omal nie spadł z krzesła. Ale Konrad nie widział w tym nic niezwykłego. Tego dnia obudził go dzwonek budzika. - Znowu do budy. - powiedział w przerwie między ziewaniem - Znowu matma i ta okropna geografia. Ale wstał, ubrał się i poszedł do szkoły. Droga od jego domu do szkoły wiodła przez las pełen bajor porośniętych rzęsą wodną. Musiał wychodzić czterdzieści minut przed rozpoczęciem lekcji, aby zdążyć do gimnazjum. Tym razem wyszedł trochę wcześniej, więc nie spieszył się za bardzo. Szedł powoli podziwiając piękno przyrody tego pięknego, Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Przypominało mu się ileż to par spodni zniszczył wspinając się po tych drzewach. Konrad lubił tamtędy chodzić. Zawsze było tu cicho i spokojnie. Dlatego kiedy tym razem usłyszał dźwięki łopaty i sapanie zboczył z drogi, aby sprawdzić, co się dzieje. Ujrzał namiot pełen najnowocześniejszego sprzętu archeologicznego a obok niego dół o głębokości około 4 metrów. W dole pracował, jak domyślał się Konrad, jakiś naukowiec. -Co pan robi? – spytał - Szuka pan czegoś? Profesor aż podskoczył. Spojrzał w kierunku chłopca i odpowiedział pytaniem: - A, co? Interesuje cię archeologia? - Tak. I to bardzo. - Więc chodź. Pokaże ci coś. Po tych słowach ruszył do namiotu. Teraz Konrad spostrzegł, że na samym środku namiotu stoi mała gablotka. W niej na poduszce leżało coś, co przypominało monetę tylko trochę większą i grubszą. Widniał na tym czymś napis, chyba łaciński. - Co to jest profesorze? - Nie wiem. - Znalazł pan tylko ten medal? - Nie. Oprócz niego znalazłem stalowe tabliczki z wyrytymi napisami i szkicami. Chłopak zaczął oglądać tabliczki, wtem ogarnęła go dziwna myśl. Wziął do ręki wisior i poczuł w tym momencie przypływ energii. Wielki blask ogarnął całą okolicę a medalion znikł. Tablice, które wykopał profesor zaczęły się dziwnie świecić. - Co zrobiłeś z moim medalionem? - wrzasnął profesor. Konrad jednak nie słuchał. Czuł, że jest w stanie przenosić piramidy, odpowiedzieć na każde pytanie i wytłumaczyć każde zagadnienie. Wiedział, że jego życie się zmieniło. Jednak chciał to sprawdzić. - Profesorze! Niech pan zada mi pytanie z........ geografii. - Czemu z geografii? - Bo ja jaj nienawidzę i nigdy się jej nie uczyłem. Większość lekcji przesypiam w ostatniej ławce. - No dobrze. Wymień stolice Belgii, Łotwy i Bułgarii. - Bruksela, Ryga i Sofia - wyrecytował pospiesznie Konrad - Bardzo dobrze. Ale co to ma do rzeczy? - Jak już wcześniej mówiłem nigdy się tego nie uczyłem a teraz po prostu wiem. - Jednak cały czas nie możesz korzystać z tego daru. Spróbuj całą moc zebrać w jednej dłoni. Może wtedy medalion wróci do twej ręki. Chłopak wytężył wszystkie siły i nagle jego dłoń poczęła się świecić jak te tablice w namiocie. Kiedy światło znikło w dłoni bohatera leżał medalion. Profesor miał rację. Jednak zamiast napisu pojawiła się dziwna, bo złotego koloru, rdza. - Z tą wiedzą zostanę prymusem - cieszył się chłopak - Ale dopiero jutro - dodał patrząc na zegarek. I myśląc o swojej mamie poszedł wraz z profesorem do namiotu napić się herbaty. Jednak coś przed profesorem ukrył. Mianowicie po tym jak medalion znów znalazł się w jego ręce nie utracił całej siły. Zachował jakąś jaj cząstkę. Po powrocie do domu mama o nic nie pytała. Przytuliła syna i powiedziała: - Na biurku masz usprawiedliwienie. W pokoju czekają na ciebie koledzy. Przynieśli ci lekcje. Spojrzał na mamę a jego wzrok zdawał się „mówić”: „Przepraszam. Więcej się to nie powtórzy.” Ucałował mamę i poszedł do pokoju. W samym progu usłyszał: - Ty masz szczęście. Był sprawdzian z gegery. W tym momencie miał ochotę ogłosić całemu światu a przede wszystkim swoim kolegą, że został super-bohaterem. Ale powstrzymał się i zaczął się zastanawiać: - Jeżeli ogłoszę to wszystkim spełnią się moje marzenia. Będę sławny, ale czy szczęśliwy? Co da mi sława? Nie! Tylko ja i profesor będziemy wiedzieć o medalionie. Przecież świat mogę ratować w masce. Jak postanowił tak zrobił. Wkrótce cały świat mówił o tajemniczym bohaterze, który kazał nazywać się Serwer. Konrad pękał z dumy. Cały świat mówił tylko o nim. Ale nie zawsze zdążył włożyć maskę. Jednak zanim powiem, w jaki sposób Konrad a nie Serwer stał się sławny wspomnę o przeprowadzce. Otóż rodzina Koniego, bo tak wołali na niego przyjaciele, przeprowadziła się bliżej szkoły. Chłopak mieszkał teraz w bloku. Niezbyt mu się to podobało, ale cóż nie miał wyjścia. Pewnego, zimowego dnia wracając ze szkoły usłyszał krótki, aczkolwiek głośny krzyk. Pobiegł w tę stronę i ujrzał dwóch oprychów, którzy okradali jego sąsiadkę. Nie zastanawiając się długo skoczył jej na ratunek. Pierwszemu z nich „przejechał” pięściami po kręgosłupie, kopnął go w brzuch, (aby mieć pewność, że nie wstanie) i w tyłek. Drugi skoczył na pomoc koledze, ale dostał parę razy w twarz z pięści i też leżał. Nie żeby chłopak lubił się bić, ale dziewczynie pomóc musiał. Dominika, tak miała na imię koleżanka Konrada, zemdlała w czasie bójki. Kiedy nasz bohater wziął ją na ręce oczy mu się otworzył. Zrozumiał, że takiej piękności to i ze świecą nie znajdzie. Wziął ją ostrożnie na ręce i zaniósł do domu. Jej rodzice byli przerażeni, ale i wdzięczni. Konrad opowiedział całą historię i wrócił do domu. Dwa dni później w gazecie dzielnicowej pt. „Dąbrowa i Dąbrówka” ukazał się tytuł „Dziewczyna żyje. Uratował ją dzielny nastolatek”. Stał się kimś. Bez pomocy medalionu zdobył