Horror · 10 min czytania
Taki diabeł straszny, jak go malują
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Simone, jak każdego chłodnego, jesiennego wieczoru, siedziała przy oknie, popijając ciepłą herbatę. Wpatrywała się w drzewa, ledwo widoczne w mroku. Kołysały się to na lewo, to na prawo. Towarzyszył im szelest liści i porywisty wiatr, który sprawiał, że chwilami wyglądały jak żywe. Dla Simone była to jedyna chwila wytchnienia w ciągu dnia. Ciągła presja i mnóstwa zadań do wykonania powoli ją wykańczały. W niektórych momentach pragnęła umrzeć. Zostawić to wszystko i odpocząć. Jesienna depresja dopadła też i ją. Szare, z dnia na dzień krótsze dni. Ciągły brak czasu na zajęcie się sobą. Miała już serdecznie dość.
Pracowała jako asystentka w jednej z większych korporacji w mieście. Zajmowała się głównie reklamą. Przynajmniej, tak to się nazywało. Tak naprawdę musiała robić wszystko, co jej kazano. Od głupiego pójścia po zakupy i drugie śniadanie, do wypełniania papierów przez całą noc. Praca z pewnością nie należała do ciekawych. Jedynym plusem, było oczywiście wynagrodzenie. Simone mogła sobie pozwolić na drogie ubrania, nowy samochód i piękny dom na obrzeżach miasta. Niosło to również za sobą pewne konsekwencje. Nigdy nie miała czasu na związki, przyjaciół, a co dopiero na rodzinę. Była indywidualistką szybko wspinającą się na wyższe szczeble kariery. Łatwo się domyślić, że przez to wszystko, stała się osobą trudną i nierozumianą. Mimo jej młodego wieku, nie wychodziła na dyskoteki, nie spotykała się z nikim. Najlepszą rozrywką dla niej, było właśnie samotne rozmyślanie i nieustanne wieczorne wpatrywanie się w te tańczące z wiatrem drzewa.
Nie mieszkała jednak sama. Towarzyszył jej pewien gruby, przyjazny kocur o imieniu Ralph. Istniała między nimi pewnego rodzaju więź. Simone dbała o swojego pupila, jak tylko mogła. Dogadzała mu na każdy możliwy sposób. Kurczaczek, indyczek, wołowinka. ''Co tylko chcesz koteczku!''. Puszysty kot natomiast odwdzięczał się głośnym miauczeniem i nieustannym domaganiem się głaskania. Pasowali do siebie pod każdym względem. Kot z natury indywidualista, chodzący własnymi ścieżkami i Simone, królowa dla samej siebie. Dzieliło ich jedynie tylko to, że Simone była zgrabna, a Ralph przypominał bajkowego Garfielda.
-No i czego tak znowu miauczysz, grubasie? - zwróciła się do kota, które biegał wokół niej i wydzierał się, domagając się czegoś.
Część 22 / 2
-Chcesz wyjść? - zapytała zrezygnowana. - Ugh! Skąd mam wiedzieć, co ty chcesz?! Mógłbyś tak czasami coś po ludzku powiedzieć...
Przez jeszcze kilka minut Simone kontynuowała narzekanie na kota, co wydało jej się tak głupie, że w końcu roześmiała się w głos. Podniosła Ralpha i zaniosła do drzwi. Kocur wybiegł na dwór jak nowo narodzony. ''Ciekawe, jaką teraz kotkę sobie znalazł?'' - pomyślała dziewczyna.
Znów usiadła przy oknie i spojrzała w ciemność. Drzewa wydawały się być jeszcze bardziej niespokojne niż poprzednio. Wiatr był bezlitosny. Na zewnątrz robiło się co raz głośniej. Przewróciło się nawet kilka koszy sąsiadów, co spowodowało rozrzucenie śmieci po całej okolicy. Jednak Simone podobał się ten widok, bezwładnych papierków unoszących się na wietrze niczym boską siłą. Zapatrzyła się w nie, zapominając o swoich codziennych zmartwieniach. Szczególnie zwróciła uwagę na jedno, czerwone opakowanie po ciastku. Była na nim twarz roześmianego chłopca. Wiatr poniósł je w kierunku drzew. Tam zniknęły, pochłonięte przez czarną przestrzeń. Simone spojrzała głębiej. Poczuła tajemniczość tego, co dzieję się tuż obok. Nigdy tak naprawdę nie myślała, co może kryć się pomiędzy tymi wielkimi konarami. Przeszedł ją dreszcz na samo wyobrażenie tego, co może się tam znajdować. Nie pierwszy raz miała przed oczami taki widok, jak dziś. Mimo to, było inaczej. Drzewa wydawały się mieć jakiś sekret. Jakąś mroczną, niezbadaną tajemnicę, której nikt nie ośmielił się jeszcze poznać. Jednego dnia wyglądały jak wielkie, wielorękie potwory, powoli kroczące do swojego, nikomu nieznanego celu. Dziś przypominały cichych, zamaskowanych wojowników, czekających na śmiałków, którzy postanowili odkryć ich tajemnicę.
Jej uwagę odwrócił ledwo co widoczny Ralph, który dumnie kroczył w stronę nieprzenikniętej ciemności pomiędzy pniami. Wyobraźnia Simone była rozbudzona do tego stopnia, że do jej głowy przyszła okropna wizja tego, co spotka tam jej kochany kot. Oddech dziewczyny przyspieszył, zaczęła niespokojnie poruszać rękami. Chciała wybiec i zabrać stamtąd kota, jednak bała się. Poczuła, że jej nogi robią się jak z waty i nie da rady ruszyć się z krzesła. Mimo strachu i początkowej paniki, nie mogła przestać patrzeć przez okno. Ralph był już bardzo blisko. Gdy prawie dotykał jednego z drzew, zawiało potwornie. Simone aż podskoczyła słysząc szum, jaki przeszedł po jej poddaszu. Spojrzała z powrotem. Kota już nie było. Przeszedł ją kolejny dreszcz, tym razem po rękach. Nie mogła opanować swoich myśli, czuła, że coś jest bardzo nie tak. Wszystko jednak działo się zbyt szybko, aby mogła znaleźć czas