Psychologia · 8 min czytania
Tak po prostu...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
TAK PO PROSTU… Otworzył powoli oczy. Nie wiedział, gdzie jest. Białe ściany przerażały obcością. Utkwił wzrok w suficie. Próbował przypomnieć sobie cokolwiek, ale nie mógł. Nagle do jego świadomości dotarł ból. Zacisnął powieki, ciało wyprężyło się, ze spierzchniętych warg wydobył się ledwo słyszalny jęk. Kiedy otworzył oczy ponownie, światło wydało mu się rażące, z oczu popłynęły łzy. Chciał je otrzeć, ale nie mógł poruszyć rękoma. „Jestem sparaliżowany”- pomyślał przerażony. Serce zaczęło mu bić jak oszalałe, oddychał teraz bardzo szybko. Do mózgu wdzierał się powoli strach. Oplatał umysł swoimi mackami. W gardle pojawiła się ognista kula, blokująca dojście powietrza. Zaczął trząść się, oblał go pot. Krocze i uda zalała ciepła ciecz. I nie było już nic oprócz zimnego przerażenia….
- Witaj, Marku - powiedziała do wchodzącego mężczyzny. - Witaj- uśmiechnął się, odgarniając długie ciemne włosy- Jak noc, spokojna? -W miarę. Wyglądasz na bardzo zmęczonego- popatrzyła z troską na jeszcze młodą twarz- Czy coś się stało? - Nie- sięgnął po fartuch, odwracając wzrok od jej mądrych i przenikliwych oczu- To mój czwarty nocny dyżur w tym tygodniu. Kobieta pokiwała głową ze zrozumieniem, ale jej wzrok pozostał nadal uważny. Odruchowo zgarniała dokumentację z biurka, zastanawiając się nad czymś głęboko. Cicho tykał zegar. - Dbaj o siebie, spróbuj się przespać, powinno być dziś spokojnie- powiedziała, sięgając po płaszcz. Mężczyzna nie odpowiedział. Usiadł ciężko przy biurku i zaczął przeglądać papiery. Kaskada włosów opadła mu na twarz. Kobieta uśmiechnęła się ciepło do siebie. - I zwiąż włosy, wyglądasz jak hipis- i dodała- To polecenie służbowe. - Dobrze, pani ordynator- powiedział, uśmiechając się blado.
Pielęgniarka popatrzyła na rozpiskę a następnie na zegar. Ten spod szóstki musi mieć zmienioną kroplówkę, jego sąsiad dostaje leki, co dwie godziny i nie zaglądała dawno do nowego pacjenta, który leżał w separatce. Wzięła tacę i wyszła na korytarz. Otoczyła ją cisza i spokój, co było rzadkością w tym miejscu. „Najpierw pacjenci spod szóstki”- pomyślała. Otworzyła drzwi do separatki i zapaliła światło. - O cholera- nie powstrzymała się-,Co ci jest? Nie odpowiedział. Wpatrywał się w nią szeroko otwartymi oczami, w których zobaczyła rozszerzone do granic możliwości źrenice.
Nie skorzystał z rady pani ordynator, nie położył się. I tak oka by nie zmrużył. Siedział teraz wpatrzony w ciemne okno. Myśl o niej rozrywała mu serce, duszę i umysł. Zatracał się powoli w bólu, który z godziny na godzinę stawał się coraz silniejszy. - Nie poradzę sobie- wyszeptał- nie jestem taki silny. Boże…. Zakrył twarz rękoma. - Panie doktorze- głos oddziałowej wyrwał go z otępienia. Podniósł głowę i spojrzał na nią. - Tak? - Musi pan iść ze mną i to szybko!- i, nie czekając na niego, wyszła energicznie z pokoju.
Nie mógł oddychać, twarz zalewała mu lepka maź, krtań skurczyła się i zesztywniała. Charczał. Serce biło mu szybko i głośno. Dźwięk ten zwielokrotniał w jego umyśle i nic już do niego nie docierało. Nagle zobaczył nad sobą skupioną twarz mężczyzny. - Tlen, hydroxyzynum 0,5 ml, medazepam – jednostkę w soli fizjologicznej. Niech pani zatamuje ten krwotok. Mężczyzna pogłaskał go po głowie i założył maskę tlenową. - Postaraj się oddychać spokojnie i miarowo. Teraz dostaniesz zastrzyk. Zaraz wszystko minie-jego cichy głos był drogą, którą chłopiec powoli wracał. Odetchnął. Ucisk odrobinę zelżał. - Jestem lekarzem, mam na imię Marek- mężczyzna uśmiechnął się- A ty jesteś Hubert. No, część oficjalną mamy za sobą. Pozwól, że będę mówił ci po imieniu. Jesteś pewnie ciekaw, co się teraz z tobą dzieje. Widzę to w twoich oczach. Wraz z chłodnym płynem z kroplówki napływał spokój. Słowa lekarza stawały się coraz bardziej zrozumiałe. -Więc nie dzieje się, wbrew pozorom, nic złego. To zwykły…