Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Opowiadania.pl · 3 min czytania

Tak umiera...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jako dziecko brałem do ręki ołówek i nudziłem rodziców o nowe kartki do rysowania. Gryzmoliłem zawzięcie zamki, rycerzy, smoki...

Kiedy tylko nauczyłem się pisać - zacząłem tworzyć własne historie, choć były to właściwie historyjki od-twarzane i kompilowane przez dziecięcy umysł.

Jako nastolatek już nie tylko odtwarzałem zasłyszane - ale i tworzyłem nowe. Zaczynałem dziesiątki historyjek i nie dokańczałem ich, bazgrałem i bazgrałem, niszcząc (?) kilogramy i tony papieru... biedne wycinane lasy.

Po dwudziestce wyrobiłem sobie ładny charakter pisma, choć moja dłoń nigdy nie przywykla do subtelnego pióra. Pisałem długopisem.

Dotyk papieru w dłoniach, przepięknego tworzywa, delikatnego, ale i potrafiącego przeciąć palec krawędzią do krwi... Poplamione tuszem palce, końcówka długopisu w zębach, wzrok zapatrzony w czystą kartkę, którą mogłem zapełnić na tyle sposobów, co tylko przyjdzie do głowy, nie tylko rycerze i smoki...

Studia wymusiły zakup komputera.

Niecierpiałem klawiatury. Powolnego niezgrabnego klepania w klawisze, programu idiotycznie wtrącającego się w to co piszę.

Praca wymusiła szybkie klepanie w klawiaturę, powoli magia pióra (długopisu - lecz pióro brzmi bardziej poetycko) i dotyk papieru zaniknęły, odeszły, umarły wraz z wprawą w "pisaniu" na komputerze.

Zacząłem tracić przestrzeń wyobraźni, radość i kontakt pisania, zamiast magii kreatywności pojawiło się otępienie, ból oczu i głowy od monitora i tych nieprzyjaznych promieniujących z niego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%