Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przyjazn · 8 min czytania

Tak niewiele brakuje do szczęścia... cz.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Z tyłu klasy widać wszystko. Teraz na środek wyszła dziewczyna. Na jej drobne ramiona opadały złote włosy a błękitne oczy ślicznie błyszczały na zarumienionej, dziewczęcej twarzy. Wszyscy znali ją głownie z poczucia humoru. - O czym nam opowiesz moja Zosiu kochana?- spytała wychowawczyni. Pani Tlałka miała wychudzoną twarz, ale zawsze potrafiła podzielić się swą serdecznością, a energia wprost z niej tryskała, pomimo starszego wieku. - Dziś na lekcji wychowawczej zapoznam was z pewną sanatoryjną przygodą. Kilka osób spuściło głowy. Zocha chorowała... na białaczkę. Mimo wszystko zawsze potrafiła podzielić się z przyjaciółmi ciekawymi opowieściami na temat jej przygód. Nigdy nie opowiadała o zastrzykach, szpitalnej atmosferze, bólu... - Otóż podczas mojej ostatniej wizyty w sanatorium dowiedziałam się, że mam cichego wielbiciela. Miał na imię Arek. Co prawda był całkiem przystojny i wiele koleżanek z oddziału było gotowe oddać mu swe serca, ale on uparcie wyznawał uczucie właśnie mi. Nie zapominajcie, że ja tez jestem uparta i zawsze odsyłałam go wraz z kwiatami. Gdzieniegdzie dało się słyszeć ciche pomruki rozbawienia... - Pewnego ciepłego wieczoru do mojej sali wpada zadyszana pielęgniarka. ,,Zosiu! Zosiu!” wołała od progu- ,,chodź prędko!”. Bez specjalnych emocji ruszyłam za pielęgniarką. Zaprowadziła mnie na koniec oddziału- do sali nr 8, tj. sali Arka. Trudno sobie wyobrazić moje zdumienie gdy ujrzałam tego chłopca. Stał w oknie. Dawał lekarzom wyraźne oznaki że lada chwila mogą się go spodziewać na dole. Chociaż nie znajdowaliśmy się na takiej wysokości która zagrażałaby naszemu życiu, to jednak taki upadek mógł grozić poważniejszymi obrażeniami ciała. Podszedł do mnie wyjątkowo blady lekarz. ,,Chłopiec chce abyś go pocałowała Zosiu. Błagam cię zrób to!”- rzekł. Wiedziałam, że gdyby sytuacja nie była na tyle poważna to doktor szczerze wyśmiałby propozycję Arka. Jednak nie teraz. Ciężkim krokiem podeszłam do okna... - Zrobiłaś to?- wyrwało się Małgosi, koleżanki Zosi z ławki. - Tak- odpowiedziała ,,złotowłosa” rumieniąc się- Nie będę wdawała was w szczegóły. Powiem jeszcze że do najprzyjemniejszych rzeczy ten pocałunek nie należał. Dwa dni później Arek odprowadzał mnie ze stołówki i mówi ,, Wiesz Zosiu, tak naprawdę to ja nigdy bym nie skoczył- co więcej mam nawet lęk wysokości”- na koniec uśmiechnął się uroczo, szczerząc nienaturalnie białe zęby. ,,Chyba kpisz”- odparłam trzęsąc się ze złości. Pobiegłam do sali a w tyle usłyszałam tylko ciche słowo... ,,nie”. Postanowiłam o tym zapomnieć. Zanurzyłam się w świecie marzycieli czytając do późnej nocy wiele książek... Klasa IIa zawsze była bardzo zgrana, ale słuchając tej historii każdy ( w szczególności chłopcy) miał ochotę przyłożyć draniowi w zęby - ... i wyobraźcie sobie że pewnego popołudnia znów leci do mnie przełożona. Okazało się że historia dokładnie się powtórzyła tylko, że teraz ja miałam przewagę. Opowiedziałam lekarzom i pielęgniarkom o tym godnym pożałowania wyczynie Arka. Powiedziałam również żeby nie zwracali na niego uwagi bo on nie ma zamiaru wyskoczyć. Tak więc wszyscy powrócili do swych dawnych zajęć i zignorowali chłopca, a to był błąd, bo młodzieniaszek istotnie wyskoczył... Chociaż cała opowieść miała charakter wręcz dramatyczny, kilka osób parsknęło śmiechem spotykając się z czujnym wzrokiem pani Tlałki. - Arek złamał sobie rękę i zwichnął nogę- ciągnęła Zosia, ale z tonu jej głosu wcale nie można było wyczuć żalu, przeciwnie, przedstawiła komizm całej sytuacji…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Tak niewiele brakuje do szczęścia... cz.1 — czytnik · opowiadania