Przyjaźń · 13 min czytania
Tak bardzo NIEprawdziwa ułomność
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Mądrym człowiekiem jest tylko ten, który ciągle uważa się za głupiego i próbuje wejść stopień wyżej. A ci wszyscy przemądrzali tylko się pogrążają w swojej głupocie.
Kładąc się spać tylko myślę, żeby mnie rano znowu muchy nie budziły. Jest ich tu mnóstwo. Chyba z całego świata i każdej narodowości. Chodzą po człowieku bezczelnie bez żadnego zezwolenia. I tylko podnoszą poziom frustracji... Tak bardzo wyregulowany i dopieszczony. Mógłbym nawet powiedzieć, że przygotowany specjalnie na tą okazję. Na taki czas, kiedy się kładziesz spać tuż przed wschodem słońca. Na czas kiedy wszystkie twoje samotności zdają się być perfidnie znieważone. Kiedy przestajesz być dla siebie. Kiedy zaczynasz żyć we wspólnocie.
Wspólnota to jest takie małe coś, że wtedy się jest razem, się razem je, widzi się ciągle te same buzie. Sufit przestaje być twoim osobistym schronieniem bo krótko mówiąc jest zbyt wielu chętnych. Ludzie mają wykupiony abonament na uśmiech. A śmieją się wszyscy. Gdyby tak można było nabrać tego uśmiechu w kieszenie na zapas. Na te szare dni, kiedy człowiek bedzie mógł tylko zmoknąć od wszędobylskich łez. Bo we wspólnocie nikt nie płacze. A jeśli już wycieknie kilka co bardziej wyrywnych kropel, masz niesamowitą pewność, że za pomocą niepojętej radości.
Gdy dziecko się rodzi ma dwa wyjścia... Żyć albo umrzeć. Choć to drugie i tak musi każde dziecko gdzieś tam po drodze spotkać, to właśnie życie jest wybierane przez instykt. Nie ma innego wyjścia, dziecko chce żyć. Choćby się waliło, paliło i cokolwiek innego dzieciak będzie uparcie szedł w stronę życia. Najpierw grzecznie poddając się opiece starszych tzw. rodziców, a później już całkowicie samodzielnie. Przy niezbędnym udziale osób trzecich typu ciepłych, zimnych i też letnich.
Problem się pojawia gdy dziecko nie za bardzo jest zdolne do samodzielnej wędrówki przez życie. Ten nasz bezczelny świat mówi : spadaj mały, miejsca tu dla ciebie nie ma, zrób miejsce dla pięknych i zdolnych, oddawaj mięczaku powietrze. Nie istniejesz, prędzej się na psa ucieszę niż uśmiechnę do ciebie. Sorry ale to nie twoja bajka. Cze czołem papa nara. Nie możesz awansować na człowieka.
Jak myślisz co lub kto to jest? Czterokołowiec powykręcany od góry do dołu. Z olbrzymim grymasem, krzywymi zębami, sztywny niesamowicie i chrząkający coś niewyraźnie. Takie tam warzywko. To jest twój obraz człowieka, który jest dokładnie taki sam jak ty. Dla twojej informacji ma na imię Ania. Urodziła się całkowicie zdrowa, różowiótka jak cukierek. Przez błąd człowieka cierpi na porażenie mózgowe od bardzo wczesnego dzieciństwa. Całkowicie zdrowy człowiek uwięziony w swoim ciele.
Ania ma trzydzieści kilka lat, przez całe życie jedzie na wózku. Nie jest w stanie zrobić NICZEGO bez pomocy osób ciepłych. Jedzenie, picie, mycie. Wszystko to zostało zrzucone na barki matki. Matki która od 30 lat dzień w dzień opiekuje się swoim zdrowym dorosłym dzieckiem zamkniętym szczelnie w niemowlęcej bezradności.
Część 22 / 2
Ania miewa fochy jak typowa kobieta. Potrafi się obrazić na mamę, że daje jej za mało swobody. Wstydzi się być przebieraną w obecności facetów. Jest zła gdy się nie zrobi czegoś po jej myśli. Wysyła smsy do koleżanek. Umie zaprosić zdrowego faceta na osiemnastkę kuzyna, co więcej zostaje królową parkietu a cała rodzina z zazdrością, niedowierzaniem i pełnym podziwem patrzy na to jak potrafią się bawić. I pewnie codziennie się zastanawia dlaczego akurat ona. Jakby to było, gdyby mogła tańczyć, śpiewać. Ale to jest nieważne. Wbrew temu co by można było wyczytać z fizycznego jej wyglądu, Ania nie czeka z niecierpliwością na swoją śmierć. Na jedyną nadzieję, która wyrwie ją z tego niesamowicie ciasnego ubrania. Zazdroszczę Ani, bo potrafi przeżyć swoje cholernie trudne i często niesprawiedliwe życie z podniesionym czołem. Niektórzy umieją ryczeć bo się lekko podarły spodnie. Tak bardzo mają osłodzone życie. To jest dziwne ale ja na prawdę Ani zazdroszczę. Ona ma już dawno zaklepane miejsce tam u Góry. Żyć z niesamowitą pewnością, że to wszystko się kiedyś skończy. To ziemskie ograniczenie, które dla wielu jest murem nie do przeskoskoczenia.
Chcąc zobaczyć, musisz się złamać, polizać poziom swojej głupoty i uśmiechnąć się do Ani. Bo być może, będzie kiedyś błagać Boga w Niebie, żeby i ciebie przyjął.
Idzie ulicą trzech facetów. Jeden grubszy od drugiego. Przepychają się, krzyczą coś do siebie. Mogą się przytulić by po chwili obrazić się na chwilę. To Kuba, Karol i Rafał. Każdy z nich jest wyjątkowy. Kuba najukochańszy, Karol najzabawniejszy, Rafał najbardziej samodzielny. Wszyscy są naj. I to nie przypadek bo my możemy im buty czyścić. Wszyscy troje mają zespół Downa. Ludzie myślą że są nieszczęśliwi. Nic nie wiedzą. Nie ma takiej farbki która by namalowała jak oni bardzo są szczęśliwi. Nie ma takiego papieru, z którego można by odczytać jak bardzo oni nie chcieliby być inni niż są. To są najzdrowsze dzieci jakie znam. Ludzie przesiąknięci skomercjalizowanym, opakowanym w śliczne pudełko wyrobem miłościopodobnym nie są w stanie zrozumieć doskonałej sterylnej Bożej miłości tych chłopaków. Wszyscy mają koło 20 lat ale do końca życia pozostaną dziećmi. Nie idą przez życie o własnych siłach. Są straszliwie poobijani. Jeden nie potrafi zawiązać butów, drugi potrzebuje pomocy przy najprostszych czynnościach takich jak mycie czy załatwianie się. Jestem przekonany że od nich odbija się miłość ich mam. Są na każde zawołanie. Pilniejsze niż aniołowie od stróżowania. W każdej chwili gotowe by podać ręke, przytulić,umyć, wytrzeć nos, wytrzeć tyłek. A to są konkretne chłopy. Potężniejsi nie rzadko ze dwa razy od swoich mam.
Wytykani palcami, izolowani od zdrowych dzieci, wyśmiewani, odstawiani na boczny tor - mają wspólnotę, gdzie to właśnie oni są centrum. To właśnie dla nich powstała ta wspólnota. Dla tych którym potrzebna jest silna pomocna dłoń, żeby mogli się utrzymać na powierzchni życia.
Marzenka to taka przylepa. Uśmiechnięta 24h, znaczy się ile tylko wlezie. Radosny kwiat, powalający swoim niedoścignionym optymizmem. Mimo, że nie słyszy i nie mówi. Pod czaszką kryję sie umysł może 3-letniego dziecka. Maskotka, która zawsze może przytulić w razie jakiegoś niespodziewanego smutku.
Ta piątka to znak rozpoznawczy. Okładka od której wszystko się zaczyna. A tych dzieci jest znacznie więcej, choć to nie czas i miejsce, żeby każdego z osobna opisywać. Piątka aniołów zesłanych między ludzi i ukrytych pod upośledzeniami, żeby…