Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 3 min czytania

Tak zwyczajnie...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Oczy. Wrota do nicości, okno na duszę. Obraz człowieka. „Stworzony został na obraz i podobieństwo…” Bóg. Gorączkowe myśli dziecka… błagam, jeśli istniejesz… błagam… Oczy. Oczy szeroko zamknięte. . Niewidzące. Znienawidzone. Żal? Nie. Nadzieja. Na nowe jutro… W mętnym świetle słabej, nagiej żarówki pokazuje się tęczówka… przekrwione białko… Najpierw miga, przelotem tylko… Potem zostaje na dłużej. Skupia się na dziecku, wyostrza… Strach. Przerażenie. Rozpacz… Czerń. Nie… nie istnieje…

–Ce! Ja? Nie. Ce? Co to za zdrobnienie? Obrócenie głowy. Ruda burza. Pies? –Temperance, przedstawiam Ci Duncana. Oprowadzisz go po sierocińcu. Szybkie spojrzenie. Nie. Nie pies. Długowłosy człowiek. Westchnienie. –Dobrze. –Ce… –Jestem Temperance. –Wiem. Ce. Jęk dziecięcej bezsilności.

Ciche westchnienie kołuje jękliwie wśród rzędów łóżek. Cień, półcień, zacienienie… Ciemność. Ręka szuka ręki. –Nie śpisz? –Nie. Błysk tęczówki. Zły dreszcz. Nie. To nie to. Tamto już nie wróci. Już po wszystkim… Uścisk dłoni. Uspokajający. Kojący. –Ce, chodź do mnie. –Nie, ty przyjdź. Szelest pościeli, skrzypienie sprężyny. Szuranie nóg na podłodze. Zimno pod uniesioną nagle kołdrą… Ciepło. Cieplej, bezpieczniej niż wcześniej. Przytulone ciało przy ciele. Cichy szloch. –Ce, jestem z Tobą. Zawsze. –Wiem. Kocham Cię. –Ja Ciebie też. Śpij, odgonię koszmary. Zaufanie.

Śmiech. Spacer

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%